#LU7AN

Dowiedziałam się dzisiaj, że moi rodzice się rozwodzą. 

Jak? Ano okazało się, że mój ojciec nie wiedział jak ma mi to powiedzieć (mimo, że nie jestem już dzieckiem - mam 19 lat), więc co zrobił? Zmienił status swojego związku na Facebooku na "wolny". 

Ręce całkiem mi opadły kiedy od mamy usłyszałam, że po 25 latach małżeństwa zostawił ją dla jakiejś młodej siksy.

#W2JME

Chciałabym uświadomić niektórych, a właściwie to ostrzec przed dzwonieniem na numer 112. Mój kolega pracuje od 5 lat jako dyżurny w PSP. Poznałam go na jednym ze szkoleń strażackich. Pierwsze słowa jakie usłyszeliśmy od niego to "NIGDY NIE DZWOŃCIE POD 112, chyba że nie lubicie poszkodowanego. Jeśli jest wypadek albo się pali, dzwońcie pod 998 (straż sama załatwi sobie karetkę i policję), jeśli wasza żona rodzi pod 999, a jeśli was okradają pod 997". Dlaczego? Bo jest szybciej. Koleś ze 112 po otrzymaniu zgłoszenia musi powiadomić odpowiednie służby i powtórzyć co mówił dzwoniący, a czas leci. Podam przykład.
Był wypadek gdzieś na drodze koło lasu. Babka zadzwoniła pod 112, podała ogólny opis miejsca (nie znała dobrze terenu), operator wypytywał ją o pierdoły przez 10 minut. W końcu powiadomił miejscowe PSP. Gadał ze strażakiem przez 8 minut. Gdy nie mógł wytłumaczyć gdzie doszło do zdarzenia, wysłał nagranie rozmowy ze świadkiem. Dyżurujący strażak stracił kolejne 10 minut na odsłuchanie go. Znał teren i wiedział, że babka pomyliła się opisując drogę, bo tam gdzie twierdziła, że był wypadek, żadnej drogi nie było (o czym koleś ze 112 nie wiedział, bo ma za duży teren do obskoczenia by znać każde zadupie). Do kobiety nie szło się dodzwonić by dopytać o miejsce wypadku, więc strażacy po pół godzinie pojechali w ciemno. Dotarli na miejsce po 20 minutach (można było tam dojechać w 10, gdyby znali dokładną lokalizację). Reasumując dotarcie na miejsce zajęło ok. 50 minut, a mogło trwać tylko 15-20. I to nie jedyny przykład.

Nie winię operatorów 112. W takim systemie pracują i tego się nie przeskoczy. Jednak pod ten numer polecam dzwonić, gdy pali się śmietnik lub trzeba ściągnąć kota z drzewa. Gdy chodzi o ludzkie życie, wybierajcie konkretny numer (997, 998, 999), bo czas jest najgorszym wrogiem ratownika.

#s0iIp

Wczoraj na ulicy jakaś starsza (nawiedzona) kobieta podeszła do mnie i chciała dotknąć mojego brzucha.

Kiedy przerażona odsunęłam się, ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Och, będziesz mamą! To wspaniale! Na pewno już nie możesz doczekać się porodu. Który to miesiąc?
- Dwunasty...

Dwunasty miesiąc jestem na diecie...

#bJfjY

Kiedy miałem 17 lat zdarzało mi się popalać papierosy. Rodzicom nigdy nie udało się złapać mnie na gorącym uczynku. Zdziwiłem się zatem, kiedy pewnego dnia ojciec wziął mnie na stronę i pokazał znalezione w moim pokoju papierosy. Zestresowałem się, myśli zaczęły się plątać. Wywiązał się z tego całkiem ciekawy dialog.

[T] To twoje?
[J] Nie! Jasne, że nie!
[T] Więc czyje?
[J] Mojego... Mojego chłopaka!

Gdy zorientowałem się co właśnie palnąłem, zrobiłem się czerwony jak burak i wybuchnąłem nerwowym śmiechem. Tata spojrzał na mnie, parsknął i machnął ręką.

Dostałem szlaban na miesiąc, a reszta rodziny dowiedziała się o tym, jak oryginalne mam wymówki.

#xyi6m

Dwa tygodnie temu poddałem się kompleksowym badaniom.

Dziś otrzymałem wyniki. Wszystkie wyszły w porządku, ale gdy zobaczyłem ostatnią kartkę byłem w szoku. Okazało się, że jestem bezpłodny, zawsze byłem.

Moja żona jest w ciąży z drugim dzieckiem.
Chyba czeka mnie poważna rozmowa z nią.

#kfKM5

Historia ku przestrodze.

Wczorajszego dnia jechałem spokojnie samochodem, kiedy nagle kierowca z przeciwnego pasa zjechał na mój pas i uderzył czołowo w samochód przede mną. Szybkie zatrzymanie, telefon na pogotowie i wybiegnięcie z samochodu bez zastanawiania się. Rekonesans co się stało, podbiegam do samochodu przede mną, poduszki wywalone, auto do kasacji. Kierowca coś mamrocze. Próbuję go wyjąć przez bagażnik z innym kierowcą, udało się. Przytomny, ale nie wie co się dzieje. W tym czasie kierujący (bo kierowcą go nazwać nie można) autem, które spowodowało wypadek wydostaje się ze swojego auta i ma do mnie pretensje, że pomagam komuś innemu, a nie jemu. Podchodzi do mężczyzny, który mi pomaga i zaczyna go szarpać. W międzyczasie przyjeżdża karetka i zajmuje się wyciągniętym kierowcą. Niestety ten typ wciąż nie daje nam działać. Podbiegam do samochodu, a w środku jest dziewczyna, około 20 lat. Próbuję otworzyć przednie drzwi. Bezskutecznie. Otwieram tylne. Opuszczam siedzenie i wyciągam dziewczynę na zewnątrz. Podbiega ratownik i instruuje mnie co mam robić, nacisnąć poduszkę co każde 5 jego uciśnięć. Spoko, przyjeżdża kolejna karetka, straż i policja. Zabierają ich, spisują zeznania, dokumentują.

Niestety dziewczyna nie przeżyła drogi do szpitala.
Dlaczego? Ten @#$% kierowca miał 2,4 promila i nie tylko spowodował wypadek, ale też przeszkadzał w ratowaniu życia.

Tu jest moja rada i informacja. Jeżeli widzisz pijanego kierowcę, wezwij policję zanim coś się stanie! Nie będziesz kapusiem/konfidentem/frajerem, tylko bohaterem, bo możesz ocalić komuż życie.

A jeżeli ktoś uniemożliwia Ci działanie w takiej sytuacji, obezwładnij go soczystym sierpowym z pozdrowieniami ode mnie. Masz do tego prawo!

#lT8D4

To była naprawdę dobra impreza. Wyszliśmy całą grupą znajomych do miasta. Od pubu do pubu - troszkę żeśmy się zrobili. Ale że jesteśmy kulturalnymi, młodymi ludźmi, zachowywaliśmy się bardziej niż poprawnie.
W pewnej chwili pomiędzy naszymi dwoma znajomymi wywiązała się dyskusja na tematy światopoglądowe. Temat był modny, chodliwy i ciągnący się niczym pociąg relacji Zakopane-Gdańsk. Jeden z chłopaków twierdził, że wszystkich muzułmanów należałoby wyrzucić z Polski, zamknąć granicę i połknąć kluczyk. Drugi natomiast usiłował rzeczowymi argumentami przekonać go, że nie każdy Arab to jednostka zagrażająca innym obywatelom.
- Głupiś jak but! - krzyczał już poirytowany kolega - Idąc twoim tokiem myślenia, każdy Azjata zna wschodnie sztuki walk!
- Ale...
W tym momencie przyjaciel broniący uchodźców rozpromienił się. Zobaczył bowiem skośnookiego, niedużego chłopaka stojącego przed jednym z lokali. Teatralnym krokiem podbiegł więc do niego, położył mu rękę na ramieniu i głośno zapytał (tak, aby jego przeciwnik w dyskusji usłyszał):
- Witaj, chłopcze. Powiedz mi, czy znasz kung-fu?
Nawet się nie zorientowaliśmy, gdy skośnooki błyskawicznym ruchem zerwał rękę naszego ziomka ze swojego ramienia. Następnie zadał mu serię szybkich ciosów pięściami, a na koniec wyrżnął mu w szczękę efektownym kopnięciem z półobrotu połączonym z wyskokiem. Kolega opadł na bruk niczym jesienny liść, a my rzuciliśmy się na Azjatę, aby powstrzymać go przed zabiciem naszego kumpla.
Szybko okazało się, że chłopak nie gada po polsku, pochodzi z Korei, jest instruktorem kung-fu i był święcie przekonany, że nasz nietrzeźwy przyjaciel, kładąc mu łapsko na ramieniu chce rozpocząć jakąś awanturę. Szybko wyjaśniliśmy nieporozumienie. Chłopakowi zrobiło się głupio. Pomógł nam pozbierać kolegę do kupy i zaprosił na piwo.

Resztę wieczoru spędziliśmy z nim i jego koreańskimi znajomymi... Wszyscy znali kung-fu. Czy ten nieprawdopodobny przypadek coś wniósł do dyskusji? No, cóż - nic poza śmiechem, nowymi znajomościami i stłuczonym nosem naszego przyjaciela.

#HwVqB

Jestem dorosłą kobietą, zamężną, a do niedawna przekonaną o posiadaniu rodziny, na którą zawsze mogę liczyć.

Mam starszych rodziców, którzy mieszkają 280 km dalej od nas, teściowie nie żyją.
Ale mam kuzynkę w tym samym wieku, Agnieszkę, mieszkającą w tym samym mieście co ja, ba... na tym samym osiedlu.

Gdy już się "ustawiłam" w mieście, pomogłam Agnieszce w przeprowadzce i znalezieniu pracy. Gdy Aga urodziła syna, pomagałam. Mój mąż też. Obecnie syn Agi ma 7 lat, a nadal pomagałam. Mąż Agi zarabia skromnie, a ona nie pracuje (po ciąży nie wróciła do pracy). Nam się powodzi, oboje dobrze zarabiamy, nie mamy dzieci, to było dla nas oczywiste, że trzeba pomóc. A to fundowaliśmy karnet na basen, zakup komputera, prezenty z wyższej półki czy jakiś wypad do zoo. Aga zawsze dziękowała, bo jednak to było dla dziecka. O niej też nie zapominałam – czy spa, czy kosmetyczka, mnie stać to zrobię przyjemność kuzynce.
Ostatnio mój mąż miał delegację, no nie dało rady odwołać, a pech, że akurat bardzo się rozchorowałam (nic zaraźliwego) – gorączka i ból. Przekonałam mojego, by jechał i nic nie kombinował, mam Agę obok, a mały w szkole, szwagier też jest, to przeżyję.
Tak myślałam.
Okazało się że nie mogłam doprosić się, by Agnieszka wpadła choć raz w ciągu tego tygodnia. Prosiłam o wykupienie leków czy zrobienie podstawowych zakupów.
Wykręciła się brakiem czasu, a później nie odbierała telefonu.

Poradziłam sobie. O wykup leków zadzwoniłam do sąsiada, jedzenie zamówiłam do domu. Ale mam do Agi żal.

Mój mąż gdy wrócił i o wszystkim mu powiedziałam (wcześniej nie mówiłam, bo po co miał się denerwować), chciał jej wszystko wygarnąć, ale go powstrzymałam.
Najbardziej zaboli ją brak pomocy finansowej od nas. Tylko dziecka szkoda.

#FzQOu

Pierwszego dnia świąt spotkałem w klubie kobietę (31 lat ). Oboje byliśmy pijani i po kilku godzinach wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu w łóżku. Po wszystkim powiedziała mi, że kiedyś miała spore wymagania co do facetów, ale teraz je obniżyła, bo szuka stabilności.

W tamtej chwili poczułem się, jakby strzeliła mi w twarz. Pomimo że ładna, to głupia, sama siebie zdradziła tym tekstem. Zapytałem się, czy ma na taksówkę, czy jej dać, bo musi już się ubrać i wychodzić. Wyszła obrażona.

Tak sobie myślę i żałuję, że uniosłem się honorem i ją wyprosiłem z mieszkania. Mogłem to zrobić za 3-4 miesiące, kiedy seks z nią zacząłby mi się nudzić.
Bezczelna kobieta.

#DJLvG

Dwa lata po ślubie zaczęło się między nami psuć, a dokładniej to ja zaczęłam mieć problemy z motywacją, prokrastynacją, nastawieniem, szacunkiem do męża. W sumie to nie jestem pewna, jaki był tego powód. Widziałam problem, próbowałam go rozwiązać na pomocą samomotywacji itp. Nic nie pomagało na dłuższą metę. Oboje byliśmy już zmęczeni atmosferą i kłótniami.

Pewnego dnia, przez całkowity przypadek, trafiłam na temat związków stosujących Domestic Discipline i poczułam, że to jest coś, co może nam pomóc. W DD jedna osoba jest pod drugą i dostaje kary za złamanie ustalonych wcześniej zasad. Przedstawiłam całą koncepcję mężowi, a on się zgodził, by spróbować. Ustaliliśmy zasady, a karą było dostanie porządnego lania pasem, bo niczego tak bardzo jak bólu się nie boję i strach przed nim jest dla mnie dobrym motywatorem.

Od 3 lat stosujemy DD, byłam karana pasem niezliczoną ilość razy, ale nigdy w życiu nie byłam w tak dobrym związku. Mogę śmiało powiedzieć, że DD uratowało moje małżeństwo i zyskuję same profity z tego stylu życia. Są osoby, którym taka dyscyplina jest potrzebna i okazało się, że taką osobą jestem i ja. Naprawdę gorąco polecam poczytanie o DD, bo nie jest popularne w Polsce, a może ktoś właśnie szuka takiego stylu życia.
Dodaj anonimowe wyznanie