#FbLbG

Jakiś czas temu polska orkiestra wojskowa pojechała na występy do Czech. Na początek oficjalne powitania. Zaczął polski konferansjer: „...orkiestra pod dyrekcją magistra podpułkownika Jana Nowaka...”. Ludzie na widowni zaczęli się śmiać, bo „magister” to po czesku aptekarz. Kiedy konferansjer pojął w czym rzecz, dyskretnie przekazał czeskiemu koledze, żeby powiedział „doktor podpułkownik”. Wtedy zaczęła śmiać się... orkiestra, bo gość inteligencją nie grzeszył, a tu nagle awansował na doktora.
No ale dość tych uprzejmości, występy czas zacząć. Na początek lżejszy repertuar – „Kukułeczka kuka, chłopiec panny szuka”.

Powiedzieć,że widownia się śmiała to nic nie powiedzieć. Widownia dosłownie tarzała się ze śmiechu.
Co jest , do cholery? Przecież to zwykła piosenka ludowa, bez żadnych podtekstów.

Okazało się, że „panna” to po czesku dziewica, a „szukać” znaczy mniej więcej tyle, co po polsku przelecieć...

#4GFV0

Żyję sobie spokojnie w jednym z małych miast na wschodzie kraju. Mam piękną narzeczoną, bardzo dobrze płatną pracę, duże i fajnie urządzone, a co najważniejsze - własne mieszkanie.

Doceniałem każdy dzień, każdą zarobioną złotówkę, zwłaszcza że pochodzę ze wsi, z domu, w którym nie miałem łatwego i przyjemnego życia. Dzięki wsparciu kochanej babci (śp.), chyba jedynej osoby, która mnie wtedy wspierała oraz latom nauki i ciężkiej pracy, wyrwałem się stamtąd. Cieszyłem się, że tak potoczyło się moje życie i wszystko układa się zajebiście.

No tak, a właściwie... układało.

Kilka dni temu dowiedziałem się, że w firmie będą zmiany kadrowe, ale z uwagi na dobrą pozycję, nie obawiałem się utraty pracy. Jak się domyślacie - to był błąd. Szef stwierdził, że firma popadła w kłopoty i nie stać go mnie, ale że z moim doświadczeniem na pewno COŚ sobie znajdę. Wręczył mi rozwiązanie umowy za porozumieniem stron - "będzie lepiej, jeśli rozstaniemy się w takiej formie". Nie wiedziałem co powiedzieć, mówcie co chcecie, ale serio, to był dla mnie szok.

Wróciłem do domu, usiadłem i jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w kartkę od szefa. Chwila przedłużyła się do godziny, a później od swojej mamy wróciła moja narzeczona. "Cześć, kochanie" - krzyknęła od progu. Potem poszła do kuchni, zrobiła sobie kawę i była już obok mnie.

Dziwne, ale w pierwszej chwili chyba nawet nie zauważyła, że coś jest nie tak. Milczałem. Jedyne czego wtedy pragnąłem to, żeby mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Podsunąłem jej leżące przede mną pismo. Ona patrzyła na nie jakby oszołomiona - bardziej niż ja. Kiedy zwróciła swój wzrok na mnie, w jej oczach zobaczyłem... złość. Nie współczucie, nie wsparcie, to była zwykła złość.

Nagle wstała i podeszła do okna. Też milczała. Byłem zdezorientowany, ale podszedłem do niej i chciałem się do niej przytulić. Kolejny szok: odepchnęła mnie i po chwili rzuciła suche: "Spodziewam się dziecka".

Zamurowało mnie... i kiedy już miałem coś powiedzieć, ona popatrzyła na mnie i wyjąkała: "Wiesz, myślałam że nigdy ci tego nie powiem, ale byłam z tobą tylko dla pieniędzy. Od kilku miesięcy cię z kimś zdradzam i z to z NIM zaszłam w ciążę. Miałam nadzieję, że razem z tobą wychowam to dziecko, bo mogłeś zapewnić mu lepsze życie niż mój kochanek, ale wiesz co? Teraz to nieważne, nic mnie już przy tobie nie trzyma". I poszła się pakować.

A i jeszcze coś! Na "do widzenia" stwierdziła, że wzięła sobie też prezent walentynkowy (ten, który przed nią schowałem na dnie szafy), bo przecież i tak nie będzie mi już potrzebny...

Wierzcie lub nie, ale całe moje "idealne" życie naprawdę POSYPAŁO się w ciągu jednego, zwykłego dnia.

#wak0j

Tyle się mówi ostatnio o friendzonowaniu... Jeśli friendzone jest dziwny, to ja nie wiem, jak określić to, co mi się przydarzyło.

W liceum miałam kumpla. Bardzo się lubiliśmy, często wychodziliśmy gdzieś razem, przychodził do mnie do domu. Rodzice jak to rodzice, przygadywali mi, jaki to wspaniały "kawalier" mi się trafił, a ja się z tego śmiałam, no bo to przecież kumpel mój, mój bro, sztama i w ogóle.

Sielanka trwała, aż któregoś dnia kumpel przyłapał mnie na paleniu. Posmutniał coś, a następnego dnia odwiedził mnie i z poważną miną oznajmił, iż nie może być z kobietą, która pali i niestety musimy zakończyć nasz związek.

Mimo wrodzonego taktu nie powstrzymałam się przed wypaleniem "jaki, k*wa, związek?!".

Tak że tego. Nie wiem, kto tego dnia był w większym szoku.

#Rl4wj

Jestem facetem. Brat jest kilka lat starszy. Gdy miałem może z 10 lat, często przeglądałem się jak brat gra na komputerze. Wtedy była na topie gra, w której prowadziło się klub piłkarski (Championship Menager, jeśli dobrze pamiętam). Brat, wielki ekspert, nie mógł poradzić sobie z jedną drużyną w ważnym meczu. Wczytywał wiele razy, ale zawsze przegrywał, albo wynik był niezadowalający (musiał wygrać chyba 3:0, żeby przejść dalej). Prosiłem go, żeby mi dał spróbować, ale odmawiał, bo gdzie taki gówniarz się zna... W końcu sfrustrowany ciągłym przegrywaniem dał się namówić, przy czym wypalił (chyba z emocji), że jak wygram, to mnie pocałuje w dupę. Chwyciłem za myszkę, ustawiałem skład, taktykę, motywowałem piłkarzy i zgadnijcie... Wygrałem! I to nie 3:0, a 7:0!

Mina brata bezcenna. Ale jedno muszę przyznać - jest słownym człowiekiem.

#anDwE

Kiedy byłem na studiach, nie miałem kasy i byłem zarośnięty, więc chodziłem po akademiku szukając kogoś, kto umie obciąć włosy. Pewna słodka dziewczyna usłyszała to i powiedziała, "Hej, ja umiem obcinać włosy!". Obcięła mnie na korytarzu, a potem zaproponowała wyjście do knajpy. Zgodziłem się.

Minęło 13 lat, jesteśmy małżeństwem, a ona dalej mnie obcina. Jakieś dwa lata, kiedy byliśmy razem, przyznała się, że nie miała pojęcia jak obcinać włosy, ale bardzo chciała mieć wymówkę aby zagadać. Zrobiła to na korytarzu i zaprosiła mnie do knajpy, żebym nie mógł spojrzeć w lustro.

#tqQDE

Jestem z patologicznego domu, który mi nie dał miłości, więc jej szukam, bo potrzebuję zrozumienia i ciepła od drugiej osoby, historie moich związków to kilka pierwszych na odległość, dwa w szpitalu psychiatrycznym i ostatni na terapii odwykowej trzy lata temu.

Ten ostatni zabiłem ja, kiedy to zdecydowałem się na wyjazd do Niemiec i opuściłem wybrankę, kontakt potem szybko mi wyleciał z głowy, a gdy jesienią 2020 roku sobie przypomniałem, to było za późno... Od tamtej pory bezskutecznie szukam miłości, nie potrafię żyć bez kontaktu z drugą osobą, to znaczy, mam znajomych i przyjaciół, ale to mnie wykańcza, oni mają swoje życie, małżeństwa, a ja im zazdroszczę.

Nie szukam nikogo "bo miłość to same piękne sprawy", tylko chcę się komuś oddać, nauczyć się żyć z drugą osobą na dobre i na złe, stworzyć wreszcie dom i nie żyć na walizkach, od pracy do pracy, wzajemnie się uczyć od siebie.
Jestem nieobyty w kontaktach z ludźmi i mimo to, że potrafię rozmawiać, to jednak kiedy z kimś mi się coraz lepiej gada, niezależnie od płci, to jestem strasznie emocjonalny, a kiedy się zakocham, to ja wtedy jestem zawsze oszalały, nie potrafię racjonalnie myśleć i jestem wobec tej osoby strasznie zaborczy, chcę pokazać siebie i być przy tej osobie, nie trzymam dystansu, ale też towarzyszy mi świadomość granicy smaku, z czym sobie nie radzę i każdy moment ciszy albo niezręczności traktuję jako mój błąd, obsesyjnie myślę i mi odwala tak, że ciągle coś mi się zmienia i próbuję się zmienić pod wpływem własnych urojeń, kiedy ta druga osoba mi nic nie mówi.

Od 2019 roku kilkukrotnie zakochałem się bez wzajemności, a ostatni raz w tym miesiącu w nowo poznanej dziewczynie na Tinderze, parę dni temu spytałem ją wprost, czy ona oczekuje czegoś od tej relacji, na co odpowiedziała, że przyjaźń maksymalnie...

Mentalnie byłem na to przygotowany, co więcej, poczułem olbrzymią ulgę, chociaż też jednak nie mogłem tego przełknąć przez dwa dni po tym, ale już to unormowało mi się, i teraz po prostu na luzie sobie gadamy, choć nadal mam myśli, że świetnie by mi się z nią ułożyło, ale na nic nie liczę.

Generalnie to mi najbardziej zależy na tym, by mieć komu codziennie życzyć dobrego dnia, zrobić tej osobie posiłek, porozmawiać i poczuć się z kimś dobrze będąc sobą, stworzyć jedność myślącą jak ludzie, których wszelkie zasady "miłości ponad wszystko" nie dotyczą, dać z siebie to dobro, bo uwielbiam być miły, ale chyba mści się na mnie karma za bycie w dzieciństwie potworem, którego rodzice niczego nie nauczyli...

Mam 21 lat, nie mam życia erotycznego (za to uzależnienie od pornografii od 10 roku życia) i boję się być sam, okropnie boję się wejść w miłość później, chcę poczuć swój wiek jeszcze...

#ghJz2

Pewnego zimowego wieczoru, nie zrażając się mrozem, udałem się do parku, by pobiegać. Mam długie włosy, więc spod czapki opadał mi na plecy warkocz (kucyki są niewygodne).

Biegnę sobie wesoło, mając nad głową ośnieżone gałęzie drzew, aż nagle słyszę tuż obok siebie przeciągły gwizd i głośny komentarz, cytuję: „Niezła z ciebie dupa!”

Zaskoczony odwracam się i widzę siedzących na ławce dwóch kawalerów żłopiących piwsko.
Nie mam bladego, ani zielonego, ani jakiegokolwiek pojęcia, jak oni mogli pomylić mnie z kobietą. No cóż, chyba można to zwalić na ich lekki stan wskazujący na spożycie i moją fryzurę.

Jako, że byłem w lekkim szoku, stanąłem w miejscu i przyglądałem się im z zażenowaniem (a taka tam ze mnie pierdoła).
Jeden z panów po chwili zorientował się, że... źle mnie ocenił i szepnął do towarzysza:
- Ty, Darek, to chyba facet.
Na co Darek:
- No na pewno. Ty, weź coś powiedz, bo się gapi.
Szanowny kawaler popatrzył na mnie, chwilę pomyślał i wypalił:
- Ty, będziesz tu jutro?
- Będę - odpowiedziałem powoli.
- E, no to dobra, możesz już iść.
I poszedłem (już wspominałem, że okropna ze mnie pierdoła).

Następnego dnia znów wybrałem się do tego samego parku, by pobiegać. Wiadomo: jeśli chodzi o trening, to nie ma taryfy ulgowej. Troszkę się niepokoiłem po wczorajszej sytuacji, ale uznałem, że nie będę boidupą.

Zobaczyłem ich na tej samej ławce, co wcześniej. Miałem zamiar przebiec obok, całkowicie ich ignorując.
- Ej, Ty poczekaj! - słysząc to, odwróciłem się. Szanowny pan podszedł to mnie, wręczył mi butelkę wina i poklepał po ramieniu.
- Głupio mi było, kiedy nazwałem cię dupą, więc trzymaj to, na znak mojej skruchy.
Podziękowałem, ukrywając uśmieszek.
Dodaj anonimowe wyznanie