#QUHC1

Oto moja obrzydliwa historia. 
Usuwałam dziecku wszy z włosów. W kuchni, przy zlewie. Proces wielogodzinny. Zrobiłam sobie herbatę i popijałam. Wszy, a właściwie gnidy, trafiały z grzebyka do innego kubka z wodą. W pewnym momencie pomyliłam kubki i wzięłam łyka z kubka z gnidami...
Jak to sobie przypomnę, to wciąż robi mi się niedobrze.

#xCczf

Boję się snu.

To znaczy, nie zawsze, choć jeszcze kilka miesięcy temu było znacznie gorzej i powtarzało się niemal co noc. Wpadam w jakąś "histerię" (nie wiem, czy to trafne określenie), boję się zgasić światła, boję się, że jeśli zasnę, to w nocy może stać się coś złego i/lub że już się nie obudzę.

Kilka miesięcy temu w nocy zmarł mój tata. Był chory, stracił przytomność, obudził mnie krzyk matki. Później pamiętam tylko, jak w ogromnym stresie nie potrafiłam przypomnieć sobie numeru na pogotowie, jak matka próbowała ułożyć tatę w bezpiecznej pozycji, jak sama nie wiedziała co robić. Jak dzwoniła do ciotki (jej siostry) mieszkającej niedaleko, żeby przyszła, a ja w samej piżamie, mimo zimy, pobiegłam na zewnątrz, żeby poczekać na karetkę i nakierować ją do naszego domu. Jak każda minuta cholernie się ciągnęła. I wspólna modlitwa, gdy było już pewne, że jest za późno.

To odbiło się na mnie na tyle mocno, że przez pierwsze kilka miesięcy nie mogłam spać, a jeśli już zasnęłam, prawie zawsze budziły mnie koszmary. Psycholog jak na razie nie pomógł.

Cóż, chciałam się tylko wyglądać. Miłego dnia, anonimowi!

#IyIpr

Od 2 lat, kiedy na świecie pojawił się mój synek, teściowa nie daje żyć. Wiecznie jej coś nie pasuje, cały czas ma o coś ale.. Chodzi o wychowywanie dziecka. Jak mam swoje zdanie, to od razu mówi, że nie dam sobie nic powiedzieć, że przecież ona tyle lat z dziećmi pracowała (była nauczycielka w szkole specjalnej). 
W połowie stycznia lekarza zaniepokoiło to, że syn nie mówi. Jak był malutki, przez pierwszy rok miał wiotkość krtani i silny refluks, praktycznie w dzień nie spał, cały czas płakał. W zasadzie nie gaworzył. Ma opóźniony rozwój mowy. 
Kiedy teściowa się o tym dowiedziała, postawiła sobie za misję nauczyć go mówić. Bez żadnych pytań, czy chcemy jakiejkolwiek pomocy. Zaczęła przychodzić bez zapowiedzi co drugi dzień do syna. Wdrażać różne ćwiczenia logopedyczne. Cały czas ma jakieś uwagi, żeby syn np. nie chodził cały czas z jednym autkiem (jego ulubione), że muszę mu je schować, że powinien bawić się czymś innym. Jak mu syn nie chce się czymś bawić, to każe mu tłumaczyć. że to też jest fajne. Ale nie zamierzam dziecka zmuszać do czegoś, co mu się nie podoba lub czym nie ma ochoty się teraz bawić. 
Postanowiła nauczyć go mocno dmuchać przez usta, ponieważ jest to potrzebne do wymowy wyrazów wypowiadanych na wydechu. Wzięła kubek z sokiem i słomką. Już pominę fakt, że brała tę samą słomkę do ust. Syn zaczął pić sok przez słomkę, a ona nagle mu zatkała nos!!! W czasie gdy on miał pełną buzię soku! Miałam ochotę wyrwać jej ten kubek. 
Mówię o tym wszystkim partnerowi, ale on nie widzi problemu, bo to jego mama i chce pomóc. Mówi cały czas do mojego syna, że babcia za rzadko przychodzi. Zaczęła przychodzić codziennie po drzemce syna o 15. Oczywiście bez zapowiedzi. Jak partner wraca z pracy, to od razu wychodzi, więc jak ma mu cokolwiek przeszkadzać, skoro to nie on z nią musi siedzieć? Mam jakąś cholerną blokadę, żeby powiedzieć jej, że ma się po prostu nie wpierdalać. Boję się, co partner powie, jak zareaguje. On nie ma zamiaru porozmawiać z mamą. Błagam, doradźcie.

#ndK56

Mam dwa króliczki. Oczywiście kicają sobie one wolno po całym mieszkaniu, klatka służy tylko jako kuweta i nawet nie ma w niej zamknięcia. Generalnie są naszymi uszatymi dziećmi, więc razem z chłopakiem rozpieszczamy je do granic możliwości. No i te dwa łobuzy nauczyły się, że jak coś szeleści to znaczy, że będą jakieś przysmaki. Czasem zdarza się też, że jak się niecierpliwią, bo np. za bardzo się grzebię z rozpakowywaniem smakołyków, to podgryzają mnie po rękach, nogach itp.

A teraz wyobraźcie sobie jak ostatnio, mając najdelikatniejsze części ciała na wierzchu, musieliśmy się od nich opędzać podczas rozpakowywania gumki...

#Xo1R0

Naprzeciwko mojego domu mieszka jedna dziewczyna, której wydaje się, że umie śpiewać. Chodzi na lekcje śpiewu, jeździ na konkursy, więc fajnie, niech sobie ćwiczy i nawet coś wygrywa. Kibicuje.

Jednak gdy tylko przychodzi letni czas i każdy ma pootwierane okna, sąsiadka zaczyna śpiewać przez mikrofon. Tak, rodzice kupili jej mikrofon, żeby mogła nagrywać swoje super odkrywcze covery i wrzucać na youtube. I od połowy maja (tzn. od kiedy większość studentów zaczyna uczyć się na sesję ) na całej ulicy roznosi się jej wdzięczny głos zranionego łosia.

Kiedyś nie wytrzymałam i przez otwarte okno wrzasnęłam: "zamknij, brzydkie słowo, ryj!!". Muzyka ustala na dosłownie 3 sekundy i zaczęło się od nowa. Nie mogę się uczyć we własnym pokoju, a do ogródka nawet nie wychodzę, bo się boję, że coś mnie strzeli.

Pozdrawiam, student zaczynający niedługo sesję.

#JdUvp

Jakiś czas temu, wracając do domu pieszo, wyjęłam telefon, spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać. Mijający mnie facet powiedział coś w stylu: „Tak pięknie się pani cieszy i śmieje, od razu widać, że napisał ktoś, kogo pani kocha”.

Prawda jest taka, że śmiałam się ze zdjęcia śpiących razem psa z kotem, gdzie kot używa psich jajec jako poduszki.

#PeEtF

W wieku gimnazjalnym zaczęłam palić papierosy, kryjąc się oczywiście przed rodzicami. Pewnego felernego dnia zaspałam do szkoły i w pośpiechu zapomniałam swojej paczuszki niebieskich L&Mów.

Nie mogło być inaczej - znalazła je mama (niepaląca). Kiedy wróciłam do domu, czekała w kuchni na wyjaśnienia. Naturalnie papierosy były mojej koleżanki, a ja je tylko przechowywałam.
Rodzicielka udała, że łyknęła tę bzdurną mistyfikację i kładąc paczkę w widocznym miejscu kuchni rzekła:
- W takim razie postawię to tutaj, nie będzie cię kusić jeśli nie palisz. A koleżanka też nie może się częstować, bo dzieci nie mogą palić. Niech się cieszy, że mamie nie zaniosłam.

I tak sobie nieszczęsna paczka stała w tej kuchni. Ale przyszedł dzień bez kasy, bez fajki ale za to z dużą potrzebą zapalenia papierosa... a tam! No pod ręką! Wiedziałam, jednakowoż że mama tylko na to czeka. Po dłuższej walce z myślami, a w zasadzie próbach powstrzymania się od nieuchronnej demaskacji swoich niecnych czynów, wpadłam na genialny pomysł.
Z wielką starannością i precyzją wzięłam się do dzieła. Plan był wyjątkowo prosty - atrapa.
Filtr zrobiłam z waty, pomarańczową końcówkę wzięłam z odzysku, całą resztę zrobiłam ze zwykłej białej kartki.
Udało się raz, więc na przestrzeni tygodni proces powtórzyłam do wykończenia zapasów.

Spory kawał czasu później wróciłam sobie zwyczajnie do domu, już od wejścia dobiegł mnie z kuchni dziki śmiech dwóch kobiet. Musiałam sprawdzić co jest grane.
Okazało się, że mama postanowiła wybawić z opresji zapominalską koleżankę i poczęstować ją moją papierosową atrapą. Okazało się, że nawet paląca koleżanka nie nabrała podejrzeń, póki wielki płomień podpalonej kartki papieru nie buchnął jej w twarz.

Obie były rozbawione i pełne podziwu dla mojego kunsztu. Byłam już duża, więc kary nie dostałam, a za to mama jeszcze kilka razy zrobiła (tym razem już specjalnie) psikusa palaczowi w progach naszego domu.

#QGm4P

Swego czasu umawiałem się z pewną dziewczyną. Na początku wydawała się dziwna, pierwsze spotkania bez żadnego kontaktu fizycznego, ani podania ręki, ani „miśka”. Dopiero po jakimś czasie nastąpiło to pierwsze podanie ręki, a kilkanaście spotkań później wyjaśniła, dlaczego tak się zachowuje, otóż została zgwałcona i ma uraz do dotyku. Starałem się to zrozumieć i nie nalegałem na nic. Myślałem, że z czasem będzie lepiej, zaufa mi i nie będzie myślała, że ją skrzywdzę. Nie doczekałem się. 
Ona straciła pracę i nie miała na opłaty na mieszkanie, a że nie licząc fizyczności dobrze nam się układało, zaproponowałem, aby zamieszkała ze mną. Po cichu liczyłem, że to też coś zmieni w kwestii kontaktu, ale nadal czekałem. Spaliśmy na osobnych łóżkach, ale otwierała się już trochę, wieczorami potrafiła się już przytulić na chwilę, cieszyłem się, że idzie to już w jakąś pozytywną stronę. Wszystko było pięknie do czasu, aż się rozchorowała, zaczęła wymiotować pewnego ranka. Chciałem wziąć wolne i z nią zostać, ale kazała mi iść do pracy, bo nic jej nie będzie. Trwało to kilka dni, aż powiedziała mi, że jest w ciąży. Jak? Okazało się, że mnie miała za człowieczka, który ją utrzymywał, a z innymi się zabawiała, historyjka o gwałcie były wymyślona, bo jej się nie podobałem, ale że miałem dobre zarobki, to coś musiała wymyślić.
Od czasu jak wyrzuciłem ją z domu i życia mam problem z zaufaniem komukolwiek, skoro ktoś może wymyślić aż taką chorą sytuację, aby tylko kogoś oskubać.

#ScILM

W zerówce miałam taką koleżankę Anitę. Bardzo się lubiłyśmy, często się razem bawiłyśmy. Ulubiona była zabawa w rodzinę. Któregoś dnia jedna z nas (naprawdę nie pamiętam która) wpadła na pomysł, by tym razem zamiast dwóch mam jedna była tatą.

No i wiernie odgrywałyśmy swoje role. Raz ja byłam tatą, raz ona. Byłyśmy wierne do tego stopnia, że się całowałyśmy "jak na filmach" i robiłyśmy sobie nawzajem minety...

Gadałam z nią ostatnio i wiecie co? Pamięta o tym...

#GdAvA

Życie mnie przeniosło na zachód Europy do pewnego małego, ale bardzo sympatycznego kraju znanego z frytek i czekolady. Język nie był problemem, ale dostałam pewną bardzo przyjemną korpo-robotę, gdzie dział potrzebował kogoś ze znajomością polskiego. I tak dołączyłam do niesamowicie sympatycznego wielonarodowego zespołu. Taka wręcz zrelaksowana atmosfera biurowa, gdzie każdy sobie ufa i każdy robi swoją robotę. Wspierający szef, niesamowicie zgrany zespół, nawet niektórzy menadżerowie z wyższego stopnia są z gatunku ludzi kroczących twardo po ziemi, którzy interesują się, czy wszystko OK z ludźmi na niższych szczeblach. Udało mi się awansować na seniorską pozycję, gdzie moim obowiązkiem było szkolenie nowych przybytków w firmie. No i OK. Sielanka trwała do czasu, kiedy firma zdecydowała, że dział rozrósł się na tyle, że potrzeba było kolejnego polskiego speakera. I tak do naszego zespołu trafiła ONA, nazwę ją w tej historii Anią. 
Na początku było OK. A później zaczęły się dziać rzeczy. Ani się najwidoczniej ubzdurało, że zatrudnili ją na stanowisko CEO i takie obowiązki powinna pełnić. I zaczęło się... Przechwalanie się tym, że ona wie wszystko najlepiej; przekręcanie procedur, bo ona zadzwoniła do jakiegoś wysokiego szefa na górze i z nim ustaliła, co ma robić; otwarte ignorowanie poleceń i psucie raportów. Później zaczęły się donosy, szukanie haków na współpracowników, podkopywanie dołków, fałszywe oskarżenia o niedopełnienia obowiązków, wtrącanie się innym w robotę i ciągły gaslighting. Te ataki są skierowane głównie w moim kierunku, bo Ania ma wielki żal do szefostwa, że to ona powinna mieć rangę seniora, a nie ja. Na szczęście mam bardzo zorganizowany styl pracy, tak więc każde rzucone z czterech liter oskarżenie jestem w stanie precyzyjnie odbić... ale zaczynam mieć dosyć, bo ta zawistna baba zepsuła całą atmosferę w zespole, który budowaliśmy przez lata. 
Ktoś by powiedział – dlaczego jej nie zwolnią ani nie przeniosą? Bo niestety szefostwo nieprzywykłe do takich chwytów poniżej pasa nie może sobie z nią poradzić. Przy każdej sugestii, że chcą ją przenieść do innego działu, Ania podnosi wrzask, że zaskarży firmę o mobbing i dyskryminację. I ewidentnie jest zadowolona z siebie, że jest cwana i „nie do ruszenia”. A gdy szefostwo rozmawia z resztą zespołu – bo się skarżymy, że nie da się z nią normalnie pracować – to słyszymy, że wiedzą o tym i chcą ją przenieść, ale nie mogą działać pochopnie... Tak, wiem, mogę zmienić pracę. Ale dlaczego ja mam uciekać przed jedną osobą, na dodatek niższą rangą?
Tak że tu przechodzę do sedna mojego wyznania. Jest mi wstyd z tego powodu... ale zaczęłam z całego serca życzyć jej, żeby w swoim zadufaniu w końcu powinęła jej się noga i żeby ją wywalili na zbity pysk dyscyplinarnie...
Dodaj anonimowe wyznanie