#40iOV

Dzisiaj mój chłopak przeszedł samego siebie. Przyszedł do mnie rano po upojnej sobotniej imprezie i stwierdził, że ma bardzo suche usta, jako wzorowa kobieta oczywiście musiałam mu pomóc. Kazałam mu iść do kuchni (mam blat pomiędzy pokojem i kuchnią, gdzie zazwyczaj rano się maluję) i wysmarować „jajeczkiem”  (chodziło mi o słynną pomadkę do ust eos).

Możecie sobie tylko wyobrazić moja minę, jak zobaczyłam, że mój mężczyzna smaruje sobie usta kurzym jajem i krzyczy na cały dom, że to naprawdę pomaga :D

#Je5gY

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, ale do tej pory nie mogę zrozumieć jakim cudem do tego doszło. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że byłam studentką i miałam studenckie konto bankowe w jednym z popularnych banków.

Piękny, słoneczny wakacyjny dzień. Ja od samego rana nadrabiam zaległości prasowania i oglądania ulubionego serialu. Tę cudowną sielankę przerywa dzwonek telefonu, więc stopuję film, odstawiam żelazko i odbieram telefon – numer nieznany. Po drugiej stronie słuchawki bardzo miła pani rozpoczyna rozmowę od szybkiego przedstawienia się w taki sposób, że nawet nie da się zapamiętać jej imienia oraz określenia z jakiej firmy dzwoni – oczywiście bank, kolejny telefon z jakąś ofertą, której i tak nie przyjmę, no ale w zwyczaju mam wysłuchanie oferty do końca i dopiero wtedy szybkie „nie, dziękuję, ale nie jestem zainteresowana”. Potwierdzam, że zgadzam się na nagrywanie i pani zaczyna swój monolog, który brzmiał mniej więcej tak:
„Przygotowaliśmy dla pani specjalną ofertę dotyczącą ubezpieczenia na życie. W naszym banku posiada pani konto studenckie, czyli wnioskujemy, że jest pani młodą studiującą osobą, a jak to wiadomo, w czasie studiów zdarzają się różne wypadki, czasem podczas praktyk, a czasem podczas studenckich imprez. Prawdopodobnie słyszała pani na temat wypadku podczas ostatnich otrzęsin na jednej z uczelni w Bydgoszczy, gdzie zginęła studentka... Dlatego przygotowaliśmy taką ofertę dla pani, bo nigdy nie wiadomo, czy panią nie spotka coś podobnego”. W tym momencie zamarłam, w takim szoku nie byłam jeszcze chyba nigdy. Zabrakło mi słów, a nie wiedząc co zrobić, po prostu się rozłączyłam. Kobieta ta próbowała dodzwonić się do mnie jeszcze raz – nie byłam w stanie odebrać.

Od tamtej sytuacji minęło już sporo czasu, ale do tej pory nie rozumiem, jak można zniżyć się do takiego poziomu i wykorzystać taką tragedię w celach marketingowych.

#kUO5q

Będzie szczerze i bez upiększania.
Będąc na studiach, ledwie wiązałem koniec z końcem. I to niestety nie przez imprezy, alkohol itp., a przez zwykłą biedę. Po opłaceniu mieszkania i abonamentu na telefon na cały miesiąc zostawało mi 100-150 zł. Oczywiście nie da się za tyle przeżyć w mieście, więc od poniedziałku do piątku uczelnia, a w weekend praca.
Moje znoszone do granic przyzwoitości buty były już dziurawe. W pewien weekend nie miałem żadnej fuchy, więc stwierdziłem, że pójdę na basen uczelni, który miałem za darmo, a gdzie chodziłem tylko brać prysznic, żeby zaoszczędzić na rachunku za wodę. Będąc w szatni, zobaczyłem na podłodze praktycznie nowe buty Nike, praktycznie takie same jak moje. Ukradłem je. Po prostu założyłem i zostawiłem swoje w ich miejsce. Chodziłem w nich do końca studiów, często myśląc o tym, czy tamten chłopak miał choć trochę lepiej i utrata używanych butów nie była dla niego wielkim ciosem. Czy żałuję? Trochę tak, to jednak kradzież, a z drugiej strony wiem, że kupno butów w tamtym życiu było abstrakcją.

#WWuY6

Mam wspaniałą żonę, dwie śliczne córeczki, psa, sarnę :) (znalazłem potrąconą na poboczu, z połamanymi nogami, po wyleczeniu nie mogła już wrócić do lasu), dom z dużym ogrodem. Stać mnie na egzotyczne wakacje i wyszukane rozrywki. Krótko mówiąc, jestem szczęściarzem. Jest jednak na tym szczęściu głęboka rysa.
Na studiach, przez dwa lata chodziłem z, powiedzmy, Hanią. Niestety, Hania musiała wyjechać do Kanady. Początkowo na trzy miesiące. Trzy miesiące przedłużyły się do pół roku. Czekałem, dzwoniłem, pisałem. Po roku już wiedziałem, że zostaje na stałe. Cóż, takie życie. Trzeba iść naprzód i nie oglądać się za siebie. Ale bolesny cierń cały czas tkwił w moim sercu.
Spotkałem Hanię w Polsce jeszcze przed pandemią. Przyleciała na jakiś kongres. Poszliśmy na kawę, pogadaliśmy, powspominaliśmy. Pokazaliśmy sobie zdjęcia dzieciaków. Zaproponowała, żebyśmy wymienili się telefonami. Zapytałem „ale po co, Haneczko?”.
Od tamtej pory śni mi się co jakiś czas w ten sam sposób, zwłaszcza wtedy, gdy coś idzie nie tak w pracy albo w domu. Odwraca się przed przejściem przez bramki na Okęciu, patrzy na mnie z takim smutkiem w oczach i mówi: „zadzwonię”, ale nie dzwoni. Ja potem też nie dzwonię. Budzę się z głębokim, dojmującym poczuciem straty. Żalem, że bezpowrotnie ją straciłem.

#TpmUS

Nie potrafię żyć swoim życiem – ciągle zastanawiam się, czy nie urażę kogoś, głównie chodzi mi o mamę. Mama jak to mama, chce kontrolować życie, być jego częścią. Po wyjściu za mąż zamieszkała w domu teściów, przejęła wszystkie domowe obowiązki, ponieważ moja babcia była już wtedy osobą leżącą. Zawsze mówiła, jak było jej ciężko czasem, bo dziadkowi nie smakowało to czy tamto itp.  Ja mieszkam z narzeczonym w jego domu rodzinnym – mamy piętro dla siebie, teściu sporadycznie w tym domu bywa, teściowej nie ma w naszym życiu. Dla mnie normalne, że takie sprawy jak pranie, gotowanie, sprzątanie przejmuję ja, bo w końcu planujemy wspólne życie, a nie należę do osób, które leżą i pachną. Oboje pracujemy zawodowo i nie przeszkadzają mi obowiązki poza pracą, zwłaszcza że partner też angażuje się w prace w domu i wokół domu. Podczas jednej z rozmów mama powiedziała „czyli stałaś się kurą domową”. Bardzo mnie to zabolało, mam żal do niej ogromny. Staram sobie to tłumaczyć, że ona miała podobnie i może boi się, że skończę jak ona – jak kura domowa. Mama od kilku lat nie pracuje, po urodzeniu ostatniego dziecka zwolnili ją, ale mogła sobie pozwolić na to, żeby zostać w domu. Nie pracowała zarobkowo, ale pracowała na pełen etat jako kucharka, sprzątaczka, praczka itd. I odnoszę wrażenie, że nie jest szczęśliwa, że stała się zgorzkniała. Poświęciła się nam, dzieciom, które zaczęły swoje życie i choć mamy kontakt, to jednak gniazdo zostało puste. Mówiła o szukaniu pracy, ale zawsze na mówieniu się kończyło, jakby się bała, że nie da sobie rady. Obiecywałam, że jej pomogę, ale temat się urywał. Wkurza mnie, że u niej zawsze kończy się na gadaniu. Chciała odwiedzić rodzinę – zaproponowałam, że pojedziemy razem, ale im bliżej terminu, tym więcej wymówek.
Z narzeczonym kilka razy do roku gdzieś wybywamy na 3-4 dni i zawsze mam wrażenie, że ona ma pretensje, że my gdzieś jedziemy, a oni od dłuższego czasu nigdzie nie byli. Nie dlatego, że nie mieli za co, tylko dlatego, że zasiedzieli się w domu. Ciągle mam wyrzuty sumienia, że gdzieś jedziemy, że zjedliśmy obiad w restauracji, że to czy tamto. Koleżanka powiedziała, żeby żyć własnym życiem. I tego chcę, ale jednak to moi rodzice, oni mnie wychowali, oni pomagali na studiach. Jestem im wdzięczna, ale czuję się ciągle winna. Mam wrażenie, że jedynie tato się cieszy, że mi się układa. A mama wyraźnie nieszczęśliwa: „a gdzie ja chodzę”; „przecież ja nigdzie nie jeżdżę” – to mnie dobija. Jej zachowanie, zdołowanie i ciągłe narzekanie powoli  mnie wykańcza. Nie umie się cieszyć życiem, tym co ma. A przecież mogą wyjechać z tatą na 2-3 dni, chętnie bym im opłaciła pobyt, mnie posyłali na kolonie, więc chciałabym im się odwdzięczyć. Ale nie, bo honorem się uniesie, a ja znów będę rozkminiać, czemu nie jest tak jak w innych rodzinach. Wiem, że nie ma rodzin idealnych, ale tak bym chciała, żeby moja mama odżyła.

#9Dtx5

Gdy miałem jakieś 8 lat mojemu ulubionemu pluszakowi, Panowi Smokowi przez otwory w "paszczy" zaczął wypadać plusz. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że postanowiłem coś z tym zrobić. Jako kreatywne dziecko wziąłem nóż z kuchni, zebrałem wszystkie pluszaki i zacząłem im po kolei podrżynać "gardła" i rozpruwać brzuchy, wyciągając "flaki" z pluszu.

W tym momencie przyszła mama, i zdziwiona się spytała coś w stylu "co robisz?" Ja na to z bananem na twarzy "przeszczep pluszu!". Mama dość zdziwiona wyszła, a ja spokojnie dokończyłem robotę. Rozprułem też Pana Smoka, wsadziłem do niego cały ten plusz i zaszyłem plecki.

P.S Pana Smoka mam do dziś, ma się dobrze xD

#t26so

Mam strasznie dobrą pamięć pod względem sytuacji życiowych. Pamiętam dokładnie sceny ze swojego życia, które wydarzyły się kiedy miałam np. 3 lata. Wszyscy wmawiają mi, że to nie jest możliwe, że pewnie moja wyobraźnia działa, bo słyszałam dużo opowieści o swoim dzieciństwie, ale... to nie to. Pamiętam dokładnie otoczenie, to jakim obrusem był przykryty stół, jakie prezenty dostałam na 3 urodziny, dokładne ubiory wszystkich zaproszonych gości, kolczyki na uszach cioci, mocne perfumy mamy, smak tortu, szczegóły takie jak ścierka, którą babcia rzuciła na stolik.
I to nie jest jedna sytuacja, zapamiętuję to co ludzie mi mówią, potrafię przytoczyć ich słowa z kilku lat wstecz, ale zawsze wszyscy mówią, że sobie to wymyślam, że to jest niemożliwe, żeby coś takiego miało miejsce. Pamiętam numery telefonów, adresy, nazwiska, twarze, głosy, nazwy ulic, numery autobusów, a nawet to po ile był sok, który kupowałam w maju 2011 roku. To jest mega dziwne, czuję się jak jakiś odmieniec, czuję się jak dziwak. Powstrzymuję się od odpowiadania na pytania „Czy pamiętasz to i to”, bo nie chcę słuchać kolejnych ataków, że jestem kłamcą.
Ostatnio sprzątałyśmy z babcią na strychu, babcia znalazła karton ze starymi ubraniami zmarłego dziadka, zaciekawiłam się i powiedziałam, żeby poszukała w nim tej czarnej, drapiącej koszuli, którą dziadek kiedyś nosił. Babcia spojrzała na mnie i ze zdziwieniem odpowiedziała, że kiedy miałam 2 lata, mama namówiła dziadka, żeby ją wywalił, bo zawsze wychodziła mi wysypka, kiedy brał mnie na ręce.

Sama nie mogłam w to uwierzyć, co ze mną jest nie tak?

#5pxWW

Było to za czasów, kiedy chodziłem do drugiej albo trzeciej gimnazjum. Miałem pokój dzielony ze starszą o 10 lat siostrą. Do tego towarzystwa dodać dzieciaka (roczne) z jej pierwszym facetem i jej obecnego w tamtych czasach jej drugiego faceta. Przechodząc do sytuacji...

Ze snu wybudziła mnie potrzeba oddania moczu. Otwieram oczy, miałem wstawać ze swojego łóżka, gdy usłyszałem dziwne dźwięki. Odwracając głowę patrzę na łóżko siory i poruszającą się rytmicznie kołdrę. Noż ku*wa mać, siora pieprzy się ze swoim gachem, a obok twardo śpi siostrzenica. Odwracam głowę i patrzę tępo w sufit. Na moje to jeszcze dobre 10 minut odwalali to swoje tarło, po czym było słychać sapanie. Skończyli. Przeleżałem jeszcze jakieś dobre 15 minut, po czym wstałem i udając zaspanego polazłem do tej łazienki w końcu się odlać...

Nie wiem co trzeba mieć na bani, żeby nie pohamować się i uprawiać seks w jednym pokoju z dzieciakami obok...

#1UUbL

Historia mojego brata z czasów, gdy były jeszcze lekcje zdalne.

Tego dnia akurat klasa mojego brata miała mieć sprawdzian z matematyki. Jako że to były zdalne, to wiadomo, łatwo ściągać, więc dlaczego by nie skorzystać?
Ktoś wpadł na pomysł, żeby napisać na brainly (taka strona z pomocą na zadania domowe) pytania ze sprawdzianu, na co reszta przystała.
Pozakładali jakieś konta z dziwnymi nazwami i wstawili pytania. Ku ich uciesze, po kilkunastu minutach ktoś odpisał na większość pytań i dał odpowiedzi, więc zadowoleni przepisali je i wysłali sprawdzian.

Co się okazało? Nauczyciel przewidział to i to on dał odpowiedzi (z konta, z którego nikt by się nie domyślił, że to był on), które były błędne. Prawie cała klasa dostała jedynki i na następny raz odechciało im się takich sztuczek :D

#A1nss

Robię remont. Skuwanie podłogi, wywalenie futryn, no i kładę nowe panele podłogowe. Winylowe, w jodełkę, bo tak se zażyczyła moja luba. Panel winylowy trzeba troszkę dobić, więc jest trochę hałasu. Robię to już ósmy dzień (mniej więcej od 11-20), no i wczoraj była u mnie pani z zarządu wspólnoty, że sąsiedzi się skarżą na hałas... Mam dziwne wrażenie, że to był jeden z tych sąsiadów, co dwa lata temu robił remont generalny w domu i przez tydzień kuli mu chatę...
Mam nadzieję, że taka skarga jakoś przyspieszy mój remont, bo nie widzę innego jej sensu ;)

PS U mnie nie było nikogo z sąsiadów, tylko od razu do zarządu polecieli.
Dodaj anonimowe wyznanie