#bu5Se
Z miesiąc temu zaproponowała mi wyjazd z jej znajomymi głuchymi. Pomyślałam, że co mi szkodzi, a nuż poznam bliżej ich codzienne życie. I to był chyba największy błąd.
Pierwszy dzień był naprawdę świetny, mimo trudności komunikacyjnych.
Drugi dzień był już gorszy. Jeden z chłopaków widząc, że rozmawiam z koleżanką, zaczął krzyczeć i "agresywnie" migał. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dopiero potem Zuzka powiedziała mi, że czuł się wykluczony z rozmowy i zabronił (!) nam używać polskiego.
Zdziwiło mnie to, ale odpuściłam, może po prostu jeden taki narwaniec. Jakże się myliłam! W ten sam dzień przy kolacji wszyscy wesoło migali, a ja siedziałam jak cielę, próbując coś rozszyfrować. Minęło 15 minut, ja nadal nic, więc poprosiłam, żeby albo spowolnili, albo zaczęli gdzieś spisywać, bo mam dość. W piątkę zaczęli na mnie naskakiwać, jeden oblał mnie sokiem, inny zaczął wyzywać (specjalnie później sprawdziłam znaki), a koleżaneczka, która rzekomo była niema, nagle przemówiła i kazała mi wypi*rdalać, skoro mam problem.
Poza tym akcja z publicznym wyśmiewaniem niewidomego starszego pana, machając mu przed twarzą i zdejmując przed nim spodnie, obrażanie się o źle pokazany znak, wyraźne sugerowanie wyższości ich i ichniejszej kultury przez brak słuchu.
Z tamtego tygodnia miło wspominam tylko sytuację, gdy wszystkich wyrzucono z baru, gdy pseudoniemowa krzyczała na barmana, że nie rozumie jej migów. Pierwszy raz w spokoju sączyłam piwo bez pogardliwych spojrzeń.
Niby wiem, że nie wszyscy tacy są, ale jak widzę potencjalnych głuchych, to uciekam.
#0lXjh
Również zmagam się z nadwagą i postanowiłam poszukać trenerki w internecie, która wpadnie mi do domu pokaże co i jak, da plan itp. Siłownię w domu mam dobrze wyposażoną, więc wolałam domową wizytę.
Znalazłam jakąś stronę do wpisania preferencji trenera, obszar zamieszkania i inne takie - wypełniłam, poszło zapytanie i czekam. Po dwóch dniach napisała do mnie babka trenerka z Koszalina. Zdziwiłam się, bo ja daleko od Koszalina, ok. 2h drogi, myślę no bez sensu. Ale zaoferowała mi, że 200 za cały miesiąc i tam porady, stały kontakt i inne pierdoły. OK, myślę, zależy jej, to niech wpada.
Spóźniła się 1,5h, już samo to mi się nie podobało, bo wyraźnie jej dałam znać, że o 15 zaczynam pracę i zależało mi na porannej wizycie. Na wstępie wyskoczyła, że ona jednak nie wiedziała, że tak dużo za paliwo zejdzie i prosiłaby więcej kasy. Niestety wtedy moja asertywność leżała i dałam.
I zaczęło się gadanie - usłyszałam o jej problemach z boreliozą, o jej poronieniu, "niech pani nie patrzy na mój brzuch, bo poroniłam, normalnie jest w lepszej formie" - wtf?). Dosłownie godzina to była jej gadka o problemach życiowych. Ja dobry i łagodny człowiek jestem i głupio mi ludziom uwagę zwracać, ale tu już się zirytowałam i mówię, że halo - czas leci, a my ani słowa o mnie i moim planie!
To na szybciocha mi plan zrobiła, pobieżnie pokazała ćwiczenia i uciekła, dosłownie wybiegła z domu, poświęcając mi 30 minut może max czasu. Szok wielki. Nie omieszkałam wystawić jej opinii jednak pod innym kontem. Taki trochę tchórz ze mnie, że nie umiałam na miejscu jej wygarnąć co ona odpindala i tego żałuję.
Nauczka na przyszłość duża. To było ponad rok temu, teraz już taka miękka nie jestem. Tylko kasy szkoda:(.
#sWYYS
Ubieram się w lumpeksie, nawet zimą jeżdżę rowerem do pracy, na zakupach spożywczych biorę tylko najtańsze produkty, a każdy mój obiad jest z książki "100 obiadów do 10 zł", którą kiedyś dostałam od mamy. Wodę z kąpieli zlewamy żebyśmy mogli nią spłukać kibelek, środki czystości robię sama, nawet mydło, bo z wykształcenia jestem chemikiem.
Nie potrafię przestać. Boję się, że jak zacznę kupować rzeczy, to już się nie opamiętam.
Największy problem mam jednak z kupnem domu. Z narzeczonym mieszkamy w malutkiej kawalerce, którą rodzice kupili mi 10 lat temu, jak szłam na studia. Teraz tego miejsca brakuje i obydwoje myślimy o kupnie domu, ale boję się wydać taką sumę pieniędzy. Na samą myśl chce mi się płakać. Tak samo ze ślubem, od 5 lat bujamy się jako narzeczeństwo, bo żal nam pieniędzy na wesele. Najgorsze jest to, że nas stać.
Nie wiem co robić. Ostatnio prawie ryczałam na chodniku, bo odważyłam się kupić sobie batonika za 2 zł. To było dla mnie jeszcze rok temu nieosiągalne. Nie mam pojęcia dlaczego taka jestem. W domu rodzinnym zawsze były pieniądze, rodzice dobrze zarabiali i nie oszczędzali za bardzo.
Muszę się przełamać, ale nie wiem od czego w ogóle zacząć.
#AjKZ1
Wiele osób chciało jej pomóc, w tym ja. Zapytałam w komentarzu o jej maila i pisałyśmy trochę, wysłała mi zdjęcia swoich dzieł. Złożyłam u niej zamówienie. Przelałam jej pieniądze (uzgodnioną kwotę) i czekałam na paczkę. Paczka doszła, a ozdoby były przepiękne. Złożyłam kolejne zamówienie, za które od razu zapłaciłam. Czas realizacji miał wynosić miesiąc.
Od tego momentu co jakiś czas wymieniałyśmy SMS-y, dziewczyna żaliła się, że nie ma na dentystę, więc postanowiłam tak bez niczego przelać jej 100 zł. Niby nie chciała, ale nie odesłała mi tych pieniędzy z powrotem. Później coraz częściej zdarzało jej się pisać, że brakuje jej na lekarza albo że nie ma na czynsz. Ja jednak pozostawałam niewzruszona. A na zamówienie czekam do dzisiaj... Najpierw nie miała za co wysłać paczki, mimo że z góry zapłaciłam za przesyłkę. Później dała zamówienie do wysłania koleżance, ale koleżance tak bardzo się spodobało, że postanowiła tego nie wysyłać. A teraz zwyczajnie się nie odzywa.
I nie żałuję jej tych pieniędzy, ale tak sobie myślę, że mogłaby mieć stały dochód z tych swoich ozdób, bo chciałam pokazać znajomym jej dzieła. A laska wybrała drogę oszustwa i w taki sposób zarobiła jednorazowo 200 zł. Jak to mówią: Ja nie zbiednieję, ona się nie wzbogaci.
#lqyMe
#XgKti
Oczywiście kościół raz w tygodniu to za mało, żeby dostać się do nieba, minimum trzy razy. Ale to nie wszystko, bo trzeba też należeć do jakiejś wspólnoty, na której spotkanie poświęca się 1/3 swojego życia. W wejściu do domu MUSI wisieć woda święcona, wszędzie MUSZĄ być święte obrazy i najlepiej żeby gdzieś na ścianie w korytarzu był spisany dekalog. Słowo "głupi" to przekleństwo, a alkohol to wróg człowieka, więc moja osiemnastka będzie bezalkoholowa.
Spotkania z chłopakiem? Tylko w domu dziewczyny i z otwartymi drzwiami, bo u chłopaka to grzech. A jak chłopak nocuje u dziewczyny, nawet w innych pokojach, na innych piętrach, to jest to grzech śmiertelny, bo zgorszenie dla sąsiadów, przecież mogą sobie pomyśleć coś złego o dziewczynie. Bajki dla dzieci i filmy to ZŁO, chyba że o Jezusie, tak samo jak książki, radia czy czasopisma. Każdy niewierzący to potępiona osoba i nie można takim ufać ani z takimi się zadawać, a ludzie wierzący, którzy odeszli od kościoła, ale wierzą w Boga we własnym zakresie to "ateiści". Jedynymi słusznymi znajomymi są ci z kościoła. Inne religie to zło, tylko katolicy są coś warci. Własne poglądy? Nie ma takiej opcji, jedyne słuszne to te księży i biskupów.
Tak, mam 17 lat i to nie jest moje zdanie, a moich rodziców. Dla mnie wiara to kwestia indywidualna każdej osoby. Wierzę w Boga, ale nie wierzę do końca w to co mówią moi rodzice i Kościół. Szanuję inne religie i ogólnie poglądy ludzi. Ale każda próba przeciwstawienie się i wyrażenia swojego zdania kończy się zakazami na dosłownie wszystko, od telefonu po spotykanie się z chłopakiem. Muszę pomagać im organizować jakieś wyjazdy z kościoła z pewnej wspólnoty i oczywiście wyjeżdżać na wakacyjne i weekendowe rekolekcje z nimi jako pomoc, ale o wyjeździe na wakacje ze znajomymi nie ma mowy. Pech chciał też, że jestem najstarsza, a według moich rodziców najstarsze dziecko powinno robić tak wiele, że czasem myślę sobie skąd oni to wszystko biorą, ale to już byłby materiał na inne wyznanie.
I tak najbardziej boli mnie brak prawa do posiadania własnego zdania. Nie mogę się doczekać aż wprowadzę się od rodziców, tylko dlatego, że będę mogła wtedy w końcu głośno powiedzieć komuś o swoich poglądach i nie zostanę za to ukarana.
#vDxuM
Co na to mama? "Idź synku tu wody wejdź i po cichutku zrób, akurat mam ważny telefon".
No ludzie, dajcie spokój. Do czego to doszło żeby matka kazała dziecku sikać w basenie, gdzie pływają inni ludzie. I to dziecko tak stanęło obok starszego Pana, który akurat uczył młodego nurkowania. Przecież było widać taką żółtą plamę wokół niego.
Na razie odpuszczę sobie wizyty na basen. I wam też radzę zastanowić się czy warto wydawać kasę na to, by kąpać się w czyimś moczu.
#zSNK1
Planowaliśmy zrobić w gronie rodziny i przyjaciół roczek syna. Impreza u przyjaciół na ogrodzie. Po imprezie nocleg u nas dla kilku osób jak najbardziej by się znalazł, kilka pokoi mamy, a i zawsze można materac położyć.
3 dni przed przyjazdem gości zostaliśmy poinformowani, że mama jak i rodzeństwo przyjeżdża do nas wraz ze swoimi psami, w tym nowym ze schroniska. Bez zapytania o zdanie, postawili nas przed faktem dokonanym. Lubimy zwierzęta ale nie zgadzamy się na ich pobyt w domu i tym bardziej puszczanie psów na nieswoim ogrodzie.
Ja i żona wyraziliśmy się jasno, że nie życzymy sobie zwierząt na imprezie, w domu.
Dziecko nam raczkuje po mieszkaniu, ma wszędzie zabawki. Nie pozwolimy aby psy robiły nam po kątach, gryzły zabawki, które potem syn bierze do buzi.
I tu najlepsze.
Mama zarzuciła nam totalną bezduszność wobec zwierząt. Rodzeństwo ją poparło i dali nam do zrozumienia, że postępujemy niestosownie. Mama jak i rodzeństwo mają nas za najgorszych i nie chcą mieć z nami nic wspólnego póki ich nie przeprosimy i nie zrozumiemy ich potrzeb.
#8bk14
Początkowo zbywaliśmy to żartami, z czasem pojawiała się w nas złość i bunt, otwarcie mówiliśmy, że nie życzymy sobie aby inni planowali za nas nasze życia, to jednak nie przynosiło żadnego skutku i nasze rodziny nadal naciskały.
Ulegliśmy. Bardzo długo o tym rozmawialiśmy, szczerze przyznaliśmy, iż, kolorowanie ujmując, "nie jesteśmy w swoim typie", kochamy się jak przyjaciele, ale nie zmusimy się nawet do pocałunku. Mimo to, gdy nasi rodzice, którzy w międzyczasie zdążyli się poznać sądząc, iż niebawem i tak zostaniemy rodziną, zaproponowali w prezencie ślubnym mieszkanie. Czteropokojowe mieszkanie we Wrocławiu. Każdy, kto jest na bieżąco z cenami nieruchomości w tym mieście, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak poważna jest to inwestycja.
Ślub odbył się w lipcu, za niego również zapłacili rodzice mimo, iż chcieliśmy sfinansować go sami. Jesteśmy więc małżeństwem, mamy piękne mieszkanie, w którym śpimy osobno. Sytuacja wydaje się być opanowana, nikt niczego nie podejrzewa, jednak stało się coś, co spędza nam sen z powiek. Chyba się zakochałam, oczywiście w kimś innym. Mój mąż wie o wszystkim, co więcej - bardzo lubi mojego "wybranka". Problem w tym, że jesteśmy w kropce i kompletnie nie wiemy, jak z tego wybrnąć.