#VwiEc

Mam 16 lat i od 5 lat mieszkam z mamą w Anglii. Przez cały ten czas robię za jej tłumacza, bo ona do tej pory nie nauczyła się nic angielskiego. Ona nie miała tego języka w szkole, a ja po przyjeździe miałam 11 lat i też znałam go kiepsko, do tego ludzie w tym regionie mieli dziwny dla mnie akcent, więc początkowo było nam ciężko. Jednak ja rozmawiam już prawie jak miejscowi, a mama nadal nic! Ma tylko kilku znajomych Polaków, z Anglikami w ogóle się nie zadaje, no bo jak. Wracać do Polski nie zamierza, więc tym bardziej jest to dziwne, a mi jest po prostu za nią wstyd. Moja przyjaciółka spytała nawet ostatnio, dlaczego mama nic się nie odzywa, a ja prawie spaliłam się ze wstydu i nie wiedziałam co powiedzieć. Dodam, że mama w Polsce była kierowniczką w markecie, i gdyby znała język, to tutaj pewnie też miałaby lepsza pracę niż sprzątaczka w magazynie. Próbuję z nią o tym rozmawiać, ale nic nie dociera.

#kh331

Będąc małą dziewczynką, na podwórku usłyszałam coś o seksie. Gdzieś mi ta czynność i słowo zapadło w pamięci, ponieważ ciekawa tego o co chodzi, wpisałam je w wyszukiwarkę Google.
Jak to na takich stronach bywa, żądają potwierdzenia pełnoletności.
Byłam przerażona. Jakim cudem komputer wie, że nie mam 18 lat??!!
Migiem wyłączyłam komputer i przez bliski miesiąc bałam się, że panowie policjanci przyjadą po mnie i ukarzą za łamanie prawa...

#aYlvN

Z partnerem jestem od 7 lat. Bardzo się kochamy, myślimy o wspólnej przyszłości. Tak naprawdę w naszym związku brakowało tylko ślubu.

Podczas jakiejś imprezy w grudniu, mój już pijany luby wygadał się, że ma pierścionek i planuje się oświadczyć w najbliższym czasie. Byłam wniebowzięta.

Czekałam, czekałam i czekałam...

Od pamiętnej imprezy mijają 3 miesiące i nic. Próbowałam lekko podpytywać i domyślił się, o co mi chodzi. Stwierdził, że pierścionka jeszcze nie ma, bo nie zna mojego rozmiaru. Kupił miarkę i zmierzył mi obwód palca, gdy myślał, że śpię. Po kolejnym miesiącu pokłóciliśmy się o jakąś pierdołę i wypalił, że dzisiaj chciał mi się oświadczyć, w co wątpię, bo siedzieliśmy w domu, w piżamach i byliśmy chorzy. A teraz przechodzi samego siebie, bo specjalnie robi takie dziwne podchody. Udaje, że przede mną klęczy, chowa ręce za plecami, jakby coś trzymał i dziwnie się do mnie skrada, zaczyna tekstu typu "kochanie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i... podasz mi pilota" albo "czy chciałabyś zostać... gwiazdą telewizji publicznej?". Ja wiem, że to są tylko głupie żarty i może odbieram to zbyt emocjonalnie, ale dla mnie to czyste chamstwo. Wie doskonale, że czekam na ten pierścionek od 3 lat (wszyscy znajomi już się dawno pożenili), wie, że ludzie już zaczynają mi współczuć (oj, ty biedna, chyba nigdy się pierścionka nie doczekasz) albo są bardziej zgryźliwi (nadal liczysz na pierścionek?), a on mnie tak denerwuje, że poważnie zaczynam się zastanawiać, czy chcę być z kimś, kto żartuje w tak ważnych dla mnie sprawach i jeszcze kłamie na ten temat.

Łażę jak kłębek nerwów, bo nie znam dnia ani godziny i cała sytuacja już mnie mocno męczy. Żałuję, że cokolwiek mi powiedział. Z dnia na dzień cała ta sytuacja robi się coraz bardziej chora i żenująca. Mówiłam mu, że nie podoba mi się jego zachowanie i odbiera w ten sposób całą romantyczną otoczkę, że pierścionka używa jako karty przetargowej podczas kłótni, bo wie, że zrobi mi się głupio, że mam o coś do niego pretensje, gdy on się chciał oświadczyć.

Nigdy nie sądziłam, że tak napiszę, ale mam już dosyć tych oświadczyn, tego cyrku, zabrał mi radość z potencjalnie jednej z najlepszych chwil w moim życiu. Zbrukał moje marzenie i jeszcze się głupio z tego cieszy, bo on taki dowcipny.

Zastanawiam się nad rozstaniem. Jak dla niego to takie mało ważne, by od 3 miesięcy ciągnąć z tego bekę, to żeby się nie zdziwił, jak mu powiem "nie" za te wszystkie cyrki.

#eB0RZ

To co wam przedstawię zdarzyło się, gdy miałam około 7-8 lat.

Gdy byłam w tym wieku, wszystko mnie interesowało. Pewnego razu zobaczyłam reklamę strony z filmami dla dorosłych i na nią weszłam. A potem nie zważając na to, czym jest historia wyszukiwania, po prostu odeszłam od komputera.

Dzień lub dwa później tata wziął nas (mnie i dwóch moich starszych braci) na rozmowę, bo sprawdził historię. Pyta się kto wchodził na te strony... i wyobraźcie sobie małą dziewczynkę, która siedzi czerwona jak burak i się śmieje pod nosem.

Mina ojca – bezcenna.

#PgErv

Mam 18 lat. Od niedawna. Kontaktu z ojcem nie miałam nigdy. Nie mieszkałam z nim, toteż nie czuł obowiązku bycia moim ojcem. Nie brakowało mi tego. Miałam wszystko, czego potrzebowałam, dorastałam w dobrobycie otoczona ludźmi, którzy mnie kochali i o mnie dbali. Ojciec wpadał ze dwa razy w roku... może częściej, przypadkiem, a może i rzadziej. Zazwyczaj w moje urodziny, gdy moja mama mu o nich przypomniała (w 12 urodziny dowiedziałam się, że to robi, co roku przypomina mu o nich). Przychodził, rzucił pięć dych i sprawa z głowy. Nie było mi z tym źle. Przyzwyczaiłam się.

Zbliżał się dzień 18 urodzin, więc postanowiłam zaprosić go na rodzinną imprezę. Nie chodziło mi o kasę, nigdy mi o to nie chodziło, bo mi jej nie brakowało. Uznałam, że pomimo tego jaki jest i że nie szuka ze mną żadnego kontaktu, to nie mam do niego żalu, jest moim ojcem i mógłby wpaść na chwilę. Nie musi siedzieć do nocy, niech przyjdzie i będzie miło. Taki był plan. Dogadał się nawet z moją mamą, że będzie i nawet coś fajnego ma dla mnie itd. Mógł sobie mieć co chciał, nie obchodziło mnie to. Na początku nie wierzyłam nawet, że przyjdzie, jak dostanie zaproszenie. Gdy powiedział, że jednak będzie, to jakoś tak naprawdę po raz pierwszy ucieszył mnie fakt, że przyjdzie. Spędzi choć chwilę ze mną i moją rodziną. Tak po prostu, normalnie, jak to w rodzinach przecież bywa.

No i nastał ten dzień. Czekałam. 10 minut, 30... godzinę... po półtorej przestałam. Oczywiście, że się nie zjawił.
Wiecie dlaczego nie przyszedł, jakie było jego wytłumaczenie, które sam napisał mojej mamie? Wiecie jak ono brzmiało? Nie zgadlibyście. Na pewno. Więc UWAGA: „NIE PRZYSZEDŁEM, BO SKORO ONA NIE PAMIĘTA O MOICH URODZINACH, TO JA TEŻ WCALE NIE MUSZĘ”.

Dobra wymówka, „tato”... Wiem, że pewnie szkoda było mu pieniędzy, choć ja ich nie chciałam. Być może bał się spędzić czas z moją rodziną, choć mi nie zależało, żeby siedział godzinami. Ten jedyny raz zależało mi po prostu, żeby przyszedł chociaż na chwilę. Pierwszy raz mnie to chyba w jakiś sposób zraniło. I wiecie co? Uważam, że nie był gotowy na dziecko, gdy się urodziłam... i dalej nie jest, niestety. Może za kolejne 18 lat będzie. A ja kiedyś spróbuję jeszcze raz. Może nawet go zaproszę w przyszłości na ślub...? Kto wie... Ale dodam na zaproszeniu, że nie oczekuję prezentu. Tak dla pewności.

Aha... Zapomniałabym. 10 STYCZNIA. Ma urodziny 10 stycznia. Mam po nim oczy, włosy i ponoć zdarza mi się mówić tak jak on. Ba, nawet robić te same, głupie miny. Zupełnie nieświadomie, bo nie znam go na tyle. Mama to zauważa. Pewnie on tego nie wie. Może kiedyś mu powiem... Jak nadarzy się okazja.

#VOvxZ

Z serii „wspomnienia z dzieciństwa”.

Kiedy miałam jakieś 6 lat, bawiłam się grzecznie u babci. Tu lalki, tu jakieś klocki, pokazy mody w babcinych butach i ciuchach – normalka. Pewnego dnia postanowiłam pobawić się w bogatą księżniczkę... ale taką z mnóstwem biżuterii. Cicho na paluszkach poszperałam, gdzie ukrywają się te wszystkie „perełki” i jest, udało się! Moja kochana ciocia miała taki wieeeelki, plastikowy pierścień (wiecie, taki, co na odpustach się kupowało, taki odstający), w którym na zabój się zakochałam, bo był inny niż wszystkie – czarny jak mrok w białe jak śnieg plamki. I nie wiem czemu, nie wiem po co i w ogóle jakim cudem, ale wyimaginowałam sobie złe koleżanki, które chciały odebrać mi mój drogocenny skarb! Któż by na to pozwolił?! Na pewno nie księżniczka... Musiałam go ukryć! Schować daleko przed tymi okrutnymi złodziejkami, najlepiej w jakimś ciemnym, trudno dostępnym miejscu, więc... nie zastanawiając się długo, wsadziłam go sobie głęboko w rzyć.

Ależ moja ciocia z babcią miały ubaw, gdy potrzebowałam ich pomocy przy wydobyciu skarbu z groty...

#31xOu

Moim szefem był psycholog z wykształcenia. Cały czas miał problem z tym, że jak to on określił, nie wie co ja myślę i czuję, kiedy on do mnie mówi. Dziś mnie zwolnił (do końca tymczasowej umowy zostały mi dwa tygodnie), oto powód: „Bo ja nie wiem co pani myśli, nie mogę pani rozgryźć, pani jest za mało ekspresywna podczas wykonywania pracy”.
Jestem księgową. Co ja, miałam chichotać nad fakturami?

#FMFPZ

Trochę śmieszne, a trochę nieśmieszne wyznanie.
Jak byłem dzieciakiem, lubiłem się kąpać z moim wujkiem. Ja miałem wtedy jakieś 3-5 lat, a on coś ok. 25.
Braliśmy dużo zabawek, chlapaliśmy się wodą i ogólnie było fajnie i nie, nie było w tym niczego złego.

Któregoś dnia wujas z niewiadomego powodu ogolił sobie nogi i jak mu te włosy odrastały, to mnie tymi włosami pokłuł. No i wtedy już nie chciałem się z nim kąpać, ale jakoś tak głupio było mi się przyznać, dlaczego już nie chcę. I tak rodzice dopytywali czemu, czemu, czemu, a ja zawstydzioszkany jakoś tego nie uzasadniałem. Rodzice zaczynali podejrzewać, że może zrobił mi jakąś krzywdę i pytali go, czemu ja nie chcę się z nim kąpać – ten zgodnie z prawdą mówił, że nie wie. Ojciec chodził coraz bardziej nabuzowany i na każdym kroku przez przypadek go potrącał... NAWET NIE PODEJRZEWAŁEM, ŻE TO MOŻE BYĆ Z MOJEGO POWODU.

Gdy po raz kolejny mama zapytała, czemu nie chcę się kąpać z wujkiem i zapytała, czy wujek dotykał mnie w nieodpowiednich miejscach, w końcu jej powiedziałem, że ma kłujące nogi. Z ulgą parsknęła śmiechem i mnie przytuliła.

Wtedy nie rozumiałem co w tym śmiesznego, ale teraz z perspektywy czasu rozumiem jej reakcję.

#POeDF

Mając 21 lat dowiedziałam się, że moi rodzice nigdy mnie nie chcieli. Od kiedy pamiętam pili, ale gdy byli trzeźwi twierdzili, że mnie kochają. Niedawno oboje z nich straciłam przez prawdę, którą mi wyznali.

Niby ktoś powie „jesteś dorosła, możesz robić co chcesz”, ale ciężko mi z tym. Tyle dobrego, że mam najwspanialszą siostrę na świecie, która o mnie dba i gdyby nie ona, nic bym nie osiągnęła.

#FYwLc

Studiuję pedagogikę. Pewnego lata zgodziłam się wyjechać wolontariacko na obóz z dziećmi. Większość z nich znałam, ale z racji mojego kierunku studiów dostałam pod opiekę najtrudniejsze dzieci. W tym Kacpra.

Kacper zaraz po przyjeździe zaczął swoje przedstawienie. Nie mógł się odnaleźć, co okazywał agresją. Wobec wszystkich. Naparzał szyszkami w każdego kto próbował mu przemówić do rozsądku, kolację wyrzucił na podłogę, generalnie nic mu nie pasowało.
Nie ci koledzy, nie ten domek, nie ta pogoda, nie te buty mu mama spakowała, itd. itp. Do 22:00 ani się nie rozpakowałam, ani nawet nie wysikałam. W końcu padła decyzja – dzwonimy do rodziców. Kierowniczka powierzyła mi to zadanie, bo sama w tym czasie zajmowała się tęskniącymi dziećmi i była z kimś na linii. Pierwszy dzień to kosmos. Spisała mi numer do mamy Kacpra. Wyzwanie dla przyszłego pedagoga. OK... Dam radę. 100% zaangażowania, pełen profesjonalizm. W głowie wszystkie hasła ze studiów.

Opowiedziałam wszystko ze szczegółami, mama Kacpra była w szoku. Przez pierwsze 15 minut rozmowy ciągle powtarzała, że zna swoje dziecko i ono nie jest do tego zdolne. Przez kolejne 15 min bardzo przybita ustalała ze mną szczegółową strategię. Że porozmawia z synem, że damy mu szansę na zaaklimatyzowanie się, ale jeśli nic się nie zmieni, to rusza w drogę po swoje dziecko. Sto razy przepraszała za jego zachowanie. Ja oczywiście obiecałam, że zrobię wszystko, żeby mu pomóc. OK. Wszystko obgadane. Druga z kolei z listy najtrudniejszych rozmów telefonicznych w moim życiu za mną. Brawo. Pozostało oddać Kacprowi telefon, aby mama powtórzyła mu wszystkie nasze wspólne pomysły. 20 sekund później Kacper oddał mi telefon, mówiąc: „to nie moja mama”.
Na kolonii był jeszcze jakiś inny Kacper...

Najtrudniejsza rozmowa mojego życia to był drugi telefon do mamy grzecznego Kacpra.
Dodaj anonimowe wyznanie