Mam blisko do pracy, dlatego chodzę tam i wracam na piechotę. Parę tygodni temu połączenie roztopów i deszczu sprawiło, że na ulicach było bardzo mokro. A drogi w mojej okolicy pełne są dziur i kolein. W takich warunkach spacer do pracy zamienia się w grę zręcznościową. Trzeba uważnie planować swoje kroki, aby nie zostać ochlapanym przez samochody.
Przemykałem tak jak jelonek, gdy zauważyłem chyba 10-metrowy odcinek drogi gęsto wypełniony kałużami. Czekałem na dogodny moment, aby go ominąć. Obejrzałem się i zauważyłem, że zbliżający się autokar jedzie dość wolno i chyba nawet zwolnił na mój widok. Ruszyłem do przodu. Niestety albo źle skalkulowałem jego prędkość, albo on przyspieszył, bo nadjechał zanim zdążyłem opuścić niebezpieczny obszar. Co więcej, mimo że nie jechał szczególnie szybko to nawet nie spróbował ominąć kałuży, tylko wjechał centralnie w nią i mimo mojego uniku ochlapał mi spodnie i buty. Koniec gry, przegrałem. Momentalnie wpadłem w uzasadniony gniew, wystawiłem rękę ze środkowym palcem i ze wściekłym grymasem wydarłem się “K***** J***** M*Ć” lub coś podobnie elokwentnego.
Wtedy właśnie, stojąc z podniesioną ręką, zauważyłem że mijający mnie autokar nie był wypełniony przypadkowym zbiorem pasażerów, a siedziały w nim zakonnice. 100% zakonnic, w czarnych habitach. W ich oczach szok, patrzyły na mnie jak wysłannika Lucyfera. Kilka się przeżegnało. Po znieważeniu całego autokaru zakonnic nie ma dla mnie już ratunku, pójdę prosto do piekła.
Uparłem się, że przeczytam książkę po niemiecku, chociaż nie znam po niemiecku ani słowa. Jestem na 30 stronie i wciąż nie mam pojęcia o czym jest ta książka.
Gdy byłem małym dzieckiem, byłem zmuszony nosic aparat na zęby, z powodu zbytnio wysuniętych siekaczy. Z reguły nosiłem go tylko do snu, lub w domu gdy nikt z moich znajomych nie widział, ponieważ się wstydziłem.
Pewnego razu nie poszedłem do szkoły bo miałem grypę żołądkową. Jak się domyślacie tego dnia od rana nosiłem swój aparat. Późnym popołudniem zaczęło mnie zbierać na wymioty, więc szybko bez zastanowienia pobiegłem do ubikacji wypróźnić zawartość jamy ustnej. Po wszystkim byłem bardzo wymęczony więc postanowiłem się zdrzemnąć.
Po krótkiej drzemce, gdy się już ocknąłem naszła mnie myśl, że nie mam aparatu w buzi. Rozmyślając w strachu (moi rodzice wydali na niego parę stówek) doszedłem do wniosku, że zapewne aparat znajduje się w szambie. Nie zastanawiając się ani chwili, pobiegłem do taty opowiedzieć o całej sytuacji. Nazajutrz tata wyłowił moją zgubę z fekaliów, ale co najlepsze wyparzył mój aparat i chcąc nie chcąc musiałem go ponownie nosić.
Zapytałam ostatnio rodziców dlaczego mam tak mało zdjęć z dzieciństwa, podczas gdy moja siostra ma ich znacznie więcej. Ich odpowiedź: "Wyglądałaś prawie tak samo jak twoja siostra, więc uznaliśmy, że to bezużyteczne". Nie wiem czy żartowała, ale jakoś mi się tak smutno zrobiło.
Niedawno w trakcie rozmowy delikatnie zasugerowałam mojemu chłopakowi, że przydałoby się więcej namiętności w naszym związku. Chyba się tym przejął, bo dziś przyparł mnie zdecydowanym ruchem do ściany i pocałował namiętnie. Muszę przyznać, że na pewno wygląda to bardzo fajnie, szczególnie na filmach. Niestety dla mnie cały nastrój prysł w momencie gdy moja czaszka z impetem przydzwoniła w ścianę.
Od dwóch lat udaję, że jest mi dobrze w łóżku z moim chłopakiem. Nie chcę go ranić, dlatego pozostaję w tej relacji, ale prawda jest taka, że nie doświadczam tam niczego wyjątkowego. Próbuję dać z siebie wszystko i udawać, że jest mi dobrze, ale tak naprawdę nie mam orgazmów i nie czuję się spełniona seksualnie. Bardzo ciężko mi to przed nim ukrywać i często myślę o tym, jak mogę mu to powiedzieć bez zranienia go. Widzę, że to nie jest zdrowe dla mnie ani dla naszej relacji, ale boję się o tym rozmawiać. Kompletnie nie wiem, jak to powiedzieć. Co nie wymyślę, to jest złe. Najlepiej byłoby powiedzieć prawdę, tak myślę, szczerze... No ale jak się spyta, dlaczego po dwóch latach? Nie mam wytłumaczenia, w zasadzie to jest oszustwo. Już chyba prościej i lepiej dla niego i dla mnie, żeby go zostawić. Przynajmniej będzie mnie uważał za suczę, a nie myślał o tym, że jest beznadziejnym facetem.
Może się jakiś facet wypowie, jak by takie coś przyjął i jak zareagował. Dodam, że on naprawdę mnie kocha. Ja jego też, bo z miłości mu o tym nie mówiłam. Znaczy... oszukiwałam ;(
To miało miejsce dwa lub trzy lata temu. Planowałam pojechać na imprezę w najbliższy weekend. Niestety... dzień przed nad ustami wyskoczył mi dość spory i widoczny pryszcz. Miałam już rezygnować z imprezy, jednak pomyślałam, że ukryję go pod makijażem. Tak też zrobiłam, efekt był zadowalający więc bez obaw wyruszyłam na imprezę.
Bawiłam się świetnie, poznałam miłego chłopaka z którym przetańczyłam prawie całą noc. Niestety moją radość zakłócił jeden drobny szczegół. Chłopak w trakcie tańca - patrząc mi głęboko w oczy - powiedział: "Podoba mi się twój kolczyk". Nic nie odpowiedziałam, przez pierwszych kilka sekund nie rozumiałam o co mu chodzi. Po chwili zrozumiałam. Chłopak skomplementował mojego pryszcza...
Jakieś dwa lata temu, w wakacje, wracaliśmy ze znajomymi autokarem znad morza. Po godzinie jazdy zachciało mi się siku, zacisnęłam zęby i powiedziałam sobie w myślach "Wytrzymam, przecież za chwilę będzie jakiś postój...". I jak na złość przez kolejne 3 godziny autokar nie zatrzymał się ani razu! Ja, już nie mogąc wytrzymać, kręcę się na tym siedzeniu, patrzę przez szybę czy czasami nie jesteśmy blisko jakiejś stacji... W końcu jest!
Wysiadam szybko z koleżanką i lecimy do toalet na stacji paliw. Pech chciał, że na tej samej stacji zatrzymał się jeszcze jeden autokar, więc kolejka do toalety była strasznie długa. Muszę napomknąć, że była to już 22 wieczorem, więc na zewnątrz było już ciemno. Wpadł mi do głowy głupi pomysł. A mianowicie, powiedziałam do koleżanki, żebyśmy poszły na zewnątrz w jakieś miejsce, by tam załatwić sprawę. Znalazłyśmy duży parking z tyłu stacji, gdzie było kilka drzewek. Koleżanka weszła pomiędzy samochody, a ja, myśląc, że znalazłam lepsze miejsce, kucnęłam między samochodem, a małym krzaczkiem.
Kiedy już zdjęłam spodnie, poczułam ulgę. Byłam z siebie dumna, że wytrzymałam. Musiała minąć chwila, bym zorientowała się, że za mną jeżdżą samochody. Okazało się, że kucam z gołym tyłkiem wystawionym w stronę autostrady...
Mieliście kiedyś tak, że pomyśleliście o kimś i ten ktoś prawie w tej samej chwili do Was dzwoni, albo pisze sms-a, lub wiadomość na fejsie? Ja zaczęłam właśnie kilkanaście minut temu pisać wyznanie o swojej matce, która od pół roku się do mnie nie odzywa, kiedy w trakcie pisania do mnie zadzwoniła. Wyznanie miało być historią o tym jak doszło do tego, że ze sobą nie rozmawiamy. Ale właśnie dałam "backspace" i napisałam to ;)
Myślę, że to jakaś energia, w końcu myśli to impulsy elektryczne. Dodam, że to nie pierwszy raz mi się tak zdarza, więc nie wierzę w takie zbiegi okoliczności. Jeśli zdarzyło Wam się coś podobnego, to chętnie przeczytam, a jeśli tak, to co o tym myślicie?
W sobotę obudziłem się wczesnym rankiem, bardzo zaspany. Bardzo mi się chciało sikać. Nieprzytomny zszedłem z łóżka i skierowałem się do ubikacji. Drzwi od ubikacji były zamknięte. Wiedziałem, że w domu jestem tylko ja i tata. Zbiegłem po schodach i gdy zobaczyłem go na kanapie oglądającego TV krzyknąłem do niego “Czy jesteś w ubikacji?”. Popatrzył na mnie i powoli pokręcił głową. Dopiero kilka minut później oprzytomniałem na tyle, by zrozumieć jak się popisałem.
Dodaj anonimowe wyznanie