#m2Mvs

Napiszę coś pozytywnego.

W szkole podstawowej i chyba jeszcze w gimnazjum (dobrze nie pamiętam, bo to był ten sam budynek i większość nauczycieli ta sama, ludzie w klasie też, tyle wygrać), miałam panią od fizyki. Nauczycielka pokazywała nam ile mogła na doświadczeniach. Przykładowo kiedy uczyliśmy się o tarciu, to ciągnęliśmy zabawkowe wagoniki po ławce, a potem po ławce z paskiem. Do nich były przyczepione siłomierze i było widać wskazania, że łatwiej się ciągnie, jak wagonik nie jest na piasku.

Jeżeli podawała nam definicje, to zawsze kazała robić kolorowe ramki, chmurki, kwiatuszki, słoneczka... Raz kazała opisać doświadczenie tak jak chcemy. Mogą być rysunki, byle opisać. Ja zrobiłam komiks, bo bardzo lubiłam rysować.

Dzięki temu większość lekcji z fizyką była ciekawa, zaszczepiła mnie pasją do fizyki i jeszcze do dzisiaj pamiętam wiele rzeczy.

Powiedzcie mi. Czy jeszcze takich nauczycieli produkują?

#pnUiN

Wyszłam za mąż w 3 klasie technikum. Tak po prostu, uznaliśmy z chłopakiem, że to będzie dobry krok, skoro się kochamy i chcemy ze sobą być. Powiedziałam wychowawczyni, zmieniałam nazwisko w dzienniku, opowiadałam koleżankom, były zdjęcia na Facebooku - generalnie wszyscy wiedzieli, nic nie ukrywałam, bo i po co.

Większość nauczycieli do końca szkoły przy różnych okazjach, przy całej klasie komentowała, że jak tak można, w tak młodym wieku, toż to marnowanie sobie życia, w głowie się poprzewracało, co to za czasy, kto to widział dokładać sobie obowiązków, zamiast poświęcić czas na naukę i wykształcenie...

Ci sami nauczyciele byli pełni uznania dla kilku dziewczyn ze szkoły (niektóre nawet 16-letnie), które były w ciąży - niektóre miały stałych chłopaków, a inne nie, po prostu z kimś zaszły... I mówili, jak to tym dziewczynom należy się szacunek, bo będą mamami, a przecież to cudownie mieć dziecko, no i one tak dobrze sobie radzą w takiej trudnej życiowej sytuacji, która na nie spadła.

Czy mi się wydaje, czy coś tu było nie tak?

#MskII

Mojej mamie rozładowała się dzisiaj komórka i zapytała mnie, czy może skorzystać z mojej. Oczywiście zgodziłam się bez problemu - przecież nie mam nic do ukrycia. Zapomniałam jednak o otwartej karcie incognito, a jako iż moja rodzicielka zawsze była ciekawa, co też mam w telefonie, oczywiście otwarła ją. Jej mina była bezcenna. XD

Pewnie większość z was myśli, że ujrzała stronę z pornosami lub coś w tym stylu. Otóż nie. Ja tylko rano sprawdzałam, jak się gotuje makaron.
Mam 23 lata. :)

#BaWgS

W sobotę wieczorem (21.10) szłam przez miasto na przyjęcie halloweenowe. Impreza trochę przedwczesna, ale nie mieliśmy możliwości zorganizowania jej później.

Byłam ubrana w białą koszulę poplamioną sztuczną krwią i miałam plastikowy nóż zamocowany w okolicach brzucha. Ze stylizacji byłam bardzo dumna, do momentu, gdy siedziałam na przystanku i opierałam się o jego tylną ścianę, i podjechała policja i próbowała zabrać mnie do szpitala.

PS Nie udało im się ;)

#7nlT8

Zaczęło się, gdy byłam małą dziewczynką. Lubiłam lekcje religii, do dziś jestem wierząca, choć przez pewien incydent nie chodzę już tak często do kościoła, ale to nieważne. Na jednej z lekcji ksiądz opowiedział nam, kim jest diabeł. Że wie, że już jest przegrany i stara się sprowadzić wszystkich na złą drogę. Poczytałam trochę o Lucyferze, dowiedziałam się, że jego imię znaczy "Niosący światło". Zrobiło mi się go strasznie żal. Zapytałam więc księdza, czy Bóg wybacza wszystkim. Oczywiście, że tak. W takim razie dlaczego nie wybaczy Lucyferowi? Ksiądz się zmieszał, stwierdził, że Bóg owszem wybacza, ale tym, którzy tego wybaczenia chcą, a szatan tego nie chce. Zapytałam więc księdza, jak mu pomóc? Przecież wiele ludzi nie rozumie, że zrobiło źle, może by mu wytłumaczyć? Na to ksiądz, że oczywiście szatan rozumie, po prostu zakwestionował moc Boga, a to straszliwy czyn.

Długo o tym myślałam. Doszłam do wniosku, że to niekoniecznie musiał być taki powód, że Lucyfer (uznałam, że to nieładnie nadawać mu nazwy, tylko wypada mówić po imieniu) chciał władzy, skoro wiedział, że Bóg jest silniejszy od niego i nie wygra. Pomyślałam, że mógł nie zgadzać się z jakąś rzeczą i chciał ją zmienić, ale nie wyszło. Może on tak właściwie chciał dobrze, a wyszło nieporozumienie? Zaczęłam co jakiś czas w pacierzu modlić się za Lucyfera, żeby znów stał się dobry.
Minęło wiele lat... A mnie nadal go szkoda. Musi być bardzo smutny i samotny...

#aLPtB

Wracałam dzisiaj z zajęć na podyplomówce, przy wysiadaniu z autobusu odpięły mi się słuchawki, przez które słuchałam jednej ze stacji hip-hopowych. Przy całym zamieszaniu wypadł mi też telefon, na którym akurat czytałam artykuł o zbliżającym się meczu Wisła vs Legia, a w nim wywiad z Mączyńskim i jego zdjęcie.
Chłopak, który podawał mi telefon spojrzał na ekran *przy wciąż grającej muzyce* i powiedział:
- Ej, zostań moją laską, co? A nie, kur*a, mam już Ankę.

Pozdrawiam tego chłopaka, szkoda, że mój facet ma nie po drodze z moimi upodobaniami.

#dJuLT

Wiele lat temu dostałem ze sprawdzianu z przyrody 3+ i  nie chciałem oceny poprawiać. Rodzice się rozzłościli, mama wyciągnęła jakąś gazetę i zaczęła czytać wywiad z bezdomnym i przeczytała o dwóch facetach, którzy sporo zarabiali, a potem zbankrutowali i zamieszkali na ulicy. Tata postanowił, że w ramach kary będę chodził po pobliskim parku i zbierał puszki, żeby je potem sprzedać. Miałem przygotować się do bycia bezdomnym ze względu na te 3+.
Ale włączyła się babcia, która stwierdziła, że jeszcze głupszej kary nie widziała i kazała rodzicom zaprzestać jej stosowania.

#ZID1I

Moja rodzina nienawidzi mojej żony. Dlaczego? Bo otworzyła mi ona oczy na patologię, jaka między nimi panuje.

Mam dużą familię. Od kilku pokoleń wstecz i w przód oraz w bok minimum to troje dzieci. Ale to nie dzieci, a ich wychowanie jest problemem. W moim przepełnionym, acz wielkim rodzinnym domu, oraz każdym pokrewnym (dziadki, ciotki, wujki), obowiązywał kompletny brak prywatności. Zamknięcie drzwi było tolerowane tylko w toalecie. Nie wolno było siedzieć w pokoju w pojedynkę/ nie rozmawiając z kimś przez telefon. Musiałeś/aś rozmawiać o wszystkim ze wszystkimi, nie było żadnego tabu. Jeśli źle się z tym czułeś, miałeś przesrane. Życzliwy, słodki, pełen "miłości" mobbing trwał tak długo, aż się nie poddałeś. Pojęcie pytań, których nie wypada zadać, nie istniało. Kuzynki zostały wyprane z prywatności tak, że cała rodzina wiedziała kiedy, gdzie i u kogo czeka je pierwsza wizyta u ginekologa. Co więcej, musiały zdać z tego szczegółową relację. Po raz pierwszy zdarzyło mi się mieć nocny wytrysk? Spoko, matka dzwoni do każdego domu w środku nocy omówić ten problem i daje mnie do telefonu...

Uciekłem od tego. Mimo to rodzina zwalała mi się na łeb i przetrząsała każdy kąt, każdy schowek w moim pokoju, wciągała moich współlokatorów w najbardziej intymne rozmowy... i nie docierało do nich, że to nie jest normalne. Jedna dziewczyna z sąsiedniego pokoju wyniosła się po tym, jak wparowali do jej pokoju, przegrzebali wszystko i wszystko też zaczęli komentować... wezwała policję. Była masa przykrości, ale do nich nic nie dotarło.

W końcu spakowałem się i po prostu zniknąłem. Cyrki, jakie urządzali by mnie znaleźć to osobna epopeja. Odciąć pępowinę zdecydowałem się tylko dlatego, że spotkałem kobietę, która pokazała mi, że takie zachowania są nienormalne. Najpierw wiele, wiele, ale to wiele ze mną przeszła. Nie raz i nie dwa nasz związek wsiał na włosku przez mój brak zrozumienia dla prywatności, kultury itd.

Przy pierwszym rodzinnym spotkaniu, gdy tylko zaczęli zaglądać jej w majtki, ostro się postawiła. Tak ostro, że nawet moje najbardziej betonogłowe krewne zdołała obrazić. Skończyły się naloty, szpiegowanie. Nastało wydziedziczenie, ekskomunika itp., itd. "Podczepiły" się do nas kolejne kuzynki i kuzyni. Lata walki zaowocowały tym, że wszyscy jesteśmy za sprawą mojej żony wyklęci do pięciu pokoleń w przód. I wiecie co? Nie rozumiem, jak mogłem się przez tyle lat na to wszystko godzić... ale teraz jestem szczęśliwy.

#b1Y3X

Uwielbiam moją teściową... choć to wybitnie piekielna istota. Jestem dzięki niej perfekcyjną żoną, matką, panią domu, kochanką, człowiekiem.
Nawet tyłek podcieram sobie z większą gracją niż brytyjska królowa.

A to wszystko wyłącznie dzięki temu, że cały czas, w każdej sytuacji wyobrażam sobie, że ona mnie obserwuje. Patrzy na mnie tym swoim wrednym spojrzeniem i od razu mam motywację, żeby żyć lepiej niż Rozenkowa i Lewandowska razem wzięte.

Beznadziejna metoda, ale niezawodna.
Dodaj anonimowe wyznanie