#Gr9Z1

Gdy miałam jakieś pięć, może sześć lat, po raz pierwszy pojechałam z rodziną za granicę. Trafiło na Egipt.
I tutaj wspomnę, że mam urodę... cóż nie wiem do końca, jak to ująć. Jasne, prawie białe włosy, ale czarne rzęsy i brwi oraz duże, jasnoniebieskie oczy.

Sytuacja wydarzyła się, gdy zostałam sama ze starszym kilka lat bratem oraz moim tatą. Czekaliśmy na mamę przed hotelem. Traf chciał, że przed tym samym hotelem zatrzymali się "miejscowi" chcący napoić swoje wielbłądy. Jeden z mężczyzn bardzo się mną zainteresował i raz po raz mnie zagadywał łamanym angielskim, choć próbowałam dać mu znać, że go nie rozumiem.
Żeby nie było, tata i brat pilnowali mnie, a mężczyzna stał w bezpiecznej odległości. Nic mi nie groziło.

W pewnym momencie odszedł, po czym przyprowadził za sobą jednego z wielbłądów. Podszedł do mojego taty i wskazał na mnie palcem i znów zaczął coś tam tłumaczyć pod nosem łamanym angielskim.

Mój ojciec, człowiek prosty, po angielsku umiał tylko "dzień dobry" i "dziękuję" (to moja mama organizowała wycieczkę), więc próbował dogadać się z nim bardziej na migi.
Jakimś cudem wywnioskował, że mężczyzna chciał, abym przejechała się na wielbłądzie i już chciał mnie na nim posadzić.

Pomylił się.

Cóż, całe szczęście był tam również mój brat, bo zapewne zostałabym sprzedana na żonę w zamian za śmierdzące zwierzę.
Braciszek wytłumaczył ojcu, czego tak naprawdę chciał od niego tubylec.
Całe szczęście, że chwilę później pojawiła się moja mama, bo niewiele brakowało a doszłoby do rękoczynów.

Brat do dziś wypomina mi, że mało brakowało, a wróciliby do domu beze mnie.

#2jQ63

Poznaliśmy się, gdy byłam na ostatnim roku studiów (on był starszy o 12 lat). Od razu zaiskrzyło. Pierwsza, druga, trzecia randka... Na czwartej zaproponował, bym się do niego wprowadziła. Po 3 miesiącach mi się oświadczył, a ślub wzięliśmy niecały rok później. Było jak w bajce. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, ale jedno drugiemu nie zabraniało spotykania się z "osobnymi" znajomymi czy realizowania swoich pasji. Miałam w nim nie tylko męża i kochanka, ale też wspaniałego przyjaciela. Potrafił mnie wysłuchać, rozśmieszyć, pocieszyć, gdy zaszła taka potrzeba.
Oboje dobrze zarabialiśmy. Ja w branży IT, on miał kilka nieźle prosperujących firm. Dużo podróżowaliśmy, zwiedziliśmy kawałek świata. Dwa lata po ślubie ruszyliśmy z budową domu, w międzyczasie zaszłam w ciążę. Często słyszeliśmy od znajomych czy rodziny, że jesteśmy szczęściarzami i wygraliśmy życie.

Ale nic nie może przecież wiecznie trwać... Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Wracałam z córką od lekarza. Mniej więcej w połowie drogi do domu zadzwonił telefon. Nieznany numer. Od razu poczułam, że stało się coś niedobrego.
- Dzień dobry. Pani X?
- Tak. O co chodzi?
- Pani mąż miał wypadek. Proszę przyjechać do szpitala...

Pomimo łez płynących do oczu, zebrałam się w sobie i zawiozłam Polę do mojej mamy, a sama popędziłam do szpitala. Diagnoza zwaliła mnie z nóg - złamany kręgosłup.
Szczerze powiedziawszy, słabo pamiętam okres jego pobytu w szpitalu. Funkcjonowałam jak robot.

Po powrocie do domu zamknął się w sobie całkowicie. Jeśli się odezwał, to tylko po to, by wyzwać mnie albo mężczyznę, który w niego wjechał. Nie chciał uczestniczyć w rehabilitacji, pluł jedzeniem, potrafił wylać zawartość worków z moczem czy kałem...
Przez to wszystko zaniedbałam córkę, która praktycznie zamieszkała z moją mamą.

Po 7 miesiącach walki, choć wcześniej bardzo się przed tym wzbraniałam, wyszłam z propozycją opiekunki. Jaką on mi zrobił awanturę... Dom pod miastem, a strzelam, że słyszeli go nawet w ratuszu w centrum. Na koniec rzucił, że skoro tak bardzo sobie z nim nie radzę, to śmiało - mam go oddać do ośrodka.

Mówisz - masz. Mieszka tam od ponad roku. Odwiedzam go raz na tydzień, czasem częściej, czasem rzadziej.
Czy żałuję? Wcale. Choć nadal kocham człowieka, za którego wyszłam, to tego, kim stał się po wypadku, szczerze nienawidzę.

#VfnP9

"Jestem singlem z wyboru. Nie mojego wyboru" - często to słyszycie od znajomych, którzy nie mogą znaleźć drugiej połówki? Ja tak. Wiadomo, że niektórym ciężko jest kogoś znaleźć, nie mogą trafić na odpowiednią osobę, ale coraz więcej osób jest po prostu strasznie wybredna. Nie mówię tutaj o tym, aby obniżać standardy do minimum i brać to co jest, ale trochę pokory i samokrytyki nikomu by nie zaszkodziło, a tutaj parę przykładów.


1. Kolega ciągle się żali na imprezach, że chciałby w końcu ułożyć sobie z kimś życie. Z mądrą dziewczyną, na lata. Zaproponowałam, aby może spotkał się z moją kumpelką (ambitna, mądra, pracuje, studiuje, moim zdaniem zwyczajna, niebrzydka). Wyśmiał mnie. Bo jest za gruba i studiuje jakiś gówniany kierunek, nie to co on, pan inżynier.
2. Koleżanka ciągle mówi, że będzie starą panną z kotami, bo nikt jej nie chce. Ostatnio podbijał do niej miły chłopak - nie miał szans, bo jest 2 lata młodszy. Drugi koleś też odpadł, bo jest tylko mechanikiem.
3. Znajomy. Grubas. Ale wygadany, dusza towarzystwa. Latał dwa lata za laską z wyższej ligi, ale raczej Karyna: piwka w bramie, nieskończone gimnazjum, na koncie również kradzieże. Narzekał mi non stop, że ona go olewa. W międzyczasie spodobał się mojej kuzynce: cicha, spokojna, ładna. Odpada, bo "za małe cycki".

Więc moim zdaniem takie osoby są singlami ze swojego wyboru. Swojego egoizmu i zapatrzenia we własną osobę.

#ICQve

Wakacje, idę wraz z mężem i dzieckiem deptakiem jednej z nadmorskich miejscowości w Polsce. Naszym oczom ukazała się mewa, która ewidentnie miała problem z lataniem. Błąkała się między nogami przechodniów. Chwilę się jej przyglądałam, zastanawiając się gdzie zadzwonić, aby ją zabrali. Nagle ptak wbiegł na ulicę, przed koła rodziny (2+2) w gokarcie - dzieci miały frajdę, bo goniły biednego ptaka, a rodzice dolewali oliwy do ognia, skręcając w jej stronę.

Stanęłam i zaczęłam bić brawo i gratulować im postawy i przykładu, jaki dają dzieciom. Gościu z gokarta bardzo się zdenerwował i coś do mnie wykrzykiwał, że jakim prawem go oceniam, a dzieci się przecież tylko bawią. Nie ukrywam, że z radością do niego podeszłam, wyjęłam odznakę, poczekaliśmy na radiowóz (ja byłam na urlopie, więc nie miałam przy sobie alkomatu itp.). Okazało się, że gościu był po alkoholu, dostał mandat, bana na prawko na 3 miesiące. Prawie przy nas płakał.

Tak że, drodzy anonimowi, używajcie mózgu  również na wakacjach, bo nigdy nie wiecie, kiedy traficie na tajniaka.

#fTo5m

Mam 14 lat i mieszkam razem z pięcioletnim bratem oraz rodzicami. Nieważne, czy są wakacje czy nie, muszę zajmować się bratem. Wracając ze szkoły, odbieram go z przedszkola. Potem w domu daję mu, czasem też gotuję, obiad. Sprzątam, piorę, myję, odkurzam, zajmuję się zwierzętami i oczywiście wychowuję brata. Robię wszystko, co robią matki moich rówieśników. Przez to nie mam czasu wolnego, nawet by odrobić lekcje, a co dopiero by wyjść ze znajomymi. Codziennie czuję się wyczerpana, oprócz dzisiejszego dnia.

Mój brat, rysując jakieś stworki na kartce, powiedział do mnie "Mamo, dasz mi piciu?". Zszokowało mnie i stojąc jak wryta spytałam, dlaczego powiedział do mnie "mamo". Wytłumaczył się: "Pani w przedszkolu mówiła, że mama jest z nami zawsze, a to ty się mną opiekujesz, więc to ty jesteś moją mamą".

Nie mogłam się powstrzymać i popłakałam się, a mały zaczął mnie pocieszać.

#JdsJZ

Jestem w trakcie szkolenia do licencji pilota w jednym z aeroklubów na północy Polski. Szkolenie takie obejmuje także loty samodzielne przed otrzymaniem licencji - instruktor zostaje wtedy na ziemi, a samemu lecę na sąsiednie lotniska.

Nikt nie wie, że przed takimi lotami bardziej zwracam uwagę na to co zakładam, żadnych dziur w skarpetkach czy znoszonych ciuchów. Wszystko dlatego, żeby w razie wypadku nie było wstydu na sekcji. Może to i bez sensu, i tak wiadomo jak człowiek wygląda po takim wypadku, ale jakoś mi to pomaga :)

#CyPj2

Wiele osób dziwi się, że mam stolik oraz cały zestaw do hybryd w łazience. Nikomu nigdy o tym nie mówiłam, ale powiem Wam. Zawsze gdy robię cokolwiek z paznokciami, chociażby zacznę je obgryzać, to niekontrolowanie sikam... Dlatego przesuwam sobie stolik do kibla, po czym zdejmuję gacie, siadam na tronie i robię paznokcie. Nikt z moich znajomych i bliskich o tym nie wie.

#yX0m5

Mój ojciec nie żyje od czterech lat. Zmarł na raka.
Ostatnie zakupy odzieżowe, jakie z nim pamiętam. Zbliżała się jesień. Chodziliśmy i szukaliśmy kurtki dla niego. Ja, on i moja mama. Było już wiadomo, że jego dni są policzone. Przeglądając różne kurtki w sklepie natknął się na strasznie drogą skórę, która bardzo mu się spodobała.

I wstydzę się tego do dzisiaj, ale wtedy pomyślałam "Po co chce kupić taką drogą kurtkę, jak i tak niedługo umrze?".


Jak o tym myślę, to zbiera mi się na płacz. Do dzisiaj mi wstyd za tę myśl.

#HYGq4

Historia miała miejsce 8 lat temu, ale dalej śni mi się w nocy, powodując ataki histerii.
Tego dnia pogoda była straszna, burza, oraz ogromny deszcz, mój mąż właśnie wracał z pracy. Niecałe 70 m od domu uderzył w ciężarówkę.
Wezwałam pomoc, sama niewiele mogłam zrobić. Samochód był w strasznym stanie, podobnie mój mąż, ale wiedziałam, że żyje.

Czekałam jakieś 6-7 minut, ale dla mnie to była wieczność. Gdy przyjechała karetka, szybko zajęli się mężczyzną z ciężarówki, nie zwracając uwagi na samochód, gdy płacząc prosiłam o pomoc dla mojego męża, jeden z ratowników powiedział do mnie "trupa nie będę wyciągał", kiwając głową w stronę naszego samochodu. Świat stanął w miejscu, a wściekłość i chęć mordu na owych ratownikach wzrastała z każda kolejną sekundą i spojrzeniem na ten przeklęty samochód.
Zrobiłam tam taki raban, że po chwili mój mąż był w karetce i drodze do szpitala, z którego został przetransportowany helikopterem do kolejnego.

Przeszedł dwie operacje, niestety lekarze musieli usunąć fragment czaszki, ale co najważniejsze żyje i ma się bardzo dobrze.

Do dziś mój ukochany dziękuje mi za to, że o niego tak walczyłam i nie dałam mu tam umrzeć.
Zastanawia mnie tylko, czy jeśli mnie by tam nie było, to po prostu by go zostawili na pewną śmierć.

Uprzedzając pytania: tak, zgłosiłam to zachowanie odpowiednim organom, lecz niewiele mi to dało, ponieważ "mąż ŻYJE".

#Ooore

Kiedyś organizowałem grilla na działce. Parę osób, w tym moja dziewczyna (dla historii niech ma na imię Ola). Na działce niedawno wybudowaliśmy wychodek, z tym że nie był dokończony, więc jak ktoś zrobił "kuku", to trzeba było wynieść na zewnątrz, bo by śmierdziało. Wszyscy żartowali z możliwości pójścia na "dwójkę".
Wszystko szło dobrze, dopóki Ola nie poprosiła mnie na stronę i z ogromnym wstydem wyznała mi, że ma parcie. Każdy facet na pewno zna określenie "Demon nie wybiera...". Nikt wcześniej nie chodził do toalety, ona się wstydziła...

Najpierw poszła ona, potem ja po niej, mówiąc głośno, jak to mnie nie przycisnęło. Ku jej uldze i mojemu przerażeniu, że kobiety robią gorsze klocki niż facet po kebsie, musiałem wyjść z "tym" na zewnątrz. Śmiali się ze mnie wszyscy chyba z miesiąc, a i do tej pory często wspominają owego "Demona", który mnie opanował.

Nikt nie wie, że byłem bohaterem bez peleryny, przynajmniej dla Oli ;-)
Dodaj anonimowe wyznanie