#1kHKU

Był rok 2009. Byłem wtedy na drugim roku studiów. Wynajmowałem mieszkanie z dwoma współlokatorami, którzy niemal na każdy weekend jeździli do domu. Ja zazwyczaj wolałem zostać i imprezować. Ochoczo korzystałem z wolnej chaty, zapraszając coraz to nowe "koleżanki", zazwyczaj poznane w jakimś klubie.

Tej soboty było tak samo. Wypatrzyłem w klubie zgrabną blondynkę, a jako że nigdy nie byłem nieśmiały, podszedłem i zagadałem. Blondynka też była usposobiona towarzysko. Dowiedziałem się, że ma na imię Anka i jest na trzecim roku jakiejś tam filologii. Więcej informacji nie potrzebowałem do szczęścia. Sporo wypiliśmy, dużo tańczyliśmy, aż w końcu zgodnie zdecydowaliśmy, że idziemy do mnie. Będąc w mieszkaniu, szybko przystąpiliśmy do konsumpcji świeżo zawartej znajomości. Było całkiem fajnie, kiedy nagle Anka zaczęła krzyczeć, że mam przestać, bo ją strasznie boli brzuch. Kiedy z niej zszedłem zauważyłem, że krwawi. Była cała spocona i dziwnie oddychała. Płakała, żebym jej pomógł, a chwilę później straciła przytomność. Byłem mocno nawalony i nie myślałem racjonalnie. Byłem pewien, że byłem niedelikatny i coś jej uszkodziłem w środku. Mało sam się nie popłakałem. W panice wybrałem numer pogotowia i zacząłem krzyczeć, że uprawiałem seks z dziewczyną i coś jej zrobiłem, bo jest nieprzytomna i krwawi. Bardzo szybko przyjechała karetka i radiowóz. Zdołałem się opanować na tyle, żeby opowiedzieć ratownikom co się wydarzyło. Ankę zabrało pogotowie, mnie policja. Wzięli mnie na badanie krwi, a potem na komendę. Cały czas powtarzałem, że nie chciałem jej nic zrobić, więc stwierdzili, że przesłuchają mnie jak wytrzeźwieję i jak będą mieć jakieś wiadomości ze szpitala, co z Anką.
Byłem przerażony. Bałem się, że dziewczyna umrze, a mnie wsadzą za zabójstwo.

Dopiero w niedzielę wieczorem ktoś się mną zainteresował. Policjant powiedział, że jestem wolny. Nic Ance nie zrobiłem. Była w ciąży pozamacicznej, o której nie wiedziała. Pękł jej jajowód. Na szczęście szybko trafiła na stół operacyjny i lekarzom udało się ją uratować. Jak się wybudziła, to powiedziała lekarzom, że nic jej nie zrobiłem i że poszła do mojego mieszkania i uprawiała ze mną seks z własnej woli.
Czyli nie tylko jej nie skrzywdziłem, ale w zasadzie to uratowałem życie, dzwoniąc po karetkę. Poczułem niesamowitą ulgę. Nie mogłem uwierzyć, że to się tak skończyło.

Kilka dni później odwiedziłem Ankę w szpitalu. Podziękowała mi i przeprosiła, że przez nią znalazłem się w tak nieprzyjemnej sytuacji. Nie miałem do niej żalu. Przecież byłem pijany, napalony i sam do niej podbiłem, a ona nie wiedziała o tej ciąży.

Nie zostaliśmy parą. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Nie wiem jak jej, ale mnie na bardzo długo odechciało się imprez i przygodnego seksu.

#t9eL8

Kilka lat temu byłam w bardzo dziwnym związku. Przez pewien czas było pięknie i kolorowo, a następnie tragicznie - i tak w kółko. Głównym powodem naszych kłótni był alkohol, po którym mój chłopak robił się bardzo agresywny, wiecznie oskarżał mnie o zdrady, co skutkowało tym, że nie pozwalał spotykać mi się ze znajomymi (jeśli nawet gdzieś wyszłam, to śledził mnie lub wydzwaniał, bo przecież mogłabym go zdradzić...).

Pewnego dnia miarka się przebrała, zwyzywał mnie od najgorszych i zaczął mnie szarpać, co spowodowało siniaki na moim ciele, następnie zaczął się śmiać i stwierdził, mi się należało...
Miarka się przebrała. Po tym incydencie stwierdziłam, że pierwszy i ostatni raz facet podnosi na mnie rękę i postanowiłam zakończyć ten związek, bo uważam, że skoro facet podniósł raz rękę, to zrobi to ponownie.

Przez dobre pół roku błagał o przebaczenie, warował pod moim domem, pisał jak bardzo mnie kocha, a gdy nie odpisywałam pisał, jak bardzo mnie nienawidzi, dzwonił kilkadziesiąt dziennie. Chciałam zgłosić to jako stalking, ale wiedziałam, że w polskim systemie prawa i tak to nic nie da.

Po ciągłym napastowaniu byłam na skraju załamania nerwowego, więc postanowiłam się zemścić. Wybrałam z Google najpiękniejsze zdjęcia audi i wystawiłam w cenie o kilka tysięcy mniejszej niż najtańszy samochód z tego rocznika na bardzo znanej stronie z ogłoszeniami, podając jego numer telefonu. Wiedziałam, że były nie może go zmienić, gdyż jest to jednocześnie jego prywatny i służbowy numer.

Telefony się rozdzwoniły, już pierwszego dnia miał 200 połączeń, a ogłoszenie było ważne przez 2 tygodnie. Skąd to wiem? Bo głupek napisał o tym na fejsie. A najlepsze jest to, że nie wpadł na to, że to ja. No i przez chwilę w minimalnym stopniu mógł się poczuć jak ja, ale przynajmniej od tego czasu miałam spokój.

#fR9DT

Dziś są moje urodziny, więc moja siostra, która niestety nie grzeszy inteligencją, zamówiła ciasto z bezami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie trzy drobne szczegóły.
Po pierwsze – pracuję w cukierni i okazało się, że właśnie w niej zostało złożone to zamówienie, więc osobiście musiałem nakładać na wypiek bezy i zrobić napis „Wszystkiego najlepszego, Łukasz!”.
Po drugie – siostra wydała niedawno sporo pieniędzy na maszynkę do suszenia pomalowanych paznokci, więc postanowiła pożyczyć ode mnie kasę na ciasto z bezami, które sam przygotowałem.
Po trzecie – K#rwa! Nienawidzę bez!

#sx3pP

W egzystencji płodowej walczyłam o możliwość wyjścia na świat, gdyż moje życie było zagrożone, wręcz wisiało na włosku. Udało mi się zapobiec najgorszemu tylko ze względu na moją wrodzoną zaradność i pomysłowość w kwestii rozwiązywania problemów.

Otóż byłam poważnie okręcona pępowiną, która perfidnie zaciskała mi się na szyi. Lekarz prowadzący był na tamtym etapie rozwoju medycyny bezradny, nawet nie próbował martwić mojej mamy, więc ta chodziła sobie spokojnie całą ciążę, nie będąc niczego świadomą. Przy porodzie lekarz był bardzo zaskoczony, gdy zobaczył mnie, wychodzącą na świat z rączką do góry. Stwierdził, że poradzę sobie w życiu, bo nie każdy płód wpadłby na to, by włożyć sobie rękę pod pępowinę okręcającą się na szyi i asekurować się przed niedotlenieniem i, co za tym idzie, kalectwem. Brawo ja!

PS Dalej trzymam prawą rękę tuż przy szyi, kiedy zasypiam.

#zxZkh

Zajmuję się sprzedażą elektroniki. Któregoś dnia przyszło do mnie starsze małżeństwo, na oko wiek 70+. Celem ich wizyty był zakup tabletu. Moi klienci wcześniej nie mieli do czynienia z tego typu urządzeniem, zatem długo wyjaśniałem im i pokazywałem co i jak. Mimo pytań typu "Ile kosztuje zrobienie jednego zdjęcia?" zaimponowało mi, że nie odcinają się od rozwoju technologii i dzisiejszej elektroniki. Tablet został zakupiony. 

Następnego dnia starsi państwo wrócili, by nabyć antywirus, bo słyszeli, że "ktoś im może coś ukraść". Po zainstalowaniu, pytam starszego pana jakie chce mieć hasło do antywirusa - "123456, aby było łatwo zapamiętać, bo wie pan, w moim wieku...". Po wyjaśnieniu jeszcze kilku kwestii pożegnaliśmy się.

Kolejnego dnia znowu przychodzą, lekko zaniepokojeni: "Proszę zmienić to hasło, bo jest za łatwe, jeszcze ktoś się nam włamie". Po dokonaniu zmiany spędziłem chwilę na słuchaniu, jak fantastyczne jest to urządzenie i jak wiele ma możliwości. Starsi państwo przez kilka dni nie pokazali się ponownie. 

Przechodząc do meritum opowieści - tym razem przychodzi tylko starszy pan. Jest trochę skrępowany. Witając się z nim pytam, co się stało. Mężczyzna bardzo nieśmiało mówi, że ma nietypową prośbę. "Bo wie pan... w tych googlach, co mi pan pokazywał, że wszystko znajdę... Z ciekawości wpisałem ''filmy erotyczne'' i teraz ciągle się to wyświetla, a ja nie wiem jak to skasować, a przecież z żoną razem korzystamy z tabletu".

Kryjąc rozbawienie, a także będąc pełen podziwu wobec jego szczerości, usunąłem troszeczkę zbereźną historię przeglądarki oraz nauczyłem starszego pana, jak włączyć okno incognito, gdyby chciał coś jeszcze "z ciekawości" sprawdzić.

#EKoG4

Kiedy miałam kilka lat, bardzo nie lubiłam chodzić do przedszkola, niejeden raz chowałam gdzieś worek z butami na zmianę i myślałam, że w ten sposób przechytrzę mamę i nie będę musiała odwiedzać tego okropnego miejsca. Niestety to nie działało.

Pewnego ranka wpadłam na inny pomysł. Mój tato jest policjantem i akurat tego dnia zapomniał ze sobą kajdanek, co mu się nigdy wcześniej nie zdarzało. Uznałam, że idealnym pomysłem będzie założenie ich sobie na nogi. Tak też zrobiłam. Okazało się, że ojciec kluczyk od kajdanek miał przy sobie w pracy. Mama wzięła w pracy urlop na żądanie, aby się mną zająć. I tak oto spędziłam cały dzień z kajdankami na nogach oglądając bajki, a historia jest regularnie wspominana w mojej rodzinie. Dziś mam 20 lat i niczego nie żałuję. 

PS. Ojciec już nigdy więcej nie zapomniał kajdanek.

#18HQb

Poznałem moją żonę ponad 3 lata temu, zawróciła mi w głowie, po roku się oświadczyłem, po dwóch latach byliśmy już małżeństwem. Zaraz po ślubie coś zaczęło się zmieniać i przestała być tą kobietą z którą się ożeniłem. Przed ślubem kochaliśmy się codziennie, po ślubie raz, dwa w tygodniu, a ostatnimi czasy raz, czasem dwa w miesiącu, mało tego, stała się tak leniwa w łóżku, że to ja odwalałem całą robotę. Ona leżała i czekała aż skończę i dodatkowo miała pretensje, że ja pierwszy dochodziłem.
Robiłem tak, ponieważ nauczony doświadczeniem, poszedłem po rozum do głowy. Kiedy ją doprowadzałem pierwszą, mówiła, że już nie ma ochoty i szła spać, pozostawiając mnie rozgoryczonego. Żadne proszenie, tłumaczenie, rozmowy, nie pomagały. Chciałem iść z nią nawet na terapię małżeńską. Nie chciała. Nie mówiąc już o tym, że przytyła 10 kg. Nie wygląda jeszcze źle, ma trochę pełniejsze kształty, ale już jest na granicy. Kolejne 5 kg będzie już źle wyglądało.

Nie miałem zamiaru dłużej marnować sobie życia i zdrowia psychicznego. Dałem jej ultimatum, albo wszystko wróci do normy i będzie jak przed ślubem, albo ja sobie znajduję kochankę, bo nie będę tolerował braku seksu w małżeństwie. Jeżeli się nie zdecyduje na żadną z opcji, to chcę rozwodu. Były łzy, krzyki, wyzwiska. Ale swoim wyborem pokazała mi, że ożeniła się ze mną z rozsądku, a to co było przed ślubem było znakomitą grą aktorską.

Mam kochankę. Ona pewnie też kogoś ma. Na chwilę obecną już coraz mniej łączy mnie z własną żoną. Coraz mniej czasu spędzam w domu. Ona doskonale zdaję sobie sprawę, że ja się oddalam i że to kwestia czasu, aż wniosę o rozwód i nagle zechciała naprawiać nasze małżeństwo. Nagle znów stała się miła, uczynna, chce się ze mną kochać. Boi się zostać z niczym. Jej problem, że ja już nie chcę, boję się, że złapie mnie na dziecko. Nie mam zamiaru niczego naprawiać. Podjąłem decyzję i po nowym roku będę chciał rozwodu. Mam dług wdzięczności wobec rodziców, tylko dzięki ich naciskom podpisaliśmy z żoną rozdzielność majątkową. Ja byłem zaślepiony miłością, a oni trzeźwo patrzyli na to co robię z boku.

#yoyOa

Moja babcia i dziadek od zawsze mieszkają na wsi. Mają duże gospodarstwo. Długo mieli trzy krowy. Postanowili sprzedać dwie, jedną sobie zostawić. Niedługo po tym krowa, którą zostawili "zachorowała". Nie chciała nic jeść, pić, ciągle ryczała, była niespokojna. Nie pomogły zastrzyki, leki, badania. Uspokajała się tylko, gdy ktoś był blisko niej.

Po dwóch tygodniach leczenia, babcia stwierdziła, że jeżeli uspokaja się, gdy ktoś jest w stajni, to znaczy, że brakuje jej towarzystwa. Postanowiła wypchać ubrania słomą, tworząc ludzika, który stał blisko krowy, na głowie miał kapelusz. Włączyła również radio, które grało w stajni całymi dniami i nocami. Nagle wszystkie choroby przeszły. Krowa zaczęła jeść, pić i szczęśliwie wyzdrowiała :)

Morał z tego taki, że każdy do szczęścia potrzebuje mieć kogoś bliskiego ;)

#Pm9Y4

Każdy student wie jak to jest z osobami pracującymi w dziekanacie. Tytuł magistra broniłam kilka lat temu we wrześniu. Na początku września zmieniłam nazwisko z powodu wyjścia za mąż. Udałam się do dziekanatu, by prosić o zmianę nazwiska w Usosie, by na dyplomie widniało już nowe nazwisko. 

Tydzień przed obroną zauważyłam, że moje nazwisko zostało przekręcone. Więc dzwonię wyjaśniać tę sprawę - nazwisko poprawione. Po miesiącu po obronie dyplom był gotowy do odebrania. Udałam się szczęśliwa do dziekanatu po odbiór. Kobieta szuka, szuka, w końcu znalazła:
- Proszę, to pani dyplom.
- To nie jest mój dyplom.
- Jak nie jak tak, dane się zgadzają! 
- A czy ja wyglądam tak jak na zdjęciu? 
- No nie...

Okazało się, że na mój dyplom zostało przyklejone zdjęcie innej dziewczyny.
Po miesiącu idę kolejny raz. Nazwisko - zgadza się. Zdjęcie też. Ale znów nie odebrałam... Dlaczego? Bo zamiast roku obrony 2015 wpisane było 2012. Zdenerwowana wychodzę z dziekanatu, no bo ile można?! Gdy ochłonęłam, zadzwoniłam kolejnego dnia do kierownika dziekanatu ze skargą. Kierowniczka mnie wysłuchała i przeprosiła, obiecała, że zaraz coś będzie w tej sprawie robiła i będzie ze mną w kontakcie telefonicznym. Pół godziny później zadzwonił chłopak, który jest pracownikiem dziekanatu i jest odpowiedzialny za dyplomy. Doszło do tego, iż sam osobiście do domu przywiózł dla mnie dyplom oraz papiery do podpisania :)

Czuję się jak Chuck Norris - jestem tak zajebista, że to dziekanat przyjeżdża do mnie :).
Dodaj anonimowe wyznanie