Zbliżał się koniec studiów. Stres, dopieszczanie pracy dyplomowej, rozglądanie się za pierwszą bardziej poważną pracą itp. Na jednym z lokalnych portali informacyjnych zamieściłam ogłoszenie. Klasyczna forma ogłoszenia czyli: Szukam pracy, młoda dziewczyna, po studiach takich i takich podejmie pracę w zawodzie... mniejsza o to. Po paru godzinach od zamieszczenia ogłoszenia, zaczęły pojawiać się pierwsze maile z ofertami. Wśród tych paru maili najbardziej w pamięć wrył mi się jeden. Kobieta napisała do mnie z zapytaniem, czy byłabym zainteresowana strzyżeniem intymnym jej męża.
Na początku myślałam, że ktoś robi sobie ze mnie jaja. Zwątpiłam po wymianie paru maili, w których kobieta przekonywała mnie, że mąż nie jest obłożnie chory, tylko oboje mają po prostu taki fetysz. Małżonek jest "strzyżony" w miejscach intymnych, a ona sobie patrzy, ot, cała filozofia. Moje wątpiące w ich normalność maile argumentowała tym, że trzeba iść z duchem czasu, a przy okazji dać młodym zarobić, a i panowie niech mają z tego przyjemność. Twierdziła, że to całkiem normalna praca.
Do dziś nie wierzę, że spotkała mnie tak komiczna sytuacja. Wprawdzie z wykształcenia jestem ogrodnikiem i owszem, strzygę, ale raczej żywopłoty. :D
Ponieważ niedawno przeprowadziłem się "na swoje", moi rodzice i rodzeństwo postanowili mnie odwiedzić i zobaczyć, jak sobie radzę.
Mam trochę talentu do gotowania i chciałem koniecznie pokazać się jako dobry gospodarz, więc przyrządziłem super wypasiony obiad: zupa krem z warzyw, pieczona kaczka, makaron z łososiem, ciasto kokosowe.
Jedzenie wyszło tak dobrze, że sam wszystko zeżarłem, a co nie dałem rady, zostawiłem sobie na później.
A rodzinę zabrałem na pizzę.
Nie żałuję. :)
Kiedy miałem 13 lat, zostałem zgwałcony. Przez lata nie potrafiłem nikomu o tym powiedzieć, dusiłem wszystko w sobie. Kiedy miałem 15 lat osoba, która mnie zgwałciła, popełniła samobójstwo, więc tym bardziej nie widziałem sensu w mówieniu o tym.
Pewnego dnia na WDŻ nauczycielka kazała nam na kartkach napisać nasze największe problemy. Później mieliśmy wrzucić kartki do pudełka, nauczycielka miała wylosować jedną i poświęcić lekcję na omówienie problemu, a potem na kolejnej miał być następny problem itd.
Wtedy coś we mnie pękło i napisałem, że zostałem zgwałcony w wieku 13 lat, a zrobiła to kobieta.
Minęło kilka tygodni. W końcu mój problem został wylosowany i zaczęło się piekło. Usłyszałem, że to nie był gwałt, że powinienem się cieszyć, bo pewnie wielu mężczyzn mi zazdrości, a w ogóle skoro mi się nie podobało, mogłem ją odepchnąć albo się nie podniecać.
Wybiegłem z sali. Rodzice znaleźli mnie w domu. Płakałem. W końcu powiedziałem im o wszystkim.
Była awantura. Nauczycielka próbowała się tłumaczyć i udawała, że myślała, że któryś z uczniów postanowił sobie zażartować. Na szczęście dyrektorka olała jej tłumaczenia i nauczycielka została wyrzucona, a ja trafiłem do psychologa.
Wynajmuję razem ze swoją dziewczyną mieszkanie. Ostatnio zostałem obudzony przez jej krzyk w środku nocy. Przestraszyłem się, zapytałem co się stało, byłem trochę przerażony - nigdy nie słyszałem takiego ryku. Odpowiedziała, że widziała mysz. Z początku jej nie wierzyłem, jednak później okazało się, że to jednak była prawda.
Próbowaliśmy się ich pozbyć - wszelkiego rodzaju spraye i pułapki nic nie pomogły. Zapadła decyzja - kot. Właściciel mieszkania wyraził zgodę, następnego dnia udaliśmy się do schroniska. Pierwszym, który rzucił się w oczy mojej dziewczynie był śnieżnobiały pers (mniej więcej taki jak był w filmie Stuart Malutki). Uparłem się, żeby wziąć jakiegoś bardziej drapieżnego, bardziej tygrysowatego, wiecie. Ona jednak się uparła - ma być ten. Chcąc uniknąć kłótni - zgodziłem się.
Po przybyciu do domu nasz mały włochaty przyjaciel ulokował się na fotelu w salonie i zasnął. Tak minęło pierwszych kilka dni, kot spędzał całe dnie na spaniu i jedzeniu. Jakiś czas później, minął może tydzień, wróciłem z dziewczyną po całym dniu pracy do domu. Naszą uwagę zwrócił wydobywający się z naszej sypialni nieprzyjemny zapach, którego wcześniej nie znaliśmy. Po oględzinach znaleźliśmy przyczynę. Pod naszym łóżkiem leżało siedem martwych, pogryzionych myszek. Nasz kociak, którego uznawaliśmy za najbardziej leniwe stworzenie na świecie, okazał się być skurwielem bez serca, który wymordował prawdopodobnie całą populację w bloku :(
Trzy lata temu rozszedłem się z dziewczyną, a w sumie to ona poszła do innego. Frustracji było wiele, chciałem zaszaleć, spróbować rzeczy, których bym wcześniej nie zrobił.
Zarejestrowałem się na portalu dla homoseksualistów i umówiłem się w ustalonym, publicznym miejscu na spotkanie. Poszliśmy do niego w jednym celu. Nie chcieliśmy znać swoich imion, żadnych szczegółów. Ten oto raz w życiu uprawiałem pasywnie seks analny z kolesiem w moim wieku. Wszystko to jest tajemnicą, obecnie jestem w drugim związku z dziewczyną, która też o niczym nie ma pojęcia.
Nie będę tego więcej próbował, chciałem tylko raz.
Pracuję w sex-shopie. Lubię swoją pracę. Zarabiam wystarczająco, nie robiąc praktycznie nic poza sprzedażą. Jest to jednak anonimowe, bo nie mogę normalnie powiedzieć o tym każdemu. Gdy moja mama się dowiedziała o tym, co sprzedaję, uznała, że nie mam do siebie za grosz szacunku.
Jedynie mój chłopak zaakceptował to, gdzie pracuję. Choć też miał z tym na początku problem. Poza tym słyszę komentarze "chyba jesteś naprawdę zdesperowana", "lepszej pracy nie było?". Tak. Miałam możliwość pracować w innych miejscach, jednak ta branża spodobała mi się najbardziej.
Po prostu lubię dużo wiedzieć na temat seksu i różnych gadżetów, dzięki czemu mogę lepiej doradzać klientom, którzy pozytywnie reagują na moją wiedzę.
Niestety tylko tu mogę to przyznać. :)
Chodziłam do 6 klasy podstawówki z Basią, która była oczkiem w głowie nauczycieli. Basia reprezentowała szkołę w zawodach sportowych i osiągała sukcesy, a do tego była bardzo ładną i mądrą dziewczyną. Niestety, za piękną buzią czaiła się istna jadowita żmija, która po trupach dochodziła do celu. Swoim najbliższym przyjaciołom mówiła wiele przykrych rzeczy, a oni adorowali ją w swoim wianuszku uwielbienia. Basia musiała być we wszystkim najlepsza, a jej chorobliwa ambicja nie potrafiła odpuścić.
Tak Basia spotkała na swojej drodze kariery matematykę i mnie- cichą, szarą myszkę. Nauki ścisłe są moim konikiem, więc byłam najlepsza w klasie. Już wtedy realizowałam indywidualny tok nauczania na dużo wyższym poziomie. Razem uczęszczałyśmy na koło matematyczne, gdzie panowała zasada, że za dobrze zrobione zadanie przy tablicy otrzymujemy ocenę do dziennika.
W dzień zajęć, Basia zapytała mnie o moje rozwiązania. Nie miałam ich jeszcze gotowych ale wiedziałam, że zgłoszę się do zadania 3. Zapytała, w jaki sposób chcę je zrobić, więc przedstawiłam mój plan. Gwiazdka stwierdziła, że w takim razie ona zrobi inne.
Od samego dzwonka Basia wyrywała się z ławki, aby nauczycielka wybrała ją jako pierwszą do odpowiedzi. Z dumą wygłosiła, że rozwiąże zadanie 3. Trochę to było przykre, ale postanowiłam dać jej nauczkę. Poczekałam do końca rozwiązania, które wykonała krok po kroku, jak jej wcześniej powiedziałam. Kiedy nauczycielka otwierała dziennik, głośno powiedziałam, że w zadaniu jest błąd. Drżącym głosem wyjaśniłam, że tego twierdzenia nie można tu wykorzystać, bo jest to, to i to oraz założenia zadania i dalsze rozwiązanie jest błędne. Skąd o tym wiedziałam? Po porannej rozmowie z Basią rozwiązując to zadanie pierwotnym planem doszłam do wielu sprzeczności. Szybko znalazłam inny sposób rozwiązania, jednak Basia już o tym nie wiedziała.
Ostatecznie dziewczyna nie dostała dobrej oceny, a ja dostałam dwie- za znalezienie błędu i dobre rozwiązanie. Oczywiście Gwiazdka przybiegła do mnie z awanturą, jak mogłam ją tak oszukać? Plotkowała za moimi plecami, że specjalnie ją upokorzyłam. I choć dalej próbowała mi dogryźć na każdym kroku, to i tak w moim świecie szarej myszki kipiałam z dumy. Mogła jak człowiek poprosić o pomoc, a nie kraść zadanie.
Od dziecka słyszałam, jakie mam piękne, długie i gęste rzęsy. Teraz grzecznie dziękuję za komplement, ale w wieku 7 lat miałam serdecznie dość komentarzy o oczach jak lalka.
Pewnego wieczoru wzięłam wielkie nożyce krawieckie i po prostu je obcięłam...
...całe szczęście odrosły! :)
Długo zbierałam się, żeby to tutaj napisać. Jest mi wstyd i równocześnie chce mi się śmiać, ale ten śmiech to raczej z nerwowego zażenowania.
Była impreza u nas na studenckim mieszkaniu. Pech chciał, że akurat w ten dzień z rana złapało mnie zatrucie pokarmowe. Miałam zwyczajnie sraczkę. Nikt ze współlokatorów nie wiedział o tym. Wieczorem szykowało się posiedzenie ze znajomymi przy alkoholu. W trakcie picia w salonie już nie mogłam i czułam, że muszę iść do toalety, jednak nasza toaleta graniczy z salonem, tak że kiedy ktoś jest w salonie, to wszystko słychać...
Powiedziałam, że średnio się czuję i na następny dzień z rana mam zajęcia, więc trochę chcę się wyspać. Poszłam się kąpać i puściłam wodę pod prysznicem, ale ona robiła za mały hałas, więc weszłam pod prysznic i zrobiłam kupę pod prysznicem... jak wcześniej mówiłam, to była sraczka, więc praktycznie sama woda ze mnie poszła i wszystko spłynęło bez problemu.
Przepraszam was, współlokatorzy, ale ciężko mi było inaczej postąpić.
Dzień jak co dzień. Przed 7 rano szedłem na przystanek, aby dojechać do szkoły. Było dość rześko. Zauważyłem przy ławce pod wiatą leżącego tyłem do mnie człowieka. Nie pierwszy raz, aby ktoś tam spał. Jednak coś nie dawało mi spokoju i musiałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Była to kobieta, która miała na sobie kurtkę z kapturem. Szturchnąłem lekko za ramię, ale bez żadnej reakcji. Od razu trochę mocniej, bo jeśli pijana, to wtedy dopiero by coś zareagowała, jednak dalej zero reakcji.
Zadzwoniłem od razu po pogotowie nie mówiąc, że może być zwyczajnie pijana, bo jak dobrze wiecie, ktoś z pozoru może tak wyglądać, a tak naprawdę jest chory i karetka w ogóle nie przyjedzie. Odwróciłem ją, przyjrzałem się z bliska i od razu upadłem z przerażenia. Była cała blada, tyle że nie z zimna. W tym samym momencie podjechał kierowca komunikacji miejskiej z pytaniem co się stało. Spojrzałem na niego ze łzami w oczach i kiwnąłem głową, dając do zrozumienia, że nie żyje. Bardzo szybko się otrząsnąłem (jakoś tak instynktownie) i zacząłem reanimować (mimo że to mogło się wydawać bezcelowe). Nie wiem jakim cholernym cudem, ale po zaledwie paru uciśnięciach usłyszałem głośny dźwięk nabieranego do płuc powietrza. Kobieta w ogóle nie wiedziała co tutaj robi.
PS Na karetkę czekałem ponad 0,5h. Wiem, że czasami o nią trudno, ale był to bardzo dobrze "zaopatrzony" pobliski szpital i bez żadnych syren dojechaliby w 5 minut. Dzwoniłem za drugim razem trochę wzburzony, żeby się pośpieszyli, bo to nie są żadne przelewki. Pojawili się po paru minutach, w spokoju wyładowywali "sprzęt", zamiast jeden z nich podlecieć szybko sprawdzić co z jej stanem. Szanuję, rozumiem - własne bezpieczeństwo w pierwszej kolejności, ale drobny pośpiech nie zaszkodzi.
Zamiast jakieś dobrej pochwały w stylu "dobra robota" dostałem reprymendę, bo ratownik dowiedział się, że kobietę boli brzuch w dolnej partii ciała (ponoć spowodowany okresem), ale co miałem do cholery robić? Zostawić ją nieprzytomną, bo przecież może ją boleć brzuch?! Powstrzymałem się od dalszych słów, żeby mojej reprymendy nie musiał słyszeć. Stwierdziłem, że starczy wrażeń na dzisiaj i wróciłem do domu.
PS 2. Sytuacja bardzo wpłynęła na moje postrzeganie rzeczywistości, ale nie życzę nikomu podobnego zdarzenia. Proszę Was reagujcie w takich sytuacjach, bo bardzo możliwe, że dzięki temu będziecie mieli o jeden pogrzeb mniej za wcześnie.
Nie szukam fejmu, musiałem po prostu to z siebie wyrzucić, dziękuję.
Dodaj anonimowe wyznanie