Wybrałem się na randkę w ciemno z fajną dziewczyną, która (jak się okazało na spotkaniu) jeździ na wózku inwalidzkim.
Dobrze nam się gadało, a po kawie w restauracji wybraliśmy się do parku na przechadzkę. W pewnej chwili żartowaliśmy sobie i wpadłem na pomysł, żeby pobiec, a tym samym szybciej popchać jej wózek.
W pewnej chwili, kiedy wózek był bardzo rozpędzony, potknąłem się i wyśliznął mi się z rąk. Z przerażeniem patrzyłem, jak zatrzymuje się na trawniku obok 2 oczywiście wywrócił się razem z moją towarzyszką.
Na szczęście skończyło się to dla nas tylko drobnymi otarciami, a ona się roześmiała i powiedziała, że była już zmęczona tym, że każdy obchodził się z nią jak z jajkiem i brakowało jej odrobiny szaleństwa :D
Jestem osobą w spektrum autyzmu. Wcześniej napisałabym, że mam zespół Aspergera, ale obecnie zmieniła się nomenklatura.
Tylko mój małżonek o tym wie. Nie mówiłam nikomu, nawet pozostałym członkom rodziny (diagnoza w dorosłości), gdyż świadomość autyzmu jest na żenująco niskim poziomie.
Nie mówię nikomu, bo boję się, że ludzie zaczną mnie postrzegać jako osobę upośledzoną, albo taką, która chce zwrócić na siebie uwagę, albo próbującą na coś zrzucić ujowy charakter. Ludzie mają mnie za dziwaczkę lub po prostu mnie lubią (każdy z innego powodu). Wolę, żeby tak zostało, bo brakuje mi sił na uświadomienie otoczenia. Czuję się z tym źle, bo jestem wysokofunkcjonująca i reprezentuję grupę autystyków, którzy mogą żyć (prawie) normalnie, ale jednak chcę zachować resztkę reputacji.
Dość wcześnie wstaję do szkoły (5:30). O 6:30 mam autobus, 30 minut później jestem już w budynku szkoły.
Jak spędzam ten czas (czasami godzinę, czasem dodatkowo jeszcze pięćdziesiąt minut gdy mam na drugą lekcję) do czasu rozpoczęcia zajęć?
Moja szkoła znajduje się w dużym mieście, więc większość osób mieszka niedaleko niej – budynek zapełnia się około 7:45. Mam więc około 45 minut, zanim na korytarzu rozlegną się krzyki. Po wejściu do budynku wchodzę od razu na piętro, na którym rozpoczynam zajęcia, i kieruję się w stronę damskiej toalety. Tam wybieram najdalej położoną od drzwi kabinę, zamykam ją na zamek, siadam na kafelkach i nie zdejmując płaszcza... idę spać. Do ostrego zapachu chloru i środków czystości już się przyzwyczaiłam. Jestem pierwsza w toalecie, od czasu posprzątania jej przez pedantyczną panią Joasię, więc zarazków się nie boję.
Od dwóch lat nikt jeszcze nie odkrył mojej tajemnicy.
Wszyscy, którzy to czytacie – błagam, kastrujcie koty!
Parę dni temu przygarnąłem cztery porzucone kociaki. Chore. Koci katar, świerzbowiec uszny. Ale z przyjaciółką myślimy, że uda nam się uratować. Jadły. Były u weta. Wet powiedziała, że wszystko jest OK. Po prostu dostały witaminy i antybiotyk na ropiejące oczki. No i generalnie spokojnie, nic im nie będzie, ale póki co są troszkę za młode na odrobaczenie. Na drugi dzień patrzę, a dwójka z nich leży. Całe zimne, ledwie miauczące. Z przyjaciółką 30 minut robiliśmy im masaż serca. Poprawiło im się... Na chwilę. U weta zmarły. Niewydolność krążeniowo-oddechowa. Udusiły się pasożytami. Dożyły wizyty tylko dzięki, a może i przez, masaż serca. Kotka „w prezencie” dała im pasożyty, które dla takich maluchów w takiej ilości są śmiertelne.
Nie mówcie, że koty na wolności sobie poradzą. Że kastracja im tylko szkodzi. To, co się dzieje z takimi maluchami jest po prostu chore. Nie dałem szczegółowych opisów, chociaż dość dokładnie powiedziałem co im było, ale uwierzcie, że szczegóły nie są one przyjemne i nie chcę traumatyzować co wrażliwszych osób...
Gdy mam na maksa pełny pęcherz, tak, że już nie mogę wytrzymać i siadam na toaletę, to chwilę przed opróżnieniem pęcherza czuję tak duże podniecenie, że aż cała drżę.
Uwielbiam ten stan.
Kilka dni temu były moje 35. urodziny. Przed laty postanowiłem sobie, że jeżeli do tego dnia się nie ożenię, to już nigdy później tego nie zrobię. Dlaczego? Z różnych powodów. Przede wszystkim uważam, że z małżeństwa w tym wieku jest więcej szkody niż pożytku – każdy ma już swoje przyzwyczajenia, poza tym nie jest to też najlepszy wiek na dzieci. Ja cenię sobie spokój, a do tego pracuję w domu i muszę mieć do tego warunki. Jeśli już chodzi o warunki, to trzeba je mieć do założenia rodziny. Nie mam mieszkania, na kredyt mnie nie stać, poza tym w tym wieku to już też mocno ryzykowne. Co prawda mógłbym wygospodarować jakieś miejsce w domu, w którym mieszkam z rodzicami, ale nie sądzę, by takie warunki odpowiadały jakiejś kobiecie – zresztą słusznie.
Koncentruję się teraz głównie na przyszłości. W ciągu najbliższych 5 lat zamierzam rozwiązać 5 życiowych problemów. Przede wszystkim zbieram pieniądze na samotną starość – skoro młodość była samotna, to starość tym bardziej taka będzie. Zresztą, jak wspomniałem na wstępie, nie zamierzam się już z nikim wiązać. Tak będzie lepiej dla wszystkich. W ogóle moja ocena współczesnych kobiet i mężczyzn, a nawet świata, jest – mówiąc bardzo eufemistycznie – druzgocąca. Za cały ten stan rzeczy odpowiadają przemiany społeczne, jakie zachodzą od lat. Są jednak pewnie „macherzy”, którym zależy na tym, aby właśnie tak było, ponieważ robią na tym niemałe pieniądze. Mnie na szczęście to coraz mniej dotyczy.
Kiedyś dziewczyna po stosunku seksualnym powiedziała mi:
- Masz drugiego w kolejności najdłuższego penisa.
Zaintrygowany i podbudowany tą opinią zapytałem:
- To z iloma facetami jak do tej pory spałaś?
- Ty jesteś drugi.
Nie rozumiem, jak można jeszcze rok po rozstaniu obgadywać byłego faceta na całym mieście. Zamiast rozstać się jak ludzie i powiedzieć sobie „trudno, nie udało się nam” moja była dalej rozpowiada o mnie wymyślone historie o których dowiaduję się nie tylko od znajomych, ale też czasem od zupełnie obcych osób. Spotykam się już z nową dziewczyną, która opowiedziała mi, że miała mnie olać na samym początku, bo słyszała, że jestem skąpy, nie dbam o kobiety, jestem kiepski w łóżku, często nudny, mam gówniane ambicje zawodowe i wiele innych (nawiasem mówiąc, dziwne, że była wytrzymała ze mną 4 lata).
Tego jest już za dużo. Tak się wkurzyłem, że złożyłem uprzejmy donos do urzędu skarbowego, że prowadzi niezarejestrowaną działalność gospodarczą i nie odprowadza podatku. Od teraz wszędzie i w jakimkolwiek towarzystwie będę rozpowiadał o niej najgorsze śmieci. Tak się wkurzyłem, że masakra. Już dawno nie jesteśmy razem, a ona dalej psuje mi dobre imię.
Mieszkam z rodzicami. Mój pokój i sypialnia rodziców są na dwóch końcach korytarza, jednak przez brak dywanów pogłos jest spory.
Gdy miałam koło 12-13 lat, pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam i leżałam, sen nie przychodził. Po jakimś czasie usłyszałam jakieś dźwięki. Jako że nic do roboty nie było, zaczęłam się przysłuchiwać. Szybko połączyłam fakty i wpadłam na to, co robią rodzice... Zdecydowanie nie chciałam tego słyszeć. Słuchawki w uszy i próbowałam dalej zasnąć.
Zdarzało się to jeszcze kilka razy.
Wczoraj studiująca siostra wróciła po długiej przerwie do domu i leżałyśmy w jej dużym łóżku i gadałyśmy do późna. Jej pokój jest dosłownie przy rodzicach. Możecie wyobrazić sobie nasze miny i zażenowanie, gdy usłyszałyśmy rodziców... Rozmowa przestała się kleić i szybko poszłyśmy spać.
Jedno jest pewne – głośne jęczenie odziedziczyłam po mamie.
Mam pewien problem, z którym zmagam się już jakiś czas. Mam 29 lat i jestem od 6 lat w związku, do niedawna wydawało się całkiem szczęśliwym. Jednak od jakiegoś czasu wszystko się między nami psuje i szczerze mówiąc wiem, że w końcu się rozstaniemy. Chyba przestaliśmy się rozumieć. Rzecz w tym, że boję się tego rozstania, ale nie ze względu na sam fakt zakończenia długiego związku, tylko przez strach przed samotnością. Mam tylko jedną przyjaciółkę, która mieszka w innym mieście, jest kochana, ale nie ma jej na miejscu. Mam też dwójkę znajomych, ale urodziło im się dziecko, więc nie mają czasu nawet się spotkać. Boję się, że nie będę miała z kim na co dzień porozmawiać, że będę skazana na samotność, nie wiem nawet jak mogłabym nawiązać jakieś znajomości. Nie mówię od razu o przyjaźni, ale chociaż o kimś, z kim mogłabym pójść na kawę czy wypić lampkę wina w domu. Sprawy nie ułatwia fakt, że jestem nieśmiała i nie umiem zagadać do obcych ludzi w taki sposób, żeby nie było to żenujące.
W dodatku mam ADHD, które też ze swojej natury utrudnia utrzymanie kontaktów, nie do końca wiem jak odnaleźć się w relacjach z ludźmi.
Czy wy też mieliście kiedyś takie problemy? Jeśli tak, to jak sobie z nimi poradziliście?
Tkwię w coraz bardziej toksycznej relacji, ale ciągnę ją, bo boję się, że zostanę całkiem sama...
Dodaj anonimowe wyznanie