Jako dziecko (jakieś 5-7 lat) w mojej głowie pojawiły się pierwsze myśli o seksie. Otóż, uważałam, że dwójka ludzi się po prostu ociera częściami intymnymi. Doszłam do wniosku, że dorośli są bardzo głupi skoro nie potrafią się zabezpieczać. Przecież wystarczy założyć majtki i już dziecka nie będzie! Ba.. chciałam nawet zrewolucjonizować rynek "dla dorosłych" i wprowadzić specjalne gumowe majtki - 100% skuteczności...
No cóż, teraz już wiem, że byłam jednocześnie bardzo blisko i bardzo daleko od prawdy xD
Ale to jeszcze nie koniec historii. Wymyśliłam także kolejną rewolucję. "Seks pociąg". Taki pociąg jeździłby po świecie, każdy wchodzący do środka dostawałby właśnie moje super majtki i mógł uprawiać seks z przypadkowymi osobami.
Mam nadzieję, że nigdy nie gadałam przez sen i moja rodzina nie ma pojęcia co wtedy miałam w głowie...
Moja koleżanka ma chomika. Nazwała go Uchodźca. Dlaczego?
Bo syryjski.
Mam 20 lat i to była moja pierwsza wizyta u ginekologa. Nastawiona pozytywnie przez znajome, ale i nieco przestraszona przez matkę-heheszkę poszłam do przychodni. W poczekalni były już tylko dwie panie w zaawansowanych ciążach i ja.
Kiedy nadeszła moja kolej powitała mnie uśmiechnięta pani doktor. Chwytając moją kartotekę zaszczebiotała radośnie:
- A tutaj który mamy miesiąc?
Wszystko byłoby w porządku, gdybym była w ciąży. Nie jestem. Jestem po prostu gruba :D Ciąża spożywcza, to też ciąża, hej!
Tak się zastanawiam - oglądając reklamy popularnych preparatów dla mężczyzn na erekcję, czy też poprawiających libido, czy ten problem dotyczy tylko mężczyzn? Może nie ma żadnych specyfików na poprawę libido u kobiet, stąd brak reklam. A może jest to w pewnym sensie dyskryminacja płci brzydkiej?
Z własnej autopsji wiem, że w większości przypadków problem często leży po stronach kobiet, dlatego dziwi mnie fakt jednostronności reklam. Ot, takie przemyślenia.
Niedawno miałam randkę. Pierwszą od wieków, chłopak poznany przez internet, umówiliśmy się w pubie na drugim końcu miasta. Stresowałam się okropnie, dosyć, że z randkowaniem wypadłam z obiegu, to jeszcze po raz pierwszy w życiu miałam spotkać się z kimś obcym. Pomyślałam więc, że alkohol pozwoli mi się wyluzować i wypiłam wcześniej drinka, czy tam pięć.
Przed samym wyjściem, gdy już byłam odwalona jak stróż w boże ciało, postanowiłam wyrzucić po drodze śmieci z łazienki. Wyjęłam worek z kosza i poszłam.
Stres i alkohol zrobiły swoje, tak się zapomniałam, że przemaszerowałam całe miasto ze śmierdzącym workiem w ręce.
Weszłam do pubu, mój randkowicz już czekał tam, gdzie się umówiliśmy. Wyglądał jak na zdjęciach, zabójczo przystojny, czarujący uśmiech. Podeszłam, odłożyłam worek na krzesło, przywitałam się. Usiadłam i położyłam worek na kolanach, jakby to była jakaś pieprzona torebka od gucziego. I dopiero w tym momencie dotarło do mnie, co się odjebało. Ale nic nie dałam po sobie poznać. Zachowałam kamienną twarz, nawet oko mnie nie drgnęło. Jemu zresztą też nie, choć na pewno zastanawiał się, po cholerę mi ten czarny worek i co w nim jest. Kolega zaproponował, że pójdzie zamówić coś do picia, ja przytaknęłam i gdy tylko się oddalił, wrzuciłam śmieci pod krzesło. I tam zostały.
Randka się udała. Umówiliśmy się na następny raz. O dziwnym zawiniątku, które przyniosłam ze sobą, a później gdzieś się zapodziało, nie wspomniało żadne z nas. I naprawdę, z całego serca przepraszam pracowników owego pubu, którzy musieli sprzątnąć za mnie worek pełen zużytych tamponów.
Dawne czasy, epoka jeszcze sprzed internetu. W pracy był już komputer, ale służył głównie do zabawy, ewentualnie jako drukarka. Żadnych zabezpieczeń, wszyscy wchodzą na jedno hasło.
Ja w przeciwieństwie do innych chciałem się czegoś nauczyć i zainteresowałem się edytorem tekstu. Znalazłem tam dziwną opcję - po wpisaniu jakiegoś wyrazu system automatycznie zmieniał go na inny. Żeby sprawdzić jak to działa zakodowałem zmianę słowa "członek" na "siusiak". I rzeczywiście - po wpisaniu krótkiego tekstu i daniu komendy "Zakończ" z członka robił się siusiak.
Potem dopadła mnie grypa i byłem dwa tygodnie na zwolnieniu lekarskim. Kiedy wróciłem, pierwsze czego się dowiedziałem to to, że znienawidzony przez wszystkich zastępca kierownika złożył podanie o awans na stanowisko Siusiak Rady Nadzorczej...
Opowiem wam sytuację, która przytrafiła się mojemu koledze - dwudziestoparoletniemu organiście, dajmy mu na imię Mariusz. Mariuszowi przytrafiło się już wiele zabawnych przygód, a oto jedna z nich.
Mariusz na stanowisku pracy, msza wieczorna. Chłopak już zmęczony i znudzony słuchanym kazaniem postanawia umilić sobie czas. Laptop, którym dysponował, podłączony był do projektora wyświetlającego teksty pieśni w kościele. Zawsze gdy chciał w nim "pobuszować", zmieniał ustawienia tak, by na projektorze widoczny był jedynie tekst, a nie jego działania na kompie.
Tym razem jednak Mariusz, znudzony i zmęczony, nie zmienił ustawień tak, jak powinien. Co działo się dalej? Mój niczego nieświadomy kolega jak gdyby nigdy nic odpalił sobie pasjansa... i tak jak się domyślacie, zgromadzeni wierni mogli podziwiać karciane zdolności młodego organisty na ekranie. Mariusz zaś zorientował się w sytuacji dopiero wtedy, kiedy po skończonej mszy parafianie mówili mu, że mógł inaczej przełożyć karty...
Kiedy miałam około 6 lat, stawałam w przedpokoju z garnkiem na głowie oraz z miotłą w ręce i pobierałam opłaty od domowników za przechodzenie do poszczególnych pomieszczeń :D
Mam jedno dziecię, w sumie duże (10 lat), ale pracuję zawodowo, czas pracy często wybiegający poza pełen etat, dodatkowo praca zmianowa (czyt. w weekendy gniję w pracy). Mąż pracuje za granicą, siedzi tam miesiąc, wraca na tydzień. Wszelkie obowiązki szkolne, domowe i pozostałe są na mojej głowie, tak że mój harmonogram dnia wygląda mniej więcej tak: wstaję o 4.30 do pracy, szykuję śniadanie dla syna, nastawiam mu budzik to szkoły, na 6.00 pędzę do pracy. Pracę kończę czasem po 8, czasem po 10 godzinach (praca w handlu). Wracając robię zakupy, wpadam do domu, robię obiad, odrabiamy lekcje z synem, sprzątam, piorę, zazwyczaj siadam, a raczej padam zmęczona o 20.00. Kilka razy w tygodniu po pracy wożę syna na zajęcia karate i zajęcia dla dyslektyków, wówczas usiądę dopiero o 21-22. Ale mój mąż twierdził, że nic nie robię... Tak więc któregoś dnia gdy wrócił na tydzień do domu, oznajmiłam mu, że muszę pilnie wyjechać do mojej kuzynki, bo jest bardzo chora (oczywiście odbiegało to od prawdy). Plan był chytry, wiedziałam dobrze, że syn ma pełno sprawdzianów i natłok nauki oraz zajęć dodatkowych.
Po tygodniu mojej nieobecności zostałam dom w pełnej ruinie, syna z kilkoma dwójami i trójami ze sprawdzianów, kilkoma uwagami w dzienniku o braku przygotowania do lekcji i męża w rozsypce emocjonalnej.
Powiem tylko, że warto było :D Dla utrwalenia wiedzy, którą mój mąż posiadł, planuję kiedyś kolejny wyjazd, może teraz na dłużej?!
Wiecie co jest najbardziej żenujące na wizycie u ginekologa?
Orgazm podczas badania.
Brawo ja!
Dodaj anonimowe wyznanie