#jFjFi
Jakiś czas później ona pożyczyła mi kasetę z jakąś składanką. Potem były wakacje, podczas których z uwagi na wyjazdy prawie się nie widywałyśmy, a po wakacjach poszłyśmy do różnych szkół średnich. Po kilku miesiącach koleżanka przyszła do mnie i poprosiła, żebym jej oddała kasetę. Już miałam po nią polecieć, ale przypomniałam sobie tamtą sytuację i postąpiłam dokładnie tak, jak ona wcześniej. Dziewczyna była w szoku - jak to nie ma u mnie tej kasety...?! Zaczęła wymieniać, jakie utwory były na niej nagrane itd. Ale w końcu odeszła z kwitkiem. Było mi głupio przed samą sobą, bo zawsze staram się być uczciwa, jednak nie mogłam wtedy się powstrzymać.
Od tamtej pory minęło wiele lat, a mnie się od czasu do czasu przypomina ta sytuacja. Nie myślałam wtedy, że kiedyś będzie Internet i wysłuchanie ulubionych piosenek nie będzie żadnym problemem. :-) Wciąż jeszcze mam czasem wyrzuty sumienia...
#KVsN0
#Aikog
Ba! Jeśli ktoś się nazywa np. "kotek", to jego ogóreczek będzie miał uszka i nosek.
Drodzy anonimowi! Od dzisiaj można się chować w słoiku!
#SfWim
Mimo że to dziwne i nienormalne już 6 moich podopiecznych znalazło swoją drugą połówkę. Rzecz jasna nigdy się nie dowiedzieli z kim naprawdę pisali...
#zoTPh
W przerwie w roku akademickim postanowiłam sobie trochę dorobić, tak więc od niedawna pracuję w centrum handlowym w jednym z większych miast Polski, co ważniejsze na stoisku obok pracuje facet, który bardzo mi się podoba. W pracy czasami rozmawiamy, ciągle wymieniamy uśmiechy, można rzec, że umówienie się na randkę było tylko kwestią czasu, ale no właśnie, było...
Przychodzę sobie więc do pracy, przygotowuję wszystko, siadam na krzesełku i czekam na klientów uśmiechając co chwilę do wyżej wspomnianego chłopaka. Wyciągam z torebki domowy sok z jabłek i bananów, który mam w sylikonowym kubku (niedawno były w Biedronce, takie bidony sylikonowe) i żyć nie umierać, powoli sączę soczek, który z czasem nie chciał z kubka wyjść.
Co robi bardzo mądra ja? Ściska ten kubek, powodując, że nakrętka wylatuje w górę, a zawartość wylewa się na moją bluzkę i spodnie. Kto pija domowy sok z jabłek i bananów ten wie, że konsystencją i wyglądem przypomina wymiociny. Szybka ocena sytuacji i wkurzona zamykam stoisko, biegnąc brudna cała do łazienki. Wstyd niesamowity, ale dobra, dotrę, zmyję, wyschnie. Także nie bardzo patrząc przed siebie biegnę wręcz do toalety i tu po raz kolejny mój pech daje o sobie znać, bo wbiegłam prosto na mojego kolegę, tego do którego po cichu wzdycham i który jak miałam nadzieję nigdy mnie takiej nie zobaczy. Mało tego gdy na niego wbiegłam, zderzyliśmy się tak, że ubrudziłam jego białą koszulę... Ja pobiegłam do łazienki, a za chwilę przyjaciółka przywiozła mi rzeczy na zmianę.
On siedział w tej koszuli do końca dnia i więcej się do mnie nie odezwał. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że to był sok i że go bardzo przepraszam, czy, że wypiorę mu tą koszulę, tylko pokiwał głową i powiedział, że jest zajęty. Od koleżanki ze sklepu obok dowiedziałam się, że rozpowiada wszystkim, że przyszłam skacowana do pracy i zwymiotowałam nie tylko na siebie, ale też na niego :)
No cóż, romans nie powstał, ale przynajmniej dowiedziałam się jaki jest zanim coś się zaczęło, także przegryw przegrywem i pecha mam, ale dzięki soku jabłkowo-bananowemu nie marnuję czasu na frajera.
#qr2Pe
Przypuszczam, że jest to jedno z tych wspomnień, które kształtują naszą osobowość, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Teraz mam ponad 30 lat, od 5 jestem żonaty i mamy cudownego półtorarocznego synka. Mieszkamy na wsi (wyprowadziłem się do żony) w piętrowym domu. Na dole teściowa, górę mamy dla siebie. Gdzie haczyk? W każdym pokoju w jakiejś szafie/szafce mam schowaną ponad półmetrową maczetę. W łazience za kafelkiem pod wanną nóż wojskowy w woreczku foliowym. W sypialni oprócz maczety łuk sportowy (lubiłem czasem strzelać rekreacyjnie), na strychu dwie repliki mieczy rycerskich (bawię się w odtwórstwo średniowieczne). Rodzina i znajomi/sąsiedzi zawsze wchodzą bez pukania, ale ja za każdym razem, jak nie rozpoznaję głosu na dole, odruchowo sprawdzam, do którego narzędzia mam najbliżej i jak szybko jestem w stanie go dobyć. To samo przy dzwonku do drzwi. Zanim zejdę otworzyć, w myślach układam plan dotarcia do najbliższego ostrego przedmiotu.
Nigdy nie pozwolę nikomu skrzywdzić mojej rodziny, nawet za cenę więzienia. Może to paranoja, ale tak już mam.
#kUOG2
Czasami jak patrzę na nią, to się załamuję i myślę sobie "dlaczego ja muszę być taka brzydka?".
#2jgtf
Pewnie każdy z was kojarzy bryczki z turystami, które są ciągnięte przez konie.
Otóż podczas wchodzenia na górę mijała nas taka bryczka i usłyszałem dialog między córką (około 10 lat) a matką.
C: Mamo, a konie coś za to mają?
M: Mają.
C: A co mają?
M: Przejebane.
Wiem, że to dziecko i matka nie powinna tak powiedzieć, ale jakoś przez 10 minut nie mogłem powstrzymać śmiechu :D