Historia, którą Wam dziś opowiem, miała miejsce kilka lat temu. W pewien wakacyjny weekend zorganizowaliśmy ze znajomymi ognisko. Jak wiadomo, na takich imprezach jest też alkohol. W naszym przypadku duża ilość alkoholu.
Po kilku godzinach byliśmy już porządnie nawaleni, to postanowiliśmy wrócić do domu. No więc idziemy sobie jedną z ulic, kolega Maciek szedł trochę przed nami. W pewnym momencie niespodziewanie wybiegł na sam środek jezdni i wtedy potrącił go samochód. My w szoku, kierowca wyszedł z auta. Nagle Maciek wstaje, otrzepuje się i z przerażeniem w oczach mówi do kierowcy: „Przepraszam najmocniej, nic się panu nie stało?”.
Mój ojciec jest lekarzem, mama biolożką. Oboje w tym samym wieku. Kiedy chodziłem do gimbazy, postanowiłem zapytać mojego ojca, jak zapoznał się z moją mamą. I jak to w ogóle się stało, że został lekarzem.
Ojciec zadumał się na chwilę, i rzekł:
– Wiesz, ja wiele poświęciłem dla miłości. Jak byłem taki knyp jak ty, to miałem prawie najgorsze oceny w całej klasie. A potem zobaczyłem najpiękniejszą dziewczynę świata. Pech, że była też wielką prymuską, chciała pójść na studia medyczne, to wiedziałem, że jej nie zaimponuję tymi dwójami. Na początku zgłosiłem się do kółka chemicznego. O rany, jakież to było nudne, codziennie się męczyłem, żeby wstawać na siódmą. Ale moja piękność siedziała w tej samej klasie. Później zacząłem chodzić na dodatkową biologię i to mnie zaczęło interesować. Synu, w rok od najgorszego tłumoka zmieniłem się w prymusa. Pech, że bałem się do niej odezwać. Czasem pytała mnie o jakieś rzeczy, a ja jak zaklęty, ani me, ani be. I tak do końca liceum. Jak już matury były popisane, to kółko chemiczne, jako że takie zgrane, postanowiło urządzić małą imprezkę. Dzień przed ojciec ze mną rozmawiał i rzekł mi to, co ja ci teraz powtórzę: zawsze trzeba być odważnym, bo lepiej raz żałować, że się poległo, niż tysiące, że się nie spróbowało. I w czasie tej imprezy zabrakło nam zapitki, to wyruszyliśmy do sklepu razem. Ale koledzy byli naprani, tylko ja z moją piękną się jakoś trzymaliśmy, to jako jedyni weszliśmy do środka. Jedyna okazja synu, jedyna! Mówię więc do niej: słuchaj, jesteś najpiękniejszą, najmądrzejszą dziewczyną jaką znam, czy nie chciałabyś wybrać się ze mną na kawę?
– I co, i co? – pytam podekscytowany.
– A nico, powiedziała mi „Oj, Franek, nie żartuj sobie, lepiej zapytaj Maćka, czy mu się podobam, a teraz kup jakąś oranżadę” i wyszła.
Trochę mi mina zrzedła i zapytałem:
– To mama ci dała kosza za pierwszym razem?
– Co? Niee... Mama dorabiała w tym sklepie, powiedziała, że wszystko słyszała i dała mi batona na pocieszenie, a miała jakieś niemieckie, od swoich dziadków... Jak mogłem jej nie pokochać?
I cały romantyzm szlag trafił.
Jestem dojrzałym mężczyzną, ojcem, mężem itd. oraz alkoholikiem. Takim trochę nie do końca standardowym, chyba. Ogólnie to twardy, a nawet podobno mądry ze mnie facet, który potrafi (niemal) wszystko. Prawdziwy pater familias w najlepszym tego określenia rozumieniu. Spacyfikowanie teściowej, która we wredny sposób wtrącała się w nasze życie, przyniosło mi nawet szczery podziw mojej żony.
Moja żona jest bardzo mądrą kobietą i jestem przekonany, że mnie kocha, choć jako feministce w trzecim pokoleniu nie najlepiej jej idzie tego okazywanie. Rozpoznała część mojego problemu i w twardy sposób ogłosiła absolutną prohibicję. Nie było to dla niej łatwe, chętnie wypijała kieliszek wina do obiadu lub piwo do filmu. W związku z tym alkohol jest u nas w domu tabu i trzymam się tego bezwzględnie, jeśli ona jest w domu.
Zdarza się jednak, że jej nie ma. Wtedy nie potrafię się powstrzymać i chleję na potęgę. W miarę rozsądny sposób. Nie wsiadam do samochodu, od pewnego poziomu kontynuuję picie tylko w domu itd. Z pracą nie ma problemu. Mój szef domyśla się o co chodzi i akceptuje okazjonalne spadki formy. Dzieci są dorosłe i już nie mieszkają z nami, więc i to nie jest problemem. Myślę, że gdybym był permanentnie sam, zapiłbym się na śmierć w przeciągu kilku miesięcy.
Moja żona jest jedyną kotwicą, która trzyma mnie przy życiu. Nie domyśla się tego, ale ma mnie całkowicie w ręku. Zarazem ja jestem tą osobą, która rozwiązuje problemy, dba o całą rodzinę, jestem tą cholerną skałą w falach przyboju.
Czasami się zastanawiam, czy kobiety zdają sobie sprawę, jak bardzo są ważne dla psychiki mężczyzn. Najczęściej dochodzę do wniosku, że nie. Dlaczego tak jest? Nie wiem. Na to pytanie jeszcze nie znalazłem odpowiedzi.
Jak miałem 11 lat, znalazłem podłużną, wibrującą zabawkę mojej mamy i zacząłem się nią bawić w Star Wars. Gdy mama mnie zobaczyła, to zapytałem się czy jest Jedi i skąd ma taki miecz...
Ostatnio rano nie miałam w mieszkaniu wody. Ot, coś naprawiali, a jak zwykle nie zostawili stosownej karteczki na drzwiach wejściowych.
Już pominę fakt kombinowania, jak umyję zęby (bez tego nawet bym nie wyszła z domu), ale przycisnęło mnie jak co rano na dwójkę.
W spłuczce wody brak, sąsiedzi też jej nie mają, a do pracy nie dojadę w takim stanie. Walczyłam ze sobą do ostatniej chwili, mając nadzieję, że oddadzą wodę. Nie oddali...
W rezultacie zmuszona byłam załatwić się do śmietnika. Dobrze, że ktoś wymyślił mokre chusteczki dla dzieci.
PS Chwilę po tym włączyli ponownie wodę...
Na angielskim ostatnio miałam fajne wypracowanie do napisania. "Gdybyś mógł się urodzić ponownie jako kobieta lub mężczyzna, to jaką płeć byś wybrał?" - treść podobna do tego.
Wolałabym się urodzić jako mężczyzna. Nie miałabym wtedy okresu. Społeczeństwo nie wymagałoby ode mnie bycia piękną, ponieważ "kobieta powinna być piękna". Nikt nie musiałby mi mówić, że jeżeli źle się zachowuję to żaden mężczyzna mnie nie zechce. Nikt nie mówiłby mi, że jeżeli mam bałagan w pokoju to źle, bo "dziewczynki powinny mieć porządek". Kiedy jesteś kobietą bez partnera, społeczeństwo mówi: "Jesteś brzydka. Nigdy nie znajdziesz partnera". Kobieta bez partnera jest postrzegana jako coś złego, bo kobieta "powinna być dobrą matką i żoną". Jeżeli mężczyzna nie ma partnera, społeczeństwo mówi: "Jesteś dalej młody, masz jeszcze czas. Nie martw się, znajdziesz sobie jakąś kobietę". Jeżeli byłabym mężczyzną, nikt nie musiałby mi mówić, żebym "siedziała jak dziewczynka, a nie jak chłopaczysko". Nikt nie mówiłby "Jesteś dziewczynką, załóż sukienkę", "Dziewczynki nie powinny słuchać takiej muzyki", "Dziewczynka nie powinna zachowywać się w sposób, w jaki ty się zachowujesz!". Nikt wtedy nie kupowałby mi dziewczęcych rzeczy lub rzeczy, które są popularne wśród dziewczyn, bo "Inne dziewczyny to lubią". Jeżeli byłabym mężczyzną, może byłoby mi łatwiej osiągnąć moje marzenia.
Wakacje u bogatej rodziny cz. 1
Tata wychowywany był na człowieka, który ma pracować na gospodarce – utrzymać rodziców. Jego siostra miała się uczyć. Ciotka poszła na studia, wyszła za mąż za zamożnego człowieka. Nie da się zaprzeczyć, że zdobyła dobry zawód, ale charakter to już inna historia - nigdy nie miała przyjaciół, wielu rzeczy nie doświadczyła. Szkoła i nauka, potem dom i praca. Żadnych spotkań ze znajomymi, studniówki, nocowania u koleżanki. I zawiść! Bo chociaż pieniądze zdobyła, rodzinę i zawód to przeboleć nie mogła, że ktoś przyjaciół ma i dobrze się bawi z innymi.
Jako dziecko mieszkałam na wsi, było biednie, ale stabilnie. Człowiek jadł to co wyhodował, to co zawekował i co sam zrobił, czasem raz na jakiś miesiąc albo dwa mama kupiła jogurt i to była taka atrakcja, napój na święta za 2 zł to już dla nas nieopisana radość. Nie kupowało się słodyczy, chipsów itp. Książki zawsze mieliśmy, buty jedne, ale porządne też. Zawsze była nieustanna praca – nigdy nie byliśmy na wakacjach i wspólnej wycieczce, w kinie czy na pizzy, ale nie doświadczałam alkoholizmu, przemocy itp. Ot, życie na wsi.
Ponad 20 lat temu, mając jakieś 12 lat ciocia zaproponowała mi wakacje u nich, trochę się rozerwę, a i pomogę, bo ich dzieci wakacje mają (niespełna 3 lata i 6 lat) a ciocia musi się uczyć. Propozycja jak w jakimś filmie. Na miejscu okazało się, że owszem mam pomóc, ale pełnoetatowo. Śniadanie dzieciom zrobić, obiad dla wszystkich, kolacje, zapewnić dzieciom rozrywkę przez cały dzień, zabrać na spacer, pomóc w toalecie ful opcja. Wychowana zawsze byłam, że u kogoś trzeba być grzecznym, słuchać się i pomagać bo co inni powiedzą. Jak wujek w weekendy ogłaszał, że chodź dziecko posprzątamy dom to szłam, bo będzie wstyd przed rodzicami, że nie pomogłam – a wujek tylko polecenia wydawał, że tu masz odkurzacz odkurz, tu masz mopa umyj podłogi, tu masz ogarnij kurze, ale sam nic nie robił. A dom tak ogromny, że szok. Tu chodź dziecko ogród podlejmy i to samo tak się kręcą i ukręcą, a ja dziecko 10 litrowe wiadra nosiłam a ci stali i wydawali polecenia. Przykładów wiele, ale nie to było najgorsze.
Ciągle mi coś obiecywali, że zamówimy pizzę, że pójdziemy do cyrku, że pojedziemy na basen, że o kino zobaczysz pójdziemy na film. I tak obiecywali, ja z tej ekscytacji czułam się cały czas napompowana jak balonik i nawet jednej obietnicy nie spełnili. Nic. Ja jako dziecko, które w domu tego nie doświadczyło byłam strasznie zawiedziona, ale ciągle żyłam nadzieją, że coś zobaczę, gdzieś pójdę. No żeby chociaż tę pizzę jak na filmie zamówili, o której mówili 2 tygodnie bez przerwy, ale nie! To ci 20 kg ogórków kupili do przerobienia, to schody kamienne szorować, to w szafkach poukładać, to pranie poprasować. Ogólnie cale wakacje zasuwałam jako sprzątaczka i opiekunka do dzieci.
Uwielbiam żeglować, jest to moja pasja od dzieciństwa.
Czasem w wietrzny dzień zamykam oczy, chwytam jedną ręką za kurtkę jak za rumpel steru, drugą zaś jak za talię grota i się rozmarzam. Wtedy najczęściej wchodzę w słup lub latarnię.
Od kilku miesięcy nie potrafię wyjść do toalety/łazienki samemu. Zawsze biorę mojego kota, ponieważ cholernie boję się pająków, a mój kot je zawsze zabija.
Mam 23 lata.
W liceum poznałam Pawła. Od razu się zaprzyjaźniliśmy. Mieliśmy wspólną pasję. Mianowicie chcieliśmy być ratownikami. Udało nam się. Dostaliśmy nawet pracę w tej samej stacji. Po roku okazało się, że dziewczyna Pawła, Patrycja, jest w ciąży bliźniaczej. Jedna ona nie chciała mieć dzieci. Paweł liczył, że zmieni zdanie jak maluchy się urodzą, niestety tak się nie stało. Patrycja najpierw wyprowadziła się od niego i przyjeżdżała codziennie by odwiedzać córki, jednak z czasem wizyty stały się coraz rzadsze, aż w końcu po pół roku całkowicie zerwała kontakt z dziewczynkami. Paweł musiał z powrotem wprowadzić się do matki i siostry, gdyż sam nie dał rady pogodzić pracy, obowiązków domowych i wychowania bliźniaczek. Mimo że często wracał zmęczony do domu, zawsze miał czas dla dziewczynek. Gdy tylko miał wolną chwilę, grał z nimi w piłkę w ogrodzie, zabierał na plac zabaw, do zoo lub kina.
Niestety to wszystko postanowiła zniszczyć "matka", która po wprowadzeniu 500+ przypomniała sobie, że ma dzieci. Najpierw przyszła do Pawła i zasugerowała, że to są także jej dzieci i coś się jej należy (oczywiści chodziło TYLKO o pieniądze). Gdy on odmówił, zaczęła straszyć go opieką społeczną i sądem. Twierdziła, że ma utrudniony kontakt z dziewczynkami. Paweł stwierdził, że Patrycja może zobaczyć się z bliźniaczkami, ale tylko w obecności psychologa lub pracownika opieki społecznej. Gdy doszło do spotkania (bliźniaczki miały już 5 lat) pierwsze pytanie jakie zadała jedna z nich brzmiało: Kim jest ta pani?
I taki ktoś jak Patrycja ma czelność rościć sobie prawa do opieki nad córkami, które znają matkę jedynie ze zdjęcia?
Dodaj anonimowe wyznanie