#X0oLv

Mam 3-letnią córkę, moja żona nie żyje od 1,5 roku. Dzisiaj odebrałem wyniki testu na ojcostwo (już drugie - musiałem się upewnić). I mam pewność, że nie jestem biologicznym ojcem.

Kocham córkę nad życie, ale nie wiem co robić. Przez półtora roku prawie dzień w dzień chodziłem na cmentarz i opowiadałem pomnikowi o tym, co robiliśmy, o tym, że Hania uczy się nowych słów, coraz piękniej koloruje, że poznała nowy wierszyk w przedszkolu. Nienawidzę swojej żony. Nie wiem, jak mogła mi to zrobić i przez te wszystkie miesiące codziennie kłamać mi w żywe oczy. Nie wiem, jak mam opowiadać córeczce o mamie bez żalu w głosie. Nie wiem, czy i za ile lat powiedzieć jej, że nie jestem jej prawdziwym tatą.

Pamiętam, jak przyłapałem żonę na pocałunku z kolegą z pracy, a ona zarzekała się, że to tylko jeden raz, a ja jej wybaczyłem. Jak moi koledzy mówili, że zdradza mnie na prawo i lewo, a ja twierdziłem, że to nieprawda, że przecież obiecała...
Pamiętam, jak pokazała mi pozytywny test ciążowy, a ja rozpłakałem się ze szczęścia. Jak chodziłem z nią na wszystkie badania i zaczytywałem się we wszystkich poradnikach o rodzicielstwie.

Nie będę szukać biologicznego ojca Hani. Zrobię wszystko, by być najlepszym ojcem na świecie, nawet jeśli nieprawdziwym.

#VQGQQ

Moi rodzice mieli interesujący sposób wyrażania swojej troski o mnie. Jakieś 8 posiłków dziennie, do tego przekąski i słodycze cały czas, nawet jak nie chciałem, czyli prawie zawsze, bo niech Kamilek ma szczęśliwe, radosne dzieciństwo. Do matury byłem chorobliwie otyły, a gdy prosiłem, żebyśmy coś zmienili, bo nie chcę tak wyglądać, to nie marudź, zjedz jeszcze, cały dzień gotowałam, zjedz, bo mamusi będzie smutno, zjedz, bo się zmarnuje, a w Afryce to dzieci są głodne. Oczywiście nie pozwolą na żaden wysiłek fizyczny, bo się potłucze, zadrapie, nogę złamie, porwą go, pobiją.

I tak sobie żyłem, zero kolegów, dziewczyn, imprez. Wszyscy w szkole cały dzień się śmieją, ktoś im zwróci uwagę to udają, że przepraszają i zaraz zaczyna się znowu. Dziewczyny nazywają cię beką smalcu, chłopaki na WF-ie pytają trenera, czy mogę nie grać w piłkę, bo i tak jestem za wolny, trener się zgadza, bo i tak jestem za gruby na grę. Jedyni dwaj koledzy stwierdzają, że nie mogą się ze mną pokazywać, bo dziewczyny się z nich śmieją, że kolegują się z taką tłustą baryłą. Oczywiście o imprezie, wycieczce mogę zapomnieć. Nawet gdyby mnie rodzice puścili, to i tak nikt mnie tam nie chciał. Gdy czasem się przemogłem i przyszedłem na jakieś spotkanie, zwykle i tak wyszedłem po pół godzinie, bo miałem dosyć wyzwisk.

Matura zdana, wyjeżdżam na studia do innego miasta. Pierwsza decyzja - schudnąć. Przez rok straciłem połowę wagi. Nauczyłem się kontaktować z ludźmi. Zacząłem żyć jak normalny człowiek. Ale zacząłem z czasem bać się jedzenia. Byłem szczupły, ale gdy patrzyłem na jakikolwiek posiłek włączał się strach. Zjem to, znowu będę beką smalcu, znowu będę co noc chciał umrzeć, znowu wszyscy się będą śmiali, lepiej zostaw to, nic nie jedz, jeśli już zjadłeś, to wyrzygaj. Dostałem anemii. Lekarz, do którego trafiłem był na szczęście bardzo zaangażowany w swoją pracę. Wysłał mnie do psychologa i dietetyka. Diagnoza - anoreksja. Jestem w trakcie leczenia. Z rodziną nie utrzymuję kontaktu, mam do nich za dużo żalu. Spotkałem ludzi z podobnymi problemami. Trochę mi z nimi lżej, wspieramy się nawzajem. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od dawna zjedliśmy razem dwudaniowy obiad. Nawet z małym deserem. Nikt go nie zwrócił, ja powoli przestaję się bać.
Będzie lepiej, trzymajcie kciuki.

#Oesxw

Kilka lat temu, jak skończyłem średnią szkołę, zostałem wyrzucony z domu.

Dziś, kiedy mi się powodzi, nagle znalazła się kochająca rodzina, która chce ode mnie pieniędzy. W końcu ja dobrze zarabiam i mogę ich finansować.

Kiedy przypomniałem swoim rodzicom i rodzeństwu, że się nade mną znęcali i wyrzucili mnie z domu, zaprzeczyli temu. Teraz starają się popsuć mi opinię wśród sąsiadów. Rozważam przeprowadzkę na drugi koniec Polski, żeby się całkowicie od nich uwolnić.

#5MWFa

Kiedy jeszcze byłem małym dzieciaczkiem i chodziłem do przedszkola, zdarzyła mi się taka sytuacja. Otóż w przedszkolu zachciało mi się zrobić kupę, no to idę sobie do łazienki, wchodzę do kabiny, której nie dało się zamknąć i robię na Małysza. W pewnym momencie wszedł do mnie niechcący kolega. On zaczął krzyczeć, ja nie wiedząc co zrobić też zacząłem. Tak krzyczymy już parę minut, ja już skończyłem robić dwójkę i zacząłem się podcierać, dalej krzycząc. W końcu podciągam spodnie i majtki, wymijam go i wychodzę, dalej krzycząc.
Przestałem krzyczeć dopiero po umyciu rąk i wyjściu z łazienki.

#E0381

Moja siostra dziś wyjechała z mężem na wakacje. A ja wracając z pracy znalazłam pod drzwiami swoje siostrzenice z walizkami. Pomimo że od początku roku byłam dwukrotnie pytana przez siostrę, czy zajmę się ich dziećmi w trakcie wyjazdu i za każdym razem odpowiadałam, że nie - mam nieregularne godziny pracy, a dzieci w wieku 5 i 7 lat moim zdaniem nie powinny siedzieć same przez 10 godzin. Zresztą po pracy chciałabym odpocząć, a nie dodatkowo niańczyć nie swoje dzieci przez dwa tygodnie.

Siostra i jej mąż telefony wyłączyli. Nasz ojciec jest w sanatorium (zresztą poważne problemy z kręgosłupem i tak by uniemożliwiły opiekę nad dziećmi), matka nie żyje. Z rodzicami szwagra ani jego rodzeństwem kontaktu nie mam. I teraz pewnie zbiorę mnóstwo hejtów, ale zadzwoniłam na policję, że jest dwójka dzieci bez opieki. Przyjechali, pogadaliśmy, opisałam sytuację, zabrali dziewczynki do pogotowia opiekuńczego. Podałam numery telefonu do siostry i szwagra, może jak dotrą na miejsce, to je włączą, jeśli nie, to po powrocie czeka ich niespodzianka.

I zanim ktoś napisze, że jestem wyrodną siostrą. Ja na pomoc mojej siostry nie mogę liczyć nigdy. Przeprowadzka - nie miałam wtedy samochodu, szwagier ma firmę transportową, trzy kolejne weekendy nie miał czasu (w weekendy nie pracuje), ostatecznie rzeczy pomógł mi przewieźć kolega z pracy. Kiedyś leżałam z ostrą grypą (ponad 40 stopni gorączki przez kilka dni) - pokończyły mi się zapasy jedzeniowe, zadzwoniłam z prośbą o podrzucenie bochenka chleba, bo i tak chora nie miałam ochoty na nic poza chlebem z masłem - dzień później poratowała mnie sąsiadka, bo pewnie bym z głodu umarła. Miałam kota i trzydniowy wyjazd na szkolenie z pracy - poprosiłam, żeby wpadła raz dziennie dać mu jeść - kot spędził trzy dni w hotelu dla zwierzaków. To takie trzy najbardziej obrazowe sytuacje, bo opisując te bardziej drobiazgowe pewnie zabrakłoby mi znaków. Ogólnie widujemy się tylko u ojca przy okazji imienin/świąt/spotkań rodzinnych albo kiedy ona czegoś ode mnie chce.

Dzieci zdarzyło się jej już wcześniej kilka razy bez zapowiedzi podrzucić na noc, mimo że zwracałam uwagę, iż wypadałoby chociaż kilka dni wcześniej zapytać. Szwagier ma trójkę rodzeństwa oraz dwójkę rodziców cieszących się dobrym zdrowiem, wszyscy mieszkają w tym samym mieście, ale to ja jestem darmową opiekunką. Cóż, pewnie do dzisiaj, ale po prostu miarka się przebrała. Mam nadzieję, że wakacje bez dzieci będą wybitnie udane, oboje się wyciszą i zrelaksują, bo po powrocie czeka ich dawka stresu i nerwów. Ja mam luz i nie żałuję. No może tego, że tak późno się postawiłam.

#h6KbS

Z powodu moich zaburzeń hormonalnych badam się regularnie co miesiąc lub dwa.
Od zawsze miałam taką przypadłość, że przy pobieraniu krwi moje żyły "chowały się" (nie boję się pobierania krwi), albo najzwyczajniej w świecie pękały.
Aby lekarz dostał choć trochę mojej cennej krwi, trzeba było zrobić kilka podejść, z różnych części ciała ;). Kilka lat temu odkryłam (idiotyczny) sposób na to, aby krew zaczęła szybciej krążyć :D

Kiedy tylko dochodzi do badania, ja wyobrażam sobie scenki erotyczne... Krew bryzga na wszystkie strony, ale chociaż nie wychodzę z gabinetu z posiniaczonymi rękami.

Jak coś jest głupie, a działa, to nie jest głupie, nie?

#atI2S

Z Kacprem przyjaźnię się od podstawówki. Zawsze mieliśmy wiele wspólnego: wspólne zainteresowania, podobne problemy, nie lubiliśmy tych samych osób itp. Później pojawiła się jeszcze jedna wspólna cecha - brak szczęścia w relacjach damsko-męskich. Wszystkie moje związki rozpadały się po miesiącu, góra dwóch, u niego nie było lepiej.

Gdzieś tak na początku studiów uznaliśmy, że skoro oboje mamy takiego pecha w życiu miłosnym, to może spróbujemy nawiązać razem relację typu "przyjaźń + seks". Szybko ustaliliśmy zasady. Gdyby któreś z nas się w kimś zakochało i chciało z tym kimś być, mieliśmy zakończyć naszą relację, nie robiąc problemu drugiej stronie. Odrzuciliśmy zasadę "seksu na wyłączność", uznając, że skoro nie jesteśmy parą, a jedynie sypiamy ze sobą, nie stoi to na przeszkodzie sypianiu z innymi, gdyby któreś z nas miało na to ochotę. W razie gdybyśmy zaliczyli wpadkę, Kacper zobowiązał się pomagać mi w wychowywaniu dziecka.

Trwaliśmy w tym układzie już nawet parę lat po skończeniu studiów i muszę szczerze przyznać, że ani razu nie żałowałam, że się na niego zdecydowałam. Zdarzały się też zabawne sytuacje, kiedy różne osoby brały nas za parę. Pamiętam, jak po jakichś dwóch miesiącach od momentu, gdy zaczęliśmy z Kacprem ze sobą sypiać, Kasia, moja młodsza o 5 lat siostra, wpadła do domu cała podekscytowana, pytając mnie, dlaczego nie pochwaliłam się jej, że mam chłopaka (okazało się, że jej koleżanka widziała nas, jak ukradkiem się całowaliśmy). Jako że zawsze miałam z siostrą bliską relację, wyjaśniłam jej, co naprawdę nas łączy. Pomimo moich obaw nie była zgorszona tym, że uprawiamy seks bez miłości, choć chyba była trochę zawiedziona, że jej starsza siostra nie ma nikogo "na poważnie".

Co do ustaleń. Przez cały czas trwania tego układu ani ja, ani Kacper w nikim się nie zakochaliśmy (a przynajmniej nie z wzajemnością). W ciążę też na szczęście nie zaszłam. Zdarzyło mi się parę razy uprawiać seks z innymi chłopakami i byłam gotowa szczerze uprzedzić o tym Kacpra, ale powiedział, że moje życie seksualne to moja prywatna sprawa.

Czy jemu też zdarzało się sypiać z kimś innym? Nie interesowało mnie to, ale niedawno przypadkiem dowiedziałam się, że tak. Okazało się, że od pół roku ma podobny układ z... Kasią. Oboje spytali mnie, czy mam coś przeciwko, ale zaprzeczyłam. Ostatnio jednak doszłam do wniosku, że chyba nie do końca byłam z nimi szczera.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie zakochałam się w nim, nie jestem zazdrosna, że oprócz mnie sypia z inną dziewczyną (hipokrytką nie jestem, sama też "wierna" nie byłam). Ale czy to źle, że wolałabym, żeby "tą drugą" nie była jednak moja młodsza siostra?

#1XuiT

Cierpię na trądzik odwrócony. Jest to choroba objawiająca się obrzydliwymi, ropiejącymi guzami, pojawiającymi się pod pachami, pod piersiami i w pachwinach. Niedługo będę miał zabieg usunięcie tych ropni spod pach. Bez niego zostałbym kaleką, bo nie mógłbym ruszać rękoma. Szanse na to, że nie pojawią się tam znowu są niewielkie, niecałe 10%.

Wytrzymam ból, leki, ciągłe wizyty u lekarzy i smród wydobywający się z guzów. Najbardziej przeraża mnie myśl, że nie znajdę kobiety, która zaakceptuje to i będzie wspierać. Która chciałaby kogoś takiego? Kogoś śmierdzącego, z dziwnymi naroślami na ciele. W prawdziwym świecie dostałem już przez to niejednego kosza, więc próbuję w internecie. Większość znika jakiś czas po dowiedzeniu się o chorobie.

Poznałem w końcu dziewczynę. Znamy się od pół roku, ona coraz bardziej chce się spotkać. Wie o chorobie, wie z czym się wiąże, ale mimo to boję się, że gdy zobaczy to na żywo, to zniknie.

#KU1sS

Zazwyczaj mówi się ofiarom przemocy, by szukały pomocy, np. poprzez policję.
Nie.
Mam 16 lat. Od około dziesięciu, ojciec znęca się psychicznie jak i fizycznie nade mną i moją matką.

Kilka dni temu czara goryczy się przelała. Zabrał mi drzwi od pokoju, a jako, że nie umiem zasnąć w otwartym pomieszczeniu, przeniosłam się do pokoju brata, który w wieku 10 lat nadal śpi z matką. Ojcu bardzo się to nie spodobało, więc poszarpał mnie i poddusił, delikatnie uszkadzając mi szyję (Nic poważnego, nadal troszkę boli, ale to normalne). Wezwałam policję. Panowie przyjechali po około dwóch godzinach. Wysłuchali obu wersji, po czym stwierdzili, że jestem chora psychicznie i powinno się mnie leczyć, bo z nerwów się rozpłakałam. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że ojciec tłucze mnie i matkę od dawna, że mam na to świadków. Zostało to skwitowane krótkim "To słowo przeciw słowu, musisz mieć dowody." Po czym stwierdzili, że to nie jest sprawa dla policji (tak, użyli takich słów) i pojechali.

Jak już mówiłam, mam problem z zasypianiem przy otwartych drzwiach, więc wzięłam kołdrę i poduszkę i poszłam do łazienki. Ojciec kilka sekund później tam wparował i stwierdził, że... Zadzwoni po pogotowie! Karetka przyjechała po kilkunastu minutach. Panowie porozmawiali ze mną i z nim, on powiedział, by zabrali mnie do szpitala psychiatrycznego na obserwację.
Karetka mnie tam zawiozła, porozmawiałam z psychiatrą, który stwierdził, że nie widzi żadnej choroby psychicznej. Zapytana, czy zgadzam się na pozostanie w szpitalu - odmówiłam. Wróciłam do domu.

Na następny dzień poszłam na pogotowie, gdyż ból szyi był coraz bardziej uciążliwy. Zrobiono mi USG, zalecono zimne okłady. Mam papier, potwierdzający obrażenia, ale nie mam ochoty nic dalej z tym robić.
Przecież to nie jest sprawa dla policji...

PS. Drzwi mi zabrał, ponieważ, gdy kazał mi posprzątać, powiedziałam, że zrobię to zaraz, bo najzwyczajniej w świecie byłam chwilowo zajęta czymś innym.
PPS. Matka powiedziała policji, że kłamię, kiedy pojechali zostałam nazwana "pie****onym konfidentem".

#pZ6lw

Od niedawna spotykam się z Maćkiem. To niemalże archetypowy, liberalny lewak wychowany w rodzinie, która jak sam mówi „nie uznaje tabu w relacjach międzyludzkich”. Parę dni temu przed południem po raz pierwszy zaprosił mnie do siebie do domu. Rodziców nie było, więc od razu przeszliśmy do sypialni, bo od ostatnich tygodni, z racji braku prywatności, chodziliśmy dość wyposzczeni.

W chwili, gdy mój chłopak brał mnie od tyłu, drzwi do pokoju otworzyły się i do środka, jak gdyby nigdy nic, wparował jego ojciec z patelnią w dłoni:
- Siema - zakrzyknął wesoło. Będę robił jajecznicę, więc raz dwa i zejdźcie na dół, żeby wam nie wystygła!
- Spoko. Zaraz kończę! - wysapał mój, zupełnie niespeszony zaistniałą sytuacją, chłopak, który nawet nie przerwał wykonywanej przez siebie czynności.

Myślałam, że spłonę ze wstydu, kiedy przyszłam na to śniadanie. Tata Maćka podał mi talerz z jajecznicą i poklepawszy mnie kumpelsko po plecach zaśmiał się:
- Cieszę się, że tym razem, dla odmiany, mój kochany syn znalazł sobie dziewczynę!
Dodaj anonimowe wyznanie