#EwCak

Częścią mojej pracy jest odwiedzanie ludzi w domach i organizowanie im opieki, jeśli tego potrzebują.

Czasy przedcovidowe. Rozmawiam z 87-letnim staruszkiem, jego córka i zięć również są na miejscu i służą informacjami. Ustaliliśmy jakiej opieki mu potrzeba i ile godzin w tygodniu, więc zbieram się powoli do wyjścia, a on do mnie mówi, że jedzie teraz odwiedzić swoją matkę. No to usiadłam od razu, bo przy tak zaawansowanej demencji to jednak może inny typ opieki byłby potrzebny. Tymczasem córka potwierdza - jadą odwiedzić babcię, 100-letnią, mieszka sama, nie ma żadnej zorganizowanej opieki, radzi sobie, tylko zakupy jej robią.
Powiedzieć, że byłam zaskoczona, to nic nie powiedzieć ;)
Pomijając fakt, że 13-latka z dzieckiem to nawet w tamtych czasach był dziw, nie spotkałam nigdy nikogo, a pracuję wiele lat, kto nie otrzymywałby żadnej pomocy od państwa w tym wieku. I zawsze pamiętam, żeby słuchać uważnie pacjentów, bo mogą mówić prawdę, nawet jak się wydaje nieprawdopodobna.

#BNQX0

Pewnego dnia znajomy poprosił mnie, żebym poszła z nim na wesele. Uwielbiam imprezy tego typu, więc zgodziłam się bez zastanowienia.
Wesele było tydzień później, zabawa trwała, goście pili, bawili się, ogółem super. Mój partner natomiast wolał spędzić zabawę przy stole, ponieważ ani nie lubił, ani nie umiał tańczyć (czego dowiedziałam się w trakcie zabawy). Tak czy inaczej ja bawiłam się wspaniale, pozostali mężczyźni widzieli, że ciągnie mnie na parkiet, tak że często ktoś podchodził i prosił do tańca, trochę było tańców w kółeczku, wszytko fajnie (do czasu).

Im zabawa dłużej trwała, tym ja coraz bardziej czułam się jak królowa parkietu.
Przyszedł czas na oczepiny! No to wiadomo, nie może mnie to ominąć, wszystkie konkursy moje. W końcu konkurs taneczny, a że mój partner zapowiedział, że nie ma opcji, to do konkursu wzięłam jego kolegę, który przyszedł sam. Konkurs trwa, pary odpadają, aż zostajemy my i jeszcze jedna para.

Ostatni utwór ma być decydujący, także trzeba zaszaleć, kolega stwierdził, że mnie podniesie. Ekstra pomysł! Ponieważ był baaardzo silny, bez problemu podniósł mnie nad głowę, ja rozłożyłam ręce na boki i czułam się jak prawdziwa gwiazda! Po paru sekundach (dla mnie ciągnęły się w nieskończoność), zauważyłam, ze moja sukienka zahaczyła o pasek kolegi i zsunęła mi się z piersi. Pod sukienką oczywiście nic nie miałam.... Cała sala gości zobaczyła moje piersi w pełnej okazałości.

P.S. Wygraliśmy!

#vp8uA

Cześć, chciałabym podzielić się tym co mnie trapi, z czym jest mi ciężko i nie mogę się ogarnąć.

Mam 22 lata i nigdy nikogo nie miałam, bardzo mi to ciąży, wieczorami zdarza mi się zapłakać, często kogoś odrzucałam, z tego powodu że chłopaki chcieli mnie tylko zaliczyć...

Kilka miesięcy temu, można powiedzieć, że prawie rok, poznałam cudownego chłopaka, przez internet (a ja pracuję za granicą a on mieszka w Polsce). Dogadywaliśmy się świetnie, przyjechał nawet do mnie do Holandii, spotykaliśmy się w Polsce, gdy wyznałam mu uczucia, on nie odwzajemnił ich z początku, bardzo chciał, ale jego jeszcze złamane serce mu na to pozwoliło, a później pojawiła się inna, to do niej coś poczuł, a mnie odrzucił... Byłam wtedy załamana, ten czas zbiegł się z moim urlopem w Polsce, gdy wróciłam do pracy, chciałam się od niego odciąć, ale nie potrafię i wciąż mamy kontakt. Chcę jeszcze dodać, że skoro nigdy nikogo nie miałam to jestem dziewicą i to mnie najbardziej boli, on o tym wie. Jednak jest wciąż dla mnie najważniejszy, mimo że już mi to wszystko przeszło, to teraz jest on dla mnie jedynym tak naprawdę przyjacielem, bo nikogo innego nie mam, nikt się też za mną nie ogląda, bo wysokie dziewczyny mają gorzej, mam 180cm wzrostu...

A wracając do kontaktu, to kiedy on jest pijany to pisze i dzwoni, że tęskni, kocha i przeprasza, że chce żebym była przy nim, na trzeźwo też tak czasem powie, ale rzadko. Naprawdę mnie to boli, bo nie wiem co o tym sądzić. Wczorajszego wieczoru kiedy się widzieliśmy znowu mnie to bolało i znów płakałam, kiedy spytał co się dzieje, to powiedziałam mu prawdę, że ja tak nie mogę. Przytulił mnie, ale nic nie powiedział.

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ja się nie zakochuję, ale tym razem to silniejsze i nie radzę sobie, a rozmowa z psychologiem nie pomaga.

#fDn9a

Kiedyś (jak miałem 3-5 lat) marzyłem żeby mieć brata. Do tego stopnia, że trułem babci żeby zagadała jakąś mamę niemowlaka, a ja w tym czasie ukradnę dziecko z wózka i ucieknę. Nie widziałem w tym nic złego.
Do akcji nigdy nie doszło, ale kilka lat później moje marzenie się spełniło i zyskałem biologicznego brata.

#f3vX6

To mój pierwszy wpis mam nadzieję że zostanie dobrze odebrany i oszczędzi komuś kłopotów. Zwróćcie uwagę na smsy lub maile o wystawionej e-recepcie na wasze dane gdy nie byliście u lekarza. Recepty wystawiane są online gdzie nie wymaga to nawet rozmowy telefonicznej, a sam formularz obejmuje jedynie pola imię, nazwisko PESEL, dane kontaktowe oraz krótki opis co Ci dolega i jaki lek potrzebujesz.

Jako młoda, zdrowa osoba dostałam 2 recepty na opioidy w dzień wolny od pracy. Swoją drogą takie dane łatwo pozyskać, jak często staliście w aptece za kimś kto realizował receptę i podawał swój pesel?
Pozdrawiam i chrońmy swoje dane.

#qAack

Ten moment, kiedy na ulicy spotykasz swojego eks. Jest około 10 kg grubszy, włosy zdecydowanie mu zrzedły. Jest cały spocony, czerwony, ledwo duka "Cześć". Ma na sobie kroksy (!), głupią koszulkę z jeszcze głupszym napisem i stare spodnie od dresu. Ty natomiast trzymasz za rękę nowego partnera, zrobiłaś magistra i dostałaś świetną pracę. Chwalisz się, że właśnie się zaręczyliście, że mieszkanie własne kupujecie....

Tym eks jestem JA.

#oHmYB

Mam 27 lat. Z obecnym partnerem jestem od czterech lat. Za trzy tygodnie biorę ślub. I od razu przyznam się, że biorę go głównie z wyrachowania. Bo on ma duży dom. Bo razem łatwiej założyć firmę. Mam dobrą pracę. Zarabiam 10 tys. miesięcznie, on jest dyrektorem w firmie i zarabia 20 tys. Ale nie kocham go.
Myśl o tym ślubie mnie przeraża i co gorsza, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdradziłam go z trzema różnymi facetami. Tak jakbym na chwilę przed jeszcze chciała zakosztować wolności. Przeraża mnie myśl, że miałabym się u jego boku zestarzeć. Jeszcze większe obrzydzenie czuję na myśl o urodzeniu mu dziecka.

Nie wiem, czy to mi minie. Czy kiedyś przyzwyczaję się do tej roli. Czuję się nieszczęśliwa i całkiem niechętna do tego małżeństwa, ale tłumaczę sobie cały czas: bądź rozsądna, trudno będzie znaleźć kogoś lepszego, zaraz zaczniesz się starzeć itp.
Zastanawiam się, czy iść za głosem rozsądku czy uciekać póki czas. A może ja po prostu w ogóle nie nadaję się do małżeństwa/monogamii...

#SwA87

Jako dziecko miałam koleżankę, z którą mieszkałam w jednej bramie, zamieszkanej również przez starszą osobę, a dokładniej mohera, który utrudniał życie na tyle ile było to możliwe. Panią tą nazwijmy Grażyna. A więc Grażyna jako wielbicielka ciszy, spokoju i porządku nie cierpiała dziecięcych śmiechów i błota na korytarzu. Zawsze szukała jakiegoś haka, aby poskarżyć się naszym rodzicom. Unikałyśmy wraz z koleżanką Grażyny w miarę możliwości.

Pewnego jak dobrze pamiętam upalnego dzionka bawiłam się z przyjaciółką przed bramą, gdy nagle.stwierdziłam, że idę się napić do domu. Koleżanka wpadła na genialny pomysł, aby mnie wystarczyć wyskakując zza rogu. W skupieniu czekała aż przyjdę, żeby wcielić plan w życie. Nagle słyszy, że ktoś nadchodzi, więc niczego nieświadoma wyskakuje... ale nie na mnie, tylko na Grażynę!! Oczywiście ''zawał'' dla obu stron. Grażyna nie mogła przegapić tak cudownej okazji i od razu złożyła wizytę rodzicom, co oznaczało tylko jedno - szlaban na podwórko. Pamiętam, że kara moja i koleżanki była jedną z dłuższych, więc nie mogłyśmy dopuścić do tego, żeby Grażyna nie poniosła konsekwencji swoich nieprawilnych czynów.

Kiedy mama wyszła do sklepu, pobiegłam do koleżanki dwa piętra niżej i przedstawiałam taki oto chytry plan, który zdawał się być idealnym, a mianowicie: nasrać Grażynie na wycieraczkę (!)... Umówiłyśmy się, że o godzinie 20, gdy będzie się ściemniać, wyślizgniemy się z domu i razem uczynimy to co zaplanowałyśmy. Pamiętam, że miałam ochotę na ''dwójkę'', ale czekałam aby załatwić sprawę na wycieraczce Grażyny. Gdy dochodziła 20 ja niczym ninja wyślizgnęłam się na korytarz, gdzie czekała już koleżanka. Razem walnęłyśmy taką kupę, że aż strach pomyśleć i wróciłyśmy do domu.

Nazajutrz Grażyna stanęła u progu moich drzwi z oczami zabójcy i oświadczyła, że nasrałam jej na wycieraczkę i że ona dzwoni na policję, w tym momencie moja mama po raz pierwszy postawiła się Grażynie i stanęła w mojej obronie mówiąc, że to niemożliwe, bo ja byłam w domu i że ona nie wierzy, że jej córka byłaby tak obleśna, więc pani Grażyna powinna już się odczepić i nie zatruwać życia. Były to najbardziej satysfakcjonujące słowa mojej mamy jakie powiedziała. Grażyna dała nam spokój, a o naszym haniebnym czynie wiemy tylko ja, koleżanka i wy, Drodzy Anonimowi :)
Może to i obrzydliwe, ale było warto :)
Dodaj anonimowe wyznanie