Tydzień temu oświadczyłem się swojej dziewczynie. Dziś dowiedziałem się, że oddaje mi pierścionek, bo nie podobała jej się forma oświadczyn (we dwoje, w domu, niespodziewanie) i jej koleżanki powiedziały, że była "lipa".
Sądziłem, że liczy się fakt oświadczyn, a nie forma, ale widać się myliłem.
Ktoś jest chętny kupić pierścionek?
Zazwyczaj do lekarza chodziłam z mamą. Tego dnia musiałam iść z tatą. Gdy mnie przyjmowali, tata chciał mnie przyjąć nie moim imieniem. Zapomniał jak naprawdę mam na imię.
Innym razem, jak znowu byłam z nim u lekarza, zapytał mnie kiedy się urodziłam, bo on nie wie.
Chyba nie jest najlepszym rodzicem.
Okres potrafi być ciężki, szczególnie z zapaleniem pęcherza, zwłaszcza gdy ma się zatrucie pokarmowe i treść chce wychodzić nie tą stroną, co pozostałe dwa przypadki.
Gorzej, jeśli się ma pod opieką roczne dziecko. Dodatkowo dziecko jest marudne, bo chore, i chce być cały czas na rączkach i nie może spać.
Szczególnie gdy ojciec dziecka też ma zatrucie pokarmowe...
Po kilku związkach dwa lata byłam sama, z myślą, że każdy mężczyzna jest taki sam i bez jakiegoś większego sensu życia żyłam z dnia na dzień.
Nagle poznałam jego. Po 3 miesiącach zamieszkaliśmy razem, rok później mi się oświadczył, za miesiąc mamy ślub.
Co w tym anonimowego? Otóż tydzień temu wykryli u niego nieuleczalną chorobę układu nerwowego. Leczenie polega tylko na łagodzeniu obecnych objawów i zapobieganiu ich pogłębienia. Kocham go i go nie opuszczę, ale ciężko mi pogodzić się z tym, że możliwe, że w wieku 40 lat będę wdową lub żoną sparaliżowanego człowieka.
Widocznie ktoś tam na górze nie chce, żebym żyła długo i szczęśliwie...
Jak miałam z 4-5 lat, widziałam w jakiejś bajce żuczki gównojadki. Żuczki te turlały kupkę, a później ją jadły. Naprawdę nie mam pojęcia skąd wziął się ten motyw.
Jako mała, dobra duszyczka postanowiłam pomóc biednym żuczkom. Łatwo się domyślić co zrobiłam. Zabrałam jakieś malutkie wiaderko, zrobiłam do niego dwójeczkę i poszłam do lasu obok domu nakarmić te stworzonka. Niestety nie zainteresowały się prezentem ode mnie, więc po prostu wróciłam na podwórko pobawić się w coś innego.
Od najmłodszych lat bałem się wysokości, a jednocześnie lubiłem wyzwania. Jako jeszcze bardzo mali chłopcy wraz z kolegami skakaliśmy z murków, śmietników, wspinaliśmy się na dachy pobliskich rozdzielni elektrycznych, niemniej jednak zawsze miałem lęki związane z byciem ponad ziemią, gdzieś, gdzie nic nie chroni mnie od upadku.
Dzisiaj mogę dumnie powiedzieć, że jestem licencjonowanym spadochroniarzem, skaczę z samolotów z wysokości ponad 3 km. I tylko nikt nie wie, że nadal boję się wysokości... ale ten strach nigdy nie wyskakuje ze mną :)
Jestem nauczycielką w drugiej klasie podstawówki. Jeden z uczniów jest "specyficzny". Nie potrafi skupić się na zadaniu, nie radzi sobie w sytuacji rówieśniczej, często popada w konflikty. Całe szczęście - rodzice współpracują ze szkołą i wspólnymi siłami staramy się poprawić sytuację.
Dzisiaj rano chłopiec dostał od swoich rodziców pamiętnik, taki zamykany na najprostszy kluczyk. Od razu po przyjściu do szkoły przybiegł do mnie, żeby się pochwalić i pokazać, co już napisał. W środku, na pierwszej stronie, zapisana była data oraz początek wpisu: "Moje emocje: ...". Dzieciak ma zamiar sprawdzać, jakie emocje czuje najczęściej.
Ośmioletnie dziecko świadomie zaplanowało pracę nad sobą samym. Chce nadać konkretne nazwy swoim uczuciom i panować nad nimi.
A teraz zastanówcie się - czy ktokolwiek z Was, dorosłych, podjąłby się czegoś takiego?
Bierzcie przykład. Ja wezmę.
Mój tata jest dla nas dobrym ojcem. Ale do dziś pamiętam, jak nas zostawił z mamą, gdy go potrzebowaliśmy, gdy w domu były problemy, wujek alkoholik robił awantury. Pamiętam, jak mama za nim płakała, ja jej mówiłem, że wszystko będzie w porządku, nie do końca rozumiejąc co się dzieje, babcia umierała na raka, wujek przychodził pijany, roczny brat wymagał opieki, a ojca wtedy nie było. Bratem często ja się zajmowałem, żeby mama mogła sobie poradzić. Ojciec wolał zabawiać się z „ciocią”.
Powrócił, powiedział, że zrozumiał błędy, mama wybaczyła.
Nigdy o tym z nimi nie rozmawiałem, chyba myślą, że zapomniałem. Ja jednak dobrze to pamiętam, 9-latek to już rozumne dziecko. Wszystko się ułożyło, tata mieszka z nami, ale mimo że minęło 7 lat, dalej nie mogę do końca mu tego wybaczyć. Cieszę się bardzo, że przynajmniej młody ma lepsze dzieciństwo, spokojne, bez ciągłych awantur i policji spisującej wujka.
Jakieś 10 lat temu, jeszcze w podstawówce, dopadł mnie łupież. Niby nic takiego, każdemu może się zdarzyć, ale jest jedno ALE. Moje dwie koleżanki również miały łupież i co tydzień na godzinie wychowawczej, kiedy pani dawała nam chwilę dla siebie, robiłyśmy zawody, która więcej wyskrobie na ławkę... Ta, która wygrała, cały tydzień szczyciła się mianem "królowej śniegu".
Eliza, nigdy nie zapomnę Ci, że dwa razy z rzędu wygrałaś!
Założyłam konto tylko po to żeby się wyżalić. Tak, czas na gorzkie żale. Mam męża od 11 lat i dwoje dzieci. Pracuję i zajmuję się domem.
Od dawna myślałam nad fotografowaniem profesjonalnym „a nie tylko dzieci przy zupie”. Jednak zawsze było „a nie bo szkoda kasy, a nie, bo i tak nic z tego nie będzie” itd.
Aż do wczoraj. Zamówiłam lepszy aparat, usiadłam dziś koło męża i mówię... O tym aparacie, o pomysłach, i o tym, że jak spłacę aparat, to chcę jeździć na kurs do Wrocławia (100 km od wiochy, w której mieszkam). I dobrze, że mu to powiedziałam, bo facet sprowadził mnie na ziemię. Zaczął podniesionym głosem, że kto będzie dziećmi się zajmować, że zdjęcia to ja mogę na łące za domem robić, że jestem matką, że i tak chodzę na jakieś fitnessy (aż raz w tygodniu, po kontuzji) i ogólnie, że jakaś po***ana jestem. Jechać dwie godziny, żeby zdjęcia porobić.
Nie wiem co ja sobie myślałam... Że jestem jeszcze sobą, poza byciem żoną i matką... Że warto podążać za marzeniami... Że zawsze mogę na niego liczyć.
Na koniec kazał mi przestać ryczeć i że to tylko jego zdanie.
Wiem, że tego nie przeczytasz, bo jesteś z internetem sto lat za... Ale na kurs i tak pójdę, z Twoją zgodą, czy bez. I wiedz, że to Ci nie zostanie zapomniane.
Dodaj anonimowe wyznanie