#LacPB

Kiedy miałem dwa lata, moja mama zginęła w wypadku samochodowym. Mój tata bardzo to przeżył, wiadomo, ale stanął na wysokości zadania i wychowywał mnie jak mógł.

Ale jeden rodzic nie ma tyle czasu, co dwoje, więc czasem podrzucał mnie do dziadków i babć z obu stron. Jednak rodzice mamy po jej śmierci zaczęli bardzo ozięble traktować swojego zięcia. A także mnie. Może za bardzo przypominałem im córkę i to wspomnienie było zbyt bolesne. I tak nie upoważniało ich to do niepilnowania mnie, niedawania jeść, pić i faworyzowania przy mnie moich kuzynów, co oni też zaczęli wykorzystywać (gdy babcia robiła wszystkim herbatę, tylko nie mi, kuzynowie śmiali się, że bez mamy nie ma herbaty (?)).

Kiedy miałem sześć lat, samodzielnie, w zimę, doszedłem do domu rodzinnego oddalonego o 10 kilometrów od domu dziadków ze strony mamy. Tata przyjechał po pracy do nich, żeby mnie odebrać, ale oni nawet nie wiedzieli, że wyszedłem.
Nie włączyli się do poszukiwań. Powiedzieli, że kiedy zgłodnieję, to wrócę, a ja w tym czasie lepiłem bałwana pod domem.

Po tej sytuacji tata już nigdy więcej nie przyczyniał się do tego, żebym utrzymywał relacje z rodziną od strony mamy. Ja też, miałem same przykre wspomnienia z nimi związane.

I tak minęło 20 lat. Planując ślub z moją narzeczoną, jasnym dla mnie było, że zapraszam rodzinę tylko ze strony ojca.
Dlatego gdy na weselu zjawili się jacyś obcy dla mnie i mojej już-żony goście, zacząłem się domyślać, kim oni są.
Zrobili awanturę kelnerowi, że nie ma dla nich miejsca. Po drodze komentowali, że biednie, że tandetnie. A szli całą chmarą, nietrudno było ich zauważyć.
Zdenerwowałem się, w końcu to było moje wesele, nie chciałem ich tam, co im powiedziałem. Wywiązała się niepotrzebna dyskusja, do której włączyli się również bracia panny młodej. Dyskusja przerodziła się w bójkę. Ochrona sama nie dawała rady z wykopaniem ich.

Teraz mi cholernie przykro. Żal mi mojej żony, zdjęć, na których mam poobijaną twarz, a najbardziej ojca, który dostał przez to zawału.

#EnPMi

Mam cudowne życie. Teraz jest dobrze, a kiedyś żyłam w totalnej biedzie. Kiedy chcę sobie coś kupić, bo mnie stać, mam z tyłu głowy głos matki: "Na co ci to? Zostaw!". No i nie kupuję tego o czym marzę całe lata... Wracam do domu i cholernie żałuję, że nie umiem żyć po swojemu.

Mam pieniądze, a w głowie siedzi mi blokada, która mnie ogranicza do tego stopnia, że żyję jakbym była biedna...

#JQ5vw

W skrócie: rozbiłam dwa wieloletnie związki, nie przeprosiłam za to, a teraz, po latach, wyrzuty sumienia nie dają mi spać.

Zbrodnia pierwsza.
W młodości (nie precyzujmy kiedy dokładnie) miałam przyjaciółkę, która miała chłopaka. Oboje ich lubiłam bardzo mocno. W pewnym momencie zaczęliśmy się widywać z tym chłopakiem bez obecności przyjaciółki. Powody były różne, początkowo obiektywnie logiczne. Niepokojące było jedynie to, że poprosił mnie, bym nie wspominała o tych spotkaniach przyjaciółce, bo będzie zazdrosna. No i nie wspominałam, a spotkania z koleżeńskich przeradzały się w romantyczne.
Po pewnym niedługim czasie wszystko się zakończyło. Przyjaciółka przeglądając telefon chłopaka dowiedziała się o spotkaniach. Ja tak czy inaczej wyprowadzałam się do innego miasta. Kontakt się urwał. Wiem, że przez chwilę próbowali jeszcze dać sobie drugą szansę, ale nic z tego nie wyszło. Teraz oboje są od dawna w nowych związkach.

Zbrodnia druga.
Przez kilka kolejnych lat byłam niejako straumatyzowana i nie nawiązywałam z nikim bliższych niż koleżeńskie relacji. Wszystko zmieniło się, gdy zakochałam się w znajomym. Po kilku nieśmiałych flirtach i rozmowach, wybraliśmy się na drinka. Świat załamał mi się, gdy po pierwszym pocałunku powiedział, że będzie musiał się rozstać ze swoją partnerką... Nie miałam pojęcia, że z kimś jest, a okazało się, że są ze sobą od kilku lat i nawet ją znam! Poruszamy się w tym samym środowisku, jednak oni nie afiszowali się ze związkiem i wiedzieli o nim nieliczni.
Może powinnam wtedy to zakończyć, jednak miłość jest nie tylko ślepa, ale i głupia.

Teraz ja tkwię od kilku lat w związku, w którym nie czuję się bezpiecznie, nie mogę zaufać partnerowi, a nocami śnią mi się tamte kobiety, którym rozwaliłam związki, jak w najróżniejszych scenariuszach szykują na mnie zemstę.

Nigdy nie mówiłam o tym nikomu. Wstydzę się tego niemal codziennie. Boję się spotkań ze wspólnymi znajomymi. Generalnie czuję do siebie odrazę i chciałabym zacząć wszystko od nowa gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna, no ale to nie jest możliwe.

#oHhGq

Mam 208cm wzrostu. Nic w tym dziwnego. Dziwne są tylko pytania ludzi czy gram w kosza albo siatkówkę, jakby każdy wysoki musiał być sportowcem.

Pracowałem kiedyś w pewnej firmie. Mój przełożony i zarazem najważniejsza osoba na piętrze, często sobie robił żarty z mojego wzrostu, a sam był raczej niski. Bardzo mnie to wkurzało. Któregoś dnia zobaczyłem kątem oka na jego telefonie aplikację randkową. Zarejestrowałem się na owym portalu jako ładna kobieta i go odszukałem. Wymieniliśmy może z 10-12 wiadomości. Wszystko szło w dobrym kierunku w jego mniemaniu, a nawet już się lekko nakręcił na "mnie" i na randkę.

W końcu napisałem, że dopiero teraz "zobaczyłam" ile ma wzrostu i że nigdy bym się nie "umówiła" z takim konusem. Odpisał, że bardzo mu przykro że jest taki niski, że on sobie sam tego nie wybierał i błaga mnie o randkę, bo jest fajnym gościem. Miał 174cm. To był wtorek wieczór. Od środy do końca tygodnia poszedł na L4, bo niby zachorował. Wrócił na drugi tydzień i nic się nie zmieniło, ale ja miałem satysfakcję.

#JXrDI

Kiedy miałam 13 lat, przyjechali do moich rodziców znajomi z córką w moim wieku. Niedawno przeprowadzili się do mojego miasta, wcześniej mieszkali setki kilometrów dalej, więc ich nie znałam. Dziewczyna nie za bardzo przypadła mi do gustu, była wścibska i się narzucała. Wlazła do mojego pokoju, po czym zaczęła grzebać po moich rzeczach, następnie oznajmiła, że od tej pory zostaniemy przyjaciółkami tak jak nasi rodzice i ona będzie wiedziała o mnie wszystko, i znała każdy zakamarek mojego pokoju. Wtedy byłam mega nieśmiała, więc głupio mi było jej powiedzieć co o tym myślę.

Toksyczna relacja trwała przez parę miesięcy. Jej rodzice przyjeżdżali do moich co tydzień i za każdym razem ją przywozili. Szukałam najróżniejszych wymówek, byle tylko dała mi spokój, a to spałam, a to byłam chora, a to szłam na dodatkowe zajęcia w szkole itp. Ale ona nie ustępowała i ciągle się narzucała, twierdząc że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, koniec kropka.
W końcu zaczęła do mnie przyjeżdżać bez rodziców, bez żadnej zapowiedzi, ot pojawiała się w drzwiach, a moja mama ją wpuszczała mimo moich próśb by tego nie robiła.

Była sytuacja, że w tym czasie, gdy ona u mnie była, przyszła do mnie koleżanka z sąsiedztwa, a ona zrobiła mi scenę zazdrości, bo według niej nie miałam prawa mieć innych koleżanek. Oznajmiła wtedy ze złością, że mam ją przepraszać na kolanach za to, że nie jestem jej wierna. Bardzo żałuję, że wtedy nie byłam tak wygadana jak teraz, bo bym ją wyśmiała w twarz i spławiła, no ale jako zakompleksione i niepewne siebie dziecko, nie umiałam tego zrobić. Dzisiaj nie byłoby z tym problemu, bo z takiej cichej szarej myszki zrobiłam się naprawdę przebojowa i pewna siebie.

Pisałam pamiętnik, w którym dokładnie opisałam jak bardzo mnie ona denerwuje i trafia mnie szlag gdy przyjeżdża. Niby przypadkiem zostawiłam go na wierzchu w dobrze widocznym miejscu, po czym wyszłam z pokoju, żeby się wykąpać. Nie potrzebowałam kąpieli, chciałam tylko żeby ona przeczytała pamiętnik i dała mi spokój. Zamknęłam się w łazience na dobre pół godziny. Gdy wróciłam, jej już nie było. Zostawiła kartkę, że mnie nienawidzi i już więcej się do mnie odezwie i coś tam o tym, że straciłam taką super przyjaciółkę i powinnam żałować.
Uff...

#a8a8B

Moja obecna dziewczyna, Ala, jest zazdrosna o moją byłą, Izę. Przeszkadza jej to, że na Facebooku Izy są wciąż nasze wspólne zdjęcia, i że mam świetny kontakt z jej rodziną, dzwonimy do siebie, odwiedzamy się i traktuję ich jak swoją własną rodzinę, której nigdy nie miałem (moi rodzice zmarli gdy byłem dzieckiem).

Problem polega na tym, że Iza zmarła 6 lat temu, zginęła w wypadku. Nikt nie logował się później na jej konto, dlatego wciąż są tam nasze zdjęcia, a z jej rodziną nie chcę urywać kontaktu, kocham ich jakby byli moimi własnymi rodzicami i rodzeństwem. Byłem na weselach Izy sióstr, na chrzcinach ich dzieci, co roku spędzam też z nimi jeden dzień świąt. Ala nie chce ze mną chodzić, choć zawsze jest zapraszana. Jest zazdrosna, bo z tamtą rodziną jestem bliżej niż z jej własną, a temat Izy często jest poruszany na rodzinnych spotkaniach. Nie rozumie, że to oni są moją rodziną, tą prawdziwą, choć nie łączą nas więzy krwi.

Bardzo kocham moją dziewczynę, staram się jej to pokazywać każdego dnia, rozumiem też co czuje, ale nie umiem sobie poradzić z jej zazdrością. Nie jestem w stanie wybrać pomiędzy nią, a rodziną.

#nwUOS

Parę miesięcy temu, w dość przykrych dla mnie okolicznościach, rozstałem się z moją wieloletnią narzeczoną. Przez cały okres od kiedy nasze drogi rozeszły się, aż do wczoraj, nie uprawiałem z nikim miłości. Mimo że miałem bardzo silną potrzebę, byłem pogrążony w smutku graniczącym z depresją. W końcu jednak coś we mnie pękło i postanowiłem „wziąć się za siebie”. Pierwszym punktem przywracania radości w moim życiu była wizyta u… ponętnej madame uprawiającej najstarszy zawód świata. Nie oceniajcie mnie – to była spontaniczna decyzja.
Moje spotkanie z uroczą kurtyzaną było tak żenująco krótkie, że pani postanowiła mi oddać połowę pieniędzy, które jej za usługę zapłaciłem...

#kQQ27

Niedawno przeczytałam tutaj wyznanie #wC17I i poniekąd właśnie ono przypomniało mi pewne wspomnienia z mojego dzieciństwa. Bardzo się tego wstydzę.

Moczyłam się w nocy do około 12 roku życia. Z perspektywy czasu wiem, że spowodowane to było moją sytuacją w domu. Mój ojciec był alkoholikiem i niejednokrotnie w nocy wszczynał awantury, podczas których bił moją mamę. Bardzo się go bałam. Do około 9 roku życia myślałam, że wszystkie dzieci na noc mają zakładaną pieluchę. Dopiero kiedy w drugiej klasie szkoły podstawowej miałam jechać na dwudniową wycieczkę, dowiedziałam się, że to nieprawda. Mama nakrzyczała na mnie, że nie mogę założyć na noc na tej wycieczce pieluchy, bo to wstyd i że to nie jest normalne, że mając 9 lat moczę się w nocy. Później było gorzej. Mama z czasem chciała mnie tego "oduczyć" i po prostu pewnego dnia przestała mi zakładać pieluchę na noc. Nic to nie dało. Mama każdego ranka na mnie krzyczała, że łóżko znowu jest posikane. Powtarzała, że nie ma już do mnie sił.

Problem ustał dopiero wtedy, gdy mój ojciec dostał wyrok za znęcanie się nad rodziną i poszedł siedzieć. Miałam wtedy 12 lat.

#HzYZk

Mając 10 lat byłam na obozie sportowym z klubu, do którego uczęszczałam. Nie byłam zaprzyjaźniona z nikim z grupy, ponieważ wszyscy się ze mnie wyśmiewali ze względu na moją małą nadwagę. Będąc dzieckiem nieśmiałym, ze strachu odmówiłam wykonania zadania grupowego, na którym mieliśmy się bliżej poznać. Dostałam za to karę wymagającą wykonania kilkunastu przysiadów. Przed całym obozem, kiedy oni liczyli na głos.

To była najbardziej upokarzająca chwila w całym moim dziecięcym życiu. Po tym wydarzeniu odeszłam z klubu i tak straciłam swoją ogromną pasję.

#hJCcx

Jestem tegoroczną absolwentką gimnazjum. Przez trzy lata uczyłam się intensywnie, by pójść do wymarzonego liceum. Chodziłam na korepetycje, uczęszczałam na kursy, jednakże reforma zrobiła swoje i okazało się, że mimo całkiem niezłych wyników nie zostałam przyjęta do żadnej placówki, prócz jednej prywatnej szkoły, która oferuje beznadziejny program nauczania.

Co w tym anonimowego? Ano to, że moi rodzice to ludzie wykształceni, którzy od zawsze planowali, że osiągnę taki sukces jak oni. Jednakże mój ojciec od początku twierdził, że nigdzie się nie dostanę bez jego pieniędzy i że kolokwialnie mówiąc - jestem do dupy.

Gdy oznajmiłam rodzicom, że nie dostałam się do żadnej placówki, wpadli w szał. Zaczęli się na mnie wydzierać, mówić, że jestem bezwartościowa, a później zamknęli mnie w pokoju na klucz i kazali dzwonić po szkołach, by któraś mnie przyjęła. Niestety jest już za późno. Nie wiem co robić, bo nie dość, że sama jestem przytłoczona, to moi rodzice potęgują ten stan. Zastanawiam się nad edukacją domową na rok, ale oni się w życiu nie zgodzą. Niebawem rozpocznie się rok szkolny, a ja nie mam dokąd wracać.
Dodaj anonimowe wyznanie