#wTslN
#t052N
#44Jv3
Wczoraj w drodze do pracy, zostałam zjechana przez mohera, nacmokała się, naprychała o Boże, jak tak można... Mało zawału nie dostała. Skomentowałam:
- Rozumiem, że upał pani na głowę zaszkodził, polecam od razu do psychiatry.
Może i ostro, ale naprawdę nie rozumiem co komu do tego czy ktoś ma kolczyki, tatuaże czy zakłada ćwieki, czy ma powiększone usta czy implanty w tyłku. Mnie to rybka, sprawa tej osoby. Nikt nie ma prawa obrażać innych ze względu na wygląd. Pracuje od lat z klientami, wiem na co ich stać, ale starsi ludzie przebijają wszystko. Czasami aż odchodzę z pola widzenia, bo wystarczy tylko spojrzenie i wiem, że zaraz spadnie na mnie bomba. Bardzo to przykre. Starsi domagają się szacunku, a sami prezentują poziom godny patologii...
#lGawv
Nie wiem, czy też tak macie, ale zdarzyło mi się ze trzy razy, że śniłam, jak siedzę na kiblu i robię siku. Ten sen był strasznie realistyczny, ale zawsze w porę się budziłam.
Jak się domyślacie - nie tym razem... Opróżniłam chyba cały zbiornik, kiedy się obudziłam. Nie wiedziałam, co zrobić, bo było mi strasznie wstyd i nie chciałam nikogo budzić o świcie. Poszłam więc spać do domku pod pretekstem, że było mi zimno w namiocie. A siostra spała w najlepsze w całej zaszczanej pościeli.
PS. Za to, jakim później "wspaniałym" człowiekiem się okazała, powinnam jeszcze tam nasrać.
#ih8Mb
#OeiKP
Zawsze byłem raczej przeciwnikiem każdej aktywności fizycznej i widocznie wszechświat stara się dać mi do zrozumienia, że jest to opcja przy której powinienem zostać.
Elegancko wybiegam sobie z bramy podwórka, niczym urodzony zwycięzca przy akompaniamencie 'We are the champions' i dupa. Cztery bydlaki (bo psami tego nie nazwę) już szczerzą na mnie kły. Popytałem znajomych, wszystkie bydlaczki należą do sąsiadów.
Sytuacja zgłoszona na policję, nie może tak być, że człowiek boi się wyjść z własnego podwórka. Tylko właśnie... krew się we mnie gotuje.
Psi gang terroryzuje ludzi na moim osiedlu już od dłuższego czasu. Nikt tego nie zgłasza, bo po co sobie robić problemy? Maleńkie miasteczko, każdy każdego zna. To może rozmowa z sąsiadami?
Przecież mój Reksio/Azorek/Pimpuś to taki aniołek! On by nikogo nie ugryzł! Pobawić się tylko chce! On musi mieć przestrzeń by się wybiegać!
Oczywiście, kiedy Reksio/Azorek/Pimpuś rzuca się na płot na mój widok i warczy jak popierdolony od razu nabieram ochoty na zabawę z takim aniołkiem. Przecież mnie nie pogryzie, nie? Po drugiej stronie ulicy jest przedszkole. Jak jakieś dziecko skończy jako kaleka do końca życia to będzie płacz i oburzenie. Bo Azorek to aniołek przecież był.
Psów się boję, szczególnie tych, których nie znam. I na myśl, że mam sobie biec, a cztery skurczybyki się na mnie rzucą, bo zobaczą uciekającą ofiarę, robi mi się słabo.
Policja nie robi nic, sąsiedzi nie widzą problemu, a ja bać się nie zamierzam. Jak wieczorem zobaczycie wyznanie 'Ludzkie skurwysyństwo! Ktoś mojemu Azorkowi strzelił gazem pieprzowym po oczach! Żaden pies nie może być już bezpieczny!', to wiedzcie, że odpowiedziałem na zaproszenie Azorka do wspólnej 'zabawy'.
#VqF4C
Kartę płatniczą i telefon zablokowałem tego samego dnia. Jakiś miesiąc od pobicia przyszedł czas na poznanie "teściów" po ponad roku znajomości :D
Niedzielny obiadek rozmowy o wszystkim i o niczym. Głos "teścia" wydał mi się bardzo znajomy jak i zegarek na jego ręku. Poprosiłem o podanie zegarka, po czym otworzyłem skrytkę i pokazałem zdjęcie swojej lubej co skutkowało złamaniem nosa i wybiciem zębów u mojego wcześniejszego oprawcy + bonus dla mnie 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata i 2000 zł na cele charytatywne.
P.S. Ojciec mojej żony przyznał się, że to on mnie napadł.
P.S.2. Na wesele nie został zaproszony.
#FeZqC
Mam ciężko chorego ojca, który wymaga opieki jak i dużej ilości leków.
Stałem niedawno w aptece, by wykupić tacie 3 recepty. Byłem w aptece sam, po trzech minutach doszedł jeden facet. Około 35-letni, wysoki, lekko przy sobie, z dużą ilością tatuaży. Cały proces kupowania leków, mojej prośby o opisanie zamienników nazwami niedostępnych leków aż do płatności zajął mi 9 minut. Facet cały czas komentował „ile można”, „więcej kup”, „całą aptekę wykup”, „nie śpiesz się”.
Zwracał się do żony w samochodzie aby zgasiła silnik, bo „mogliśmy przyjechać godzinę szybciej, trochę to potrwa”. Była dostępna tylko jedna aptekarka - magister, więc nie mógł go kto obsłużyć. Nie miałem go jak wpuścić, jak byłem w połowie recept. Cały czas stałem nie zwracając na niego uwagi, naprawdę mi się cisnęło by powiedzieć cokolwiek, ale po prostu nie miałem siły z nim rozmawiać.
Wyciągam kartę, rachunek był dosyć spory. Zbliżeniowo z podaniem PIN-u nie chciała działać co skwitował „jak trzeci raz odrzuci, to idź do pracy”. Cały czas milczałem. Zapłaciłem, odpaliłem papierosa stojąc przy aucie. Było mi wtedy tak cholernie przykro, że można być po prostu takim chamem, byle mu było wygodnie. Wyszedł z apteki z opakowaniem durexów i kremu do opalania, rzucając mi „rzuć fajki”. Wiem, że najłatwiej kogoś wkurzyć nie zwracając uwagi na tego kogoś, ale od ponad 2 lat jestem psychicznie wyczerpany pracując, studiując, mając bardzo dużo obowiązków, opiekując się tatą i wkurzyłem się na siebie, że nic mu nie powiedziałem.
Mam stwierdzoną ciężka depresję, przez którą nie umiem wstać rano bez nerwobólów, siedzieć i chodzić bez całych fizycznych oznak depresji. Moja praca pozwala na pracę zdalną (programuje, zajmuje się kryptowalutami), dzięki czemu mogę się opiekować tatą. Zarabiam wystarczająco, by spokojnie utrzymać młodsze rodzeństwo, leczyć tatę. Wiem, że to szczeniarskie ale cham jakim jest, na pewno poczuł się trochę gorzej, widząc że na moim aucie (trzyletnie auto z celownikiem na masce) jest zielony listek.
Ech, wszystko mnie ostatnio tak dobija, a jedyne gdzie mogę się wygadać bez wstydu (Np. ta durna apteka i refleksja z autem) przed innymi i sobą jest właśnie wyznanie. Kocham moja rodzinę, daję i będę dawać jej całego siebie. Wstyd mi przed sobą, że nie umiem sobie poradzić z takimi pierdołami.
#f4rtV
Do młodych staram się mówić w ich języku i uderzać w tematy, które ich interesują, lubię rocka i Stephena Kinga, mam nawet kilka tatuaży, nie próbuję nikogo nawracać, mówię otwarcie o problemach w kościele, jakimi są pedofilia, hipokryzja, zakłamanie i miłość do pieniędzy. Ale nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie miał swoich sekretów. Oto dwa największe.
Nie wierzę w Boga. Nigdy nie wierzyłem, a po studiach teologicznych i przeczytaniu całej Biblii jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że boga nie ma. Zresztą rzadko o nim mówię, bo nie lubię kłamać. Mówię o byciu dobrym człowiekiem raczej dla samego siebie, niż dla wyimaginowanej postaci, o odrzuceniu zła nie ze strachu przed karą, ale dla własnego spokoju ducha. Często też opowiadam dzieciakom o mojej przeszłości, o alkoholu, narkotykach i upodleniu. I z tym wiąże się moje druga tajemnica, o której nigdy nikomu nie powiedziałem.
Miałem 18 lat, byłem młodym punkiem, ćpunem, nie szanowałem nikogo ani niczego. Miałem też dziewczynę, piękną i dobrą Lucy, to ona próbowała mnie zmienić i wyciągnąć z narkotyków. Wierzyła we mnie i nie zostawiła do samego końca. Któregoś dnia pożyczyłem od ojca auto i zabrałem ją na wycieczkę. Byłem pijany i naćpany, chciałem się popisać jak dobrze jeżdżę autem, ona prosiła bym zwolnił, bym się zatrzymał, a ja tylko pędziłem coraz szybciej, aż w końcu zatrzymałem się na drzewie. Moja piękna Lucy zginęła tego dnia, a ja wyszedłem cały, poza kilkoma zadrapaniami na ciele i duszy. Nie spotkała mnie żadna kara, mimo że przyznałem się do winy. To było dawno temu, mój ojciec był kimś ważnym w mieście, zapłacił komu trzeba, sprawa została zamknięta, ot, nieszczęśliwy wypadek.
Dlatego sam postanowiłem się ukarać, zostałem księdzem, choć nie wierzę w boga, żyję jak biedak, choć zawsze uwielbiałem pieniądze i luksus, nigdy nie miałem dziewczyny po Lucy, choć codziennie spotykam piękne kobiety, o których później śnię. Unieszczęśliwiam się, bo jak mogę być szczęśliwy po tym, gdy zabiłem anioła?