Miałem kiedyś, w podstawówce w klasach 1-3 nauczycielkę. Była ona najgrubszą osobą, jaką w życiu spotkałem, w dodatku wydzielała obrzydliwy zapach. Za młodu, kiedy byłem na przykład na basenie i widok jakiejś kobiety podniecił mnie na tyle, że czułem, że mój jeszcze mały wtedy sprzęt zaczyna się podnosić, wyobrażałem sobie ją zmuszającą mnie do seksu. Działało. Szkopuł jednak w tym, że do dziś mi to zostało.
Kiedy kocham się z moją dziewczyną, a czuję, że dochodzę szybciej niż ona, to z automatu nauczycielka pojawia mi się przed oczami, tylko w trochę bardziej ekstremalnych sytuacjach. Widzę, jak siada mi na twarz, a ja cierpię z powodu zapachów z jej miejsc intymnych, widzę jak zmusza mnie do uprawiania seksu analnego, po czym wszystko jest ubrudzone jej kupą... Nie umiem się tego pozbyć. Jedyny plus jest taki, że faktycznie pomaga to w przedwczesnym dochodzeniu, ale co pomyślałaby moja dziewczyna, gdyby wiedziała, jakie rzeczy mam w głowie podczas seksu?
O tym co władza robi z ludźmi.
Pracuję od pół roku w miejscu, gdzie nie ma za dużo roboty. Znaczy tak na co dzień to jest sporo pracy, dokumenty, urządzenia, dokumenty, dokumenty.. Aczkolwiek tak 1/2 czasu pracy zazwyczaj jest wolna - siedzimy wtedy w internecie.
Kierownik ma mega luzackie podejście: "nie ma nic do roboty, to nic nie robimy, po co na siłę szukać sobie bezsensownego zajęcia". Niestety kierownik wyjechał na urlop, więc tytuł przełożonego spłynął na mojego starszego współpracownika, z którym się lubimy. Dzisiaj był dzień, gdzie 8/8 czasu pracy było wolne, więc nic nie robiliśmy.
Dopiero na koniec pracy mój tymczasowy przełożony [W] powiedział:
[W]- Zawiodłem się na tobie.
- Słucham?
[W]- Co dzisiaj zrobiłeś? Przez 8 godzin siedziałeś bezczynnie zamiast coś robić.
- Przecież jak nic nie ma do zrobienia to...
[W]- Ale ty mi nie mów co mamy, a nie mamy do zrobienia. Jak nie ma nic do zrobienia, to mamy coś robić, coś zawsze się znajdzie.
- Ale nigdy tak nie robiliśmy...
[W]- Teraz ja jestem kierownikiem i ja ci mówię co masz robić, a co nie. To nie może być tak, że nic nie robimy.
- Skoro jesteś moim kierownikiem, czemu mi nic nie powiedziałeś? Że nie podoba ci się co robię? Mogłeś dać mi jakieś zadanie. A nie na sam koniec pracy mi wypominać.
[W]- Pracujesz tu wystarczająco długo, mogłeś się domyślić!
- Na przykład?
[W]-....
[W]- Na przykład zetrzeć kurze! (nie nasza robota, od tego są sprzątaczki, po za tym biurka zawsze lśnią, bo ich nie używamy) Albo uzupełnić rejestr! (Robimy to raz na miesiąc, a teraz jest środek miesiąca) Albo posegregować tamte kable! (serio?)
[W]- Następnym razem jak nie domyślisz się co masz robić, masz po premii.
- To nie ty dajesz premie, jesteś kierownikiem na 4 dni.
[W]- Zamierzasz jeszcze pyskować?
Oczywiście po powrocie pierwotnego kierownika z urlopu nasza praca wróciła do normy. A współpracownik się zdziwił, czemu nasze kontakty uległy znacznemu ochłodzeniu (z mojej inicjatywy).
Wyznanie #DSfcs przypomniało mi historię sprzed wielu lat z moją osobą w roli głównej.
Istotną informacją jest fakt, że wraz z kilka lat młodszym bratem mieliśmy wspólny pokój.
Układ był taki, że kiedy do mnie przychodzą znajomi - brat się ulatnia. I vice versa - kiedy przychodzą koledzy brata ulatniam się ja.
Moi znajomi, w wieku już gimnazjalnym (jak i ja, wtedy) nie siedzieli przesadnie długo - tak 3-4 godziny. Jednak najlepszy przyjaciel brata (jak to dzieciak) takiego umiaru nie miał - jak przyszedł to i 8 godzin siedział, aż jego matka w końcu stwierdzi, że pora by wracał do domu i zadzwoni na nasz domowy telefon.
Zauważyłem wtedy pewną prawidłowość - kiedy po kilku godzinach przebywania kolegi brata u nas zaczynał dzwonić domowy telefon to kolega w trybie ekspresowym kończył zabawę i biegł do domu - nawet jeśli dzwoniła tylko ciocia aby poplotkować z mamą.
Jako że byłem wtedy dumnym posiadaczem motorolli z antenką postanowiłem to wykorzystać. Kiedy już miałem dość, a długość posiadówy zaczynała przekraczać 4h chwytałem telefon i puszczałem "sygnał", tak, żeby mama nie odebrała. Działało perfekcyjnie - kolega za każdym razem w popłochu wybiegał do domu, a ja pozostałem incognito, bo telefon domowy nie posiadał wyświetlacza. :)
Będzie krótko. Lubię sobie od czasu do czasu coś zapalić. Zawsze w tajemnicy i gdy nikogo nie ma w domu. Robię tak już od 3 lat. Mąż o niczym nie wie. Jest przeciwnikiem używek i policjantem...
Miewałam ciężkie epizody depresji, psycholodzy i leki mi nie pomagali. Jak na razie to jedyny sposób, który mi pomaga, wszystkie objawy ustąpiły jak ręką odjął i znów mogę normalnie funkcjonować, ale jak nie robię tego przez dłuższy czas, to jednak pogarsza mi się i wszystko wraca. Mąż wiedział o moim stanie i starał się pomagać, ale też ma pracę. Nie wie tylko, dlaczego nagle mi się poprawiło, powiedzieć mu nie mogę, za dobrze go znam. Gdyby tylko istniał jakiś inny sposób, to nie musiałabym dłużej gryźć się z wyrzutami sumienia, ale przynajmniej jestem już wolna od depresji...
Od zawsze w moim domu pieniądze szły na różne bzdury. Kiedy znalazłem pracę, oszczędzałem ile się dało i na czym się dało. Rodzina mnie wyśmiewała, bo przecież mogłem sobie kupić jakieś głupoty, a nie oszczędzać jak głupi. Dla nich przez to oszczędzanie byłem nikim.
Uzbierałem na nowy samochód? Ukradłem komuś kasę. Kupiłem sobie nowy telefon? Pewnie kogoś zastraszyłem. Kupiłem sobie sporo książek? Jestem walnięty, bo kto by czytał. Takie sytuacje można mnożyć.
Wolę mieć coś konkretnego, niż kupować piwo, żeby się upijać niemal do nieprzytomności, cukierki czy papierosy.
Krótka historia, jak zniszczyłem niedoszły związek.
Poznałem genialną dziewczynę. To było trzecie spotkanie, zaprosiła mnie do siebie. Wieczorem leżymy, oglądamy film i nagle czuję, że zbliża się krecik. Grzecznie zapytałem o łazienkę i poszedłem zrobić swoje. Wiecie, co będzie dalej...
Zatkała się toaleta. Próbowałem ją odetkać na wszystkie sposoby. Jak na złość w łazience nie było tzw. Ust Mariana. Minęła godzina, ona puka do drzwi - powiedziałem, że się kąpię, a tymczasem patrzyłem na wesoło pluskająca się moją kupę.
Musiałem się poddać, zawołałem ją. Przyniosła Usta Mariana i odetkała moje odchody. Wyszła i stwierdziła, że jest zmęczona, chce iść spać, a film dokończymy kiedy indziej.
Nie dokończyliśmy nigdy.
Monika, jeszcze raz Cię przepraszam!
Kochana "przyjaciółko"! Pamiętasz jak ostatnio poszłyśmy na zakupy, podczas których zginęło mi 100 zł, a ty tak bardzo mi współczułaś i pomagałaś szukać pieniędzy? W jednym ze sklepów poszłam przymierzyć ubrania i zostawiłam tobie wszystkie swoje rzeczy, a ty właśnie wtedy, myśląc że nigdy się nie dowiem, zabrałaś moje pieniądze.
Nigdy bym nie podejrzewała ciebie o coś takiego, ale moja mama była przekonana, że to ty i z jej pomocą zdobyłam nagranie z kamer z tego właśnie sklepu, w którym mnie okradłaś (panie tam były bardzo miłe i zrozumiały sprawę wiec postanowiły mi pomóc).
NAGRAŁO SIĘ WSZYSTKO, więc już skończ udawać, że jest ci przykro z tego powodu i nie wmawiaj mi ze pieniądze są na pewno gdzieś w domu i że się znajdą. Wiem, że to przeczytasz, więc daje ci trochę czasu, jeśli sama nie przyznasz się do winy i nie oddasz pieniędzy pójdę z tym na policje. Twój wybór kochana.
Mój największy życiowy problem? Sranie. Doczytaj do końca, a może zrozumiesz.
Mam 22 lata. Chodzę w pieluchach, bo boję się, że nie zdążę do toalety i zrobię w majtki. Parę razy byłam w sytuacji, gdzie na ostatnią chwilę wbiegłam do toalety, a dwa razy niestety byłam zmuszona załatwić się w krzaczki obok ruchliwej ulicy, bo bym nie zdążyła do domu. Przestałam wychodzić z domu. Do czasu, gdy zaczęłam kupować sobie pieluchy. Teraz też za dużo nie wychodzę, ale jest ciut lepiej.
Wszystkie egzaminy na studiach zdałam z pieluchą.
Wszystkie sprawy urzędowe załatwiłam z pieluchą.
Byłam u psychologa, to powiedział mi, żebym przestała o tym myśleć, ale ja nie umiem. Denerwuję się na samą myśl o wyjściu z domu. Nerwy powodują biegunkę. Biegunka nerwy. Błędne koło.
Do psychiatry się zarejestrowałam, ale najbliższa wizyta - czekanie ok. pół roku.
Miałam faceta. Byliśmy długo, ale zerwał ze mną, bo go nie podniecam, bo go obrzydza to, że zakładam pieluchę przed wyjściem z domu i wkurza go to, że nawet przed wyjściem do osiedlowego sklepu 3 minuty od domu muszę wejść do łazienki i spróbować się załatwić. Wkurzało go to, że nie chciałam jechać z nim na plażę. Nie potrafił jednak zrozumieć, że dla mnie godzinna podróż autobusem to za duże wyzwanie. Boję się czasem wyjść do osiedlowego sklepu pomimo tego, że mam pieluchę na dupie. A on chciał, bym jechał z nim na plażę i co ja tam zrobię? To nie na moje nerwy.
Jestem chora. Psychicznie i fizycznie. Początkowo chorowały tylko jelita, a teraz choruje również moja głowa. On zamiast mnie wspierać trzymał mnie z rezerwą, czasami po złości nie szedł ze mną do sklepu, gdy ja się źle czułam, więc ja nie jadłam pół dnia, bo źle się czułam i bałam się wyjść sama.
Teraz jestem sama i jakoś daję radę. Jest ciężko. Każdego dnia walczę z tym, aby nie zesrać się w gacie. Każdego dnia walczę o to, aby moje życie nie kręciło się tylko wokół gówna, ale nie umiem. To mnie przerasta. Od zerwania ani razu nie byłam na zewnątrz tak dla rozrywki. Po prostu strach ze mną wygrywa. Czekam na wizytę u psychiatry i jeśli to nie pomoże, to ja już nie chcę tak żyć.
Siedzę dłużej w pracy, aby krócej być sam w domu.
Moja dziewczyna znalazła sobie "nazwę" na moje przyrodzenie. Po ostatniej nocy mówi na niego "koliberek pędziwiatr".
Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Dodaj anonimowe wyznanie