#uVNrY
Jestem kosmetologiem, już po 30, bliżej 40. Od wielu lat pracuję w klinice medycyny estetycznej. Na co dzień obcuję z zabiegami, które mają poprawić urodę i nie ukrywam, że i sama korzystałam nie raz z oferty naszej kliniki. Po części z własnej próżności, ale głównie dlatego, że każdy nowy sprzęt czy preparat testujemy najpierw na sobie.
Nigdy nie ukrywałam co sobie robiłam, bo nie widziałam w tym sensu, a przez lata trochę się tego nazbierało. Onda, schwarzy, raz wolumetria, kilka razy kwas w usta (0,5 ml na lekkie tylko wypełnienie), botoks, mezoterapia, radiofrekwencja mikroigłowa i wiele wiele innych mniej lub bardziej inwazyjnych.
Czasami słyszę komplementy od jakichś dalszych znajomych, że młodo wyglądam albo mam promienną cerę. Zawsze wtedy mówię co akurat sobie zrobiłam, żeby ludzie nie myśleli, że to 100% natura. Staram się być w tej kwestii szczera.
W ludziach jest tyle jadu, tyle zawiści... Naprawdę nie rozumiem tego hejtu na medycynę estetyczną. Ludzie myślą, że jak się korzysta z tego typów zabiegu, to od razu trzeba wyglądać jak lalka Barbie albo karykatura człowieka. Od razu nagle przestaje im się podobać, robią wszechwiedzącą minę i podkreślają, że oni to by sobie nigdy tego nie zrobili i jeszcze będę żałować. Co bardziej życzliwi potrafią powiedzieć „mózg sobie wymień” – pomimo tego, że przed chwilą chwalili mój wygląd. Zwłaszcza wśród dalszej, starszej rodziny wiele jest takiego jadu, choć i młodsza część familii nie kryje swoich uprzedzeń. Siostry męża nie raz się ze mnie śmiały, że za kilka lat będę cała z plastiku. Z tym że ja naprawdę nie stosuję wypełniaczy, kilka razy zdarzyło się mi wypełnić usta, ale niewielką ilością kwasu, tylko tak na próbę.
Nie rozumiem tego zacofania, tej nienawiści i potępiania osób, które korzystają z dobrodziejstw medycyny estetycznej. To nie tylko próżność. Nie raz usuwaliśmy szpecące tatuaże, blizny czy poprawialiśmy widoczne defekty. Ludzie są zachwyceni, nieraz wzruszają się na fotelu, gdy widzą efekty naszej pracy.
Ja się nie przejmuję takim głupim gadaniem ludzi, ale zawsze jest mi przykro, gdy moje pacjentki spotykają się z podobną krytyką. Pamiętam, jak kiedyś przyszła pacjentka z bardzo dużą asymetrią ust. Wystarczyło pół godziny roboty, żeby na jej twarzy pojawiły się łzy zadowolenia. A mówiła, że zastanawiała się przez dwa lata, bo co ludzie powiedzą...
Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko zaniedbani.
Chciałam Wam drodzy anonimowi uświadomić, że medycyna estetyczna lub zaawansowana kosmetologia to naprawdę nic strasznego. Jasne, zdarzają się powikłania, jak po każdym zabiegu, ale łatwo temu zaradzić, jeśli pacjent zgłosi się przy pierwszych objawach.
Ciekawa też jestem, jakie wy macie zdanie.
I całe wyznanie odnosisz się do siebie, co jest spoko. Aż do momentu "nie ma ludzi brzydkich, tylko zaniedbani." I tu jest sedno problemu. Ludzie wyglądający tak jak się urodzili, którzy są zadbani czyt. higiena, styl itd. na wysokim poziomie, nagle magicznie są zaniedbani. Dlaczego? Bo mają asymetryczne usta, krzywy nos, małe cycki czy cokolwiek innego? Musimy się teraz wszyscy poprawiać do idei idealnego człowieka?
I to propagowanie zabiegów - to są zabiegi chirurgiczne, z powikłaniami, komplikacjami, które nie mają medycznej konieczności. To są młode dziewczyny zakompleksione przez media, które czują się niewystarczające i narażają swoje zdrowie do wpasowania w obrazek. I to wk***ia ludzi.
Wiele, jak nie większość zabiegów z zakresu medycyny estetycznej nie ma nic wspólnego z operacjami.
Nic nie wspomniałam o operacjach tylko zabiegach chirurgicznych. Zwykle nastrzykiwanie ust niesie za sobą długą listę powikłań, a u mnie w pracy pół biura miało co najmniej 1 zabieg. Głównie młode dziewczyny.
Co nijak ma się do sedna wypowiedzi, czyli róbta co chceta, ale nie wywierajcie presji na innych. Nie mam zrobionych ust, rzęs, hybryd na paznokciach, ale jestem zadbana i mam prawo do funkcjonowania w taki, a nie inny sposób. Mam prawo przyjść do pracy bez makijażu. Akurat u mnie nikt tego nie komentuje, ale są miejsca, gdzie piętnuje się naturalność.
Sorry, ale zabieg chirurgiczny zalicza się do operacji. Powiększanie ust kwasem TO NIE zabieg chirurgiczny.
Wątpię, abyś była w stanie udowodnić, że piętnowanie naturalności jest częstsze niż śmianie się z osób, które korzystają z medycyny estetycznej. W ogóle śmiesznie to brzmi, skoro nawet sama nie masz takich doświadczeń xD
Znam doświadczenia osób w moim otoczeniu. Pół mojego obecnego biura, 1/3 dziewczyn u mnie na roku są zrobione.
"Nie rozumiem hejtu na zabiegi z zakresu medycyny estetycznej." też bym nie rozumiał a tym bardziej nie podzielał takiego hejtu gdybym na tym zarabiał.
Ale masz fajnie, że możesz sobie pozwolić na poprawę urody. Co prawda nie zgadzam się z twierdzeniem, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko niezadbani. Są ludzie brzydcy, którzy musieliby sobie zoperować całą twarz, żeby jakoś wyglądać, a i tak nie równaliby się z pięknościami, które wygrały w loterii genetycznej. Mój wygląd chwali wiele osób, ale gdybym mogła, zmieniłabym nieco kształt nosa, żeby mieć taki jak moja mama, za którą wszyscy się oglądają. Pomimo młodego wieku mam też opadające powieki, po babci, przez co często otwieram mocno oczy. Do pewnego momentu byłam tego nieświadoma. Dobrze, że krzewisz wśród ludzi wiedzę na temat zabiegów medycyny estetycznej i nie przejmujesz się hejtem. Wychodzi prawdziwy poziom tolerancji ludzi. Ja bym kontakty z takimi obłudnikami ucinała. Pozdrawiam!
lesio: Bajki, baśnie, jak i religie (jedną z nich wyznaję), uczą ideałów, którymi powinniśmy się kierować. Z wykonaniem różnie. Powinniśmy nie przejmować się opinią innych, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić, przynajmniej w moim przypadku. Jestem też perfekcjonistką. Dostosowuję się do niektórych wymagań świata i jego zasad, aby w nim przetrwać. Sama nie wyśmiewam osób, które czegoś w życiu nie mają albo nie są urodziwe. Większość ludzi wygląda po prostu przeciętnie i to jest normalne. Nie szydzę z nich, w odróżnieniu niektórych facetów, których znam. Jeden z nich jest na twarzy zupełnie przeciętny, choć podobny nieco do prosiaczka, ale przypakowany i gardzi przeciętnymi oraz niezbyt urodziwymi dziewczynami. Piszę tak o nim, bo on - obrażając te dziewczyny do mnie - dał mi prawo, abym komentowała jego wygląd i mówiła, żeby spojrzał na siebie. Pozdrawiam. :D
Co innego naprawianie defektów, a co innego przeistaczanie się w lalkę Barbie, albo innego glonojada. Wszystko jest dla ludzi, ale wszystko z umiarem.
Ja uważam że medycyna estetyczna zatraciła troche sens i przestała być medycyną tylko właśnie metodą pofolgowania swojej próżności. Operacje plastyczne mające na celu naprawić skutki jakiś wypadków, komplikacji, deformacji - nie mam żadnych zastrzeżeń. Jeśli ktos korzysta z medycyny estetycznej bo tak źle czuje się ze swoim ciałem, że unika kontaktu z ludźmi, albo ciągle tylko myśli np o za dużym nosie i wpływa to na komfort życia - nie mam żadnych zastrzeżeń.
Ale, może przesadzony przykład, ale Kardashianki. One wykorzystują medycyne estetyczną do stworzenia siebie od nowa. Czy wiele innych takich celebrytów. Gdyby to dotyczyło tylko ich ciał, to nie ma problemu, co mi do tego... Ale one promują nierealny wygląd. Przecież porównując ich zdjęcia z 15lat temu, to ledwo idzie poznać że to te same osoby. I właśnie takie celebrytki formują sposób myslenia większości ludzi o medycynie estetycznej.
Chyba kluczowe tu jest poczucie estetyki - co dla jednej osoby jest upiększaniem się, dla kogoś innego może być postrzegane jako oszpecenie się.
super, ze mozesz sobie wyprobowac pewne metody albo zrobic rzeczy po kosztach
w kazdym wypadku wazny jest umiar
natomiast mnie rozwalaja kobiety, ktore robia zabiegi,a innym wmawiaja, ze taka ich uroda, bo z pielegnacji tylko woda i krem nivea ;p
Krzywe usta to raczej nie wynik zaniedbania...
Założyłam konto, żeby się wypowiedzieć, bo jest to coś co ostatnio mnie bardzo razi. Tak się składa, że od niedawna pracuje z bardzo młodymi osobami - dziewczyny ok. 20 lat, jeszcze w połowie studiów. Ładne, zgrabne, zadbane... naprawdę atrakcyjne. Tu serio nie trzeba nic zmieniać. A pewnego dnia przychodzi jedna z monstrualnymi wargami, które aż wywijają się na zewnątrz. Druga opowiada coś o wstrzykiwaniu sobie. Trudno aż uwierzyć, że taką krzywdę robią sobie tak młode, atrakcyjne osoby.
Droga autorko, medycyna estetyczna to nic strasznego jeśli w grę wchodzi poprawianie błędów natury. Problemem jest to, że zaczęła być ona wykorzystywana do tworzenia karykatur i wmawianiu społeczeństwu, że to jest "ładne" i "potrzebne".
„Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko zaniedbani.”
Taaa często po prostu mają inne wydatki - jedzenie, dentysta, leki. Wiesz taka proza życia XD
Spoko, tylko sens Waszych wypowiedzi jest taki sam.
Szczerze też tego hejtu nie rozumiem, ktoś chce coś poprawić, stać go to niech robi. Lepsze to niż całe życie mieć kompleksy i się dołować. Jak nie chcą to nie robią.
Inna sprawa, że niektórzy przesadzają i np. zamiast trochę wypełnić usta do zadowalającego rozniaru pompują je jak u glonojada, to już wygląda karykaturalnie.