Moja dziewczyna powiedziała mi, że nie ma ochoty się ze mną kochać, odkąd przekroczyłem jakąś tam wagę, bo jestem za gruby.
No spoko, wrzuciłem dietę, zacząłem ćwiczyć, schudłem. Po wszystkim okazało się jednak, że to nie był problem z moim BMI, tylko z jej IQ.
Umówiłam się na randkę z gościem poznanym przez neta. Gadaliśmy parę razy na Skypie, było całkiem miło, więc postanowiliśmy spotkać się w realu.
Wiele razy w trakcie naszych rozmów wspominał, że ma 185 cm wzrostu. Jako że ja mam 159 cm, to na pierwszą randkę postanowiłam ubrać botki na słupku. Przyjechałam na spotkanie i okazało się, że gościu ma chyba 165, a nie 185 cm... Wyglądałam przy nim jak żyrafa. Byłam zła, ale nie za wzrost, bo to nie ma dla mnie znaczenia, ale za fakt, że mnie wielokrotnie okłamał. Gość na spotkaniu prawie się nie odzywał, uciekał wzrokiem, w kawiarni rozbił filiżankę i zrobił o to kelnerce niemałą awanturę (w życiu się tak nie wstydziłam), po czym zostawił mnie na rynku i poszedł do domu, nie odprowadzając mnie na dworzec.
Najlepsze, że na drugi dzień zaproponował kolejne spotkanie i był bardzo zdziwiony, że odmówiłam.
Ostatnio zmarł mój ukochany wuja. Na stypie nie dość, że człowiekowi było przykro, to jeszcze podeszła do mnie siostra mojej babci, która koniecznie musiała mi wyznać, że ale jestem tęga i żebym mniej jadła.
To się nazywa mieć wyczucie...
Przyłapałem ostatnio moją dziewczyną z jakimś kolesiem, który macał ją po cyckach! Jej tłumaczenie? „Spokojnie, skarbie, on jest gejem”.
Więc jeśli znacie jakąś lesbijkę, która chce wyszorować mi wacka, to dajcie mi znać.
W wieku 16 lat dowiedziałam się, że moja 30-letnia siostra jest tak naprawdę moją mamą, a moja „mama” jest tak naprawdę moją babcią. Taki kawał życia w kłamstwie, sama już nie wiem kim jestem.
Jestem Murzynem (tak, "Murzyn" to jest dobre słowo i nikogo nie obraża), a moja dziewczyna jest biała.
Kiedy poznała mnie ze swoją rodziną, jej młody braciszek był bardzo podekscytowany i spytał "A czy to prawda, że Murzyni biegają szybciej OD LUDZI?" xD
Rodzice się wystraszyli, że mały palnął coś obraźliwego, ale to tylko pomyłka dziecka, więc pośmialiśmy się wszyscy ;)
Ostatnie moje wspomnienie szczęśliwych rodziców pochodzi ze wczesnego dzieciństwa i jest bardzo mgliste. Moi rodzice byli i są dla siebie tak zimni, że teraz prawidłowe relacje w szczęśliwych związkach wydają mi się czymś dziwnym, nie z tego świata, wręcz niewłaściwe. Ciągle pretensje, odbieranie każdej wypowiedzi jako atak, lekceważenie się nawzajem, napięcie przy każdej, nawet najbardziej błahej rozmowie. O kompletnym braku jakiejkolwiek czułości dla siebie nawzajem już nie wspominam. Równie dobrze mogliby krzyczeć „chcemy się rozwieść”.
Taka atmosfera zakorzenia w dziecku skrzywienie na LATA, albo i na całe życie. Nic mi nie przyjdzie z tego, że teoretycznie wiem, na czym powinien być oparty szczęśliwy związek, skoro przez ponad 20 lat oglądałam jego przeciwieństwo. Jeśli coś psuje się do tego stopnia, że wyjścia już nie ma, to lepiej się rozejść i być szczęśliwym z kimś innym, niż męczyć się latami i do tego krzywdzić własne dzieci. Myślenie w stylu „nie kochamy się, nie układa się nam, ale dla dobra dzieci będziemy razem” wcale nie jest dla dobra dzieci. Wręcz przeciwnie, wyrządza im krzywdę. One to wszystko widzą, czują i biorą z tego wzorzec!
Chciałam się podzielić taką przykrą sytuacją, jaka mnie spotkała.
Jesteśmy z mężem 10 lat po ślubie, mamy dwójkę dzieci i ogólnie normalnie sobie żyjemy. Zdarzają się kłótnie, jak to w związku, ale wczoraj usłyszałam od niego coś, co sprawiło mi ogromny ból. Nie raz w złości się wyzywaliśmy, ale jakoś nigdy żadna obelga mnie nie ruszała, bo i tak wiedziałam, że to nieprawda i że to było powiedziane w złości i zaraz mi przechodziło.
Jakiś miesiąc temu po namowach męża zamówiłam dildo, żeby urozmaicić trochę nasze zbliżenia i zamówiłam takie małe (nie za długie ani nie za grube), bo wg mnie takie było wystarczające i jak dla mnie wszystko było OK. Natomiast wczoraj powiedział mi, że „mam zamówić sobie większego, bo nie mam już ci*ki gimnazjalistki i ten mi nie wystarcza” – te słowa mnie normalnie zmroziły, zrobiło mi się strasznie przykro, tym bardziej że na moje potrzeby seksualne to w zupełności mi wystarczyło. Nie umiem zrozumieć, jak mógł mi tak powiedzieć, wiem, że po porodach (dwa naturalne) zmienia się to i owo i że po tylu latach razem mówi się co się myśli, ale te słowa mnie strasznie zabolały, zwłaszcza że na to nie mam wpływu i mam taką ci*pkę, jaką mam, a zwłaszcza po ciążach i porodach już nigdy nie wróci do „wielkości gimnazjalistki”. Po prostu jest mi strasznie przykro i tyle. A przez to nawet nie mam ochoty myśleć o jakimkolwiek zbliżeniu z nim, bo w głowie mam tylko to, jaką mam wielką. Nie mam nawet komu się wyżalić, dlatego piszę to tutaj anonimowo.
Chciałbym być trochę ładniejszy, żeby moja dziewczyna nie musiała się wstydzić za każdym razem, kiedy wychodzimy gdzieś wspólnie.
Mój najbardziej żenujący dzień to niestety dzień ślubu.
Dwa dni przed ślubem dostałam mocnego zapalenia pęcherza, wiadomo, masa leków, żeby chociaż trochę pomogło.
Na ceremonii ze stresu i bólu pęcherza się posikałam, mój mąż ze śmiechu również, a moja świadkowa zwymiotowała, ponieważ mój mocz po tabletkach miał niesamowicie silny zapach, a ona jest w ciąży i źle reaguje na różne zapachy.
Dodaj anonimowe wyznanie