#HdcCo

Zauważyłem, że między innymi na anonimowych jest hejt na studentów, którzy nie pracują. W ich kierunku padają takie obelgi jak pasożyt, nierób, pijawka itd., albo że studia to przedłużenie dzieciństwa. Kiedyś myślałem, że gdy już dostanę się na studia, to w międzyczasie znajdę sobie pracę i jednocześnie będę studiował. Jednak to tak nie działa. Opiszę wam jak to wygląda z perspektywy studenta pierwszego roku.

1. Wykłady kończą się o 15:00. Ktoś powie, że nie są obowiązkowe, ale skoro poszedłem na studia, to chciałbym się czegoś dowiedzieć od wykładowcy, a nie uczyć się z książek albo zdać się na notatki od znajomych. Owszem, są oferty pracy na drugą zmianę, ale wszystkie i tak kolidują z wykładami, bo np. zaczynają się o 14:00 albo 15:00. Myślę, że nawet Usain Bolt by tego nie pogodził

2. Ponieważ mam chory kręgosłup, nie mogę wykonywać prac fizycznych. A jak wiecie, nie ma ofert pracy za biurkiem w weekendy, a przynajmniej nie w moim mieście.

3. Muszę studiować dziennie, ponieważ wybrałem taki kierunek, po którym szanse na znalezienie pracy w zawodzie są małe, jeśli studiowałeś zaocznie.

4. Pewnie wyjdę na snoba, ale jestem na naprawdę wymagającym kierunku, więc muszę się uczyć na bieżąco, tym bardziej że walczę o stypendium za wyniki w nauce.

5. Rodzice sami mówią, że dopóki się uczę, to oni powinni mnie utrzymywać, a o pracy to mogę pomyśleć ewentualnie na wakacje.

Piszę to, ponieważ jest mi przykro, gdy czytam komentarze, że tacy jak ja to pasożyty albo że przedłużam sobie dzieciństwo. Przy okazji apeluję: zanim kogoś ocenicie, to zastanówcie się, czy jesteście w takiej samej sytuacji.
Może studiujecie zaocznie, więc nic dziwnego, że jednocześnie pracujecie. Może nie poszliście na studia, więc naturalnym jest, że pracujecie.
Ale weźcie pod uwagę, że czas osoby studiującej dziennie nie jest taki sam jak wasz. My musimy poświęcać czas na chodzenie na uczelnię, naukę w domu, referaty itd., a jeszcze na późniejszych semestrach pojawiają się praktyki.
ohlala Odpowiedz

Mi tam wisi, czy student pracuje, czy nie. To sprawa jego i rodziny. Czasami mam wrażenie, że osoby, które nazywają niepracujących studentów pasożytami są po prostu zazdrosne, bo one miały gorzej. I to trochę przykre, że zamiast życzyć ludziom dobrze niektórzy wolą, aby wszyscy mieli równie źle.

Bumtralalala

Bo u nas od zawsze równa się w dół a nie w górę. Dlaczego miałbym pracować, żeby mieć lepiej, skoro mogę po prostu mieć nadzieję, że ktoś będzie mieć gorzej?

karlitoska

Dokładnie, gdyby praca na studiach była taka oczywista, to prawo nie zobowiązywało by rodziców do utrzymania dziecka do 26 roku życia jeśli te kontynuuje naukę. Poza tym na wymagających kierunkach, pierwszy rok-dwa to dużo pracy, dlatego wielu wtedy odpada, a ciężko się uczyć jak jeszcze się ma pracować. Mi się to udało dopiero na 3cim roku.

nata

Prawo obliguje rodziców do utrzymywania dziecka dopóki nie będzie ono w stanie utrzymać się samo, nie do 26 roku życia.

bazienka

nata to jest dyskusyjne, bo rodzice raczejnie maja obowiazku utrzymywac leniwego gnoja, ktory nie uczy sie, do pracy nie garnie, a nie ma niezdolnosci

veeey Odpowiedz

Dla mnie to jest jednocześnie śmieszne i smutne, że niektórym się wydaje, że naszą wartość jako człowieka definiuje praca. Bo jak inaczej określić postawę - nieważne, kim jesteś, jaki jesteś, co nosisz w sobie; liczy się tylko, czy pracujesz?

Ludzie mówią czasem: "Filozofia? Nieprzydatne. Budowanie mostów? O, to jest coś konkretnego."

To ciekawe, bo co byś chciał_a myśleć o sobie w obliczu śmierci? Czy, na przykład: "byłem_am naprawdę pracowitym człowiekiem, dobrze, że zaczą_ęłam tak wcześnie pracować; cieszę się, że mogłam zarobić tyle pieniędzy" - czy taki jest Twój cel?

Szkoła i studia mają również za zadanie wzbogacać nas wewnętrznie i intelektualnie, rozwijać jako ludzi. Można studiować coś dlatego, że kogoś to ciekawi i jest to całkowicie w porządku. Można przeżywać życie, skupiając się przede wszystkim na pracy i zarabianiu pieniędzy, można poszukiwać prawdy, można dociekać reguł rządzących rzeczywistością, skupiać się na relacjach wokół siebie, poznawaniu siebie, pomocy innym, szukaniu miłości. Można pracować od kiedy tylko można, można zacząć pracować dopiero później albo w ogóle funkcjonować w całkiem innym modelu (np. woleć zajmować się domem i dziećmi, podczas gdy partner_ka zarabia na życie i oboje macie na to w sobie zgodę).

Co uczyni Was naprawdę szczęśliwym? Praca? Jeżeli tak i udaje się Wam pracować, to wspaniale. Jednak praca najczęściej jest środkiem do jakiegoś celu. Czym jest dla Was ten cel?

A jeżeli mielibyście okazję nie pracować i nie obawiać się już nigdy o pieniądze, czym byście zapełniali swoje dni?

Dla mnie o wiele smutniejsza jest świadomość, że niektórzy ludzie przeżywają całe swoje życie w poczuciu, że jedyne co się w życiu naprawdę liczy, to praca. Dla mnie to jest właśnie całkowite oderwaniu od spraw naprawdę istotnych.

ad13

Lubię ten komentarz.

ButySzatana

Najbardziej wartościowy komentarz na anonimowych od lat! Dałabym Ci z milion plusów, gdyby się dało. Nic dodać, nic ująć.

czarnaskorupa

Bo praca większości ludzi daje wolność i bezpieczeństwo na innych płaszczyznach.

Zniewolenie czasowe lub czasami psychiczne daje wolność w wyborze miejsca zamieszkania, sposobu spędzania czasu, leczenia, poziomuedukacji.

Dla mnie praca i pieniądze to wolność wyboru i bezpieczeństwo. Perspektywy.

Zupan

Dzięki za ten komentarz.

Velasco Odpowiedz

To jeszcze do hejtu na studentów dodaj, że prawie każdy marudzi, jakie to ma trudne i wymagające studia.
Poza tym student studentowi nierówny. Jedni traktują studia jako przedłużenie dzieciństwa i okazję do imprezowania, wybierając bezsensowny kierunek - taki, który brzmi ciekawie, ale faktycznie nie ma zapotrzebowania na absolwentów tego kierunku (a uczelnie ze swojej strony trzymają takie kierunki, bo jest zapotrzebowanie ze strony studentów) - ilu rocznie potrzeba w Polsce nowych kulturoznawców, czy politologów? A inni naprawdę chcą się kształcić, wiedzą że wyższe wykształcenie otwiera wiele drzwi i jest zapotrzebowanie na absolwentów niektórych kierunków.
Inna kwestia to finansowanie studiów - nie ma nic za darmo. Bardzo trudno pogodzić studia dzienne i pracę, znacznie łatwiej studiować zaocznie i pracować. Z drugiej strony jeśli rodzice nie chcą wspierać finansowo dziecka, to można się zastanowić nad kredytem studenckim, czy starać się o stypendium.
A pasożyty to ci, którzy studiują dla imprez za kasę swoich rodziców.

livanir

@Wittwil Może podał złe przykłady, ale ja tak własnie uważam o studentach informatyki czy logistyki. Do tego nie trzeba 5 lat studiów, tego samego(i jesli chodzi o logistykę jestem w 100% pewna) uczy się w policealnych czy technikum. Jeśli chodzi o informatykę- mam wystarczająco znajomych, którzy twierdzą, że by być programistą trzeba uczyć się samemu w domu, bo studia są tylko dla papierka(a i od niego odchodzi coraz więcej korpo).
Więc tak, tak uważam, że są kierunki, które są tylko by przedłużyć dzieciństwo.

Velasco

@Wittwil
Nawet jeżeli ktoś bardzo interesuje się kulturoznawstwem, to powinien zdać sobie sprawę, że po takich studiach ciężko o pracę w zawodzie i powinien się zastanowić, czy chce studiować ciekawy kierunek tylko dla papierka, czy nie lepiej wybrać inny - bardziej perspektywiczny. Zresztą ukończenie kierunku, na którego absolwentów jest zapotrzebowanie na rynku pracy nie gwarantuje, że się tą pracę otrzyma. Same studia często to za mało, jak samemu się nie pogłębia wiedzy i nie interesuje się tematem, to później nawet jak taki ktoś zdobędzie pracę w zawodzie, to życie szybko zweryfikuje jego braki. Zresztą jak ktoś jest nieogarniętym kretynem, to nawet najlepsze studia nie pomogą.

Esza

@livanir, chyba nie do końca wiesz czym różni się programista od informatyka. Programować można nauczyć się samemu, to jak nauka języka, natomiast informatyk jest inżynierem. Uczy się projektować i budować technologie, sieci informatyczne, sztuczna inteligencję, rozumieć algorytmy i zawiłości obliczeniowe. Technikum ma się do tego tak jak technikum farmaceutyczne do magistra farmacji. Bynajmniej nie daje takich samych kwalifikacji.

NiebieskiKosz

@Esza programista programiście nie równy.Nauka programowania samemu wymaga dużo wytrwałości, cierpliwości,dobrej organizacji pracy(nauki tak konkretniej),odpowiednich predyspozycji i wielu innych. Szczególnie gdy zaczynasz się uczyć czegoś konkretnego i trafiasz na mur. Część osób po prostuje się podda i porzuci temat na jakiś czas(o ile nie na zawsze). Na studiach będziesz jako tako zmuszony żeby brnąć w to dalej. Druga kwestia- żeby dobrze się nauczyć potrzebujesz zarówno teorii i praktyki. Jeśli uczysz się samemu wiąże się to z koniecznością tworzenia własnych projektów i tu często problem polega na braku pomysłów. Na studiach masz masę takich projektów do napisania. Może nie są najlepsze,ale zawsze nabierasz wprawę.Po trzecie- zależnie od kierunku potrzebujesz wiedzy z różnych dziedzin informatyki i matematyki. Piszesz programy systemowe?Musisz wiedzieć o działaniu systemów operacyjnych jak i o podzespołach komputera. Web dev?Wiedza o tym jak działa Internet od środka jest niezbędna.Piszesz programy skryptowe?Masa algorytmów do przeanalizowania + dużo zagadnień z matematyki. Wiadomo że nie jest trudno znaleźć konkretne informacje. Problemem jest wiedzieć KTÓRE informacje Ci się przydadzą. Studia Ci takie wiedzę podając na tacy. Wiadomo że studia mają swoje wady,dlatego nie można ślepo patrząc na absolwentów jako tych lepszych.Ba, gdybym ja miał wybrać pomiędzy dwoma programistami (albo ogólnie informatykami,bo wszystkiego można nauczyć się samemu) z zbliżonymi kwalifikacjami (wiedzą praktyczną i teoretyczną) to wziąłbym samouka bez wahania(a mówię to jako student infy). Nie oznacza to jednak że samouk jest z automatu lepszym specjalistą niż osoba po studiach

Esza

@Niebieskikosz, zgadzam się z Tobą, osobiście znam wielu programistów bez studiów, choć na pewno są różne rodzaje programowania. W mojej wypowiedzi chciałam podkreślić, że programista to nie informatyk, a sama informatyka obejmuje znacznie więcej zagadnień niż samo programowanie.

Esza

@Niebieskikosz, zgadzam się z Tobą, osobiście znam wielu programistów bez studiów, choć na pewno są różne rodzaje programowania. W mojej wypowiedzi chciałam podkreślić, że programista to nie informatyk, a sama informatyka obejmuje znacznie więcej zagadnień niż samo programowanie.

NiebieskiKosz

@Esza jak najbardziej rozumiem zamysł. Ja chciałem się to jeszcze bardziej rozwinąć przy okazji odnosząc się do twierdzenia że studia informatyczne są typowym przedłużeniem dzieciństwa "no bo można się tego samemu nauczyć". Idąc tym tokiem myślenia to każdy kierunek studiów inny niż te gdzie jest prawnie wymagany papierek do wykonywania zawodu(prawnik, lekarz) jest przedłużaniem sobie dzieciństwa. Po co studiować cokolwiek innego skoro można się tego nauczyć samemu? Już pomijając to o czym wcześniej pisałem że samemu jest się trudniej uczyć to wiele zawodów nietechnicznych wymaga potwierdzenia wiedzy. Oczywiście jeśli ktoś zna się na rzeczy to niezależnie jak się czegoś nauczył pracę znajdzie, szczególnie w zawodach technicznych(informatyk, elektryk, elektronik,mechanik itd.), jednak jest to o wiele trudniejsze. Sam przeglądając oferty pracy dla programisty (żeby rozeznać się co do wymagań jak i zarobków w okolicy) zauważyłem że wiele ofert wymaga ukończonych studniów i/lub doświadczenia. Prawdopodobnie na rozmowę w większości firm zostaniesz zaproszony niezależnie od tych rzeczy jeśli dobrze się przedstawisz a zatrudniony zostaniesz jeśli pokażesz że się nadajesz, no ale ten papierek w wymaganiach mimo to dalej widnieje. Dlatego moim zdaniem niezależnie jaki kierunek studiów wybrałeś nie przedłużacz sobie dzieciństwa o ile studiujesz aby się faktycznie dokształcić o wiedzę która faktycznie przyda się w przyszłości.

A tak BTW, odnośnie tego że informatyk to nie koniecznie programista, mam nadzieję że coraz więcej ludzi to sobie do serca weźmie i przestanie pytać o jakieś techniczne porady osoby które "powinny się na tym znać,w końcu są informatykami"

SzaraDama Odpowiedz

Hej, trzymam kciuki. Masz szczęście, że wykłady Ci się kończą o 15.00 ja często studia miałam tak w kratkę, że zaczynałam o 7.30, gdzieś w okienko w środku dnia na 2-4 godziny (albo 2h tu i 2h tam) i koniec o 19.00 innego dnia tylko ćwiczenia rano...

Udało mi się znaleźć pracę na uczelni, praca dla studentów, gdzie się razem omawiało grafik i można było przychodzić na te 2 godziny okienka ;)

bazienka

o tez tka mialam np. na 7:30, potem okienko do 11 i zajecia do 19
potem czesc przedmiotow sie pokonczyla 0 okienko bylo np 9-13, nic sensownego w tym czasie nie mozna bylo zrobic wlasciwie :/

Slimshady1

Ja miałam za to zajęcia od 8 do 11 i potem na 18. Hit, hitów, jeszcze w piątek.

Misogynistx Odpowiedz

Szczerze mówiąc mnie też to denerwuje. Takie przekonanie, że od razu po rozpoczęciu studiów musisz zacząć pracować, wyprowadzić się od rodziców i polegać tylko na sobie. Ten kult "pracującego studenta-męczennika" mnie trochę bawi. Jasne, że jak masz wyjebkę we wszystko i faktycznie traktujesz okres studiów jako jedną wielką imprezę finansowaną przez rodziców, to chyba coś jest nie tak. Ale nie wszyscy tak postępują. Ja studiuję dziennie i naprawdę angażuję się w naukę. Dodatkowo dorabiam sobie co jakiś czas. Mieszkam z rodzicami, bo nam wszystkim jest tak wygodnie - mi, bo nie muszę się martwić o podstawowe sprawy jak np. lokum i mam stąd 15 minut piechotą na uczelnię, a rodzicom, bo odciążam ich we wszystkich pracach domowych (sprzątanie, zakupy, gotowanie itp). Wszyscy zadowoleni. Czy to czyni mnie nieudacznikiem i pasożytem? Nie powiedziałabym. Także nie przejmuj się, serio.

AjHejdDisGejm Odpowiedz

Też jestem dziennie na jednym z trudniejszych kierunków. Sądzę, że spokojnie mogę to porównywać do pracy umysłowej. Wykłady, laborki, projekty, sprawozdania, kolosy, to wszystko zajmuje nieraz całe dnie i część nocy. Wysilanie mózgu nad instrukcjami i zadaniami, tony definicji itp. Co prawda, ja nie zarabiam z tego i jestem na utrzymaniu, jednak to dużo lepiej, żeby mieć dzięki temu większe perspektywy potem, niż od razu pójść do byle jakiej roboty (nie mam znajomości) i i tak parę lat odkładać na mieszkanie na kredycie, a do roboty fizycznej chodzę w wakacje, jeśli tylko uda się załapać. Jakby u mnie w domu były problemy finansowe, czy coś w tym stylu, to wybrałbym pójście od razu do pracy, a tak, to cała rodzina sama namawiała mnie na studiowanie i wolę być tym "pAsOżYtEm" i mieć większe szanse, by potem ustabilizować siebie i wspomagać bliskich, którzy wspomagali mnie od narodzin.

ToTylkoJa90 Odpowiedz

Nie interesuje mnie to, skąd inni biorą pieniądze. Nie wiem dlaczego niektórych interesuje to aż za bardzo. Ale nie ma co się przejmować tego typu przegrywami społecznymi.

Mamadwoch Odpowiedz

Drogi autorze, ja też przez cały okres studiów byłam utrzymywana przez rodziców i nie widzę w tym nic złego, po prostu było ich na to stać, bez odmawiania sobie jakichkolwiek przyjemności. Gorzej jest jak osoba widzi, że rodziców wykorzystuje i jest im ciężko, ale nic z tym nie robi.
Ja akurat podczas studiów pracowałam, ale nie cały czas. Na początku zaczynałam pracę tylko na wakacje i tak było aż do zakończenia licencjatu. Natomiast będąc na studiach magisterskich zaczęłam rozglądać się za pracą w zawodzie, bo nie chciałam po zakończeniu studiów być bezrobotna. Nadmienię też, że nawet jak rozpoczynałam pracę, czy dostawałam stypendium naukowe, to rodzice nadal mnie wspierali finansowo, a jak zarabiałam to miałam na dodatkowe przyjemnośc, czy wakacje. Oczywiście wraz z zakończeniem nauki, przestałam brać jakiekolwiek pieniądze od rodziców.
Śmieszą mnie w internecie komentarze ludzi, którzy uważają, że jak student bierze pieniądze od rodziców to jest darmozjadem, bo przede wszystkim to nie jest ich sprawa, od nich pieniędzy nie brałam, od ust im też nic nie odejmowałam, więc uważam, że to po prostu z zazdrości.

Cyklobutan Odpowiedz

Na mnie kiedyś wylano hejt, bo uwaga, mam 18 lat i jeszcze nie pracowałam nigdy i tak, uczę się

Hypnosis Odpowiedz

Spokojnie, ten sam hejt idzie na kobiety które wychowują dzieci w domu bo przecież najlepiej niech kopnie tego złego samca co marzył o dawnym schemacie rodziny i chce by żona była kurą domową i niech ta kobieta zniszczy rodzinę i haruje za psi grosz by być jak prawdziwa polska feministka bo jak nie to znaczy, że to głupia baba pod rozkazami męża a i oczywiście wszystkie dzieci są takie same więc jeśli feministka miała zdrowe i ciche dziecko to znaczy, że inne nie istnieją. Akurat nie dotyczy to mnie ale mam ubaw jak czytam ten zawistny hejt na studentów czy takie matki.

Zobacz więcej komentarzy (19)
Dodaj anonimowe wyznanie