#UvTU3
Zgodziłem się bez namysłu, bez względu na oferowane przez nią usługi. Zaprosiła mnie na podwieczorek, żebym mógł "skonsultować" to z małym. Chłopiec bardzo się ucieszył, gdy brat Michał przedstawił się jako kolega mamy i zaproponował wspólne sklecanie karmnika dla ptaków.
Z całej siły starałem się być dla niego jak tata. Z czasem ich dom stał się moim własnym, nie raz nocowałem, bo gadaliśmy z jego mamą do późna przy karafce nalewki, filmie, czy po prostu snując się po polnych drogach z psem pod nogami. Pani A. nie szukała następnego mężczyzny ani nie była nim zainteresowana. Czasami płakała, czasami się śmiała, czasami śpiewaliśmy głupoty, czasami milczeliśmy całkiem na serio. Mój przeor wiedział o sytuacji, wiedział, na czym polega ta relacja i oficjalnie udzielił mi zarówno zgody, jak i błogosławieństwa, nieformalnie chrzcząc mnie "Ojcem Józefem".
Nie ciągnąłem chłopca nigdzie - sam z siebie chodził za mną wszędzie. Najpiękniejszy był dzień, kiedy przyszedł do mnie w pierwszej gimnazjum z okazji Dnia Ojca i powiedział "kocham cię, tato". Potem w każdy "szkolny" dzień ojca przychodziłem do szkoły i byłem przedstawiany jako tata. Wszędzie byłem tak znany.
Gdy młody miał swoje "odpały", pijanego zgarniałem w środku nocy z bardzo dziwnych miejsc i wydarzeń. Kłócił się ze mną, szarpał, kopał, gryzł, a potem płakał i się przytulał - szliśmy pod ramię przez 15 lat, aż zostałem poproszony o pełnienie roli teścia dla jego przyszłej żony. Teraz jego dzieci zwą mnie dziadziem Michciem.
Kiedy szedłem na zakonnika, rodzina niemal mnie wyklęła. Bo jak to, jedynak, syn pierworodny, nie spłodzi kolejnego potomstwa, nie przekaże nazwiska, genów?! Moja decyzja pozbawiła mnie rodziny - a jednocześnie mi ją dała. Mam syna, mam kobietę moich marzeń (nikogo bym nie zamieniał na panią A.) i chociaż co najwyżej ją przytulałem, a nie z nią spałem, mam syna, który wita mnie najczulszym uściskiem i wnuki, które na mój widok wrzeszczą, piszczą i z radości wyrywają resztki mojej wątłej brody. Nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę sam. Mam poczucie, że to, czym żyłem, poszło na wiele pokoleń dalej. Ale wg moich rodziców to nic nie zmienia i ich zawiodłem...
Jeśli to prawdziwe wyznanie, to jestem zachwycona- zarówno twoją postawą jak i społecznością, w której żyjesz.
Aż dziwne że ludzie wokół to tak łatwo zaakceptowali
Ciepłe wyznanie. :)
W życiu nie czytałam tak przemilego wyznania.. Aż zrobiło mi się przykro, że już koniec
Wzruszyłam się. Jestem osoba wychowana bez ojca. Podziwiam całą Waszą trójkę za stworzenie takiej prawdziwej rodziny ❤
Wreszcie coś pozytywnego! Dziadziu Michciu-pozdrawiam wielce! :)
Takich szanuje.
Trudno mi w to uwierzyć. Zakonnicy nie prowadzą takiego życia, wątpię, żeby przeor się na to zgodził.
No tak, bo każdy zakon jest taki sam.
Miałam kiedyś instruktora wspinaczki sportowej, Brata Kazimierza. Na codzień chodził w cywilnym ubraniu i w sumie poza odprawianiem dodatkowych modłów, niczym się nie różnił od "zwykłych" ludzi
Tak napisałam, że zakony się niczym nie różnią? Nie. Ale są pewne zasady. Ludzie występują do zakonów, bo życie tam jest inne, niż "zwykłe" życie. Tak, zakonnicy chodzą też po cywilnemu, chodzą po górach itp. Ale nie tworzą rodziny, jak facet w wyznaniu. Co z tego, że bez seksu, bez ślubu. Składają inne śluby i to ich obowiązuje.
Ten ksiądz powinien ponieść konsekwencje, skoro chce by to ludzie decydowali, kiedy ma się kończyć jakieś życie.
No i coś prosto gdzieś twoim rodzicom. To twoje życie i możesz robić z nim co chcesz.
Jesteś niesamowitym człowiekiem! Oby więcej takich ludzi.