#sWYYS
Ubieram się w lumpeksie, nawet zimą jeżdżę rowerem do pracy, na zakupach spożywczych biorę tylko najtańsze produkty, a każdy mój obiad jest z książki "100 obiadów do 10 zł", którą kiedyś dostałam od mamy. Wodę z kąpieli zlewamy żebyśmy mogli nią spłukać kibelek, środki czystości robię sama, nawet mydło, bo z wykształcenia jestem chemikiem.
Nie potrafię przestać. Boję się, że jak zacznę kupować rzeczy, to już się nie opamiętam.
Największy problem mam jednak z kupnem domu. Z narzeczonym mieszkamy w malutkiej kawalerce, którą rodzice kupili mi 10 lat temu, jak szłam na studia. Teraz tego miejsca brakuje i obydwoje myślimy o kupnie domu, ale boję się wydać taką sumę pieniędzy. Na samą myśl chce mi się płakać. Tak samo ze ślubem, od 5 lat bujamy się jako narzeczeństwo, bo żal nam pieniędzy na wesele. Najgorsze jest to, że nas stać.
Nie wiem co robić. Ostatnio prawie ryczałam na chodniku, bo odważyłam się kupić sobie batonika za 2 zł. To było dla mnie jeszcze rok temu nieosiągalne. Nie mam pojęcia dlaczego taka jestem. W domu rodzinnym zawsze były pieniądze, rodzice dobrze zarabiali i nie oszczędzali za bardzo.
Muszę się przełamać, ale nie wiem od czego w ogóle zacząć.
Wiem że to co napisze wcale ci nie pomoże, bo prawdopodobnie twój problem nie wziął się znikąd i masz to mocno zakorzenione w głowie, ale...
Po co ci te pieniądze skoro ich nie wydajesz? Co z nimi zrobisz w przyszłości? popakujesz w pliczki, oprawisz w ramki i powiesisz na ścianie w tej kawalerce od rodziców?
Po co wydawac pieniądze na ramki?
O ile starczy miejsca
do grobu zabierze
@boredalice, pogadamy jak będziesz musiał przeżyć za kilkaset zł emerytury a Ci którzy nie wydają wszystkiego na bieżąco będą sobie godnie spędzać starość :)
@Xanx
1. Jest spora szansa, że umrą przed emeryturą.
2. Jeśli sporo zarabiają, raczej będą mieć na tyle sporą emeryturę, by nie biedować,
3. Jeśli teraz tak myślą, to wątpię by na emeryturze się to zmieniło, lub dali rade wydać całą.
Livanir
1 mając duże oszczędności lub źródła pasywnego dochodu można przejść na emeryturę w wieku 35-50 lat a z reguły tyle ludzie dozywaja
2 jest wysokie prawdopodobieństwo że emerytury będą znikome lub nie będzie ich wcale ( fizycznie oni tych pieniędzy nie odkładaj w zusie a opłacają emerytury obecnych seniorów)
3 całkiem możliwe, tego pewnie sami nie wiedzą
Moze mi dać te pieniądze, brakuje mi do mieszkania ;)
Masz niską samoocenę. Wytłumacz sama sobie, że pieniądze są środkiem do godnego przeżycia tych dni, które i tak masz policzone, a nie celem samym w sobie.
Policz, ile razem z partnerem zarabiacie. I ustalcie, że dany procent z tego będziecie przepuszczać na swoje potrzeby, a część będziecie odkładać.
Może spróbuj małymi krokami? Zacznij od drobnych rzeczy, chociażby od dobrego mydła, czy żelu pod prysznic- zobaczysz różnicę. Zrób obiad za 20 zł. Sprawdź, co mogłoby Ci sprawić przyjemność i spróbuj to kupić. Może nie codziennie ale raz w tygodniu? Na początek, na przykład, ustal taki jeden dzień w tygodniu kiedy będziesz mogła coś sobie kupić, coś co Cię uszczęśliwi. Tak bez wyrzutów sumienia.
Same pieniądze szczęścia nie dają ale zakupy już tak;)
To ja, jako koleżanka po fachu powiem Ci, ze na to mydło to wiecej wydajesz, zeby je zrobić niż jakbyś kupiła. Sam wodorotlenek sodu jest już droższy a gdzie mówić o reszcie. Ja to mydło na święta rodzinie robiłam ale zeby tak na codzień do mycia sie? Nieoplacalne... jak na mydle zaoszczędzić byś chciala to tylko szarr, najtańsze kupować
Dokładnie, chyba że już się robi z tego firmę I sprzedaje ręcznie robione mydła, ale nawet po kosztach będą droższe niż sklepowe. Kule do kąpieli to samo. Tylko mleko do kąpieli się opłaca.
Polecam jakąś terapię, powoli nauczysz się wydawać pieniądze na swoje potrzeby.
W sensie że będzie wydawać na terapię? Już lepiej się najebać.
Szeptodbytu. To się najeb, może będziesz mniej głupio gadać niż teraz
Co to za życie kiedy na wszystkim oszczędzasz. Można żyć oszczędnie, ale również godnie. Nie trzeba wydawać na wszystko, ale tak żeby nam było dobrze i nic nie brakowało.
Dokładnie, da sie zachować złoty środek.
To nie ciułanie, to skąpstwo. Proszę, nie rozmnażajcie się, tylko byście zniszczyli swoim dzieciom życie.
Dokładnie to skapstwo. Oszczędzanie stało sie celem samym w sobie. Jak widać latwo popaść ze skrajności w skrajność.
Ja wiem od czego powinnas zaczac. Od wizyty u psychologa, serio. Rozumiem oszczednosc, ale plakac bo kupilo sie batonika za 2 złote, to juz jest chore.
Zapraszam na warsztaty z wydawania pieniędzy, mój mąż twierdzi, że jestem w tym mistrzynią :D