#x4Avz

Pewnego wieczoru postanowiłyśmy z przyjaciółką spożyć trochę procentów po ciężkim tygodniu. Co miałyśmy wypiłyśmy u niej w domu i ruszyłyśmy na miasto, stanęłyśmy sobie pod ścianą w tunelu i spontanicznie zaczęłyśmy śpiewać hit ubiegłych lat o jakże romantycznym tytule ''Miliony monet''. Nagle podeszło do nas dwóch chłopaków, gadka szmatka, w końcu musiałyśmy lecieć, bo robiło się późno, ale przyjaciółka zdążyła zgarnąć numer jednego z nich. Następnego dnia wybrałyśmy się do galerii na obiad, w międzyczasie odezwał się kolega poznany ubiegłego wieczoru, wyrażał chęć spotkania się z nami, oczywiście wziął też kumpla. Kiedy ujrzałyśmy ich na horyzoncie, zgodnie stwierdziłyśmy - było ciemno, a my byłyśmy pijane, nie wyglądali zachęcająco, ale co się stało, to się nie odstanie. Przysiedli się do nas zaczynając z grubej rury rozmowę o nowym, babcinym swetrze jednego z nich, przy okazji prezentując braki uzębienia i kilka innych odrzucających aspektów. Przyjaciółka siedząca obok napisała do mnie SMS-a dołączając błagalne spojrzenie - ''wymyśl coś''. Niewiele myśląc wklepałam szybko w Google ''jak pozbyć się natręta'', skorzystałam z pierwszej odpowiedzi, przerwałam namiętną pogadankę o swetrze klepnięciem dłonią w stół i wypaliłam jak gdyby nigdy nic:
- Kiedyś miałam na imię Sebastian.
Chłopaki zawinęli się szybciej niż przyszli, a kontakt dziwnie szybko się urwał :D

Morał? Dziewczyny - nigdy nie bierzcie numerów od facetów, kiedy jest ciemno, a wy jesteście pijane.

#P7vAH

Dziś przebyłem 180 km samochodem po tym, jak moja narzeczona, która obecnie dorywczo pracuje w innym mieście, zadzwoniła do mnie i bardzo przejęta kazała mi do siebie przyjechać, bo miała mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. W drodze zastanawiałem się, czy może jest w ciąży, wygrała 200 milionów w kumulacji totolotka albo dostała spadek po zmarłej niedawno babci. W każdym razie moja euforia i niecierpliwość sięgnęły zenitu.
Niestety wkrótce moje emocje zostały ugaszone wiadrem zimnych pomyj. Cała ta podróż była po to, abym dowiedział się, że od ostatnich dwóch miesięcy miłość mojego życia zdradza mnie ze swoim szefem i że w związku z tym najwyższy czas zakończyć związek ze mną.

#4pKDE

Niedawno oglądałam teledysk do "Blood Sweat & Tears" BTS. Jest tam scena, gdzie chłopak wychyla się do tyłu na huśtawce i wygląda jakby lewitował. Tak się składa, że na przedpokoju mam haki po huśtawce dla dzieci (takiej do 10-15 kg), więc jako Polka do ostatniej warstwy cebuli pomyślałam sobie "że niby ja tego nie zrobię?".
Zawiesiłam huśtawkę, usiadłam, wychyliłam się do tyłu i poczułam się jakbym szybowała na chmurce. Spełniłam swoje marzenie o byciu jak prawdziwa gwiazda.

A tak na serio 15 szwów, wybity bark, lustro do wymiany i dwie dziury w ścianie po hakach.

#T0j1m

Moje ciocie są bliźniaczkami tak do siebie podobnymi, że nawet ja mam problemy z rozróżnieniem która jest która. Obie również są lekarzami i właśnie podczas dyżuru zdarzyła się komiczna sytuacja, którą chcę się z Wami podzielić.

Obie są długowłosymi blondynkami, a tego dnia jedna miała włosy rozpuszczone, druga splecione w warkocz. Obchody po oddziale wykonywały zamiennie i niezależnie, aż jedna z pacjentek nie wytrzymała:
- Pani to nie ma co robić, że ten warkocz ciągle splata i rozplata?!!

Nie wierzyła, póki nie zobaczyła obu naraz :)

#1YHbE

Jestem taksówkarzem, chcę opowiedzieć historię z pewnym klientem.

Rano, dopiero co zacząłem pracę, podchodzi klient. W średnim wieku, w garniturze. Wsiada, podaje nazwę ulicy i jedziemy. Standard. Gdy miał już wysiadać, powiedziałem cenę, ok. 40 zł, a wtedy on powiedział "Nie mam". Nawet nie spojrzał do portfela, tylko powiedział "Nie mam" i dodał "I co z tym zrobisz?". Więc zatrzasnąłem drzwi i odwiozłem go na miejsce, skąd go zabrałem.
Może zmarnowałem czas, ale satysfakcja pozostała.

#LVaUS

Wstyd przyznać, ale byłam (jestem?) złodziejką...

Kilkanaście lat temu pracowałam w supermarkecie. Bez prawa jazdy, 15 km od domu, do większej wioski szłam pieszo, a potem łapałam stopa. Zarabiałam zawrotne 1100 zł. Niestety - było to za mało jak na potrzeby mojej rodziny. Sytuacja była taka - ja i starszy brat pracujący, matka bierze alimenty na 4 młodszych. Ojciec pozostałej trójki nie żyje, dzieciaki nie mają po nim nawet renty (tak, razem ze mną 9 dzieci). Babcia ma emeryturę, też wszystko idzie na dom. Dlatego też bywało, że nie miałam pieniędzy żeby kupić sobie coś do jedzenia/picia w pracy.

Wracając do tematu wyznania - w pracy idąc na przerwę, okazywało się kierowniczce paragon, ona podpisywała i dopiero można było usiąść i zjeść. Szybko zauważyłam, że kierowniczka nawet nie patrzy na te paragony, tylko szybko strzela parafkę i wraca do swoich zajęć. Wystarczyło więc schować sobie paragon z batonikiem czy napojem i gotowe - a takich kasując drukowałam mnóstwo, bo obok była szkoła podstawowa i połowa uczniów przychodziła na przerwie po małe zakupy. Dla usprawiedliwienia dodam, że taki paragon nigdy nie przekraczał kwoty 4-5 zł, najczęściej Kubuś + snickers, bagietka czosnkowa + puszka pepsi.

Jednak jak to się mówi - kradzież to kradzież. Pamiętam jak strasznie się bałam na początku, że ktoś zauważy, jednak nigdy się nie wydało. Raz też zdarzyło mi się "pożyczyć" sobie pieniądze z kasetki - równe 50 zł. System był taki, że w przypadku manka (czyli braku pieniędzy w kasie) spisywało się oświadczenie w stylu - zgadzam się na potrącenie z kolejnej pensji kwoty takiej a takiej z powodu braku w kasie. O tym też wiecie tylko wy.

#6CB6J

Dziś mój syn uznał, że świetnym pomysłem będzie zrobienie mi urodzinowej niespodzianki. A polegała ona na odegraniu marszu imperialnego ze „Star Wars” na waltorni. W mojej sypialni. W akompaniamencie całego zespołu wirtuozów instrumentów dętych. O 5 nad ranem. Mimo wszystko jestem cholernie wzruszony.

#JDp0A

Chyba tak na co dzień, w szkole podstawowej, było po mnie widać, że jestem trochę zaniedbanym dzieckiem. Mama mnie nie czesała, więc włosy miałam związane w byle jaką kitkę, ubrania też pewnie średnie, a na dokładkę nigdy nic nie ogarniałam w szkole, bo rodziców nie interesowały moje zadania domowe. Ale mimo to szczęśliwie wspominam dzieciństwo. Wiecznie ganiałam na dworze z innymi dzieciakami i było generalnie fajnie.

Kiedy byłam w 2 klasie podstawówki, moja nauczycielka powiedziała mi, że przyszedł do szkoły pewien pan, który powiedział, że opłaci jednemu dziecku z klasy obiady na cały rok. Pani powiedziała, że zaproponowała mnie i od jutra będę na długich przerwach jadła obiady na stołówce. Nie wiem kim był ten pan, ale dziękuję.
Obiecałam sobie, że po studiach jak będę już pracować i lepiej stać finansowo, to zrobię też taki prezent jakiemuś dziecku z podstawówki.

#oWQv8

To było parę lat temu.
Pierwsze dni października, pogoda taka, że powinno się raczej powiedzieć "piździernik". Idę na przystanek, smutna, niewyspana, zmarznięta i gdyby nie wstyd, to bym sobie chętnie popłakała. W bramie jakiejś posesji zobaczyłam psa, mały, pokraczny kundel, równie smutny jak ja, wsadził mordkę między szczebelki i tak stał, patrząc w dal. Pogłaskałam go, pocieszyłam, że jutro będzie lepiej, on pomerdał niemrawo ogonem, polizał mnie po ręce i rozstaliśmy się. Ja poczłapałam na przystanek, a kundelek nadal smętnie kontemplował przestrzeń. Dotarłam na przystanek, do autobusu jeszcze parę minut, więc zajęłam się rozmyślaniem o beznadziei mojego życia. Nagle ktoś mnie złapał za rękę, patrzę, a koło mnie stoi zadyszany, ale uśmiechnięty dziadziuś i mówi do mnie: "Bo pani mojego pieska głaskała, ja widziałem z ogrodu! I tak lecę za panią, żeby powiedzieć, że musi być pani dobrym człowiekiem, bo on się wszystkich obcych boi i ucieka, a panią wyczuł i dał się nawet pogłaskać!". Uśmiechnął się i poszurał z powrotem w stronę swojego domu.

Wiecie, że mi się weselej zrobiło? Bo jestem dobrym człowiekiem, bo ten pokraczny kundel to wie, bo temu szurającemu dziadkowi chciało się mnie gonić, żeby mi to powiedzieć. Słońce co prawda nie zaświeciło, kierowca autobusu nie klaskał, ale mi i tak lepiej się zrobiło.
Bądźmy częściej mili ;)

#Pprgg

Wracamy do domu z kolegą z imprezy, a tu nagle damski głos z rowu:
- Ej... Chłopaki! pomóżcie mi chłopaka do domu zaprowadzić!
Trzeba było pomóc.

Prowadzimy gościa ledwo przytomnego pod dom dziewczyny, stajemy przed drzwiami wejściowymi, a ta piękna niewiasta wyciąga latarkę, świeci mu w twarz i mówi:
- O, kur... To nie mój chłopak!
Dodaj anonimowe wyznanie