#6Ya3d

Znacie ten typ ucznia: najlepszy w klasie, prymus, świetne oceny, pupilek nauczycieli, uczestniczy w każdym konkursie. Część osób w klasie lubi taką osobę, a część nie.

Opisałam właśnie siebie. Całą podstawówkę i gimnazjum taka właśnie byłam. "Prymuska", "najlepsza uczennica" - to słyszałam. Nawet to lubiłam. Większość dnia spędzałam na nauce, nawet po lekcjach. Uwielbiałam zostawać po lekcjach w szkole na dodatkowych kółkach czy przygotowaniach do konkursów.

Nikt nie wie, że robiłam to tyle lat tylko po to, żeby jak najmniej czasu spędzać w domu. Choć nie było alkoholu czy przemocy, ja się bałam. Wiedziałam, że znowu mama na mnie będzie krzyczeć. Mówić, że jestem beznadziejna. Ciągle zwiększała wymagania wobec mnie. Chore wymagania.

Byłam dobra tylko wtedy, gdy wygrywałam konkursy. Poza tym nigdy nie odczułam czułości w stosunku do mnie. Nigdy mnie nie przytuliła. Za to jej krytyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat.

Najbardziej nienawidziłam, gdy chwaliła się mną przed znajomymi i rodziną. Hipokrytka. Wtedy byłam dobrą córką. A po powrocie do domu - "leniwym pasożytem".

#FT2p6

Zawsze wiedziałem, że wyglądam staro jak na swój wiek (mam 17 lat od miesiąca), ale nie sądziłem, że aż tak.

Dzisiaj w kolejce w sklepie, podczas kupowania alkoholu, pani poprosiła 24-letniego studenta (znajomy), który stał przede mną, o dowód. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież może młodo wyglądać, ale mnie nie poprosiła. Co gorsza - opowiadała mi jak to teraz musi sprawdzać te dowodziki, bo młodzież często wygląda na starszą i marzy o tym, żeby przed 18 kupić alkohol.
Nawet nie wiecie jak głupie to było uczucie.

#pjBiW

Jakiś czas temu znajomy wstąpił do klubu "trafiłem 6 w lotka". Specjalnie się nie chwalił, ale jego rodzina i najbliżsi znajomi wiedzieli. Nie szalał z kasą - wyremontowali dom, wykupili wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie coby zaszaleć, a resztę kasy - do banku. Stwierdzili, że mają całkiem niezłe prace z zadowalającą pensją - może fajerwerków nie ma, ale na dostatnie życie wystarczało, więc kasa poczeka w banku, jak będzie naprawdę potrzebna....
Wczoraj zadzwonił do mnie "Cho na browara.... muszę spuścić parę". No i siedzimy przy zimnym złotym, a on mi się żali, że do du... z taką wygraną... Jak tylko wrócili z wycieczki, to się zaczęło - a to rodzice potrzebują mieszkanie odremontować (to akurat opłacił - rodziców kocha), ale już że kuzyn potrzebuje samochód, przydałoby się kupić iPhone'a na urodziny siostrzenicy, szwagier ma pomysł na biznes, tylko żeby mu dać kasę na niego, a jakiś inny pociotek potrzebuje dla córki na studia... Codziennie dzwonią do niego bliżsi i dalsi krewni (których mętnie kojarzy z jednego spotkania gdzieś tam) z pomysłami na to, jak wydać jego kasę. W dodatku jak wcześniej był taką wyblakłą czarną owcą rodziny, bo syn lekarzy poszedł w informatykę, więc to jakiś "przegraniec", to teraz jest zapraszany na wszelkie urodziny, śluby czy inne święta przez kogo się da.... A jak odmawia, to od razu foch i obrabianie mu dupska u wszystkich. Podobno najśmieszniejszy był jakiś kuzyn, siódma woda po kisielu, który na odpowiedź, że nie przyjedzie na drugi koniec Polski na urodziny jego córki (bo ich raz w życiu na pogrzebie rodzinnym widział), stwierdził "To przyślij chociaż prezent"...

Coś w tym jest, że "pieniądze szczęścia nie dają" (chociaż przyjemniej jest płakać w najnowszym modelu Mercedesa).

#czlUO

Pewnie uznacie mnie za dupka, ale muszę to z siebie wyrzucić. Ogólnie nie lubię niesprawiedliwości i o tym jest to wyznanie.

Poprzedni rok studiów, egzaminy w trybie zdalnym. Jak się domyślacie, zdecydowana większość ściągała na potęgę. Mieli nawet grupkę na discordzie. Wiem to z konwersacji grupowej.

Coś we mnie pękło. Po pierwsze, studiujemy dość poważny kierunek związany z pomocą ludziom, więc dobrze by było, gdyby te studia kończyły osoby, które nabyły wiedzę, a po drugie ściąganie zawsze jest nieuczciwe, choćby i egzamin nie miał znaczenia.

Poczekałem do końca egzaminów z wszystkich przedmiotów i porobiłem screeny rozmów z messengera. Wcześniej również rejestratorem ekranu nagrałem rozmowę na discordzie, a egzaminy rozwiązywałem sobie na komórce.

Poszedł anonimowy mail do rektora.

Oczywiście wszyscy musieliśmy pisać od nowa. Przez pandemię robiliśmy to w grupkach po 10 osób. Grupa wkurwiona, ale nikt się nie domyśla, że to ja.

#8Ral9

Moi rodzice chcieli wymienić w łazience kran. Kupili taki zwykły, odkręcany z oznaczeniem H i C. Jak weszłam zobaczyć jak wygląda, oświeciłam ich, że źle przymocowali kurki. Po wytłumaczeniu mojej rodzicielce iż C to cold i znaczy zimna, a h - hot i oznacza gorącą, wpada mój tata. Więc mówię do niego:
- Tato, na odwrót przykręciłeś kurki, po prawej jest ciepła, a po lewej zimna.
- Co ty wymyślasz, dobrze jest!! C jak ciepła i H jak chłodna!!

Leżę i nie wstaję.

#SXtlG

Wigilia.
Moje życie zaczęło się wreszcie układać. Po latach męczarni, płaczu, depresji jestem szczęśliwym człowiekiem.
Aby to "uczcić", na plecach wydziarałam sobie wielkie skrzydła. Coś, co podniosło mnie z dołka.
Rodzina nie wiedziała o tym aż do świąt, kiedy to miałam na sobie sukienkę z szerokim dekoltem i tatuaż lekko wystawał z tyłu.
Oczywiście zaczęło się gadanie z każdej strony. "Będziesz żałować", "coś ty zrobiła", "znudzi ci się" oraz słynne "jak ty będziesz wyglądać na starość".
Wtedy po raz pierwszy odezwał się dziadek, siedzący naprzeciwko mnie.
- Jak to jak? Zajebiście.


Kocham Cię, dziadku :')

#kgTGc

Ludziom nigdy nie dogodzisz.

Gdy w Polsce wybuchła afera związana z aborcją, jednym z argumentów za jej zakazem był "przecież można urodzić i oddać! Istnieją przecież domy dziecka i okna życia". Takie opinie często słyszałam też w mojej rodzinie.

Ostatnio na świątecznym zjeździe familii od popitych wujków dostałam pytanie, kiedy i ja zostanę matką (chodź dopiero skończyłam 19 lat). Odpowiedziałam, że za kilka lat może i zdecyduję się na dziecko, ale nie będę go rodzić, gdyż wolę zaadoptować. No i dramat. Bo jak to tak? Zdrowa jestem, to czemu mam brać "cudze" dziecko pod swój dach? Czemu nie urodzę?

A najgłośniej krzyczały te ciotki, które niedawno tak przeklinały aborcję i wychwalały adopcję jako alternatywę.

#CLFDG

Lata 90. XX wieku.
Miałem 12-13 lat, mieszkałem w bloku czteropiętrowym. Miałem sąsiadkę w moim wieku, z którą bawiłem się po lekcjach.
Pewnego dnia przybiega do mnie Ania z płaczem, że leci jej krew z dołu.
Nasi rodzice byli pewnie w pracy, więc ja po namyśle zaciągnąłem Anię do przychodni, która znajdowała się bardzo blisko.

Pamiętam, jak wpadliśmy do przychodni z płaczem, że Ania umiera.
Pan doktor wyszedł z gabinetu po usłyszeniu naszego krzyku.
Jego mina, jak zaczął nam tłumaczyć co to okres... :)

#E4vsr

Znacie pastę "mój stary jest fanatykiem wędkarstwa"? No, to mój stary jest fanatykiem Biedronki...

Zaczęło się niewinnie, około 4 lata temu naprzeciwko bloków, w których mieszkają rodzice, powstała Biedronka. Początkowo tata nie był przekonany do zakupów, do czasu aż w jego ręce wpadła gazetka z promocjami. Od tamtego czasu zakupy robi tylko w Biedronce i tylko w promocji. Jak są w promocji parówki, to potrafi kupić 6 kilogramowych paczek (a mieszka tylko z mamą) i potem żre te parówki cały tydzień albo i dwa, chyba że ucieka data, to każe matce zrobić fasolkę albo bigos, żeby je wykorzystać. Inne produkty tak samo: nie ma promocji na makaron, to z bólem serca kupi paczkę, a potem jak w końcu jest w ofercie parę groszy taniej, to robi zapasy jak dla pułku wojska. Pół zamrażalnika matka ma zawalone różnymi schabami, łopatkami i filetami, bo promocja była i grzech nie kupić. Latem był hałas, bo ojciec dostał info, że z jakiejś tam okazji (chyba Dzień Dziecka) jest promocja na lody, to poszedł i kupił 20 sztuk, a potem nie miał gdzie tego przechować, bo zamrażarka pełna.
Jakiś czas temu matka dzwoniła gdzieś z jego telefonu i zdziwiło ją, że często wydzwania do jakiejś Tereni. Okazało się, że pani Terenia to znajoma starego, pracuje w Biedronce i ojciec jak chce coś z gazetki, to dzwoni i prosi, żeby mu odłożyła to czy tamto, bo raz czy dwa tata się na jakąś promocję nie załapał, więc teraz dzwoni i rezerwuje na przykład 12 kostek masła.
W tym roku ojciec dał wszystkim swoim wnukom po 70 złotych na Gwiazdkę z zastrzeżeniem, że pojadą z nim po świętach do Biedronki i wybiorą sobie zabawki, bo na pewno będą wyprzedaże. A parę dni temu zadzwonił do mnie pochwalić się, że kupił 48 paczek chipsów, bo były "za darmo". Matka zła, bo całą spiżarka w chipsach. Pytam ojca co ma zamiar zrobić z taką ilością chipsów, to jeszcze z mordą na mnie wyleciał, że jak jest okazja, to się wykorzystuje, „synek zobaczysz, jeszcze przyjedziesz do mnie na te czypsy”.
Tak samo było z karpiem za darmo, bananami, jabłkami, maskotkami z różnorakich gangów – rozdają, to się bierze, a potem myśli na ch#$ to komu.

#M9xAj

Zawsze, kiedy szłam do miejscowego kościółka, przechodziłam koło pewnego bloku. Na parterze mieszkała pewna babcia. Wiecie, taka +75 i w dodatku osiedlowy monitoring. Wychylała się z okna, więc ja idąc na mszę nie wiedzieć czemu powiedziałam jej "Dzień dobry", uśmiechnęłam się i poszłam dalej. Potem zastanawiałam się, po co to zrobiłam.
Później sytuacja się powtarzała. Ja idę, witam się i uśmiecham, a babcia odpowiada i też się uśmiecha. Raz mnie zatrzymała i spytała, dokąd ja tak chodzę. Gdy powiedziałam, że do kościoła, zamyśliła się na chwilę i potem spytała o powód moich uśmiechów i przywitań w jej kierunku. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc stwierdziłam, że robię to z grzeczności.
Okazało się, że dla tej pani to było coś więcej niż dla mnie. Dla niej to była radość na cały tydzień. Zrobiło mi się cieplej na sercu.

Ot, zwykła historia o tym, że warto być miłym.
Dodaj anonimowe wyznanie