Od jakiegoś czasu mam kompletnego doła. Mam w przyszłym miesiącu 20 lat, 173 wzrostu, nie jestem ani chuda, ani gruba – taka zwyczajna, ale czuję się najmniej atrakcyjną dziewczyną na świecie. Dlaczego? Otóż dlatego, że nikt nigdy nie zwraca na mnie uwagi, poza panami w parkach czy pod sklepami popijającymi sobie piwko czy dwa.
Ostatnio siedzę tylko w pokoju, przeglądam Facebooka, oglądam filmy i... jem. Ciągle. Wszystko.
Wczoraj miałam jechać gdzieś z rodzicami, a że miałam lepszy dzień, wystroiłam się, wymalowałam i ogólnie wyglądałam o 50 zł drożej niż zwykle. Kiedy szłam założyć buty, usłyszałam, jak rodzice odjeżdżają beze mnie. Zapomnieli o mnie...
Oni też raczej mnie nie wspierają.
Moja siostra ma toksycznego męża, ale nie chce od niego odejść. On szarpie ją, popycha, oskarża o zdradę, wywala z domu, potem przeprasza, a siostra leci jak na skrzydłach, bo tym razem będzie inaczej. Nie chce zgłaszać tych akcji na policję, bo „przynajmniej dziecko kocha” – i rzeczywiście, syn to jego oczko w głowie. Oczywiście tłumaczyliśmy jej wszyscy, rodzice, przyjaciele. Proponowaliśmy pomoc. Nie chciała.
Za każdym razem po „akcji” zajmowałam się nią i siostrzeńcem, brałam urlop w pracy, wyręczałam w obowiązkach. A muszę dodać, że przychodziła w różnym stanie – w środku nocy, w piżamie, z podbitym okiem. Aż przychodził jej mąż z jakimiś badylami. W ciągu 10 sekund była gotowa do wyjścia.
Gdy po raz setny zjawiła się u mnie z synkiem, bo szanowny mąż stwierdził, że zupa była za słona, odmówiłam jej pomocy. Poszła do rodziców.
Jestem wyklęta przez całą rodzinę, bo powinnam ją przyjąć, przenocować, nakarmić, pocieszyć, wykurować, żeby mogła wrócić do swojego męża.
Tydzień temu były moje urodziny, nikt nie zadzwonił. Nie dostałam nawet SMS-a z życzeniami. Od nikogo. Przykro, ale i tak uważam, że dobrze zrobiłam.
Kiedyś, będąc jeszcze w liceum, dorabiałam sobie w małej kawiarni. Płacili mi tak śmiesznie mało (nawet nie 5 zł za godzinę, ale i tak cieszyłam się, że mogę jakoś dorobić), że oszukiwałam na cieście :( Kroiłam sobie kawałek do kawy, wart nie więcej niż 1 zł, bo wagowo nie wychodziło za dużo, i tę wartość dopisywałam do zamówienia klienta... Nikt nigdy się nie zorientował, kawiarnia nie istnieje od paru lat, a ja wciąż na samo wspomnienie mam wyrzuty sumienia.
Początek studiów na jednej z polskich uczelni. Patrzę – spoko przystojniak. Myślę – a co mi tam, zagadam!
– Siemka, ty też czekasz do dr. Nowaka na konsultacje?
– Cześć – odpowiedział przystojniak z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy. – Niee, ja swój gabinet mam o tam!
Do teraz się czerwienię, gdy spotykam doktorka-przystojniaka.
Moja mama od zawsze starała się, abym była idealna.
Zawsze musiałam przynosić 5 i 6 ze szkoły, uczęszczałam do szkoły prywatnej, a następnie na dodatkowe zajęcia, z pianina plus języka obcego, którego nie uczą w szkole. Uczyłam się od razu po szkole, lub w trakcie odwożenia mnie na zajęcia. Nie miałam czasu, by z nikim się zaprzyjaźnić, poza tym mama zawsze mi powtarzała, że nie potrzebuję koleżanek, i koleżanki mi mnie pomogą w osiągnięciu sukcesu w życiu.
Jednak to nie był jedyny problem. Miałam 16 lat, kiedy mama stwierdziła, iż jestem gruba. Mama kazała mi liczyć kalorie, unikać posiłków, rano jadłam owoce, po południu sałatkę, a na kolacje piłam jakieś miksturki. Chodziłam na siłownię, ciągle powtarzała mi, iż jestem spasłą świnią, że prawdziwa kobieta nie powinna tak wyglądać, stwierdziła też, że nie znajdę żadnej pracy z takim wyglądam; jestem otyła, mam brzydkie włosy itp...
Sama w to uwierzyłam z czasem, ciągle płakałam, zaczęłam się głodzić, wymiotować, robić makijaż, pofarbowałam włosy, zawsze miałam pomalowane paznokcie, jednak nie podobał mi się taki wygląd ''dziewczęcy''. Nauczyciele zaniepokoili się moją wagą, wezwali mamę, gdzie ta przeprowadziła istną awanturę, mówiąc, że ona płaci mi za szkołę i nikt nie będzie wychowywać jej dziecka. Zemdlałam raz w szkole, oczywiście wylądowałam w szpitalu, mama krzyczała na mnie, że ominęłam matematykę, i na pewno to specjalnie zrobiłam, iż jestem ''leniwa'', i ''żaden pracodawca nie zatrudni takiej osoby jak ja''.
Kiedy wyszłam ze szpitala, nie miałam siły by iść na dodatkowe zajęcia, mama oczywiście w pracy, postanowiłam, że popełnię samobójstwo. Nie widziałam sensu życia, w tym co robię, ani gdzie się kieruje, to były marzenia mamy nie moje, nie cieszyłam się z niczego, nie miałam z nikim porozmawiać, nałykałam się tabletek, jednak nie wyszło, po prostu zwymiotowałam.
Jakiegoś dnia, idąc na zajęcia, podeszła do mnie jakaś dziewczyna z mojej klasy, opowiedziałam jej wszystko, wybuchłam jak wulkan płaczem, mimo iż nigdy z nikim ze szkoły nie rozmawiałam w taki sposób, zaprzyjaźniłam się z nią w tajemnicy przed mamą.
Obecnie mam 22 lata, studiuję japonistykę z moją przyjaciółką, wyprowadziłam się od tego ''toksycznego'' życia, wyglądam jak chcę, nie głodzę się, choć wyjście z zaburzeń było trudne, studiuję co mnie naprawdę interesuje, mam najlepszą przyjaciółkę na tym całym świecie, z którą razem wynajmuję mieszkanie, i teraz jestem naprawdę szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa.
Zostałem oskarżony o pobicie.
Mam ponad 210 cm wzrostu i najzwyczajniej na świecie w kogoś po prostu wszedłem, bo go nie zauważyłem.
Kupię garba.
Pamiętam, że na zielonej kolonii nad morzem wylądowaliśmy w jakimś nieładnym budynku, prawdopodobnie nawet "schronisku". Wszystko się sypało, skrzypiało, piszczało. Na ścianach był grzyb, pod łóżkami pająki, łazienki były w rdzy i mchu - a na stołówce podawano jedzenie, po którym niektóre osoby wymiotowały. Za ten komfort nikt nie oddał nam, czy raczej naszym rodzicom, pieniędzy.
Mieliśmy łączone pokoje, po 6 osób około. Chłopcy osobno, dziewczyny też osobno. Aczkolwiek grupy się mieszały, gdyż dzieciaki zajmowały całe drugie piętro, a opiekunowie zajmowali parter. Podsumowując - nikt nikogo nie pilnował. Niby cisza nocna, jednak cała góra w rozmowach i wygłupach. Wychowawcy padali szybciej niż muchy.
W moim pokoju było najwięcej "lubianych" chłopaków. Czyli tych, z najbardziej kreatywnymi pomysłami na niecodzienne czynności. Pewnej nocy przyszły do nas dziewczyny. Jedna z nich miała na imię Weronika - była bardzo odważną dziewczynką, która ponoć jako jedyna nosiła prawdziwy stanik, by "uformować piękne piersi". Koledzy zaczęli wyć jak do księżyca i namówili ją, by pokazała się bez bluzki. Zrobiła to chętnie, nawet nie zwlekała. Inne dziewczynki natomiast włączyły "Żono moja, serce moje, nie ma takich, jak my dwoje" (chyba tak to szło) - hit tamtego czasu, który radośnie zaczęły wyśpiewywać. Zaczęła się, jak by to nie nazwać, mała imprezka. Dziewczynki po chwili zaczęły radośnie tańczyć, w pokoju też zbierała się coraz większa, dość pokaźna grupa.
Chłopcy zaczęli "posuwać" łóżka, w przypływie oczywistej pomysłowości. Dziewczynki piszczały i śmiały się, więc tamci zaczęli szaleć bardziej, wykonując piękne machanie biodrami nawet w powietrzu. Nie wiem kiedy to się stało, bo nie brałem udziału w ich zabawie - że nagle Weronika odbyła swój pierwszy raz z jednym napaleńcem, przy wszystkich. Byłem tak zdegustowany tym wszystkim, w głowie huczało mi od muzyki i coraz większego tłumu - brakowało mi powietrza, w rezultacie zrzygałem się na środku pokoju. I tak właśnie zepsułem im zabawę - uciekli z piskiem.
Dziękuję za uwagę.
Jestem uczniem trzeciej klasy technikum. Mamy bardzo surową, wymagającą i bezwzględną nauczycielkę języka polskiego. Najczęściej występujące oceny zarówno z klasówek, jak i na półrocze lub koniec roku to 2 i 3, często zdarzają się również 1 na półrocze, jak i na koniec roku. Ocena 4 to bardzo rzadki przypadek, nie wspominając już nawet o 5.
Dzisiaj na języku polskim pani oddała nam ocenione sprawdziany z lektury. Okazało się, że ja i mój kumpel z ławki jako jedyni z klasy dostaliśmy piątki, przy okazji zdobywając maksymalną możliwą liczbę punktów do zdobycia. Po ogłoszeniu wyników sprawdzianu już miałem w głowie, że w weekend odpocznę od szkoły z uśmiechem na twarzy i z podniesioną głową. Jednak tutaj nastąpił pewien zgrzyt, który mocno popsuł mi humor... Mojej pani z polskiego wydawało się to bardzo podejrzane (zwłaszcza że ja i mój kumpel z ławki nie uczymy się zbyt dobrze z polskiego, zwykle jedziemy na ocenach 2 i 3). W związku z tym przesadziła nas do pierwszych ławek, by miała nas na oku, i kazała nam obu ten sprawdzian napisać jeszcze raz.
Moi rodzice byli tym oburzeni. Mi natomiast było bardzo przykro. Od teraz panuje we mnie przekonanie, że pani mimo wszystko mi nie sprzyja i nie docenia moich postępów w nauce.
Gdy napisaliśmy sprawdzian drugi raz i pani go sprawdziła, to okazało się, że obaj powtórzyliśmy wynik, ponownie uzyskując maksymalną liczbę punktów do zdobycia.
Wpisała nam te piątki do dziennika z ogromnym zaskoczeniem. Ogromny niesmak we mnie i w rodzicach jednak pozostał i bardzo mi przykro, że moja uczciwość została zakwestionowana w tak raniący sposób. Dla mnie zdobycie pierwszej piątki od 8 klasy szkoły podstawowej z języka polskiego było przełomem, szkoda tylko, że otrzymanie oceny bardzo dobrej musiało zostać podszyte ogromną kontrowersją.
Mój facet nie należy do osób wylewnych, to raczej taki cichy introwertyk. Ostatnio zapytałam go, co takiego sprawiło, że chciał się ze mną spotykać po naszym pierwszym wspólnym wyjściu. Powiedział: „No bo ty tyle gadałaś, że ja już nie musiałem”.
Ot, romantyk :)
Większość małych dzieci nudzi się w kościele. Ja też się nudziłam. Tylko że większość dzieciaków zaczyna wtedy rozmyślać lub bawić się zabranymi zabawkami, ale ja oczywiście musiałam być inna. Od najmłodszych lat chciałam rozrabiać, więc wkładałam ręce do kieszeni kurtki i zaczynałam pokazywać księdzu środkowy palec (oczywiście ręce dalej były w kieszeni, żeby nikt nie zauważył). Po chwili jednak panikowałam i zaczynałam przepraszać Pana Boga w myślach. Cały czas myślałam, że to co robiłam jest mega grzechem i będę musiała się kiedyś z tego wyspowiadać.
Taki był ze mnie łobuz.
Dodaj anonimowe wyznanie