#3Rte9

Zeszłoroczna zima, ja lat naście, mój pierwszy raz na łyżwach. Wchodzę na lodowisko. Każda z nóg biegnie w innym kierunku, w dodatku reszta ciała wygina się na wszystkie strony w poszukiwaniu równowagi. W końcu OK. Stanie na lodzie opanowane. Czas na jazdę. Trzymam się barierki. Nie jest źle. A nawet idzie mi coraz lepiej. Wyjeżdżam na środek lodowiska, niech patrzą. Jadę z uśmiechem, że w ogóle jadę, aż tu nagle pojawia się przeszkoda. Jakiś mężczyzna kuca i poprawia łyżwy swojemu dziecku. Jeszcze nie opanowałam sztuki skręcania, trzeba działać inaczej. A nie... hamować też nie potrafię...
Co było robić? Spanikowana wskoczyłam temu facetowi "na barana".

Dobrze, że mamy zdalne nauczanie, bo ten pan uczy w moim liceum i jak się okazało, doskonale mnie pamięta.

#LGdnp

Sytuacja sprzed paru tygodni. Moja siostra niedawno przeprowadziła się do miasta, w którym studiuję. Świetna sprawa, bo widujemy się często, a kontakt mamy bardzo dobry.

Pewnej soboty umówiłam się ze znajomymi na alkoholizację, ale po skończonym piciu miałam pojechać do siostry (na drugi koniec miasta) na noc. Dzwonię do niej i pytam, czy mam przyjechać od razu do jej mieszkania, czy złapiemy się niedaleko jej znajomych, bo też pech chciał, że siostra umówiła się "na jedno piwko". Stanęło na tym, że mamy się spotkać w jej mieszkaniu...

Czekam więc już zadowolona na nią, ale siostry ni widu, ni słychu. No nic, zadzwonię:
- Gdzie jesteś?
- K***a, w zły autobus wsiadłam. - słyszę.
- Wysiadaj na następnym przystanku, będziemy szukać innego dojazdu.

No okej, plan zacny, ale kontakt nam się urwał na następne 30 min, lekko wystraszona dzwonię znowu:
- Jedziesz już?! - pytam.
- Taaaaak, dwaj panowie mnie podwożą...
W głowie tysiąc myśli, moja siostra to idiotka, z nieznajomymi wsiada do samochodu. Pytam wkurzona:
- Boże, spisałaś chociaż numery? Jak mam cię potem znaleźć, debilko?
Na co siostra rozanielonym wesolutkim głosem do panów z samochodu:
- Hihihihi, panowie siostra pyta, czy spisałam numery.
Nie no, za wiele tego, serce mam w gardle, przed oczami pogrzeb siostry, ale uspokoiła mnie:
- Spokojnie, Olcia, nie martw się, nic mi nie będzie, nie mogę rozmawiać, bo panowie są na służbie.

Dobra, lekko się uspokoiłam, wraca z Panami Bagietami, nie jest źle. Po godzinie w końcu przychodzi cała i zdrowa do domu, pytam kontrolnie: "Z policją do domu wracałaś?". Odpowiedź godna 30-letniej siostry: "Gorzej, młoda, śmieciarką".

#Yn41A

Mój tata przez wiele lat był w wojsku - stopień starszy chorąży. W 2002 lub 2003 roku rozwiązano kilka jednostek wojskowych w całej Polsce, między innymi jednostkę, w której pracował tata. W związku z tym, że zwolnili wielu zawodowych żołnierzy, nie dla każdego znalazło się miejsce w innych, działających jednostkach. Mój tata nie miał szczęścia i wylądował na bezrobociu.

Rano. Tata miał w czymś pomóc mamie, a facet jak to facet - lubi czasem pospać :) Więc mamuśka wpada do sypialni i stara się go obudzić: "Marek, wstawaj... Marek! Marek, wstań wreszcie...". Jako że tata ma mocny sen, mama mogłaby tak stać nad nim cały dzień. W końcu nie wytrzymała i wrzasnęła: "CHORĄŻY XXX, BACZNOŚĆ!!!".

W życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się obudził i wyskoczył w wyra! :D

#2UVk4

Typowa niedziela - oczywiście w pracy. Korpobiznes musi się kręcić non stop. Tłumy klientów walą drzwiami i oknami, czasami się zastanawiam, czy mi by się chciało spędzać wolny czas chodząc po biurach (nie, nie pracuję w sklepie).

Przechodząc do rzeczy. Siedzę sobie w świecie wirtualnych pieniążków, gdy nagle wchodzi starsza pani z portierni na dole. Kobiecina zmęczona życiem, ale zawsze bardzo uśmiechnięta. Nie, nie zawsze odwzajemniam jej uśmiech. Czasami po prostu wkurza mnie, że zawraca mi głowę, żeby coś skserować, policzyć, napisać, gdy i tak robota pali mi się w rękach. Patrzę na nią i myślę: "O nie! Znowu będzie mi tyłek zawracała".

Pani uśmiechnęła się tylko, a ja najuprzejmiej jak mogłam spytałam się, czy czegoś jej nie potrzeba. Patrzę, a ona mi kładzie czekoladę na blat. Od razu zaczęłam mówić, że nie potrzebuję, że nic takiego nie zrobiłam, a ona tylko: "Bo pani zawsze taka miła dla mnie jest".

Kopara mi opadła. Wiem, ile ta kobiecina zarabia (na taką czekoladę musi pracować prawie godzinę), więc kazałam jej czekać przy biurku i poleciałam na zaplecze. Pamiętałam, że kiedyś opowiadała mi, że ma wnuka. Dziś mój bratanek miał urodziny i miałam dla niego dużego pluszowego misia - niewiele myśląc spakowałam go w firmową torbę i dałam tej pani (chrześniakowi jeszcze zdążyłam coś kupić po pracy). Od razu zaczęła na mnie krzyczeć, że to za drogie itp. Powiedziałam, żeby się nie denerwowała, bo przecież to dla wnuka, nie dla niej. I nagle pojawił się na jej twarzy najpiękniejszy uśmiech na świecie!

Ta czekolada to był chyba najlepszy prezent jaki dostałam - totalnie bezinteresowny i miły (zwłaszcza że wiem, że pani z portierni lekko nie ma).

#DaTNq

Pracuję w zakładzie pogrzebowym już od kilku lat, wiele pogrzebów widziałem, wiele tragedii i łez, ale ostatnia sytuacja mnie rozwaliła.

Pewna kobieta chowała synka, chłopiec miał 7 lat, od kilku mocno chorował. Kobieta całą mszę stała przy trumnie i płacząc głaskała swego syna po twarzy i rękach. Nie powiem, wstrząsający widok. Msza skończona, ostatnie pożegnanie za nami, powoli już kończymy ceremonię. W momencie opuszczania trumny usłyszeliśmy, jak kobieta mówi przez łzy "a ty tak bardzo chciałeś zobaczyć śnieg w tym roku"... I wtedy, jak na zawołanie, zaczął prószyć śnieg.

Ja wiem, że to pewnie zwykły przypadek, ale i tak nie spałem dobrze tamtej nocy ani przez kilka kolejnych. Ciągle o tym myślę.

#ZDTAQ

Problem nie należy do największych, ale niektórym niszczy życie.

Odkąd skończyłam 13 lat, zmagam się z trądzikiem, wypryskami czy naczynkami. Obecnie mam 19 lat, z biegiem czasu wyglądam faktycznie lepiej, jednak nie tak jakbym tego chciała. Byłam u dermatologa, jednak z uwagi na moje problemy z żołądkiem nie mogłam brać leków, stosowałam maści, które dawały chwilowy efekt gładkiej cery. Miałam zabiegi kwasowe i wiele wiele innych kosmetycznych. Wydałam na to bardzo dużo kasy. Codziennie nakładam na twarz ok. pięciu specyfików, dwa razy dziennie. Znam osoby o podobnych problemach i wiecie co? To nasz problem, owszem, ale większym problemem jest niezrozumienie.

Taka cera rodzi kompleksy, dlatego codziennie nakładam grubą warstwę makijażu (od kolorowych korektorów po parę warstw podkładu i pudru), który wielu osobom nie pasuje. Muszę wstawać godzinę wcześniej niż reszta, by sobie z tym poradzić, a jednak słyszę, że noszę zbyt dużo makijażu, jestem plastikiem, robię sobie krzywdę i jestem sztuczna. OK, ale gdy tylko pójdę do sklepu po bułkę bez grama makijażu, to słyszę "O fuj, co to? Jesteś chora? Idź do lekarza, kup maść, okropne". Zdarzało się nawet tak, że ktoś podszedł i powiedział, że to odrażające i że dzieci to widzą...

Marzę, żeby ludzie nie oceniali po wyglądzie, albo przynajmniej powstrzymali się od komentarzy typu "tapeciara". Są kobiety, które faktycznie nie potrzebują dużo makijażu by być piękne i są takie, które tylko dzięki niemu mogą się piękne poczuć. Dlatego powinno się pozwolić innym decydować o tym, co dla ich cery dobre, bo być może oni dobrze się z ową "tapetą" czują.

#0OsMP

Pewnego razu do naszego schroniska zgłosili się chętni do adopcji psa. Dresik (napakowany i 2 m wzrostu) ze swoją dziunią chcieli jakieś "potężne" zwierzę, owczarka albo co... Wyszli ze schroniska ze szczeniakiem mieszańca - wyglądało toto jakby jakiś trochę większy pies wyłomotał shih tzu.

Dresik oglądając psy w pewnym momencie spojrzał w głąb klatki, gdzie leżała ta kupka nieszczęścia. Piesek popatrzył na niego i zaskomlał... i to był koniec. Nieważne, że dziunia próbowała go przekonać, że z takim czymś to na dzielni się przecież nie pokażą... Miał to gdzieś. Jak wziął psa na ręce, ten go polizał po dłoni, to widać było po jego wzroku, że cała dzielnica może go w du.. pocałować!

#q4hJG

Jestem położną. Po jednym z porodów jeden z dowcipnych lekarzy przyszedł, aby zszyć tzw "uszkodzone podwozie". Zajęłam się przygotowywaniem zestawu, uzupełnianiem dokumentacji. Doktor rozmawiał sobie z ojcem dziecka, ale szczerze mówiąc nie skupiałam się na ich dialogu. W pewnym momencie usłyszałam swoje imię, więc uznałam, że to czas, aby zabrać z sali męża pacjentki, coby nie miał traumy do końca swoich dni. Odwracam się więc i z najszczerszym uśmiechem, jaki zdołałam wywołać u siebie po 11 godzinach pracy, mówię:
- Zapraszam pana, pójdziemy sobie teraz na chwilkę, obejrzymy go razem dokładnie (miałam na myśli rzecz jasna noworodka). Jestem pewna, że jest śliczny! :)

Facet zbladł, doktor o mało nie przewrócił stolika z narzędziami. Jedynie ja w całej tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Okazuje się, że dowcipny doktorek, chcąc rozładować napięcie, pozwolił sobie zażartować i całkiem poważnym głosem oznajmić panu, że w ramach specjalnego programu, w którym nasz szpital bierze udział, dbając o satysfakcję pacjentki i jej partnera dostosowujemy "rozmiar do możliwości", z tym że najpierw musimy sprawdzić, jak dużo zszywać :D Biedny facet we wszystko uwierzył, a na dodatek na pytanie skierowane do mnie: "Prawda, pani X? Zajmie się tym pani?", wypaliłam ze swoim, wyżej zacytowanym, mistrzowskim tekstem :)

Śmiechu było co niemiara, szycie przebiegło błyskawicznie, a od ojca dzieciaczka dostałam bukiet kwiatów z bilecikiem: "Dziękuję, że jednak nie musiałem się rozbierać. Ale niech mi pani uwierzy na słowo - jest śliczny! ;)".

#oRGP6

Mój chłopak to przytulas, ponadto często mówi mi, jak bardzo mu na mnie zależy. Jednak jeśli miałabym wybrać najsłodszą rzecz, jaką kiedykolwiek od niego usłyszałam, byłoby to: "Spałem po twojej stronie łóżka, żeby ci było ciepło, jak pójdziesz spać" - powiedział to zaspany, przesuwając się na swoją stronę łóżka, gdy chciałam do niego dołączyć.

Właśnie takie małe rzeczy pokazują, że komuś zależy :)

#SMQab

Moi rodzice poznali się, gdy byli młodzi. Moja mama była piękną dziewczyną, więc nic dziwnego, że tata zakochał się w niej od razu. Gdy ona miała 19, a on 24 lata, wzięli ślub. Huczne weselisko, obie rodziny się cieszą. Mama przeprowadza się do taty na Śląsk i zaczynają wspólne życie.

Po jakimś czasie zaczynają myśleć o dzieciach. Mija czas, a dzieci nadal nie ma. Zaczynają się martwić. I tu zaczyna się: wizyty u lekarzy, specjalistów, diagnozy, leczenie. To wszystko trwało lata. Ostatecznie mama usłyszała diagnozę: "Nie może mieć pani dzieci". Nie muszę wspominać, że był to dla nich cios? Osobista tragedia dwojga ludzi. Jednak moi rodzice się nie poddali. Po wielu przemyśleniach postanowili: adopcja. Bardzo pragnęli obdarzyć miłością jakąś małą istotkę. Przeszli całą drogę adopcyjną i wreszcie otrzymali odpowiedź: dwumiesięczna dziewczynka. Tak, to byłam ja :) Łzy szczęścia. W końcu mają dziecko. Zawsze powtarzają, że jestem dzieckiem wymodlonym. Jednak tu nie kończy się historia. Po tym, jak mnie dostali, mama zaszła w CIĄŻĘ! Między mną a bratem jest rok różnicy. Lekarze byli w szoku, widząc moją mamę w stanie błogosławionym. Mój brat jest cudem, a ja sprawcą tego cudu - tak powtarzają rodzice.
Dodaj anonimowe wyznanie