#NupUO

Uwielbiam chorować. Jest to dla mnie czas odpoczynku.
Jestem na wychowawczym. Moje dziecko jest wyjątkowo wymagające, pierwszego roku nie chcę pamiętać, tak dało mi w kość. Teraz jest lepiej, ale nadal czuję koszmarne zmęczenie. Do żłobka nie dało się go zaciągnąć, a dwie próbne nianie nie wytrzymały z nim (jakby ktoś się martwił, to przebadaliśmy go, włącznie z autyzmem).
Gdy zachoruję, mąż bierze wolne w pracy albo ściąga teściową. Wieczorami bierze małego gdzieś na wycieczkę „żeby mama miała spokój”. To jest wspaniały czas bez wrzasków, leżę po prostu w ciszy. Przedłużam tę chorobę jak najdłużej, czasem specjalnie leków nie biorę, żeby jeszcze tej ciszy zaznać.
Mój mąż jest wspaniały, pomógłby mi nawet gdybym powiedziała, że jestem zmęczona, ale mi jest głupio, że on tyle pracuje. Przeważnie wolny czas spędzamy razem w trojkę, żadne nie chce zostawiać tego z drugiego samego na polu bitwy. Choroba to super wymówka.

#RD8yY

Za dzieciaka byłam pulchną i niską dziewczynką. Chodziłam do zwykłej szkoły, uczyłam się przeciętnie. Miałam w miarę dobrą klasę, jednak było w niej parę wad, jak w każdej. Między innymi jeden wspaniały kolega, który to postanowił, że będzie mnie męczyć do końca szkoły.

Zaczęło się jeszcze w podstawówce. Zaczepki, popychanki, podbieranie piórników. Niby norma, większość dzieci tak robi, ale uwierzcie, wytrzymywanie tego każdego dnia było mordęgą. Pamiętam, że kiedyś, kiedy wychodziłam ze stołówki, kopnął mnie z całej siły w pośladki. Oczywiście poszłam z tym do wychowawczyni. Co mi powiedziała? Wytknęła mi, że to wina mojej wagi (która wtedy była w granicach normy), że pewnie go sprowokowałam i mam jej nie zawracać głowy. Nie zrobiłam tego do końca szkoły.
Potem nadeszło gimnazjum. Na nieszczęście ja i on trafiliśmy do tego samego. Zaczęły się komentarze na temat wady wzroku, nauki i, oczywiście, wagi. Przestawałam sobie radzić. Zaczęłam się głodzić, ciąć. Często na lekcjach drapałam ręce do krwi. Nauczyciele nie reagowali, a kiedyś, gdy zdecydowałam się pójść do pedagog, zostałam wyśmiana.
Rodzice nic nie podejrzewali, a brak przyjaciół nie był niczym nowym, bo zawsze byłam typem samotnika. Dopiero kiedy wróciłam pobita przez tamtego chłopaka i jego kolegów, wzięli mnie do lekarza. Ten powiedział o podejrzeniu anoreksji, lekkiej depresji młodzieńczej. Było mnóstwo wizyt u psychologa, psychiatry. Na jaw wyszło wszystko, co się stało. Prześladowanie, głodówki, samookaleczanie, fobia społeczna. Przez rok chodziłam na terapię, aż w końcu moje problemy zniknęły. Zmieniłam szkołę i miejsce zamieszkania. Wszystko się ułożyło.

Dlaczego to piszę? Ostatnio spotkałam tego chłopaka, jacyś dresi go bili. Możecie mnie teraz nazwać suką, ale stałam i patrzyłam na to, jak się nad nim pastwią, a kiedy skończyli, zadzwoniłam na policję i wróciłam do domu. Nie wiem, co się potem z nim stało, nawet nie chcę wiedzieć, ale mam nadzieję, że coś mu zrobili. Mam nadzieję, że chociaż przez moment poczuł się tak, jak ja się czułam przez te wszystkie lata, które mi zniszczył.

#SBNrC

To chyba nienormalne, że zwracanie się ojca do mnie „ci*ko” czy „pi**eczko” jest na porządku dziennym. Albo łapanie za biust lub za tyłek.

Nienawidzę go, jest obleśny. Matka ma to gdzieś. Do niej zwraca się tak samo. Gdy jest w tym samym pomieszczeniu, to wychodzę, obrzydza mnie.

Nie umiem przez to zaufać żadnemu chłopakowi. Drażni mnie, gdy jakiś chłopak mówi tak przy mnie o jakieś dziewczynie. Trudno mi zbudować normalny związek, bo pilnuję aż za bardzo, żebym nie została nigdy poniżona jak moja matka przez całe życie. Dziękuję, RODZICE.

#QPA82

Przez 5 lat przyjaźniłam się z jedną dziewczyną, może nie była moją najlepszą przyjaciółką (takowej nie miałam), ale bardzo lubiłam spędzać z nią czas. Chodziłyśmy razem na zajęcia, spotykałyśmy się też po nich razem z jej najlepszą koleżanką. Był tylko jeden problem. Moja mama od początku mówiła, że moja przyjaciółka jest fałszywa. Nie tylko o niej tak mówiła, gdy czasami mówiłam jej o tym, co się dzieje w szkole, co kto zrobił, jak inni się z tym czuli, to również stwierdzała, że niektóre osoby są nieszczere i zakłamane. Nie zgadzałam się z tym, bardzo lubiłam te osoby, mówiłam o nich dobre rzeczy, a mama i tak widziała ich minusy. Denerwowało mnie, że nie akceptuje moich znajomych.  Wszystko jednak zaczęło się zmieniać. Sama zaczęłam zauważać, że osoby, o których mówię, nie są tak święte, na jakie wyglądają. Moja przyjaciółka przestała się mną interesować, zobaczyłam, że widzi ona tylko czubek swojego nosa i mnie wykorzystywała. Tak samo z resztą ludzi w moim otoczeniu. Wreszcie ujrzałam prawdę.
Niestety trwa to już ponad pół roku, a ja nie umiem urwać kontaktu z tą „przyjaciółką”. Trudno jest nagle odwrócić się od kogoś, z kim spędziłeś wcale nie tak mało czasu swojego życia.

Dziękuję, mamo, że pokazałaś mi prawdę. Postaram się znaleźć taką osobę, której będę mogła bezgranicznie ufać. Oczywiście ciebie już znalazłam.

#qtJqU

Ostatnio w pracy rozmawiałyśmy o numerach, jakie zrobiły nam nasze matki, i mi się przypomniała pewna historia.

Pierwsza klasa liceum, siedziałam z kolegą w pokoju. Trochę się w nim podkochiwałam i namówiłam go, żeby udzielał mi korków z fizyki i matematyki. Przychodził dwa razy w tygodniu i dwie-trzy godzinki uczyliśmy się i gadaliśmy o głupotach.
Po paru takich wizytach moja mamuśka wpadła do pokoju i położyła przed nami trzy paczki prezerwatyw. Trzy różne. Powiedziała: „Nie wiedziałam, których używacie” i wyszła.

Koniec końców przez dosyć długi czas byliśmy parą, a do dziś mamy dobry kontakt, więc chyba powinnam jej podziękować :)

#g9HHG

Z dzieciństwa pamiętam dwa zdania cały czas powtarzane mi przez mamę i ojczyma: „Twoje zachowanie to bunt nastolatka” i „Kiedyś, jak dorośniesz, zrozumiesz nas i nasze zachowanie”.
I wiecie co? Mam już ponad 20 lat i dalej nie rozumiem, jak można było traktować tak dziecko. Żywą, rozumną istotę. Wiele razy próbowałam z nimi rozmawiać na przestrzeni czasu, gdy miałam 10, 12 czy 15 lat. Nie chcieli mnie słuchać, mojego płaczu i próśb, by to piekło się skończyło.
Teraz mama wydzwania do mnie co parę dni i prosi, żebym z nią porozmawiała. Ojczym zostawia mi wiadomości na poczcie głosowej, bym zadzwoniła, jak będę miała czas. Ale ja go dla nich nie mam. Nie po tym, jakie dzieciństwo mi stworzyli.

#Hblo6

Ostatnio robiłem zakupy z córką i synem. Tu wspomnieć należy, że Bartka adoptowaliśmy, więc nie jest do nas zbyt podobny – my z żoną mamy ciemne włosy, córka po mojej babci ciemnorude, wszyscy mamy ciemne oczy, a Bartek jest niebieskookim blondynkiem.

Robiąc zakupy, spotkaliśmy gościa, z którym chodziłem do gimnazjum. Typowy prawilny Sebuś, wieczny singiel, bo chyba jeszcze nie urodziła się taka, która by spełniła jego wymagania. W dodatku towarzyszyła mu jego moherowa mamusia.
Niestety nas zauważyli. Seba zaczął od komentarzy, że robię zakupy sam z dziećmi, a żona pewnie u kochanka. Spokojnie powiedziałem, że po prostu musiała zostać dłużej w pracy. Wtedy jego mamusia stwierdziła, że naiwny jestem, bo to drugie to by głupi się domyślił, że nie moje. Uśmiechnąłem się grzecznie i powiedziałem: „Moje. Po prostu synka adoptowaliśmy”.
Mina baby bezcenna.

#x2JCl

Niedawno zdarzyło się mojemu synowi, że trochę nabroił w szkole i musiał odwiedzić dyrektora, dostał uwagę itp. Zaprowadziłem go do szkoły i akurat spotkałem jego nauczycielkę. Powiedziałem, że chciałbym z nią o tym porozmawiać. Widziałem po jej minie, że szykuje się na sprzeczkę, ale jak powiedziałem, że bardzo dobrze zrobiła, bo zachował się nieodpowiednio i ją wspieramy, więc jeśli mój syn zasługuje na karę, to ma zostać ukarany. 
Kobieta była w takim szoku, że początkowo nie wiedziała jak zareagować. Po chwili powiedziała, że zazwyczaj rodzice zbytnio idealizują swoje dzieci i ciężko im przyjąć do wiadomości, że czasem mogą one popełnić błąd, a potem podziękowała za moje słowa, bo w całej swojej karierze nigdy nie spotkała rodzica, który by tak zareagował.

#QtI84

Taka historia mi się przypomniała z lat około licealnych :D

Wracałam z siostrą i kuzynką z jakiegoś koncertu z miasta. Było już całkiem ciemno, mieszkałyśmy na wiosce i żeby skrócić sobie drogę, postanowiłyśmy iść przez łąki i las. Byłyśmy już prawie dorosłe, no i we trójkę, więc co nam się może stać? I poszłyśmy przez te łąki lekko wystraszone, bo jednak ciemno, głucho i daleko do najbliższych zabudowań.
Wzdłuż polnej ścieżki co jakiś czas rosły kępy drzew i krzaków. Gdy przechodziłyśmy koło jednej z nich, ta zaczęła się poruszać. Wszystkie zamarłyśmy z przerażenia i tylko wpatrywałyśmy się w nią, każda bała się chociaż palcem ruszyć. W mojej głowie gonitwa myśli: „Jestem gruba, z astmą, daleko nie ucieknę. Bić się nie umiem, muszę napastnika wystraszyć!”. Zawsze wszyscy mi mówili, że mam donośny głos... Więc się wydarłam.
Wyobraźcie sobie krzyk. Bardzo głośny krzyk, podbity strachem, w środku nocy, pośrodku pól i łąk, niosący się i odbijający się od pobliskiej ściany lasu...
Kiedy skończyłam, obróciłam się do towarzyszek... Ale ich już nie było! Szybko uciekały, skubane! Trzeba im oddać, że kawałek dalej się zorientowały, że nie biegnę z nimi, to się zatrzymały i zaczęły mnie wołać. Krzaki już się nie ruszały, uznałam, że misja się udała i poleciałam za nimi.
Kilka dni później nasz wujek wrócił do domu z zaskakującymi wieściami – Pan Miecio, wioskowy pijaczek, przestał pić! Podobno któregoś razu wracając z miasta na porządnej bani, zasnął w jakichś przydrożnych krzakach. Obudził go potworny wrzask i ujrzał przerażającą Białą Damę. Tak się wystraszył, że padł jak długi, a od tamtej pory nie pije, bo boi się, że znowu ją spotka.

PS Tak, byłam wtedy ubrana na biało :D
Dodaj anonimowe wyznanie