Wiem doskonale, jak to jest z tzw. menelami itp., jednak w niektórych przypadkach potrafią być zabawni, a nawet pomocni, a oto jeden przykład.
Pojechałem założyć kumplowi drzwiczki na szafkę. Wziąłem zawias, śrubokręt, wszystko generalnie w porządku. Po przyjechaniu zorientowałem się, że nie mam wkrętów ze sobą, więc z kolegą zacząłem szukać, może gdzieś na podłodze są (bo mu te drzwiczki wypadły). Były dwa, potrzebny był jeszcze chociaż jeden, żeby się trzymało. Więc poszedłem do samochodu, może tam jakiś się znajdzie. Otwieram bagażnik i szukam, wtem jakiś menel podchodzi i pyta, czy złotówką bym poratował.
Wtedy ja, dość zdenerwowany, bo szukam tego wkrętu, rzuciłem mu pytanie: "A może mógłby pan poratować śrubką?". Potem się zastanowiłem co powiedziałem, lecz oto ten menel grzebie w kieszeni i wyjmuje małego wkręta, który by jakoś tam mi pasował. Mnie zamurowało, jednak pogrzebałem trochę w kieszeni, patrzę, że mam złotówkę. Wymieniliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Ot, cała historia.
Moja mama poprosiła mnie ostatnio o wyczyszczenie jej laptopa z moich gier (wg niej zawirusowanych do granic możliwości), ponieważ zaczął się ścinać.
Ale ja swoich gier tak łatwo nie oddałam. Usunęłam skróty z pulpitu.
"Dzięki, córciu, teraz ładnie chodzi".
Byłam w 1 albo 2 klasie gimnazjum. Recytowaliśmy wiersz (monolog Hamleta chyba). Pani oczywiście najpierw pyta tych chętnych, ale że nikt się nie zgłasza, więc mówi "może jakiś chłopiec teraz". Chłopaki od razu wzrok w blat ławki, tak że chciałam im troszkę pomóc i się zgłosiłam. Wtedy jeden z nich zaczął się śmiać, że miał być chłopak, że może to jakieś wyznanie z mojej strony itd. Nagle ni z tego, ni z owego zaczął się wyśmiewać z mojego brata. Po prostu nie wiedziałam co powiedzieć. W klasie cisza, każdy czeka na moją reakcję, a ja po prostu nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam tylko "Ale z ciebie głupi ch*j jest". Cisza, cała klasa wzrok na mnie. Nagle on wstaje i zaczyna rozmowę z nauczycielką, która brzmiała mniej więcej tak:
- Słyszała pani?
- Tak.
- I nie postawi jej pani uwagi?
- Nie.
- Czemu?
- Bo miała rację.
Moja wdzięczność - nie do opisania. Od tamtej pory jest moją ulubioną nauczycielką. Pozdrowienia dla pani Basi.
Pracowałem kiedyś w call center w jednej z firm oferujących internet i telewizję. Obok miałem kolegę, który miał wyjątkowo ciężki przypadek interesanta, któremu ciągle coś nie pasowało - a to mu internet nie działał, a to coś tam.
Dla tych co nie wiedzą, każdy pracownik ma taki guzik, który umożliwia wyciszenie rozmowy od naszej strony. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Kolega: A czy próbował pan włączyć i wyłączyć router?
Interesant: Tak, i ciągle nie działa.
K: Proszę chwileczkę poczekać, zaraz sprawdzę, czy to coś od naszej strony (w tym momencie wcisnął przycisk wyciszenia) NOŻ KU*WA MAĆ!!!
Interesant: Co to było?!?!
K: Pan też to słyszał?!
Otóż okazało się, że nie wcisnął wyciszenia. A jednak kolega z zimną krwią odpowiedział tak szybko i z takim zdziwieniem w głosie, że klient naprawdę uwierzył. Dotąd mnie to bawi, chociaż tekst pisany i tak nie odda tamtej chwili :)
Kiedyś będąc w Częstochowie, na Jasnej Górze trafiłam na dożynki. Wielkie święto, dużo ludzi, baaaaa, sam prezydent miał przyjechać.
Kiedy minęło przywitanie głowy państwa, ludzie się rozeszli, a ja stanęłam z boku i czekałam na rodziców. Obok mnie stał czarny bus z przyciemnionymi szybami. Korzystając z tego, że mogłam się w nich przejrzeć, zaczęłam poprawiać włosy.
Po chwili usłyszałam pukanie - rozejrzałam się i nikogo nie zobaczyłam, więc wróciłam do włosów.
Kiedy znowu usłyszałam pukanie, odsunęłam się od samochodu, bo już dziwne myśli miałam... A tu wychodzi z busa trzech antyterrorystów i ze śmiechem mówią, że ładnie wyglądam i że już wystarczy tego poprawiania.
Strzeliłam buraka i poszłam dalej.
Ostatnio byłam świadkiem bardzo ciekawej sytuacji w jednym ze sklepów. Mieszkam blisko sklepu, więc często w nim bywam robiąc codzienne zakupy i widziałam wiele sytuacji, ale ta po prostu powaliła mnie na kolana.
Stałam sobie przy jednej z półek wybierając paluszki i orzechy. Obok mnie stała dziewczyna, dość młoda. W pewnej chwili zadzwonił do niej telefon tak głośno, że aż się wystraszyłam i wyrwałam z moich rozmyślań na dręczące mnie pytanie: paluszki słone czy nie? Ale do rzeczy.
Nie chciałam podsłuchiwać, co mówi ta dziewczyna, ale mówiła głośno i nie dało się jej po prostu nie słuchać. A jej rozmowę słyszałam mniej więcej tak: "Cześć, kotku... Mh... tak, tak... Słuchaj, mam pytanie, chcesz na obiad kurczaka z warzywami, pstrąga czy wołowinę? Kurczaka? Dobra, no pa, pa".
Naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczyna rozłączyła się i sięgnęła po kocią karmę, mówiąc przy tym "No to smacznego...".
Na pożegnanie uśmiechnęła się do mnie i powiedziała tylko, że chłopak był niegrzeczny i poszła.
Naprawdę nie wiem, co zrobił jej luby, ale musiał grubo przekroczyć granicę wytrzymałości tej dziewczyny. Takiej satysfakcji w oczach i złowieszczego uśmiechu jeszcze nie widziałam ;)
Mam prawie 30 lat i muszę spać z kimś bądź z zapaloną lampką, bo inaczej nie zasnę (najlepiej i lampka, i ktoś, więc gdy muszę spać sama, to śpię z metrowym pluszakiem - prezent od mamy).
Powód jest dość zabawny - gdy babcia żyła, przychodziła do mnie w nocy sprawdzić, czy oddycham. Z perspektywy czasu uważam to za kochane. Jednak wyobraźcie sobie, że mieszkacie w miejscu, o którym chodzą plotki, że kiedyś było tu cmentarzysko. Do tego budzicie się w nocy, jest ciemno jak w wiadomym miejscu, bo rolety zewnętrzne zasłonięte, i jedyne co widzicie, to odziana w białą koszulkę nocną sylwetka kobiety, która się na was intensywnie patrzy. Po prostu stereotypowa zjawa.
Po paru takich sytuacjach wyprosiłam od rodziców, by dali mi klucz do mojej sypialni. Traumę mam do dzisiaj, ale nadal uważam, że to kochane, iż babcia tak się o mnie martwiła. Obecnie wręcz za tym tęsknię.
Chociaż, jak tak teraz o tym myślę, to gdybym zobaczyła teraz tak babcię, to bym miała jeszcze większą traumę, heh... Kocham Cię babciu, ale nie odwiedzaj mnie poza snami, bo zejdę na zawał ;)
Mieszkam w UK i niedawno miałam ciekawą sytuację w supermarkecie. Gdy ja wybierałam produkty w dziale mięsnym, obok stała sobie kobieta i zaraz obok niej jakiś facet z innym gościem. Kobitka bierze ostatnią paczkę parówek i wtedy facet odzywa się i mówi czystą polszczyzną:
- Kur*iszon zaje*ał ostatnią paczkę parówek...
W tym momencie kobieta zrobiła zamach ręką, rzuciła mu prosto w twarz tą paczką i powiedziała:
- Masz, nażryj się, ch*ju!
Padłam :)
Ostatnio idę sobie z kolegą chodnikiem i nagle poczułem, jak coś mokrego/lepkiego dotknęło mojej głowy, a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Byłem w szoku. W pierwszej chwili myślałem, że ktoś chce mnie porwać. Przez kilka sekund skakałem, wierzgałem i próbowałem się wyrwać nieistniejącemu napastnikowi, krzycząc przy tym wniebogłosy. Dopiero po chwili (naprawdę byłem w szoku), wpadłem na pomysł pociągnięcia za to co mi spadło na głowę i byłem zdziwiony, że poszło tak łatwo (bez żadnego oporu).
Okazało się, że komuś spadł mokry ręcznik z balkonu, a gdy tylko go zdjąłem zorientowałem się, że wszyscy na mnie patrzą.
PS Kupel śmieje się ze mnie do dziś i sumiennie dopilnował, by nie było ani jednego mojego znajomego, który by o tej historii się od niego nie dowiedział.
Mając mniej niż 10 lat, zrobiłem sobie z kolegami spływ na materacach rzeką w moim mieście. Nasi rodzice dowiedziawszy się o tym, zorganizowali akcję poszukiwawczą i szukali nas po lesie, biegając i jeżdżąc rowerami przy brzegach rzeki. Najlepsze, że my myśleliśmy, że ktoś nas goni i staraliśmy się płynąć jeszcze szybciej.
Gdy wróciliśmy pod blok, mój ojciec już stał w bramie i czekał na mnie. Nigdy tak szybko nie wbiegłem na 4 piętro jak wtedy... Lanie było, i choć wyprawy nie żałuję, to swoim dzieciom o takich zabawach nie opowiem ;)
Dodaj anonimowe wyznanie