#EGJUy

10 lat po ślubie zostawił mnie mąż. Jednego wieczoru było wszystko dobrze, a następnego dnia po pracy znalazłam list z wyjaśnieniem, że mój mąż jest gejem, zakochał się w facecie z innego kraju i do niego wyjeżdża. Mam go nie szukać.

Zostawił mnie i naszego 2-letniego synka. Od roku nie dał znaku życia. Wiem, że utrzymuje kontakt ze swoimi rodzicami. Prosiłam ich, by mnie z nim skontaktowali, ale kazali mi się od niego odwalić, bo on teraz jest szczęśliwy, a ja chcę to zniszczyć. Złożyłam wniosek o rozwód, ale bez niego to potrwa pewnie lata. O alimentach nie mam co marzyć, sama muszę utrzymać synka i tłumaczyć mu czemu nie ma taty. Ale przecież ważne, że mój mąż jest szczęśliwy...

Najlepsze, że nigdy wcześniej nie było znaków, by był innej orientacji. W łóżku było nam dobrze. Ciąża była planowana. Normalna rodzina.

#727pM

We wsi, gdzie mieszkali moi dziadkowie i gdzie spędzałam całe lato, mieszkał niepełnosprawny umysłowo Zdzisiu (tak na niego wołali). Zdzisiu był nieślubnym dzieckiem, kozłem ofiarnym całej wsi. Głupkowaty, otępiały, dobroduszny matoł - tak o nim mówili. Fizycznie dorosły, psychicznie może ośmiolatek. Jego biedna matka poświęciła mu całe życie, by bez pomocy specjalistów (wtedy zupełnie niedostępnych, zwłaszcza w pipidówce na 20 chałup) wyprowadzić go na ludzi. To znaczy, że nie robił nikomu ani niczemu nic złego, umiał poprosić o pomoc, był uprzejmy, miły, wykonał proste prace, nie robił w spodnie i nie obnażał się publicznie.

Raz ja i moje wakacyjnie "przyjaciółki" usłyszałyśmy zza ich płotu, jak matka właśnie mu tłumaczy, że nie wolno mu dotykać innych ludzi, rozbierać się przy nich, robić siku ani kupy na widoku, a już w szczególności tam, gdzie są dziewczynki, bo go zabiorą do więzienia. Zdzisio bardzo się tym przejął, a gdy jego mama poszła pracować w gospodarstwie, poszedł w pola i do pobliskiego lasku połazić tam sobie, jak to zwykle robił.

Moja kuzynka zaproponowała, by się z nim pobawić, bo taki samotny i smutny. Ja miałam wtedy 8 lat, najmłodsza z nas 6, a najstarsza 10. Poszłyśmy do niego. Zdzisio był bardzo miły, dziwny, ale miły. Nie umiem określić, kiedy zaczęłyśmy mu kazać robić dziwne rzeczy pod groźbą naskarżenia, że pokazał nam siusiaka.

Zjadł krowią kupę, wepchnął sobie trawę w pupę, bo mu groziłyśmy więzieniem za dotykanie nas. Gdy się rozpłakał, że to nieprawda, moja kuzynka powiedziała mu, że jest głupi i nikt mu nie będzie wierzyć. Potem zdjęła majtki spod sukienki, rzuciła do rowu i powiedziała, że jak je znajdą, albo on je podniesie żeby jej oddać, to i tak będzie dowód i utną mu głowę.

Z jednej strony było mi go żal, a z drugiej nie wiem dlaczego, ale miałam z tego frajdę, bo moja kuzynka i jej koleżanka ją miały. Kazano mi się jej słuchać, bo jest starsza i ma same szóstki.

Męczyłyśmy tak biednego człowieka przez trzy miesiące wakacji. Było mi z tym źle, ale nic nie mówiłam nikomu. W święta u babci okazało się, że zabrali go do psychiatryka za molestowanie dwóch 9-letnich dziewczynek. Wtedy zaryczana powiedziałam prawdę. Nikt mi nie uwierzył.

Po latach spotkałam kuzynkę, z którą od tamtej pory unikałam kontaktu. U dziadków nie bywałam poza świętami. Podobno rzeczywiście się na nią rzucił z łapami, bo zaczęła pokazywać mu nagi tyłek dla zabawy, a jej koleżanka biła go gałęzią, by go rozdrażnić. I ta kuzynka uważa się za ofiarę. Ja uważam się za potwora, bo w tym uczestniczyłam.

#gQ9tE

Mam zdiagnozowaną tokofobię, czyli paniczny lęk przed ciążą i porodem. W ciąży nigdy nie byłam i nie będę, bo wiem, że psychicznie bym tego nie zniosła. Przeraża mnie wszystko, co z ciążą związane - poczęcie, pierwsze objawy, bóle, puchnące nogi, ogólna niewygoda i ociężałość. Nie mówiąc o coraz większym brzuchu. Sama świadomość, że coś we mnie jest nie dałaby mi spokojnie żyć.

Z moim mężem jesteśmy małżeństwem od 8 lat. Jakieś 4 lata temu zaczął poruszać temat dziecka - i nie zrozumcie mnie źle - ja chcę mieć dziecko, ale nie chcę być w ciąży. I kiedy postanowiliśmy, że będziemy się o to dziecko starać, ja zaczęłam panikować. Myślałam cały czas o mojej niedoszłej ciąży i tych wszystkich dolegliwościach. O porodzie nawet nie chciałam myśleć. Wiem, że to byłaby trauma do końca życia. Kiedy opowiedziałam o tym mojemu mężowi, najpierw stwierdził, że wydziwiam, później, że pewnie nie chcę tego dziecka, aż w końcu za którymś razem wzięłam go ze sobą do psychiatry, który oficjalnie potwierdził moją fobię. Mąż początkowo nie mógł tego do siebie przyjąć, ale po wielu rozmowach postanowiliśmy, że będziemy ubiegać się o adopcję dziecka. Prawda jest taka, że dla mnie jest bez różnicy czy urodzę swoje dziecko czy zaadoptuję. Nie jestem z tych osób, które dziecko adoptowane mają za "obce".

Kiedy zaczęliśmy procedurę adopcyjną, stwierdziliśmy, że powiemy o tym naszym rodzicom - w końcu mają prawo wiedzieć. Moi rodzice mocno nam kibicują i wspierają, natomiast w reakcję teściów nie mogłam uwierzyć. Stwierdzili, że ta cała "tokofobia" w ogóle nie istnieje, że co to w ogóle za chory wymysł, że kiedyś kobiety rodziły po kilkanaście dzieci i nawet się nie zająknęły (co to ma do rzeczy?) i w ogóle to Magda (bratowa mojego męża) urodziła dwójkę i nic jej nie jest - tylko że Magda to nie ja. I to co powiedzieli na koniec - "Jeśli myślicie, że będziemy tego waszego adoptowanego dzieciaka traktować jak swojego wnuka, to jesteście w dużym błędzie". Mnie zatkało. Mąż wstał, złapał mnie za rękę i powiedział "W takim razie to było nasze ostatnie spotkanie, na szczęście nasze dziecko ma jeszcze jedną babcię i dziadka, którzy go pokochają bez względu na to, kto je urodził".

Minęły 4 lata. Mamy 8-letnią, wspaniałą córkę. Mój tata traktuje ją jak księżniczkę. Babcia rozpieszcza. My kochamy najbardziej na świecie. Teściowie udają, że nas nie znają.

#UAuzv

Kojarzycie reklamę, w której chłopiec siedzi z kolegami i dzwoni do niego mama? Czuje się on zmieszany, zawstydzony, a po zakończeniu rozmowy stwierdza, że dzwonił do niego kolega.

Bardzo mnie ta reklama zdenerwowała. Bo pomyślcie, co ona wnosi do głów małych odbiorców? Że należy się wstydzić swoich rodziców? Aktualnie mam 13 lat i nie wyobrażam sobie spędzania czasu w towarzystwie, w którym to, że moja mama się o mnie martwi, jest powodem wstydu. Kocha mnie i interesuje się tym co robię. Rozumiem jakieś nagminnie powtarzające się telefony co 20 minut, czy wszystko jest ze mną w porządku, mogą być już irytujące i troszkę ośmieszające w oczach znajomych, ale tutaj widzimy, że chłopiec jest najprawdopodobniej na jakiejś wycieczce, a mama po prostu martwi się, czy wszystko jest dobrze, jak dogaduje się z nowymi znajomymi.

Kompletnie nie rozumiem co ukazana sytuacja miała na celu, bo przynajmniej w mojej ocenie, reklamowanie batonika zeszło na drugi plan.
Niby mała rzecz, a jednak ważna.

#8Hdgc

Nie wiem o co kaman, ale ostatnio Kraków nawiedziła dziwna moda przyjmowania dostawców pizzy. Osobiście dowożę pizzę i coraz częściej spotykam się z przedstawicielami płci męskiej, którzy otwierają mi drzwi w... uwaga... samych gaciach. Jezu... jeden facet był tak gruby, że sadło zasłaniało mu gacie i myślałem, że odbiera pizzę nagi.
Oczywiście nie tylko mnie zdarzają się takie sytuacje.

Sam przyznaję że lubię sobie popylać w majtkach po mieszkaniu, bo jest wygodnie, ale jak mam komuś otworzyć drzwi, to ubieram jakąkolwiek odzież wierzchnią.

Ludzie, to nie jest sex pizza, a tym bardziej gej pizza. Zlitujcie się i noście jakiekolwiek spodnie. Błagam w imieniu wszystkich dostawców pizzy.

#fEdtW

Tydzień temu spełniliśmy z narzeczonym nasze marzenie i kupiliśmy działkę w okolicy mojego rodzinnego miasta. No mówię Wam - marzenie, tuż przy lesie, świetny dojazd, piękne drzewa, grzybów całe polany.

Działka ma jeden problem - jest na niej górka z piasku na kilka metrów. Dla nas na początku była to atrakcja - w przyszłości dzieciaki będą miały gdzie jeździć na sankach. Dziś rzeczywistość odrobinę zweryfikowała moje podejście.
Bo okazało się, że ta górka podoba się ludziom z całej okolicy i dotąd była uważana za miejsce niczyje, czyli publiczne. Karyny przychodzą tam latem ze stadkiem dzieci na pikniki, młodzież pije.
Są tam tony śmieci, opon, butelek i innego świństwa. Janusze całymi przyczepami wywożą piach, z drugiej strony krzewinki rozjeżdżają nam goście w quadach i jeepach.

Stwierdziliśmy - postawimy częściowo ogrodzenie, ludzie zobaczą, że ktoś to kupił, że sprząta, dba - będzie im głupio.
A gdzie tam.

Już pierwszego dnia gość w jeepie po prostu ominął ogrodzenie, łamiąc drzewka i wjechał nam na górkę, którą ładnie wyrównaliśmy, żeby zasiać trawę.
Mało tego - TO BYŁO PRZY NAS. Miał w dupie, że tam jesteśmy i na niego machamy, a jak mu stanęłam na drodze - prawie mnie rozjechał, szczerząc do mnie zęby.
Później w ciągu dnia dwa razy z jadącego ulicą auta (aut?) posypały się k*rwy i podobne w moją stronę.

Dlaczego? Bo śmiałam ogrodzić SWOJĄ działkę? Bo przesadzam drzewa na MOJEJ ziemi? Bo wyciągam stare opony z rowu?
Ludzie pomóżcie, bo ja przestałam ogarniać ten kraj.

#19lCp

Uderzyłem kobietę...
Zanim przejdę do konkretów, mam do was pytanie: co jest nie tak z obecną młodzieżą?

Od lat trenuję sporty walki, wie o tym tylko moja żona i kolega, z którym to uczęszczam na treningi, robię to dla siebie, nie na pokaz - poprawiłem wadę postawy, schudłem, wyglądam całkiem fajnie. Masa pozytywów.

Wracałem z treningu i w tramwaju zostałem zaczepiony przez 3 dziewczyny w wieku około 19 lat, łatwo mogłem zauważyć, że jest z nimi 3 osobników w podobnym wieku z grupy sebixowatych. Olałem zaczepki i nie reagowałem, co sprawiło, że bardziej się nakręcali. Myślę, że to był błąd, poczuli się pewnie widząc, że ofiara nie jest agresywna.

Kulminacyjnym punktem był "mój" przystanek, wysiadam ja oraz "wesoła ekipa" i tu następuje coś, za co mi wstyd i mam okropne wyrzuty sumienia. Pobiega do mnie jeden z (jak mniemam) sebixow i chce mnie uderzyć, na co ja się uchylam i walę go tak w zęby, że ekstrakcji poddaje się co najmniej jeden ząb, na co jego koledzy ruszają z odsieczą, i niestety jedna z dziewczyn też. Chciałem kopnąć jednego z nich w głowę, ale się uchylił, dziewczyna już nie... Widzę to jak w zwolnionym tempie, jak dostaje butem w śliczną buzię i traci kontakt z światem.
Nie mam pojęcia, czy coś jej zrobiłem, bez zastanowienia, korzystając z szoku pozostałych uczestników, po prostu uciekłem.

Kto zna prawa fizyki ten wie, że takiego kopnięcia, w które wkłada się siłę, nie da się tak po prostu zatrzymać, widziałem i wiedziałem, że ja trafię, ale nie mogłem z tym nic zrobić. Pomimo że to był napad, jest mi wstyd, bardzo wstyd.

Może lepiej było dać się lekko skopać?

#j3HEP

Dzisiaj na rozmowę o pracę przyszedł Pan. Pan był bardzo miły, Pan miał potrzebne kwalifikacje, Pan był bardzo fałszywy. Na koniec rozmowy dokładnie temu Panu przypomniałem skąd mnie kojarzy.

Pan bił mnie, wymuszał kasę, upokarzał kilka lat w podstawówce.

Pan pracy nie dostał. Pan był w potrzebie, bo zwolnili go dyscyplinarnie w poprzedniej pracy. Pan ma rodzinę i głodne dzieci. W branży (dość hermetycznej) pracy już nie znajdzie.

To był mój najszczęśliwszy dzień w życiu. Ja miałem go zatrudnić we własnej firmie. Po pracy poszedłem do domu i powiedziałem o wszystkim mojej żonie. Ona też Pana dobrze zna. Poszliśmy na najdroższą kolację w życiu. I jesteśmy szczęśliwi.

#SewD1

Kilka miesięcy temu urodziłam córkę, mojego męża w ciągu tygodnia roboczego nie ma w domu, ale do rzeczy.

Ostatnio bardzo mocno się nie wysypiałam, bo mała całą noc każe nosić się na rękach, więc znajoma zaproponowała mi kupienie zabawki, która szumi. OK, można spróbować. Najpierw postanowiłam przetestować szum włączając go na telefonie - bajka, ale co z tego, jak ktoś zadzwonił albo napisał SMS-a, to dziecko momentalnie się budziło. Kupiłam najtańszą zabawkę z tym szumem, a mąż zrobił mi wielką awanturę, że pieniądze wyrzucone w błoto, że przecież z telefonu można puszczać, że nie szanuję jego pieniędzy. Nie docierały do niego żadne argumenty.


Przyszedł weekend, mąż wrócił z pracy, a ja tego dnia miałam panieński koleżanki, więc malutka została przez niecały jeden dzień z mężem. Godzinę później dzwoni mąż i krzyczy "gdzie ta zabawka?" (w tle słychać krzyk małej), więc ja "zobacz tu... zobacz tam... a może tam... Nie ma? Włącz w telefonie dźwięk".

Co 5 minut pisałam do niego SMS-y "Jak mała?", "ale Kaśka jest pijana", "Wyjście mi się przedłuży"... Zadzwonił po kolejnej godzinie, że mam do niego nie pisać, bo musi nosić dziecko na rękach i nie ma jak odpisać i mam tylko pisać lub dzwonić w nagłych wypadkach (co tam, że jak on jest w pracy, to co chwila do mnie pisze lub dzwoni z jakąś zbędną informacją, która w życiu mi się nie przyda).

Tak, zabrałam zabawkę ze sobą na imprezę. Kiedy wróciłam, spał wykończony na fotelu, a mała w wózku. Rzuciłam mu tę zabawkę w twarz i powiedziałam "Tak to wygląda, jak się żałuje pieniędzy na dziecko".

Podziałało.
Dodaj anonimowe wyznanie