#dkzhO

Od niedawna mieszkam i pracuję w Warszawie. Do pracy dojeżdżam tramwajem - jedną z bardziej zatłoczonych linii, co ważne - wysiadam na jednym z mniej popularnych przystanków.

Co tutaj anonimowego?
Często w tramwajowym ścisku nie jestem w stanie dopchać się do drzwi. W związku z tym wypracowałam zasadę - trzy razy kulturalnie "przepraszam", a gdy nie odnosi to skutku, zwyczajnie kopię ludzi po nogach. Stali współpodróżnicy nauczeni doświadczeniem robią przejście jeszcze zanim zdążę się odezwać.

Ostatnio zaspałam i prawie uciekł mi tramwaj - wyobraźcie sobie moje zdumienie, gdy zgromadzenie na przystanku widząc mnie odetchnęło z ulgą, a jedna z czekających pań stwierdziła, że bała się, czy nie zachorowałam - bo nie chciała uniknąć "porannego procesu wychowawczego, który codziennie poprawia jej humor". :D

#6nOOl

Mam o 3 lata starsza siostrę K, ja sama mam 13 lat, być może pod koniec tego wyznania uznacie mnie za potwora, ale muszę to komuś wyznać.
Otóż K urodziła się chora, kij z tym jaka to choroba, faktem jest, że moja o 3 lata starsza siostra jest na poziomie przedszkolaka, robi do pampersów, musi nosić śliniak itd. Moi rodzice wiedzieli, że urodzi się chora.

Kocham moją siostrę i kocham rodziców, ale jestem pewna, że jeżeli zajdę kiedyś w ciążę i dziecko będzie chore, to bez zastanowienia usunę, i nie dlatego, że nie będę go kochać, ale dla jego dobra, takie dziecko, kiedy mnie już nie będzie, zostanie całkowicie same... tak jak moja siostra.

No właśnie, doszliśmy do sedna sprawy, przecież K nie będzie sama, ma mnie, opiekę społeczną, resztę rodziny, otóż nie. Nie mamy dalszej ani bliższej rodziny, opieka społeczna? Pomoc jaką oferuje państwo jest śmieszna, ja? Ja w wieku 8 lat musiałam karmić siostrę łyżeczką, w wieku 11 zmieniać jej pieluchy, przez całe dotychczasowe życie patrzyłam na rodziców ledwo wiążących koniec z końcem, mama już teraz ma problemy z kręgosłupem, a nie ma jeszcze nawet 40 lat.

I nikt nie mówi tego głośno, ale ja wiem, że oni oczekują, że jak ich nie będzie, to ja przejmę opiekę nad siostrą (podejrzewam nawet, że właśnie dlatego zdecydowali się na drugie dziecko), ale ja nie mam zamiaru tego robić. Już teraz zaczęłam układać plan na przyszłość, kiedy mogę (a zdarza się to rzadko, bo przecież muszę pilnować K), opiekuję się dziećmi sąsiadów, wyprowadzam psy i odkładam każdy grosz. Bardzo kocham swoją rodzinę, ale jak tylko skończę 18 lat, to mam zamiar całkowicie urwać kontakt, wiem, że to okrutne, ale mam tylko jedno życie i nie chcę go (przykro mi to pisać) marnować dla kogoś, kto tylko wegetuje, nic nie wnosi dla świata ani społeczeństwa, a potem umrze.

#UyI4f

Pochodzę z zamożnej rodziny. Moi rodzice są uśmiechnięci, dobrze wychowani i kulturalni. Wspierają finansowo szkołę, angażują się w jej życie.
Mieszkamy w dużym domu, którego wielkie drzwi są zawsze zamknięte. Otwarcie drzwi to przepustka dla złodzieja!

Nie daj Bóg ten złodziej zauważyłby mamę goniącą tatę z nożem w ręce (albo na odwrót), stłuczone naczynia, butelki rozbite o podłogę, rany, blizny, pobicia, kłótnie, wyzwiska, cielesne kary, przemoc fizyczną, psychiczną i wyżywanie się na sobie nawzajem, omdlenia, rozszalały wzrok i kolejną pustą butelkę po alkoholu.

Próbowałam to zgłaszać do szkoły, mówić o tym przyjaciołom. Rezultat był identyczny - nikt mi nie wierzył! Mam przecież pieniądze i uśmiechniętych rodziców, w dupie musiało mi się poprzewracać z dobrobytu.

Sama napisałam maila do MOPS-u, bałam się, co stanie się po ujawnieniu danych, więc podpisałam się losowym imieniem i nazwiskiem. Przyjechał pan, aby sprawdzić sytuację i rodzice odegrali taką szopkę, że ten pan przeprosił naszą rodzinę i powiedział, że na pewno jakiś sąsiad z zawiści zrobił taki wybryk.
Mam dość.

#cdbRN

Jakiś czas temu pracowałam dorywczo w McDonald's.
Tego dnia stałam "na kasie" od 10 rano do 20 wieczorem, więc siłą rzeczy pod koniec zmiany byłam naprawdę zmęczona i zniechęcona do obsługi niekończących się gości. Jak pewnie każdy wie, w tej słynnej restauracji po opłaceniu zamówienia gość dostaje paragon z numerkiem, co umożliwia mu odebranie jedzonka.

Po 9 godzinach mówienia formułki: "proszę bardzo, oto reszta i paragon z numerem zamówienia..." nawinął mi się kolejny chłopak. Złożył zamówienie, zapłacił. Wydałam mu resztę i wręczyłam paragon mówiąc klasyczne: "proszę bardzo, reszta, paragon i numer TELEFONU...".

Momentalnie zrobiło mi się maksymalnie głupio, chłopak miał minę zdezorientowaną, bo do Maka przyszedł z dziewczyną, która siedziała sobie gdzieś przy stoliku. Szybciutko przeprosiłam za przejęzyczenie, on się uśmiechnął i tonem amanta powiedział tylko "jasne, jasne".

Po jakichś 30 minutach chłopak znów podszedł do kasy, wręczył mi paragon, tyle że z jego numerem telefonu i na odchodne rzucił: "zadzwoń, tylko nie dziś, bo zjebiesz mi randkę". I poszedł.

Nie zadzwoniłam. Nie żałuję.

#unNwb

Chyba mam gorszy okres...
Bycie mamą jest naprawdę cudowne, ale jednak bycie tylko i wyłącznie z maluchami czasami przytłacza i chciałoby się wyjść z domu i odprężyć bez 1000 pytań po co, na co i dlaczego, przewijania, gotowania i sprzątania zabawek.
Ale dopiero dziś rano zrozumiałam, jak bardzo czuję się zmęczona domem. A to dlatego, że obudziłam się z płaczem, bo nie mogę wyjść do sklepu - bo nie mam z kim zostawić patelni.
Sny zmęczonej mamy...

#8fD7N

Przez 5 lat studiów razem z 4 przyjaciół (Emilia, Daria, Justyna, Jacek) z rodzinnego miasta wynajmowaliśmy duże, czteropokojowe mieszkanie w stolicy Polski. Chyba tylko dzięki temu, że znaliśmy się od lat i byliśmy przyzwyczajeni do swoich dziwactw nikt nikogo nie zabił ani się nie wyprowadził. Zaś powodów znalazłoby się kilka.

Jacek był jawnym biseksualistą i totalnym podrywaczem. Często robiliśmy zakłady jaką płeć sprowadzi sobie następnym razem na noc. Był tylko kwas, gdy uprawiali seks na kanapie w salonie i gdy zwracaliśmy mu uwagę zamiast przerwać proponował, że możemy się przyłączyć.

Daria chciała sobie kupić plazmę, więc nie kupowała jedzenia, tylko zalogowała się na każdym serwisie randkowym w internecie i zapraszała facetów na randki, żeby stawiali jej obiady, kolacje, lunche itp., a po posiłku ich spławiała. Lubiła też gadać godzinami przez telefon i brać długie prysznice. Przyjemności połączyła, kupiła sobie wodoodporny pokrowiec na telefon i blokowała łazienkę na co najmniej godzinę. I tak było lepiej, niż gdy zapchała kibel na tydzień, bo próbowała spuścić w nim ciuchy, które zostawił u niej jej chłopak, gdy wyszło, że ją zdradza.

Emilia przyniosła kiedyś do nas kota - jej rodzice wyjechali na wakacje i nie mieli z kim go zostawić. Justyna nienawidzi kotów i często groziła, że zajebie sierściucha i zrobi z niego rosół. Gdy kot zaginął na 2 dni, a Justyna prowokacyjnie jadła rosół, bywało nerwowo. Kot się znalazł.

Justyna wieszała nowe zasłony w salonie. Dwie osoby trafiły do szpitala - Justyna, bo spadła z drabiny i złamała rękę oraz ja ze wstrząśnieniem mózgu, bo spadła na mnie drabina.

Innym razem Emilia pojechała na ferie do Szwecji. Po powrocie przez rok trzymała w pokoju stary radziecki karabin (rzekomo od dziadka), by w razie najazdu nas bronić. Okazyjnie kupowała też hurtowo gaz pieprzowy.

Często urządzaliśmy imprezy dla braci studenckiej. Jedną z nich przerwała sąsiadka, skarżąc się na hałas. Będąc pod wpływem, zamiast się uciszyć, zaprosiliśmy ją na kielonka. Zaproszenie przyjęła. Od tamtego czasu już się nie skarżyła, ale na większość imprez wpadała wypić kilka głębszych. Zwykle przyprowadzała też męża lub koleżanki. Niestety przestała przychodzić odkąd Justyna udekorowała połowę mieszkania maskami vodoo kupionymi na wakacjach.

Studia skończyłem rok temu i wyprowadziłem się na swoje, ale tęsknię czasami za tą zbieraniną. :)

#avYpS

Pewnego dnia jadę sobie spokojnie drogą, przede mną jedzie jakiś koleś. I nagle zwolnił, właściwie to zrobił drift, koła w bok i zatrzymał się na ręcznym z piskiem opon. Ledwo go wyminąłem, przejeżdżając podwójną, no ale lepsze to niż wjechać w idiotę, co hamuje bez ostrzeżenia i staje na środku drogi. 

Wkurzyłem się, ale może bym o tym zapomniał, gdyby nie to, że dostałem niedługo potem mandat i punkty karne. Na nic tłumaczenia, że nie moja wina i tamten mało nie spowodował wypadku, anonimowy donos i nagranie z jego wozu, na którym widać tylko mnie, a jego ambitnych działań nie.

A najlepsze jest to, że dzisiaj znowu widziałem jego auto, jest dość charakterystyczne jak na nasze drogi i na pewno było jego. Tym razem stało sobie na chodniku z przebitymi kołami i wybitymi szybami, całe pomazane farbą w spreju i powypisywanymi słowami na temat tego co sądzi się o jego właścicielu. Nie powiem, jakoś mi się tak cieplej na serduszku zrobiło, może się gnojek oduczy, a ten kto to zrobił zasłużył na szczere gratulacje. Choć mam nadzieję, że pozostanie anonimowy i nikt się nie dowie kto to.


PS Gdybym nie znał kontekstu zniszczenia tego auta pomyślałbym, że to bezsensowny wandalizm, a tak, jak widać, to po prostu karma wróciła... z młotkiem i farbą.

#YcKcf

Mój siostrzeniec zmarł z powodu głupoty.
Miał wrodzony niedobór odporności. Mimo to chodził do przedszkola. Tam zaraził się odrą od nieszczepionego dziecka (odra zakaża jeszcze przed wystąpieniem charakterystycznych objawów). Sam też nie był na odrę zaszczepiony, ponieważ MMR jest przeciwwskazane u osób z upośledzonym układem immunologicznym. Zachorował i to ciężko. Powikłania były na tyle poważne, że lekarze nic zdołali go uratować.

Dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw, od kogo się zaraził. Szwagier o mało nie zabił rodziców tamtego nieszczepionego dziecka, kiedy się dowiedział. A tamci nawet nie przeprosili. Były tylko typowe gadki o autyzmie i o tym, że oni nie będą truć swojego synka. A to, że ich głupota zabiła mojego siostrzeńca, to jakieś pomówienie.

Ludzie. Błagam. Zrozumcie.
Szczepienie nie ma chronić tylko waszych dzieci. Ma chronić całe społeczeństwo. A kiedy część osób się wyłamie, ta ochrona będzie nieskuteczna. Osoby "słabowite" umrą z pozornie błahych powodów.

Poczytajcie choćby o różyczce. Dla dorosłych nie jest groźna, ale dla płodów w brzuchach matek może być śmiertelna. Chcecie, żeby ktoś ryzykował życie waszych nienarodzonych dzieci? W imię czego? Teorii spiskowych?

Szczepienia to nie jest spisek. Otwórzcie oczy, rozejrzyjcie się, porozmawiajcie. Każdy zna kogoś, kto ma jakiś związek z chorymi: pielęgniarki, sprzątaczki ze szpitali, techników sekcyjnych. Oni widzą na własne oczy, że te choroby nie są zmyślone. Czasem widzą martwych ludzi, martwe dzieci.

Rozumiem, że można być egoistą, ale aż tak by doprowadzić do czyjejś śmierci, bo "coś wyczytałem/wyczytałam w Internecie?".

#HTQuy

Nigdy nie byłem w związku. Rodzina i znajomi nieustannie dopytują dlaczego, no bo przecież "taki fajny chłopak" ze mnie, teoretycznie niczego mi nie brakuje.
Moi znajomi dzielą się na dwie grupki, jedni są przekonani, że jestem kryptogejem, drudzy, że mam jakąś nieuzasadnioną awersję do ludzi. Ale ja ludzi lubię. Za bardzo.

Mój problem polega na tym, że za bardzo się przywiązuję. Do znajomych, do rodziny... no do każdego, kogo poznam. Stąd też bierze się drugi, ważniejszy problem. Jestem chorobliwie zazdrosny. Potrafię być zazdrosny o każde, nawet najmniejsze głupstwo. Tłumię to w sobie, ale na dłuższą metę nie da się z tym normalnie funkcjonować.

Znajomy spotyka się na mieście z kimś innym? Foch. Rodzice chwalą za coś mojego młodszego brata? Foch. To nie jest normalne.
Dlatego nie chcę wikłać się w żaden poważny związek, bo wiem, że ta zazdrość zniszczy zarówno mnie, jak i moją potencjalną dziewczynę.
Rodzina i znajomi nie wiedzą o moich problemach, staram się nie pokazywać im swojej zazdrości. Nie wiedzą też, że od jakiegoś czasu chodzę do psychologa. Chcę pozbyć się tej okropnej zazdrości. Pracuję nad tym.

Ostatnio, gdy przyszedłem na kolejne spotkanie, sesja z innym pacjentem nieco się przedłużyła i widziałem, jak pani psycholog żegna się z nim śmiejąc się i żartując. No cóż, o to też byłem zazdrosny...

#OfXOZ

Pracuję na stacji benzynowej. O północy przychodzi czas rozliczenia kas, spisania danych itp. Około 20-30 minut stacja jest nieczynna i drzwi automatyczne są zablokowane. 

Czasem jest tak, że "zapominam" powiesić kartki z informacją o przerwie.
Widok ludzi odbijających się od drzwi jest bezcenny. :D
Dodaj anonimowe wyznanie