#gn2yl

Niedawno śnił mi się kolega, niby nic niesamowitego ani anonimowego, prawda?
Kolega dość mocno mi się podoba, jednak z tego co wiem ma dziewczynę, chociaż zbytnio o niej nie opowiada. Co tu dużo mówić, od początku tej znajomości wiedziałam, że nic z tego nie będzie, dlatego nie puszczałam zbytnio wodzy fantazji.

Właśnie dlatego mój mózg postanowił zrobić to za mnie. Śniło mi się, że kolega zaczynał się ze mną umawiać na spotkania, opowiadał jak ciężko mu z jego dziewczyną i ile razy już zastanawiał się, czy ciągnięcie tego ma sens. Po pewnym czasie przyznał mi się, że definitywnie zakończył swój związek. Zaczęliśmy się częściej spotykać, a w końcu spędziliśmy wspólną noc. Dokładnie widziałam i czułam, jak kolega rozdziewicza mnie w moim własnym łóżku. Był bardzo czuły i troskliwy, cały czas pytał, czy wszystko w porządku. Mój mózg wyobraził sobie dosłownie wszystko, łącznie z jego zapewnieniami o tym, jak bardzo mnie kocha.

Można powiedzieć że to był piękny sen, niestety kilka godzin po przebudzeniu musiałam go spotkać na zajęciach. Przez cztery godziny w laboratorium byłam zmuszona pracować z nim w parze i nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Cały czas żartował sobie co ja takiego robiłam w nocy, że jestem taka rozkojarzona i zdenerwowana.
Nawet nie wiecie, jak było mi wstyd. Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że dzisiaj w nocy czułam, jak mnie rozdziewicza i był to najlepszy sen w moim życiu!

#i1Bqk

Mam 25 lat i niedawno urodził mi się synek. Ot, nic nadzwyczajnego. Jednak moja teściowa uważa, że jestem wyrodną matką. Dlaczego?

- Nie jest mi żal dziecka, gdy wkładam go do fotelika w aucie, a on płacze. Ona go trzyma za rączkę i powtarza "spokojnie, spokojnie"...
Ja uważam, że krzywda mu się nie dzieje, a że maluch tego nie lubi... No trudno, bezpieczeństwo najważniejsze. Im szybciej go zapnę i pojadę, tym lepiej, bo on zaśnie.
- Gdy skończy rok, pójdzie do żłobka. No i już zaczynają się teksty, że za mały, że powinnam z nim zostać.
OK, ale żarcie trzeba za coś kupić. A nie mam z kim go zostawić, bo rodzina 100 km od mojego domu.
- Po co mi studia. Teraz powinnam poświęcić się rodzinie.
OK, ale może nie każda kobieta chce być definiowana przez pryzmat matki i żony. Kariera jest dla mnie również ważna, jak dla mojego męża. Skoro on nie musi się poświęcać, to dlaczego ja? Synek jest dla nas najważniejszy i oboje ponosimy jakieś prywatne straty z powodu jego wychowania i nam to pasuje.
- Po co chodzę z nim na basen. On tylko zachoruje i nic mu to nie da. I to tylko dla mojej przyjemności jest.
Co fakt, to fakt. Fajnie czasem wyrwać się z domu i miło spędzić czas, a jak można to robić z dzieckiem, to już w ogóle super. A basen dla niemowląt ma bardzo dużo pozytywów prozdrowotnych.
- Karmisz piersią i jesz wszystko! No jak tak można. Powinnaś żyć o wodzie i chlebie, Najlepiej takim bez glutenu.
Mit diety matki karmiącej już dawno został obalony. Poza tym ja jej do talerza nie zaglądam, choć dietetykiem jestem (a raczej będę za pół roku) i mogłabym wiele na ten temat powiedzieć.
- Och, i moje ulubione. Takie malutkie dziecko i takie biedne!!! Dlaczego? A bo dalibyście mu spokój, a to na rehabilitację z nim jeździcie, a to ja z nim do koleżanki (och, ja niedobra, jak matka może mieć znajomych), a to płacze, pewnie głodne, pewnie zimno mu, pewnie coś...

Głupich komentarzy jest na pęczki. Czy się nimi przejmuję? Nie. Bo robię dla swojego synka wszystko, co tylko mogę. To, że czasem nie jest to dla niego miłe (jak ktoś chodził z dzieckiem na rehabilitację, to wie), to trudno. Nie mam zamiaru z tego powodu płakać i się nad nim użalać przez resztę życia. Nie mam zamiaru też przez całe życie podcierać mu dupy. I to moją teściową boli najbardziej. Jej zdaniem powinnam totalnie zrezygnować z siebie i poświęcić się jej synowi i wnukowi. Służyć im od rana do rana i być na każde skinienie głową.
Jeśli ja będę szczęśliwa i spełniona to moje dziecko też. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. A to, że spędza czas z różnymi osobami, np swoim tatą, to tylko wyjdzie mu na plus :)

#D3qsa

Poronienie w Polsce.

Pierwsza ciąża, ja niedoświadczona.
Zapisałam się do ginekologa jak tylko trzeci test ciążowy pokazał wynik pozytywny.
Termin: za 3 tyg. Wyliczyłam sobie, że jestem w 5/6 tyg., więc mogłam sobie poczekać.
W międzyczasie zaczęłam trochę krwawić, ale przypomniał mi się dokument, gdzie była mowa o tym, że kobieta w trakcie ciąży może mieć jeszcze okres.

Parę dni później: silniejsze krwawienie i ból brzucha.
Pojechałam na SOR ginekologiczny.
Tam usłyszałam, że test ginekologiczny to żadna diagnostyka i czemu nie zrobiłam badań krwi. Może dlatego, że czekałam na pierwszą wizytę u specjalisty i nie jestem lekarzem?
Podczas badania USG i badania ginekologicznego lekarz zasugerował mi, że to miesiączka i mam silniejsze bóle menstruacyjne, bo na jego oko żadnej ciąży nie ma. Mimo to zrobił mi badania krwi. Hormon ciąży w 7 tyg. taki, jaki powinien być w 4 tyg.
Diagnoza: poronienie.
Krwawiłam tak, że dwie podpaski na noc przeciekały mi po paru godzinach. Bolało tak, że płakałam. I co wtedy usłyszałam? Mam jechać do domu, bo skoro tu przyszłam sama, to sama też wrócę do domu.

Po drodze do domu zaszłam do apteki. Kupiłam pieluchomajtki, aby nie zakrwawić całego łóżka i tabletki przeciwbólowe.
Po 3 dniach było już lepiej.

Traumy nie mam, ale żal owszem.
Nie życzę tego żadnej kobiecie.

#hn4MA

Facet i choroba...

Jako że jest zima, jest też okres słabej odporności, a co za tym idzie - chorób.
I tak to okropne piętno dotknęło także mojego chłopaka. Nazywa się przeziębienie (piętno, nie chłopak) i nikt by nie pomyślał nawet, jak straszne niesie skutki.

Otóż dowiedziałam się, że podczas gdy ja spokojnie siedzę obok faceta, który ma zatkane zatoki i lekki kaszel, mój facet jest dogorywający - UMIERA. Na co?
Noo właśnie, bo (jak opowiadał ze smutkiem wizji końca życia) to przeziębienie się tak zaczyna: najpierw jest podwyższona temperatura i bóle głowy. Następnie zatkane zatoki i od nich wypływa ci mózg. Kaszlesz. Nie możesz tego odkaszleć i potem wypluwasz pęcherzyki płucne. I to jest przeziębienie - po prostu cię roztapia od środka i później umierasz.

Czy taki przypadek był już zgłoszony do rejestru chorób? Nie wiem. Ale zrobił mi tym opisem prywatnej apokalipsy dzień. :D

#e6kGz

Wszystko zaczęło się, gdy byłam mała - mieszkaliśmy na bardzo zacofanej wsi, rodzice nie mogli znaleźć w okolicy dobrej pracy (żadne z nich nie było rolnikiem, tata łapał się czego się dało, no ale trudno o stałe zajęcie dla elektryka w dziurze na 200 mieszkańców) i w domu się nie przelewało. Nie powiedziałabym, że byliśmy bardzo biedni, ale żyliśmy skromnie i musieliśmy oszczędzać prawie na wszystkim.

W końcu mama dostała pracę w podstawówce, jako woźna. To była mała szkoła, wszyscy się znali, więc większość nauczycieli wiedziała też, jaka jest sytuacja u nas w domu. Niektóre pracownice zaczęły wtedy przynosić mojej mamie ubrania po swoich dzieciach, albo jakieś buty, raz zdarzyła się nawet prawie nowa zimowa kurtka. Widać było po tych ciuchach, że były używane, ale mnie i mojej siostrze to nie przeszkadzało, bo dla nas to wszystko było "nowe". Zakładałyśmy te rzeczy do szkoły i nauczyciele, którzy nam je dali, nigdy nie odezwali się na ten temat ani słowem - ich dzieci też, chociaż ubrania kiedyś pewnie należały do nich. Nie byłyśmy też nigdy wyzywane. Nikt się nie dowiedział.

Prawda jest taka, że moja mama do dzisiaj dostaje od tych ludzi ubrania, bo wszyscy się już do tego przyzwyczaili. Teraz może w zamian za nie dawać nauczycielom np. świeże jajka (kilka lat temu zaczęła hobbystycznie hodować drób).

Ja mam 22 lata, siostra 24 i nadal chodzimy w ubraniach po dzieciach naszych nauczycielek z podstawówki.

#kHI66

Idę do pracy. Mijam wszystkie znajome miejsca, już jestem blisko punktu docelowego, a tu... Nie ma tegoż budynku. Rozglądam się, okolica się zgadza. Nazwa ulicy też. Ale chwila, moment - to tu powinno stać, tu zaraz obok powinna być stacja paliw... A ja widzę wodę. Długi kanał wodny, dwa wieżowce przy sąsiedniej ulicy i most. Stary, ceglany, który nie zachęca do przejścia. Uświadamiam sobie, że nie widzę żadnych samochodów, tym bardziej tramwajów ani samej linii. Jest tylko dąb.

To ten moment, gdy się budzę. Nie moje miasto, nie znam jego historii, ale zaczynam szukać jakichkolwiek informacji. I znajduję. Śniła mi się przeszłość, lata 60.-70.
Obecnie jedynym świadkiem minionych lat są te dwa wieżowce i drzewo. I może kawałek mnie.

Nie pierwszy raz to przeżywam, ale za każdym razem moje przerażenie jest identyczne. Nie wiem, ile znam takich historii miejsc.

#D0HvW

Kiedy miałam 5 lat i byłam w przedszkolu, dokuczał mi taki chłopak (nazwijmy go X). X dokuczał mi do tego stopnia, że codziennie wracając do domu płakałam. Nie tylko mnie się uczepił, bo większości grupy także. Jego rodzice sobie nic nie robili z licznych skarg na niego i uwag. A pani przedszkolanka próbowała załagodzić jakoś tę sytuację. Nie powiem, lubiłam przedszkolankę.

Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu ze łzami w oczach, tata powiedział do mnie coś takiego: "Jeżeli X będzie ci jutro znowu dokuczał, to weź go za włosy i o ścianę nim". Ja oczywiście, taka głupia, wzięłam to na serio.

Następnego dnia X przegiął. Uderzył mnie w nogę. Więc wzięłam go za włosy (które miał długie) i walnęłam nim z całej siły o ścianę.

X więcej się do mnie nie zbliżał, a jak komuś douczał, to gromiłam go wzrokiem i od razu przestawał.

Do dzisiaj pamiętam mojego tatę, kiedy przedszkolanka mu tłumaczyła moje zachowanie, jego mina była bezcenna. Oczywiście nikt na mnie nie krzyczał ponieważ postąpiłam dobrze ;)
Dodaj anonimowe wyznanie