Byłam wtedy bardzo mała. Strzelam, że miałam jakieś 4 lata. Wujek rozmawiał o czymś z moim tatą, nie wiem czego dotyczyła ta rozmowa. Pamiętam tylko, że w pewnym momencie wujek spojrzał na mnie i powiedział: "Ona jest brzydka".
Prawdopodobnie był przekonany, że nie rozumiem i że tego nie zapamiętam. To moje jedyne wspomnienie z wujkiem.
Wujek umarł dawno temu, miałam wtedy 6 lat. Na jego pogrzebie w głowie krążyła mi jedna myśl: "Dobrze mu tak". Teraz jestem znacznie starsza, ale dalej wkurzam się na samo wspomnienie tego co o mnie powiedział.
Kiedyś, gdy mój brat miał około 4-5 lat, wkurzył się o coś na mamę i stwierdził, że się wyprowadza. Wziął chustkę, włożył w nią kredki, parę klocków i jakiegoś misia, a następnie zawiązał ją na ciupadze.
Wychodzi, po jakichś pięciu minutach wraca, na pytanie mamy "Co, ty już się nie wyprowadzasz?", odpowiedział prawie z płaczem "Nie, bo bałem się przejść przez ulicę".
Taki był z niego buntownik ;)
W wieku 10 lat bawiłam się z bratem w chowanego... mama z tatą pojechali na szybkie zakupy świąteczne i byliśmy sami w domu, więc mogliśmy chować się wszędzie tam, gdzie normalnie rodzice nie pozwalają.
Była moja kolej by się ukryć, więc szybciutko pobiegłam do łazienki i z racji tego, że byłam bardzo drobna jak na swój wiek, to schowałam się w pralce. Owinęłam się wszystkimi brudnymi ubraniami, żeby jeszcze ciężej było mnie znaleźć... I nie... nikt mnie nie wyprał ani nie zaklinowałam się, stało się coś o wiele gorszego.
Moi rodzice wrócili do domu i najpierw do łazienki weszła mama. Ja w totalnym bezruchu nie zdradzam mojego położenia, myślę sobie "jak teraz dowie się, że tu jestem, to wyda mnie bratu i w dodatku dostanę ochrzan". Więc siedzę tam dalej, gdy do łazienki wchodzi tata i zamyka za sobą drzwi. Ja oczywiście wszystko bacznie obserwuję... A tata najpierw zdejmuje mamie bluzkę, potem spodnie... Siedziałam tam dobre 20 minut, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Po tym, jak skończyli, grzecznie zaczekałam aż wyjdą, odczekałam jeszcze chwilę i wymknęłam się niepostrzeżenie z łazienki.
Mojego brata oczywiście rozproszył film w telewizji... A jaki? "Kevin sam w domu".
Nie mam żadnej traumy czy coś... Nie boję się też pralek.
Ale za każdym razem, gdy w telewizji leci Kevin, mam przed oczami moich rozebranych rodziców widzianych z perspektywy dziecka ukrytego w pralce...
Od 3 lat jestem konsultantem sprzedaży w sklepie dla majsterkowiczów.
Dzisiejszy dzień zapadnie mi w pamięci chyba na zawsze, bo pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, w której klient przyszedł do mnie ze stringami w rękach i powiedział:
- Chcę taki sam kolor farby jak ten.
Parę miesięcy temu znalazłem telefon komórkowy należący do dziewczyny z mojego roku. Urządzenie nie miało żadnej blokady, więc bez trudu mogłem sobie przejrzeć jego zawartość i dzięki temu namierzyć właścicielkę zguby. Żeby tego było mało, w pamięci telefonu było sporo nagich, wyzywających zdjęć tej dziewczyny i przyznam się bez bicia – zrobiły one na mnie duże wrażenie. Smartfon oczywiście oddałem, a Kasia (bo tak się nazywała owa niewiasta) w ramach podziękowań zaprosiła mnie na pizzę. Potem ja zaprosiłem ją do kina i tak już to jakoś wyszło, że zostaliśmy parą.
Spotykamy się już prawie pół roku i jedyny raz, kiedy widziałem Kasię nago, miał miejsce w dniu, w którym przeglądałem zawartość zgubionego przez nią telefonu...
Jestem wysoko funkcjonują alkoholiczką (HFA).
Mam 27 lat, skończone niezłe studia i dobrą pracę. Jestem w związku z mężczyzną, jest nam razem dobrze. Nie mam żadnych większych problemów. Sama nie wiem kiedy z jednego, wieczornego kieliszka wina zrobiła się jedna butelka. A w weekend czasem dwie, trzy. Na początku nie widziałam żadnego problemu, traktowałam to jak chwilę dla siebie, sposób na odprężenie się po ciężkim dniu w pracy. Nie upijałam się do nieprzytomności, nie leżałam nawalona na ławce przed blokiem. Nigdy też nie urwał mi się film. Bliscy też nie widzieli (niektórzy nadal nie widzą), że mam problem. Ja sama nawet go nie widziałam, przecież chodzę do pracy, dbam o dom, o siebie, o mojego narzeczonego... A zresztą dobre wino to nie alkohol.
Każdego dnia musiałam się napić. Następnego dnia oprócz delikatnego kaca dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że znowu sięgnęłam do butelki. Narzeczony zaczął się denerwować, często się kłóciliśmy. Mówił mi wprost, że mam problem. Wieczorny kieliszek był dla mnie ważniejszy. W końcu zagroził, że się wyprowadzi.
Po kolejnej kłótni i moich łzach zdecydowałam się na terapię. Chcę zawalczyć o siebie, o swoje życie i mój związek.
Dziś mija miesiąc, odkąd nie piję. Tak chciałam to z siebie wyrzucić. Trzymajcie kciuki :)
Taka historia ku przestrodze, a może ktoś przewartościuje swoje życie i nie popełni moich błędów... Pewnie takich historii tu było dużo, ale warto sobie uświadomić, że karmy nie ma i ona nie wraca, a oprawcy żyją sobie dobrze, ofiara ma traumę na całe życie i to życie skopane... a więc do brzegu...
Jest początek lat 80 ubiegłego wieku, jako małe dziecko pewnych rzeczy nie rozumiem, ale intuicyjnie wyczuwam, że ojciec nie jest do mnie przyjacielsko nastawiony, krótko mówiąc nienawidzi własnej córki, gdyż chciał syna i przedłużenie rodu mu się marzyło. Dla obcych dobry, spokojny człowiek, uczynny, a w domu sadysta, który bije, zastrasza mnie i matkę. Mało tego. Potem gdy pójdę do szkoły usłyszę od koleżanki jak to mój ojciec chwali się kolegom w pracy jaki ma reżim w domu i jak nas tłucze, znęca się nade mną.
Nie raz nie ćwiczę na wf, gdyż jestem cała posiniaczona albo mam pasy na całym ciele, takie czasy, że szkołę to nie interesuje, ja się boję poskarżyć, a jak już udaje mi się powiedzieć prawdę nauczycielce, to jej mąż rozmawia z moim ojcem i wpierd*l potrójny.
Będąc żoną i matką, nigdy nie zrozumiem swojej matki, która pozwalała na krzywdę swojego dziecka. Traumę mam do dziś, potrafi mi się to wszystko śnić i nie mogę spać po nocach, a trochę lat minęło. Ja, dorosła, stara kobieta nie mogę sobie z tym poradzić, terapia to piękne słowo, ale obrazy wracają i nie można się ich pozbyć, tych lat bólu, łez i bezsilności...
Jestem bardzo nerwowa i niestabilna, chociaż nauczyłam się to kontrolować, to nie zawsze się udaje...
Takie podsumowanie: jak ojciec, rodzinny dom, może pozostawić ślady na całe życie. Może nikomu tym wyznaniem nie pomogę, a może chociaż jedna osoba zastanowi się nad swoim postępowaniem albo nabierze siły i uwolni się lub swoich bliskich od oprawcy. Tacy ludzie jak mój ojciec są i będą, i tylko od nas zależy ilu ludzi skrzywdzą, i zostawią ślady na całe życie. Proszę reagujcie!
Mieszkam w bloku na trzecim i ostatnim piętrze. Miasto jest małe i na ogół spokojne, tak jak moje osiedle. Nie powiem - zdarzają się jakieś ekscesy napitych nastolatków z patologii. Biegają tacy po osiedlu, drą ryja, klną i udowadniają wszystkim, jak bardzo są zdemoralizowani.
Pewnej nocy, grubo po ciszy nocnej, bo jakoś w okolicy pierwszej, słyszę właśnie takie wrzaski grupki osób. Tłuczone szkło, przekleństwa, wrzaski. Zdawać się może, że zaraz sobie pójdą, no i poszli, ale na pobliski powojenny cmentarz, mieszczący się na osiedlu. Ów cmentarz jest dość mały, są tam pochowani rosyjscy i niemieccy żołnierze. A ponieważ jest on blisko, wszystko było słychać. Otóż jeden z chłopaków wszedł na jakiś nagrobek, reszta mu wtórowała. Sąsiad z parteru najwidoczniej się wkurzył, bo wychylił głowę przez okno, i naprawdę przerażającym tonem zaczął charchać coś po niemiecku.
Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak pijany tak szybko uciekał :D
Czytałam ostatnio wyznanie o ściąganiu na lekcjach i przypomniała mi się historia z czasów liceum. Na początku zaznaczę, że miałam wtedy bardzo długie i gęste włosy. Siadając, musiałam je zbierać na bok, aby na nich nie usiąść.
Miałam też bardzo zgraną klasę, każdy pomagał sobie jak umiał, czasami posuwając się do małego oszustwa.
W klasie był Marcin, chłopak, w którym skrycie się podkochiwałam. Niestety, a może właśnie stety, był strasznie na bakier z historią.
Postanowiłam mu pomóc, a że zbliżała się klasówka, wpadłam na szatański plan.
Poprzedniego wieczoru zaplotłam na noc włosy w dwa warkocze, spryskałam je lekko zraszaczem do kwiatków i tak poszłam spać.
Po rozczesaniu następnego dnia, włosy podwoiły swoją objętość.
Zaopatrzona w kartkę z wszystkimi możliwymi zagadnieniami przydatnymi do klasówki, oraz taśmę dwustronną udałam się szczęśliwa do szkoły.
Tam wcieliłam w życie swój pomysł.
Koledzy nakleili na moich plecach kartkę, która natychmiast zniknęła pod kaskadą włosów.
Marcin usiadł w ławce za mną, a wraz z nim jeszcze jeden kolega, który też z historii orłem nie był.
Klasa była mała, przestrzenie między ławkami niewielkie. Wystarczyło wyciągnąć rękę i końcem długopisu odgarnąć włosy, by odsłonić ściągę. Kiedy nauczyciel zaczynał się zbliżać, wystarczyło potrząśnięcie głową i ściąga stawała się niewidoczna.
Z tej klasówki Marcin dostał czwórkę.
Z następnej też, ale tym razem nie ściągał.
Wykuł wszystko na blachę, dzięki swojej nowej dziewczynie o zajebistych włosach...
Kiedyś w dzieciństwie znałam pewną dziewczynę, nazwijmy ją Ewa. Ewa miała bogatych rodziców, którzy obsypywali swoją ukochaną córeczkę najlepszymi zabawkami. Jednak Ewa była typową chłopczycą uwielbiającą kopanie piłki z facetami czy zabawę w Power Rangers (myślę, że część grona tutaj pamięta kultowy serial) i nie w głowie jej były wymyślne lalki czy zabawki. Jednak mimo wszystko gdzieś tam się zaprzyjaźniłyśmy się, mimo dzielących nas różnic, co cieszyło jej rodziców mających nadzieję, że Ewa trochę zmieni upodobania na bardziej dziewczęce.
U mnie w domu nie przelewało się, więc o większości jej zabawek mogłam tylko pomarzyć, całą moją radością było przesiadywanie u niej i bawienie się nimi. W końcu Ewka zaczęła mi je pożyczać do domu, co sprawiło, że byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, a u Ewki bawiłyśmy się już wspólnie.
Parę lat później ojciec Ewki nagle umarł, osierocając ją w wieku 13 lat. Poziom jej życia również drastycznie spadł.
Niestety, po pogrzebie Ewka kompletnie wycofała się z życia, nie dopuszczając do siebie nikogo. Potem po gimnazjum nasze drogi rozeszły się zupełnie. Mimo że nadal mieszkałyśmy blisko siebie, nowe obowiązki i znajomości pochłonęły nas do reszty. Czasami dochodziły mnie wieści o dziwnym towarzystwie, w którym się obraca, co utwierdziło mnie do reszty, że nie zmieniła się za wiele. Jednak bardzo młodo, bo mając niewiele ponad 19 lat, miała syna z jednym chłopakiem ze swojej paczki.
Sytuacja, którą chcę opisać wydarzyła się przed Mikołajem w zeszłym roku.
Wybierałam właśnie prezent dla mojego chrześniaka w jedynej w naszym mieście galerii, gdy usłyszałam za sobą przeraźliwy płacz chłopca. Gdy odwróciłam się, moim oczom ukazał się widok Ewki kucającej przy małym, spokojnie tłumacząc chłopcu, że nie stać jej na tę zabawkę, na co mały wydzierał się mocniej. Upływ czasu jaki ze sobą nie rozmawiałyśmy i obecna na pewno krępująca dla Ewki sytuacja skłoniła mnie ku odwrotowi i kontynuowaniu swoich zakupów, Ewka zresztą nawet mnie nie zauważyła w ferworze walki. W końcu Ewka pozbierała małego i poszła, a ja niewiele myśląc oprócz prezentu dla mojego chrześniaka kupiłam ową zabawkę. Co prawda swoją premię świąteczną planowałam dać mamie, jednak postanowiłam spakować zabawkę i angażując kolegę udającego kuriera zabawić się w anonimowego Świętego Mikołaja.
Nie wiem, czy postąpiłam słusznie, jednak stwierdziłam, że w ten sposób mogę choć trochę odwdzięczyć się jej za każdy dzień radości, który mi dała, pożyczając swoje najlepsze zabawki.
Dzięki, Ewka!
Dodaj anonimowe wyznanie