#6Ubz0

Kilka lat temu po festiwalu całą ekipą wolontariatu - w tym moją ówczesną dziewczyną - poszliśmy na mocno zakrapiane ognisko. Jako że festiwal mnie trochę wymęczył, padłem dość szybko.

Grzecznie poszedłem spać do sali w szkole festiwalowej i mniej grzecznie rozwaliłem się sam na podwójnym materacu. Po jakimś czasie dziewczyna też chciała się położyć i wywiązała się taka rozmowa:
- Mogę się położyć obok ciebie? Zrobisz mi miejsce?
- (półprzytomny) Móc - możesz. Ale jak moja dziewczyna przyjdzie, to cię zajebie...

#AzVMV

Moje życie jest dobre, ale czuję, że zepsute. Nie umiem się z niego cieszyć, gdy moja głowa jest tak strasznie ciężka od tego wszystkiego, co się stało. Wyrzucę to z siebie tutaj, skoro jestem zbytnim tchórzem, by zrobić to gdziekolwiek indziej.

Zacznijmy od tego, że wychowywałam się z ojcem alkoholikiem. Każdy wie, jakie piętno odciska to na człowieku. Pamiętam wieczory, gdzie tata zamykał dom, byśmy razem z braćmi i mamą nie mogli się do niego dostać, a ja musiałam przeciskać się przez okno kuchenne, by otworzyć drzwi od środka. Pamiętam te noce, gdy wstałam przy kolejnych krzykach i wybiegałam, gdy tata bił mamę. Pamiętam wycieranie jej krwi, cichy płacz, gdy pytała, czemu jeszcze nie śpię oraz protesty, gdy zbierałam szkło z podłogi. Pamiętam wszystkie te obietnice, że tatuś nie chciał, po prostu się zdenerwował. Zawsze miałam wrażenie, że bardziej pociesza tym siebie, nie mnie. Ale w końcu tak długo tkwiła w tym piekle... Przez nas.

To takie okropne, że społeczeństwo tak mocno wmawia ten wzór pseudo idealnej rodziny. Bo w końcu jak to się rozwieść, nawet jeśli mieszka się z prześladowcą? Przecież nie wypada. Macie dzieci, lata za sobą, się naprawi. Szuka się wymówek, jednocześnie nie wiedząc jak prawdziwym piekłem jest życie w takim otoczeniu.

Nie wiem, kiedy pierwszy raz to się stało. Tatuś może zobaczył, że jego córeczka dorasta. Chociaż czy można nazwać dorosłym kogoś, kto dopiero był w zerówce? Myślę, że mniej więcej w tym wieku byłam, gdy tata po raz pierwszy mnie dotknął.
Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Gdy przy zwykłych czynnościach dotykał moje intymne miejsca, mówił jaka jestem śliczna, że jestem jego oczkiem w głowie. Wtedy nawet nie miałam świadomości tego, co robi. Strach poczułam dopiero gdy pewnej nocy obudziłam się z bólem na dole. Wtedy chyba już byłam w pierwszej klasie podstawówki. Nie oddychałam, nie ruszałam się, gdy tata wciskał we mnie swoje palce, jednocześnie robiąc sobie dobrze. Pamiętam tylko, jak bardzo to bolało oraz ten przeraźliwy strach, by nie zorientował się, że wstałam. Nawet nie wiem ile tak leżałam. Potem wiem, że pocałował mnie w czoło i sobie poszedł. A ja czułam obrzydzenie. Ale nie do niego, a do siebie. Bo wiedziałam, że było to nieodpowiednie. Myślałam, że ja czymś zawiniłam, że ja coś zrobiłam, że może...
Nie wiem. Myślałam za dużo. Tak dużo, że następnego dnia wymiotowałam, a mama myślała, że jestem chora.
Nawet teraz o tym pisząc... Nie umiem.

#oZ9Br

Dzisiaj w pracy pierwszy raz zdecydowałem się pokazać swój piękny wytatuowany rękaw na prawej ręce. Zazwyczaj w moim miejscu zatrudnienia ubrany byłem w koszulę, albo jakiś sweter i mimo, że pracuje tu już ponad rok, tylko kilkoro kolegów i koleżanek wiedziało o mojej ozdobie, szefostwo nie miało o niczym pojęcia.
Mój szef to dusza człowiek uprzejmy, nie zadziera nosa, nie jest typem pracodawcy tyrana.

Jego przeciwnością jest jego żona, kobieta po 50-tce, pomarszczona, wypalająca chyba z 10 paczek szlugów dziennie, o głosie czarownicy, zawsze warcząca i opryskliwa.
Nikt nie wie do czego jest tam potrzebna, bo nie robi nic pożytecznego oprócz krzyczenia, darcia ryja, pomiatania ludźmi i ganianiem każdego po kawę i herbatę na zmianę oraz czepiania się o najdrobniejsze sprawy - taka typowa jędza. Ale do sedna.

Tego dnia postanowiłem założyć również elegancką, ale nieco krótszą koszulkę, w sumie nawet za bardzo jakoś o tym nie pamiętałem i jak już dotarłem do pracy, wziąłem się za swoje obowiązki.

Tego dnia baba jaga, bo mi ją przypomina żona szefa, wyjątkowo mi się przypatrywała, patrzyła przez swoje okulary, ściągała je i stroiła dziwne miny.
W końcu w połowie dnia wezwała mnie do siebie i chcąc nie chcąc poczłapałem niechętnie do jej gabinetu.

Kiedy tylko wszedłem, od razu padło pytanie, czy wiem co to prysznic i czy nie zapomniałem się dzisiaj wykąpać?!
Lekkie zdziwienie mnie ogarnęło i zrobiłem kilka pociągnięć nosem żeby sprawdzić czy nie wydzielam jakiś dziwnych zapachów, ale poczułem tylko woń moich perfum Paco Rabbane One Million Intense.
Podczas rozkoszowania się tym jakże anielskim zapachem dotarło do mnie, że mam odsłonięta rękę i babie jadze chodzi o tatuaże, dlatego postanowiłem zagrać śmieszka i odpowiedziałem, że podczas porannego prysznica była awaria wody i niestety tej części ciała nie zdążyłem wyszorować.

Reakcja baby jagi była trochę odwrotna niż się spodziewałem i zamiast śmiechu czy nawet delikatnego uśmiechu na jej twarzy, zobaczyłem prawdziwe oblicze tej kobiety.
Zaczęła wdzierać ryj na całą firmę tak, że wszyscy na chwilę oderwali się od pracy, wyzywać mnie od recydywistów i kryminalistów oraz patologicznych ludzi. Powiedziała także, że na miejscu moich rodziców nie chciałaby mieć takiego dziecka i że to wstyd i jak w ogóle takie coś? A jakby jej dziecko zrobiło sobie coś takiego, to od razu wyp***doliłaby je z domu.
Słuchałem tego wszystkiego z niezwykłą uwagą i delikatnym uśmiechem na ustach, co tylko potęgowało jej wściekłość.

Moja szefowa - baba jaga chyba nie wie, że jej córka ma 3 tatuaże, w tym dwa w miejscach, które rzadko widzą światło. Nie wie też, że uprawiałem seks z jej córką, 3 razy w toalecie w pracy, 2 razy w jej łóżku i po razie na jej blacie kuchennym oraz stole w jadalni.
Smacznego :)

#LU1fp

Właśnie przeczytałam wyznanie o dostawcy pizzy i przypomniała mi się sytuacja sprzed roku.

Miałam do zrobienia ważny projekt z koleżanką, więc zaprosiła mnie do siebie po szkole i tak pracowałyśmy. Kompletnie się zagadałyśmy, a kiedy zorientowałam się, że dochodzi 19.30 spanikowałam i w popłochu pognałam na przystanek. Nie zdążyłam i ostatni autobus odjeżdżający do mojej miejscowości (8 km od miasta, w którym się znajdowałam) odjechał. Przeraziłam się. Moja mama nie ma prawa jazdy, a tata pracuje za granicą. Przy sobie mam tylko trzy złote, więc nici z taksówki. Już wyobrażam sobie noc na przystanku, już słyszę niezadowolenie mojej mamy, że nieodpowiedzialne zachowanie, że powinnam myśleć. Oczywiście, mogłabym zadzwonić do kumpeli, że jednak nie zdążyłam, ale jej rodzice nie należą do najprzyjemniejszych, więc stałam na tym przystanku jak ostatnia życiowa sierota i ze łzami w oczach myślę co dalej. Może dojechać do miejscowości niedaleko mnie, a resztę drogi pokonać z buta? I właśnie wtedy, kiedy już miałam się rozpłakać, wpadłam na głupi pomysł.

Poszłam pod dobrze znaną mi pizzerię i wykręcam numer. Odbiera jakaś babka i standardowo wygłasza swoją formułę. Moje pytanie?
"Czy jest możliwość dowiezienia pizzy na adres XYZ?".
Odpowiedź twierdząca! Ucieszyłam się jak diabli i zamówiłam pierwszą, jaka wpadła mi do głowy. Kolejne minuty upłynęły mi na koczowaniu pod drzwiami. Po jakimś czasie drzwi się otwierają, a zza nich wychodzi chłopak z pudełkiem pizzy. Jedną ręką już sięga do drzwi zaparkowanego przy lokalu samochodu. To czas na wkroczenie do akcji! Podchodzę do niego i pytam, czy jedzie może na adres "XYZ".
- Tak - odpowiada zdezorientowany młodzieniec.
- Świetnie - odpowiadam. - Jadę z tobą.
Jego mina - bezcenna! Oczywiście odpowiedziałam mu swoją przykrą historię, poprawiając mu przy tym nastrój.

Do domu dojechałam cała i zdrowa, a w dodatku z ciepłym prowiantem na kolację!

Nie, nie jesteśmy razem. Jednak koleś mnie zapamiętał, ponieważ kiedy tylko jestem w tej pizzerii i akurat mnie widzi, rzuca jakiś komentarz na ten temat.
No co... Tonący brzytwy się chwyta, prawda? :D

#BSDRJ

Macie wyciskarkę do soków? Moi rodzice mają i od zawsze robią na niej placki ziemniaczane. Wychodzi z tego masa do placków i wyciśnięty sok.

W podstawówce, zainspirowana pomysłami zjedzenia ziemniaka i niepójściem do szkoły, zamiast zjeść ziemniaka, wypiłam sporo takiego soku. Przecież to prawie to samo, prawda? Lekarze na pogotowiu i w szpitalu wyprowadzili mnie z błędu...

Poszłam do szkoły? Nie poszłam, plan się udał. Udał się, z tym że zamiast jednego dnia, do szkoły nie poszłam dwa tygodnie, mocno to odchorowałam i do tej pory mam poważne problemy z żołądkiem.
To był pierwszy i ostatni raz, kiedy próbowałam się wymigać od szkoły.

#XTISB

Dzisiaj, w zatłoczonym supermarkecie, czekałem w długiej kolejce przy kasie.

Nagle facet przede mną odwrócił się i widząc, że mam tylko trzy rzeczy uprzejmie pyta: "Masz tylko tyle?". I zanim zdążyłem się uśmiechnąć i podziękować, że mnie przepuści on dodał: "Tym gorzej dla ciebie, bo ja mam dużo zakupów". Po czym po prostu się odwrócił.

Stałem jak wryty, nie wiedziałem co powiedzieć.

#wuNcw

O tym w jaki sposób mój kochany braciszek poznał miłość swojego życia - Agatkę.

Agatka miała wówczas dwadzieścia lat i wraz z koleżankami pojechała w góry, aby spróbować nauczyć się jeździć na nartach. Jak wiadomo - początki zawsze są trudne, ale Agatka nie łamała się. Zaliczyła kilka bolesnych gleb, parę razy zaryła głową w zaspę, a raz spadła z orczyka. Bywa. Po kilku dniach nauki, szło jej już całkiem nieźle.

Dziewczyny akurat ćwiczyły sobie na jednym ze stoków, kiedy to Agatka poczuła, że pęcherz zgłasza przeładowanie i czym prędzej należy go opróżnić. Toi-toia żadnego nie widać w promieniu kilkuset metrów. Za to przy jednym ze zboczy był sobie mały zagajnik z kilkoma drzewkami, więc dziewczyny zgodnie uznały, że to idealne miejsce na sik.
Agatka, jako osóbka o bardzo małym móżdżku (ale wielkim sercu), nie pomyślała o zdjęciu nart. Po prostu zdjęła szelki, ściągnęła spodnie i przystąpiła do wylewania z siebie płynów. W pewnej chwili straciła jednak równowagę i nieco przechyliła się do przodu i zaczęła delikatnie zsuwać się z górki. Nie była ona jakoś bardzo stroma, ale Agatka usiłowała jednocześnie hamować i podciągnąć spodnie, więc trochę ciężko jej to szło. A tymczasem nabierała prędkości. Mała górka, na której rósł sobie zagajniczek, leżała przy samym stoku, więc po chwili Agatka mknęła już po stromym zjeździe z wypiętym niezgrabnie gołym zadkiem na wierzchu. Pewnie, że usiłowała zahamować, ale najwyraźniej manewr taki był w tych okolicznościach dla niej niedostępny. Nie wpadła na to, że wystarczyłoby od razu wywrócić się i oszczędzić sobie obciachu...

Ale skubana zjechała po tym stoku do samego końca, wywołując przy tym sporo owacji po drodze. Najlepsze jest to, że na ostatnich metrach jednak żaróweczka się zapaliła i Agatka postanowiła z własnej dupy hamulec uczynić. Więc bęcnęła tyłkiem o glebę. Prędkość była duża, więc narty jej się skrzyżowały, wyskoczyła w górę i trochę ją poturbowało... Od razu jakiś pan pomógł jej się pozbierać do kupy, a jego córka, po szybkiej rozmowie z Agatką, postanowiła odstawić ją na pobliskie pogotowie. Tak na wszelki wypadek.
Agatce nic nie było. Kilka siniaków i obtarć na czterech literach. Za to czekając na przyjęcie, w korytarzu spotkała chłopaka, który wpadł jej w oko. I do tego mieszkał w tym samym mieście co ona! Zapytała, co go sprowadziło na pogotowie. Oto, co usłyszała:
- Jechałem z chłopakami stokiem i w pewnym momencie Krzysiek krzyczy: "Ty, patrz. Ekshibicjonistka!". I widzę laskę pędzącą z gaciami w dole. No i zagapiłem się na jej tyłek za bardzo. Wjechałem w jakiegoś starszego pana. Jemu nic się nie stało, a ja zwichnąłem kostkę!
W ten sposób mój braciszek poznał Agatkę - chodzące nieszczęście, a jednocześnie - dziewczynę, która wprowadziła wiele ciepła w jego życie. :)

#u53F9

Ludzie często wstydzą się swojego śmiechu, bo a to za głośny, a tu ktoś zachrumka. Jednak nie ze mną te numery. Mianowicie gdy coś mnie mega rozśmieszy i się śmieję, to zaczynam też... pierdzieć.

I to nie cichacze, tylko bezwonne, głośne bąki. Wtedy śmieję się jeszcze bardziej, z tego, że znów pierdzę ze śmiechu.


I weź tu się zaśmiej przed nowymi znajomymi...

#9E2Jm

Odkąd sięgam pamięcią banany były częścią mojego życia. Bananowe soczki, deserki, lody czy inne bananowe bajery w mojej diecie pełnią ważną rolę. Bananami samymi w sobie też nie gardziłam, więc regularnie uzupełniałam zapasy.

Pewnego jesiennego dnia wracałam z zajęć do domu. Zakupy zrobiłam po drodze, tak by po powrocie do mojego mieszkanka móc zanurzyć się w łóżeczku na całą resztę dnia i zapomnieć o świecie. Stałam na przystanku, kiedy moje odbieganie w świat marzeń o cieplutkiej kołderce przerwał wysoki brunet o twarzy, na widok której miękną kolana, posturze supermana i nietypowych oczętach, w których zatonęłaby niejedna niewiasta. Stał samotnie, nie tak daleko ode mnie. Czy to jest właśnie ten moment, kiedy spotkałam tego jedynego? Może uśmiechnąć się do niego niewinnie albo od razu ruszyć do akcji? Ale co mu powiedzieć? Czeka pan na tramwaj? Która godzina? Bolało, jak spadałeś z nieba? Nieco zniesmaczona swoimi marnymi tekstami na podryw zrezygnowałam z akcji, stwierdzając właściwie brak jakichkolwiek szans. I wtedy stało się. Zostałam zauważona. Nieziemsko przystojny brunet rusza w moją stronę, przedzierając się przez tłum przechodniów. Kroczy dzielnie mój rycerz, mój ideał. Swoim głębokim, zachwycającym spojrzeniem daje mi znak. Znak, że to ja zostałam tą wybranką. Czuję jak serce przyspiesza bicie, włosy na ciele stają dęba. "Banan pani wypadł" rzekł i wsiadł do tramwaju.

Jak powiedział, tak było. Wzięłam więc tego banana, bo to jedyne co mi wówczas pozostało do kochania.
Dodaj anonimowe wyznanie