#oFcIp
#lNbJG
Jako dziecko najpierw zrobiłem, a dopiero potem pomyślałem - i tak oto się zapiąłem kajdanki na jedną rękę. Dobrze, że nie na obie, albo co gorsza: że się nie przypiąłem nimi do... czegokolwiek. Wróciłem do domu - była godzina około 14, pora obiadowa. Mama się ucieszyła, że wróciłem, ale moja wina nie była zbyt wyraźna. Spojrzałem na rodzinę i wydukałem, że mam problem. Wydukałem to dobre słowo - bo z jednej strony wiedziałem, że faktycznie mam problem, a z drugiej strony nie umiałem powstrzymać śmiechu. Moja rodzinka tak samo. I co robić dalej? Pojechałem ze szwagrem na komendę - może policyjne... Ale nie - policjant ze stoickim spokojem stwierdził, że to nie ich.
Ja z jedną ręka zapiętą wyglądałem jakbym zwiał z jakiegoś konwoju...
Pojechaliśmy więc w pobliże miejsca, w których je znalazłem. Tam był bowiem parking strzeżony - to może od ochrony? Ale ochroniarz nie dość, że nie pomógł, to jeszcze pogorszył sprawę, bowiem mi je zacisnął jeszcze bardziej. No i tak wylądowaliśmy w remizie Państwowej Straży Pożarnej. Chłopaki zaprowadzili mnie do dyspozytorni - zleciało się ich tam kilku. Każdy po prostu nie umiał powstrzymać śmiechu. I zaczęli kminić, co tu zrobić, żeby chłopaka uwolnić, jednocześnie zostawiając kajdanki na pamiątkę, zatem nożyce odpadały. Powyginali małe śrubokręciki, zorganizowali drucik i... po około 30 minutach moja ręka była wolna. Kajdanki otrzymałem... pewnie jakby ta sytuacja miała miejsce dzisiaj, to najpierw by każdy zrobił sobie fotkę z tej jakże niecodziennej interwencji.
Podziękowaliśmy i... no właśnie: po kilkunastu latach moja siostra spotkała się na kawie ze swoim kolegą - zaczęli rozmawiać o najbardziej komicznych sytuacjach w swojej pracy. Siostra nie umiała się opanować przy jednej z anegdot słyszanych od kolegi. Ten zdziwiony, że aż tak bardzo ją rozbawiła opowieść, wykazał jeszcze większe zdziwienie, gdy całą historię dopowiedziała mu do końca ona...Świat jest mały - ale przynajmniej wiem, że po tylu latach jestem bohaterem opowieści o jednej z najbardziej niekonwencjonalnych interwencji straży pożarnej w moim mieście. A kajdanki: prawdopodobnie były zgubione przez Służbę Ochrony Kolei i są schowane w miejscu, gdzie już nikomu nie zrobią takiej szkody :)
#rfm47
Wiem, że przede mną całe życie, ale ja nie mam już siły, żeby dalej żyć.
#1xzvg
I tak po kilku minutach ekscytującego i szybkiego kręcenia stało się to, czego nikt by nie przewidział. Siła kręcenia wywaliła mnie z karuzeli zostawiając moje spodnie przywiązane do słupka, a w nich moje majtki. Kiedy podniosłam się po wyrzucie, zobaczyłam co się stało. Oszołomieni gimnazjaliści po kilku minutach wybuchli takim śmiechem, że słychać ich było chyba na całym osiedlu. I tak oto po tym zdarzeniu mama ubierała mi na dwór szelki ;D
#1Cpck
#ez9vC
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że za moją rekrutację odpowiada ten sam pracownik. Powitał mnie słowami: „O, my już się widzieliśmy”...
Nie, nie dostałem tej pracy, ale raczej z innych względów. Michał okazał się wyluzowanym człowiekiem i śmialiśmy się z mojego „wyczynu”.
Cóż, w firmie nawet nie pracowałem, a i tak narobiłem smrodu :)
#i1O4f
Byłem przez ostatnie 5 miesięcy w Stanach, praca + wakacje dla młodych/studentów. Polecam każdemu, bo warto! Ale do sedna.
Pracowałem w różnych miejscach, ale najczęściej była to praca związana z kuchnią, obsługą gości, dbaniem o zieleń i tym podobne. Sęk w tym, gdzie mieszkałem. Były to duże wielorodzinne domy przeznaczone dla takich pracowników jak ja. Trochę jak w amerykańskim filmie ze studentami.
I się zaczęło...
Drzwi się nie domykają od łazienki – zamek był spoko, ale otwór w futrynie był wygięty do wewnątrz i język zamka go nie łapał. Rozwiązanie? Linka z pętelkami na końcach, jedna na klamce, druga na haku od ręcznika.
Naprawiłem to kombinerkami w 15 sekund, a oni żyli tak już drugi sezon, bo fachowiec zalecił wymianę drzwi i futryny...
Potężna burza nawiedziła nasz „kampus”, kilka kratek ściekowych przy budynku obok naszego było totalnie zapchanych, woda wzbierała i zaczęła się wlewać do piwnicy. Moi koledzy zaczęli ją zbierać i wylewać do WC. Ktoś zadzwonił po straż, ale powiedzieli, że do tego przyjadą na najniższym priorytecie. Opiekunowie zaangażowali wszystkich w wynoszenie wody. Po półgodzinie ktoś nawet zaczął dla nas robić kanapki, bo to taka ciężka praca...
Poszedłem do składu z narzędziami. Wziąłem łom i haczkę ogrodową. Podniosłem kratkę ściekową i wybrałem zalegający syf. Woda spłynęła i po akcji.
Tego typu sytuacji były setki – zero myślenia. Nie potrafią zrobić NIC samemu. Wymiana bezpiecznika, bo się zwyczajnie spalił, pomalowanie czegokolwiek, ruszenie głową i usuwanie przyczyny, a nie skutku tego, że coś jest nie tak. Prozaiczne przykłady – dziura w dachu? Podstawimy wiadro. Co z tego, że dach praktycznie płaski, pokryty papą, która można położyć nawet używając zwykłej opalarki (mała dziura), ale wiadro stało już 3 miesiące i działa, więc nikt tego nie zrobił.
Stępiony nóż od kosiarki? Serwis. Pęknięty sztych od łopaty? Srebrna taśma i... Specjalista od naprawy narzędzi ogrodowych zamówiony, będzie za ok. miesiąc.
Polacy – jesteście/jesteśmy niesamowicie zaradni! To czego nauczył Cię tata, dziadek, mama czy babcia, dla Amerykanów jest wiedzą specjalistyczną. Pierwszy raz byłem dumny z tego, że jestem Polakiem i z dumą opowiadałem, że moi krajanie takie naprawy potrafią zrobić z palcem w nosie.
Polska górą!
#IIzIn
Była wiosna. Pierwsze pocałunki, motylki latają, a pszczółki brzęczą radośnie.
Wtem z głębi jego brzucha wydobywa się potworny odgłos! Mój szesnastoletni Romeo w pośpiechu przerywa pocałunek i biegnie czym prędzej w stronę pobliskich krzaków.
Ja trochę zdziwiona, ale idę zaraz zanim, kiedy to... Zastaję swego ukochanego w pozie jednoznacznej, robiącego kupę na SAMYM ŚRODKU ścieżki! Patrzę na niego, śmieję się, a on krzyczy:
- Szybkooo! Biegnij po chusteczki!!
Czym prędzej wystartowałam do pobliskiego sklepu, zakupiłam paczkę chusteczek higienicznych, po czym wracam w miejsce, w którym zostawiłam go zgiętego wpół na środku ścieżki, jednak nigdzie go nie widać. Wchodzę do parku, imieniem wołam, a tu nic. Chodzę, chodzę, a tu nic. Zniknął! Siadam na pobliskim kamieniu, myślę sobie „przecież daleko bez tych chusteczek nie poszedł” i nagle coś zaczyna zajeżdżać. Spoglądam w stronę smrodu, a przede mną leży jeden wielki, cuchnący kleks. Zrezygnowałam z czekania. Poszłam do domu.
Koniec historii jest taki, że kiedy czekał na chusteczki, postanowił trochę przesunąć się w krzaki, bo szli jacyś ludzi. Kiedy zdziwieni spojrzeli na kolesia z gołą dupą w krzakach, odpowiedział tylko „No co? Zdarza się!”, po czym podtarł się koszulką i uciekł do domu...
Tak że... Mój chłopak zesrał się na pierwszej randce.
Ślubu nie wzięliśmy, ale byliśmy razem jeszcze kilka lat.
#SmkZP
Rodzice „wpadli” ze mną, gdy mama miała 17 lat, a tata 20. Tata pochodził ze wsi, więc miał raczej konserwatywne spojrzenie na świat. Gdy tylko się dowiedział o ciąży, padł na kolana, aby się oświadczyć. Mama się zgodziła, bo jej mama, a moja babcia nagadała, że co ona zrobi sama z dzieckiem. Mama kiedyś opowiadała, jak w dniu ślubu dziadek ją jeszcze próbował namówić na to, by zrezygnowała, ale słowo się rzekło.
Gdy byłam dzieckiem, mieszkaliśmy w malutkim mieszkaniu – kuchnia, dwa pokoje (salon i mój malutki pokoik o powierzchni 4 m2) i łazienka. Rodzice odkąd pamiętam spali osobno, swój malutki pokoik musiałam dzielić z mamą. Wstawiła tam łóżko, które zajmowało 3/4 pokoju i spałyśmy razem do 13 roku życia, potem się wyprowadziliśmy do większego mieszkania i mama miała osobny pokój. Z rodzicami jeździłam na wakacje osobno, jadłam osobno, właściwie nic nie robiliśmy razem jako rodzina. Tata znalazł sobie hobby i nie było go wiecznie w domu. Gdy byłam starsza i mama ciągała mnie po koleżankach, to za każdym razem słyszałam, jak obgadują tatę. Z czasem nawet mi się zaczęła zwierzać, jaki to ojciec jest beznadziejny. Jako nastolatka wierzyłam w to i nie traktowałam taty zbyt dobrze. Dopiero z czasem zrozumiałam, że mama zwyczajnie kłamała, a tata jest cudownym, ciepłym człowiekiem, którego postawa żony bolała całe życie.
Potem mama wymyśliła budowę domu i wzięli kredyt na 30 lat. Ja wyprowadziłam się w wieku 19 lat, bo ciężko było znieść atmosferę w domu. Zostali sami na 200 m2. Do dzisiaj atmosfera pomiędzy nimi jest dość sztywna. Nigdy nie widziałam, żeby się przytulili, dali sobie buzi czy zrobili cokolwiek razem dla rozrywki.
Teraz, kiedy mama zaczyna narzekać na tatę, od razu ucinam temat. Gdy kiedyś, wkurzona kolejną tyradą na tatę, zapytałam, czemu się po prostu nie rozwiedzie, to odpowiedziała, że nie może, bo sama nie spłaci kredytu, a za bardzo zależy jej na domu.
Tak że jako młoda dorosła musiałam uczyć się, jak powinna wyglądać miłość dwojga ludzi. Przez długi czas myślałam, że tak to wygląda, że moi rodzice żyją normalnie. Teraz, gdy mam już męża i patrzę np. na swoich teściów, którzy są wzorowym małżeństwem, aż płakać mi się chce, że rodzice zmarnowali całe życie nie wiadomo po co. Oboje mogli sobie znaleźć partnerów, których by kochali i byli szczęśliwi. Sto razy bardziej wolałabym ten scenariusz niż wymuszoną uprzejmość i obojętność wobec siebie.
Ja sama wiem, że jeśli zacznę być nieszczęśliwa w małżeństwie i nie będę w stanie tego naprawić przez dłuższy czas, to bez wahania się rozwiodę. Nie dla siebie, choć częściowo też, ale dla zdrowia psychicznego całej rodziny.