#99IXj

Gdy byłam w podstawówce, jako zadanie domowe otrzymaliśmy napisanie wypracowania (opowiadania) pt. "Świat w przyszłości". Większość dzieci pisało o szczęściu, latających autach i innych pierdołach od zarzygania cudownością. Ja posiliłam się o opowiadanie fantasy w formie dziesięciodniowego pamiętnika (opisującego wydarzenia w pewnym odstępie czasu) - świat po wojnie z kosmitami, ludzie schodzą do podziemia, żywią się szczurami. Sam George Lucas byłby pod wrażeniem. A przynajmniej ja, 10-letnia wówczas dziewczynka, czytając wypracowanie kilka razy i sprawdzając błędy, czułam się niczym nowo odkrywany pisarz SF.

Gdy prace zostały sprawdzone i nauczycielka rozdawała zeszyty powiedziała, że jedno wypracowanie chciałaby przeczytać. Skoro nie dostałam zeszytu, byłam podekscytowana myślą o szóstce, bo skoro pani będzie moją pracę czytać, musiała okazać się wspaniała! I co? Nauczycielka owszem, pochwaliła formę pamiętnika i po odczytaniu treści nie kryjąc zniesmaczenia, zapytała klasy, czy chcieliby tak żyć? Bo jej ta wizja przyszłości się nie podoba i dlatego stawia za tę pracę jedynkę... Nie za błędy, nie za brak spełnienia warunków zadania - BO SIĘ JEJ WIZJA NIE PODOBA! Na koniec dodała, że by nie robić autorowi przykrości, nie powie czyja to praca... po czym na oczach wszystkich oddała mi zeszyt.

Płakałam całą przerwę w toalecie, wstydząc się wyjść. Jeśli ktoś zrobi coś podobnego mojej córce (która obecnie jest w 3 klasie SP i wdając się w mamę już pisze fantastyczne opowiadania i ma bujną wyobraźnię), to ja im w szkole zrobię taki armagedon, że nawet szczury będą spierniczać z podziemi.

#oGTpo

Wylądowałem ze swoją dziewczyną w hotelu. W hotelu jak to w hotelu, dojść do czegoś musiało. Baraszkujemy po łóżku na rozłożonej pościeli. Ona co chwila mówi, że ten koc się „świeci”. Ja na to: „Co ty gadasz, jak może się koc świecić?”. Atmosfera sięga zenitu, oboje już nadzy, więc czas rozścielić łóżko. Stoję w takim negliżu przed łóżkiem i energicznym ruchem ściągam ten koc. To jest jeden z największych błędów mego życia. Okazało się, że koc był naelektryzowany jak skurczybyk, po szarpnięciu pierwszą płaszczyzną z jaką miał styczność była końcówka mojego Wacława. W jednej sekundzie ściągam koc, w drugiej leżę na podłodze, ścięty z nóg, ze łzami w oczach, a w tle słyszę jedynie histeryczny śmiech mojej lubej i pytanie: „Co się stało? Co się stało?”.

Cóż, nikomu nie polecam, jeden z największych bóli, jakich doświadczyłem. Ale przynajmniej w przyszłości będę wiedział, dlaczego koce się „świecą”.

#tHjEX

Wczoraj zadzwonił do mnie obcy numer, odebrałam, nawet nie zdążyłam powiedzieć „halo”, a tam koleś mówi „Hej kochanie, nie mogę gadać, będę za 10 minut” i się wyłączył.

Nie mam chłopaka, to była pomyłka.
A ja przez pół wieczoru czekałam na miłość mego życia.
Nie wiem kim jesteś – ale się spóźniasz.

#juMxG

Na trzecim roku studiów wynająłem wraz z koleżanką mieszkanie w kamienicy. Ja wprowadziłem się kilka dni wcześniej, więc byłem tam całkiem sam, znajomi też byli jeszcze w swoich stronach.

Przechodząc z pokoju do łazienki, poczułem kilka mokrych kropli na karku, dosłownie jakby ktoś na mnie kichnął. Odwracam się, nikogo nie ma. Na pewno mi się wydawało. Wracając z łazienki poczułem to samo! I usłyszałem takie charakterystyczne dla kichnięcia „pfi”. Nogi miękkie. Chłop, dorosły, prawie dwa metry, a myślałem, że zaraz się posikam ze strachu. Powoli odwracam się i to samo, nadal jestem sam. Przypomniałem sobie wtedy, że w tym mieszkaniu zmarła pewna starsza pani i jej córka postanowiła to mieszkanie wynająć. Jak nic duch tej staruszki mnie nawiedził! Nie wiedziałem co mam zrobić, zacząłem czytać w internecie, czy to możliwe, że nawiedził mnie jakiś duch, co mam z nim zrobić, czy da się coś z tym zrobić. Żyłem w strachu, a za każdym razem, kiedy szedłem do łazienki, czułem to kichnięcie. Myślałem, że zwariuję.

Po kilku dniach dojechała koleżanka, postanowiłem jej opowiedzieć o duchu, o kichającym duchu w naszym mieszkaniu. Wtedy koleżanka mnie uświadomiła, że mój duch to odświeżacz powietrza, który uaktywnia się, kiedy się koło niego przechodzi.

#1zLgJ

Godziny szczytu, wracam do domu przepełnionym autobusem. Słychać charakterystyczny sygnał, który oznacza, że drzwi niedługo się zamkną. Ucieszona, bo już przystanków do domu coraz mniej i nagle.... Słyszę przeraźliwy huk.

Biedna babeczka z wielkimi siatami biegła do autobusu, ale niestety nie zdążyła wsiąść. Mało tego, wpadła nogą w przerwę między krawężnikiem a autobusem. Rozpłaszczyła się na drzwiach, zakupy się porozsypywały, twarz jak glonojad, powoli zaczęła zsuwać się po szybie. Patrzę na nią, ona patrzy na mnie i nagle widzę samotne jabłko, toczące się po chodniku.

Bardzo chciałam jej pomóc, ale przez kolejne 10 minut nie mogłam opanować śmiechu.

Jestem okropnym człowiekiem...

#v5EVu

Od dziecka słyszałam od mamy, jacy to jesteśmy biedni, bo dzieci kosztują. Sama nie pracowała i każdy wydatek na nas był komentowany jako „wymysły”, nawet te potrzebne. Szybko się nauczyłam, że muszę sama o siebie zadbać, jej było to na rękę. Zaczęłam jej wypominać, że nie pracuje. Faktycznie zaraz po ślubie przestała pracować, bo „małe dzieci”, kiedy wszyscy poszliśmy do szkoły, to zaczęła chorować, i choć wróciła do zdrowia, to co chwila szukała tylko takich lekarzy, którzy przedłużą jej rentę. Naprawdę mogła pracować, ale wiecznie słyszałam, jaka to ona biedna i pokrzywdzona. Każdy pomysł na pracę dodatkową był zły, bo to ciężka praca, bo trzeba by zainwestować, bo tak to ona nie chce.
Stanęło więc na tym, jacy to jesteśmy biedni i jak to ktoś inny powinien dać.

Zaczęłam sama zarabiać i wtedy słyszałam, że jestem próżna, bo po co mi pieniądze (na własne utrzymanie na studiach), bo przecież mam stypendium socjalne (szalone 300 złotych, umówmy się, że nie da się za to utrzymać w pełni samodzielnie). Przez to, że pracowałam, straciłam i to stypendium. To była tragedia, ciągłe wypominanie. Nieważne, że zarabiałam około tysiąca (co pozwalało mi się utrzymać), ważne, że zaprzepaściłam darmowe pieniądze (które same w sobie były nic nie warte, bo nie dało się za to utrzymać). Nieważne było to, że miałam całkiem fajną, lekką, elastyczną pracę dodatkową, która na studiach dziennych była wybawieniem. Miałam ją rzucić, bo ona straciła na mnie kilka stów dodatku socjalnego.
Zaczęłyśmy się ostro kłócić, a ja zaczęłam tracić do niej resztki szacunku.

Nie była typową „madką”, bo owszem, wyciągała kasę na zasiłek, ale nie wydawała na ciuchy itp., dbała, żebyśmy się uczyli (do przesady co prawda, uzależniła postrzeganie samej siebie przez pryzmat sukcesów dzieci, to było serio chore).
Poszłam swoją drogą, było ciężko, ale teraz jest lepiej. Mam w sobie jakąś pogardę dla niej i jej wyborów. Nigdy nie była dla mnie autorytetem, najlepsze uczucie jakie do niej miałam to współczucie. Nie zamierzam przyznawać, że „no może miała wady, ale mimo wszystko jestem jej wdzięczna”. Ilość czasu i pieniędzy jaką spędziłam na wychodzeniu z emocjonalnego dołka, w jaki mnie wpakowała (rodzeństwo podobnie, to nie jest przypadek), nie pozwala mi przyznać jej jakiejkolwiek racji.

Mam w sobie strasznie dużo gniewu na nią, na stracone lata dzieciństwa, kiedy zaczęłam przejmować rolę dorosłego, mimo że wcale nie było tak źle, jak to przedstawiała. Za to, że nie wiedziałam, że istnieje miłość, która nie jest za coś – ona zawsze była za sukces, za dobre oceny, za siedzenie cicho. Uczyłam się tego sama. Od obcych ludzi, którzy dali mi ciepło i wsparcie, jakiego nie znałam w domu.
Nie umiem wybaczyć i zrozumieć.

#cGhgU

Po porannych zajęciach wróciłam do domu i poszłam spać, obudził mnie dzwonek do drzwi. Przyszedł mój chłopak – przechodził obok i postanowił wpaść się przywitać. Zaspana otworzyłam mu drzwi, a on gdy mnie zobaczył zaczął mówić, że jestem piękna po obudzeniu i zabronił mi się malować, skoro tak pięknie wyglądam bez makijażu. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że po przyjściu do domu z zajęć nie zmyłam tapety i miałam pomalowane brwi, rzęsy i podkład na twarzy.

Chyba już wiem o co chodzi chłopakom, gdy mówią, że lubią „naturalne dziewczyny” :)

#gaCzu

Mam 32 lata i chyba mam chore wyobrażenia odnośnie życia.

Jestem mechanikiem samochodowym, skończyłem tylko szkołę zawodową, ale zarabiam 5300 zł miesięcznie. Partnerka pracuje, ale to ja płacę za mieszkanie i zakupy. Umiem obsługiwać wiele urządzeń niekoniecznie związanych z moim zawodem. Nie jest dla mnie problemem ugotowanie obiadu, upieczenie ciasta czy zrobienie prania, jeżeli trzeba wymienić kontakt czy uszczelkę w kranie też bez problemu robię takie rzeczy. Wiem jak złożyć PIT czy wypełnić jakieś dokumenty, nie wpadam w panikę, gdy muszę iść do urzędu. Umiem zaplanować budżet domowy.
9 godzin dziennie spędzam w pracy, następnie odbieram dziecko partnerki ze szkoły, w domu gotuję obiad, trochę sprzątam, robię kolację itp. Ogólnie mam mało czasu dla siebie.
Z partnerką się często sprzeczamy. Uważa, że jestem osobą agresywną. Przeważnie kłócimy się przez jej 8-letnią córkę.
Dziecko bierze godzinne prysznice, gdy przyszedł rachunek 250 zł za wodę, to się zdenerwowałem i zabroniłem takich kąpieli.
Dziecko nie pomaga w ogóle w domu – zostałem mianowany tyranem, bo wprowadziłem system plusów i minusów za dobre zachowanie, były nagrody itp. To ja jestem ten zły, bo konsekwentnie to rozliczałem i dziecko dostało w tydzień 87 minusów i 1 plus.
Bardzo nie lubię, gdy dziecko ignoruje wszystkie moje prośby
Jestem zły, bo denerwuję się, jak ktoś je w moim łóżku.
Denerwuję się, gdy 20 minut po tym, jak posprzątam, jest zrobiony bałagan.
Dziecko ma problemy z higieną, ma wiecznie kupę w majtkach.
Dziecko nie umie odstawić talerza, posprzątać po sobie.
Dziecko wymusza wszystko, mamusia musi pomóc się wytrzeć po myciu, pomóc rozebrać, dać piżamkę.
Gotuję obiad, bo wracam wcześniej, przeważnie zupa i drugie. I jasny szlag mnie trafia, gdy dziecko wybrzydza i pluje jedzeniem, a od partnerki przeważnie słyszę uwagi, że ona takie coś robi inaczej i mam robić tak jak ona albo wcale.
Gdy upiekę ciasto słyszę, że jej ciocia robi lepsze.
Bardzo rzadko zdarza się, że jestem zmęczony po pracy i pracach domowych, ale gdy się położę, to słyszę teksty „po czym ty k**** jesteś zmęczony?”.
Partnerką przeważnie śpi z córką, gdy już położy się w naszym łóżku, to leży i ogląda seriale.

Czy to jest wszystko normalne czy ja jestem jakiś dziwny?

#jryvw

Pamiętam, jak miałem 8 lat i założyłem konto na pobieraczek.pl. Nic nie pobierałem, ale po tygodniu przyszedł mi e-mail, że muszę zapłacić 550 zł za pobieranie – i tak co tydzień. Kwota w końcu wyniosła ok. 7500 zł. Dalej nic nie pobierałem, ale i tak w końcu na maila dostałem wezwanie do sądu. Ze strachu wylogowałem się ze strony, a jakiś czas później zacząłem czytać o tym portalu. Okazało się, że są to oszuści, którzy wyłudzają pieniądze za nic i najlepiej zgłosić tę sprawę na policję. Ja nie zgłosiłem, bo bałem się, że mama mnie okrzyczy.

W końcu zapomniałem hasła do tego e-maila, ale do dziś zastanawia mnie, ile teraz muszę im „zapłacić” :)
Dodaj anonimowe wyznanie