#IFxMv

Od kilku lat nie czuję się dobrze ze swoim imieniem. Dla mnie ma to złe wybrzmienie przez przeszłość i kojarzy mi się z moją dawną niezdarnością. Zawsze kiedy ktoś wymawia moje imię czuję się źle? Ma zły wydźwięk? Coś w tym stylu.
Wiem, że może wydawać się to błahe i głupie. Jednak uwierzcie mi, źle się z nim czuję. Wiem, że nie mogę zmienić, bo nie mam poważnych powodów na tyle, bym mogła faktycznie je zmienić.
Na razie zawsze, gdy się przedstawiam znajomym, to mówię, by nazywali mnie imieniem, z którym czuję się lepiej. Jednak czasami słucham swojego prawdziwego imienia i czuję się źle. Próbowałam to zignorować, ale to wraca. Ta niechęć do swojego imienia, mimo że inni mówią, że jest śliczne. Dla mnie to porażka, bo taką nadałam mu cechę przez przeszłość? Nie wiem czy rozumiecie, ale coś w tym guście.

#S8r5S

W "paczce" znajomych mieliśmy chytrą znajomą. Na wspólne imprezy każdy kupował co mógł i uważał, że jest potrzebne. Wszyscy z tego korzystali (jedli, pili). Znajoma jak "coś" kupiła, to tylko ona tego używała. Jak to "coś" nie poszło na imprezie, zawsze zabierała to do domu. Np. kupiła sobie 0,5 litra wódeczki, wypiła 0,3 litra, to pozostałe 0,2 w butelce zabierała do domu.
Na jedną z imprez kupiła sobie 1l coli. Wypiła trochę, resztę trzymała przy sobie. Nikomu nie dając. Kiedy oddaliła się gdzieś do grilla, wraz z kolegą zabraliśmy tę colę, wylaliśmy trochę i nasikaliśmy do niej. Zarówno on, jak i ja. Później odstawiliśmy na miejsce...
Wyobraźcie sobie jakie było nasze obrzydzenie, jak napiła się jej przy nas, a później zabrała ją do domu. Kto ją później pił nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Tak, wiem, świnie z nas, ale alkohol... i było to silniejsze od nas.

#xRcZu

Było to 5 lat temu. Pewnego dnia wstałam i powiedziałam sobie, że ja już tak nie mogę, to wszystko nie ma sensu, moje życie nie ma sensu. Wiedziałam, że do domu wróci ktokolwiek dopiero wieczorem, więc spokojnie mogłam skonać w samotności. Zażyłam końską dawkę leków i nie wiem co dalej, później obudziłam się już w szpitalu. Pomimo cierpienia, upokorzeń, które znosiłam przez całe życie, wylanych łez, nigdy wcześniej nie płakałam tak jak wtedy. Nieudana próba samobójcza potwierdziła fakt, że jestem totalnym nieudacznikiem życiowym.

Wiecie kto mnie uratował ? Listonosz, w drzwiach widział światło, nikt mu nie otwierał, więc zajrzał przez okno do kuchni, a tam zobaczył pootwierane wszystkie szafki - no wybaczcie, ale popełniając samobójstwo nie zrobiłam tego z należytą dbałością... Niestety to nie jest właściwa historia, którą chciałam się podzielić.

Trzy dni temu się obudziłam z bardzo dobrym humorem, byłam jakoś tak "wewnętrznie silna", zaczęłam wypełniać swoje obowiązki domowe, sprzątać i gdy akurat zaczęłam myć podłogę (każdy wie jak się myje podłogę, tak na kucki prawie), przyszedł mój władca, pan i kat - ojciec. Pokręcił się po domu, poszedł do łazienki, wziął ręcznik, którym wcześniej wycierałam mokrego psa i rzucił mi go na twarz krzycząc, że takie rzeczy się sprząta, że jestem brudasem, że nic nie umiem i tak dalej. Zawsze nic się nie odzywałam, nie wyzywałam go, tylko brałam to do siebie, a tego dnia wstałam, stojąc naprzeciwko niego, powiedziałam mu z nerwami "jeszcze raz, a cie za**erdolę". Byłam gotowa na uderzenie z jego strony, ale byłam też przygotowana, że oddam mu. O dziwo, cios nie padł, stał jak wryty, jakbym wzięła w dłoń odchody psa i wysmarowała mu twarz. Odwróciłam się i już miałam rzucać ścierkę na podłogę, gdy ponownie zwróciłam się w jego stronę i rzuciłam mu ją prosto na twarz - cios ścierą prosto w twarz, do tej pory jestem z siebie cholernie dumna :D

Chciałam popełnić samobójstwo, ponieważ ojciec od zawsze się nade mną znęcał, psychicznie jak i fizycznie.
Czemu po samobójstwie nie został pociągnięty do odpowiedzialności ? Bo jest osobą publiczną. Zarzuty o przemoc domową spowodowałby odebranie mu licencji na broń. Później dowiedziałam się, że moje samobójstwo było spowodowane nie ciężką sytuacją w domu, a "zawodem miłosnym".

Wiele osób może mi zarzucić nieszanowanie ojca, ale jakim on jest ojcem, skoro nienawidzi własnego dziecka?
Pozdrawiam wszystkie osoby pochodzące z rodzin patologicznych, ale "utajnionych" :)

#Np9VA

Wstawiłam pranie, wieszam. Patrzę... a tu coś brązowego, spłaszczonego leży na podłodze. Podnoszę, przyglądam się - to kawałek kupy. Wyprany, jakby lekko sprasowany bobek. Widocznie te spodnie córeczki, które wyjęłam z worka (tak pakowane są brudne ubrania w przedszkolu i zostawiane do zabrania w szafce dziecka) nie były zasikane.

Nie upiorę tego wszystkiego jeszcze raz.

#ABYnF

Umawiałam się z chłopakiem od półtora roku. Kiedyś on i jego współlokatorzy urządzili imprezę, na której przesadziłam z drinkami.

Rozbolał mnie brzuch i poszłam do łazienki. Siedząc na sedesie poczułam, że chce mi się rzygać. Pochyliłam się w stronę wanny i zaczęłam do niej wymiotować. Zdążyłam w międzyczasie napisać do chłopaka, żeby przepędził ludzi stojących w kolejce do łazienki. Zrobił to, a potem wszedł do łazienki i trzymał moje włosy, gdy rzygałam do wanny. Potem, gdy w końcu wstałam z sedesu, gołymi rękami przerzucił moje rzygi z wanny do ubikacji. Nawet mu powieka nie drgnęła.

Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem co nią jest.

#A3dAj

Wiecie może jak powinnam zachować się w takiej sytuacji?

Otóż chodzę do technikum, gdzie w mojej klasie nikt zbytnio nie przykłada się do nauki i nie zależy im jakoś bardzo na ocenach. Chyba tylko ja w klasie staram się zdobywać dobre stopnie, jeśli czegoś nie rozumiem, to po prostu szukam informacji, czy to w książce, ewentualnie w internecie, bądź proszę o pomoc i wytłumaczenie tematu mojego rodzeństwa. Natomiast niektóre osoby (nie wiem, czy wszyscy, a nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora) przeczytają polecenie i po prostu mówią, że nie umieją i już. Oczywiście nie chce im się samym chociaż spróbować poszukać rozwiązania. Wtedy, rzecz jasna, przypominają sobie o mnie (w szkole ze mną nie rozmawiają ani nic...) i proszą o wysłanie zrobionego zadania, zwłaszcza teraz, podczas zdalnej nauki. Z jedną koleżanką moja konwersacja na Messengerze wygląda tak, że po prostu są same pytania typu "Masz zrobione to zadanko?". Jak odpowiadam, że nie, to pojawia się pytanie "A jak zrobisz, to wyślesz?"/"Wysłałabyś te zadania zrobione?"/"Wiesz jak zrobić to zadanko?" etc. Ja oczywiście wysyłam, nie lubię kłamać, że nie wiem jak zrobić, a na lekcji i tak się wyda, że mam zadanie zrobione i to dobrze.

Jest mi przykro, że tak chamsko mnie wykorzystują. W szkole ze mną nie rozmawiają i mnie "nie widzą", ale jak czegoś nie wiedzą, to nagle przypominają sobie o moim istnieniu. Chciałabym im grzecznie odmówić, ale znając ich i tak się obrażą i nie zrozumieją moich intencji, ponieważ ja doskonale rozumiem, że można czegoś nie rozumieć, więc jak ktoś poprosi o zadanie i jakieś wytłumaczenie, to nie miałabym nic przeciwko, ale oni proszą o gotowe, bo im się po prostu nie chce. Nie lubię niesprawiedliwości, że ja muszę poświęcić wiele swojego czasu, żeby jakieś zadanie dobrze wykonać, a ktoś sobie tylko spisze i dostanie to samo co ja :/ Mam dość pełnienia funkcji "kujonki do spisywania zadań", sprawia mi to przykrość. Wiecie jak teraz komuś ciężko komuś odmówić, szczególnie gdy dobrze się uczysz (jak nie dasz spisać, to jesteś stereotypowym kujonem, który nigdy nikomu nie pomaga i dosłownie "chowa zeszyt"). Już czuję się nieakceptowana, a jak jeszcze wszyscy się na mnie poobrażają i będą szydzić, to nie wiem jak wytrzymam to psychicznie, bo bardzo się wszystkim przejmuję i jestem bardzo wrażliwa. Nie wiem co robić. Macie jakieś porady/sposoby na radzenie sobie z takimi zachowaniami?

#nWnmm

Mam pewien problem z przyjaciółką, nazwijmy ją Kasia. Otóż znamy się około półtora roku, a poznałyśmy się przez Internet przez wspólne zainteresowania. Wielokrotnie rozmawiałyśmy przez telefon oraz komunikatory internetowe, parę razy także widziałyśmy się na żywo. Jest ona naprawdę w porządku osobą i prawie że nigdy się nie kłóciłyśmy. Ostatnio jednak znajomość z nią zaczęła mnie niesamowicie męczyć.

Jestem studentką, a poza tym mam pracę zaoczną, więc to oczywiste, że nie mam tak dużo czasu wolnego jakbym chciała. Niedawno tkwiłam także w szale sesji na studiach, więc tym bardziej ledwo znajdowałam chwilę na złapanie oddechu. Kasia za to pracuje, ale zaledwie po trzy godzinny dziennie bez weekendów, również zaocznie, więc ma więcej wolnego czasu. Ostatnio napisała do mnie, że ma wrażenie, że nasza przyjaźń się rozluźnia - rzeczywiście, mniej pisałyśmy, ponieważ jak wspomniałam wyżej, brakowało mi czasu, ale to nie było też tak, że całkiem urwał nam się kontakt. Z natury nie jestem także osoba, która randomowo podbija do swoich znajomych z pytaniem ''co tam?'', robię to bardzo okazjonalnie, a jeżeli z kimś rozmawiam, to całkiem naturalnie opowiadając o swoim dniu albo zadając pytania związane z tym, co zakomunikuje mi znajomy. Odpisałam więc, że zwyczajnie wykańcza mnie sesja, a poza tym przyjaźń nie urywa się nagle, jeśli nie ma się ze sobą kontaktu parę dni... Ona jednak wciąż nie daje mi spokoju! Co chwila do mnie wypisuje o jakieś głupoty, czasem parę razy dziennie, wysyła obrazki, które wyglądają jak randomowo wpisane w Google grafika, a kiedy przykładowo czegoś nie odpiszę, bo mi wyleci z głowy, to mówi, że ją ranię albo że na pewno jej nienawidzę, zupełnie jakby próbowała we mnie wzbudzić poczucie winy, ponieważ śmiem mieć własne życie. Ogólnie od jakiegoś czasu także non stop mówi o sobie bardzo negatywne rzeczy i choć początkowo zapewniałam, że tak naprawdę jest fajną osobą, ona nie odpuszcza, wygląda to niemal jakby celowo na siebie wrzucała, byle dostać pochwały. Ostatnio wysłała mi masę serduszek i buziaków, a jak zareagowałam na to neutralnie, tzn. nie zaczęłam jej słodzić, to się obraziła... Czasem, gdy rozmowa w większym gronie przez 5 minut nie dotyczy tematu, o którym ona ma pojęcie, to też wychodzi z pokoju albo grupowej konwersacji. Jak wychodzę gdzieś ze znajomymi, to sobie "żartuje", że ona jest zazdrosna... Kiedy za to zwróci jej się delikatnie uwagę na jakąś rzecz, to ona się od razu denerwuje i potrafi na przykład w przypływie emocji opuścić konwersację naszych wspólnych znajomych.

Ja nie wiem, może to ja jestem okropna, ale zaczynam odczuwać wobec niej okropną niechęć, to wszystko mnie przytłacza.

#vHBii

Jako nastolatka byłam molestowana. Teraz sama jestem mamą, więc w związku z tym, że córa szła do przedszkola, chciałam ją trochę uświadomić, że nikt nie ma prawa dotykać jej części intymnych. Ćwiczyłyśmy nawet w domu, że jak ktoś ją dotknie, to ma głośno krzyczeć: „nie dotykaj mnie!”.

Jakiś czas temu byliśmy rodziną w restauracji. Córce zachciało się kupę. Mąż z nią poszedł, bo ja musiałam zostać z synkiem.
Wrócił po 5 minutach czerwony jak burak po tym, jak córka po zrobieniu zaczęła na niego krzyczeć, że ma jej nie dotykać (chciał ją wytrzeć).
Bał się wyjść z łazienki. W sumie się nie dziwię ;)

#CyN92

Jestem byłą partnerką sadysty. Piszę tego posta, bo od roku męczy mnie myśl, że którąś z Was mogłoby spotkać to, co mnie, czyli bicie, manipulacja, zdrada, wykorzystanie finansowe oraz udawanie miłości. Facet utworzył sobie otoczkę dobrego gościa, bo udziela się społecznie, ale tak naprawdę to człowiek, który udaje czułego misia, by następnie kontrolować życie kobiety.
Dziewczyny, miejcie oczy szeroko otwarte. Taki "agent" szuka czułych, delikatnych i skromnych dziewczyn. Gdy się zakochacie, dosłownie zmieni Wasze życie w piekło. Sprawdzi co lubicie i jakie macie poglądy, by wydać się ideałem.

Codzienna myśl o tym, że któraś może zostać tak zeszmacona jak ja, nie daje mi spokoju... Nie mogę podać więcej szczegółów, bo boję się, ale chcę Was ostrzec – uważajcie, nie pozwólcie na to.

#tUknv

List do Św. Mikołaja.

Kiedy miałam jakieś 5 lat, pisałam z mamą list do Św. Mikołaja. Chciałam wtedy dostać pieska (pluszowego), lecz dostałam prawdziwego, którego strasznie się bałam i uciekałam przed nim gdzie popadnie.
Na drugi rok mama się mnie pyta co tym razem bym chciała dostać, a ja jej na to, że lalkę, ale boję się, że Mikołajowi znów się pomyli i że przyniesie mi dzidziusia.

Rodzice śmieją się z tego do dnia dzisiejszego, a mam już prawie 23 lata ;)
Dodaj anonimowe wyznanie