#HM90d

Jestem samotną 23-latką. W akcie desperacji postanowiłam wybrać się na randkę w ciemno z chłopakiem poznanym w Internecie. Wystroiłam się jak jeszcze nigdy w życiu i poszłam do restauracji.
Czekałam na niego prawie godzinę, jednak on nie przyszedł. Poczułam się brzydka. Myślałam sobie: „Pewnie zobaczył mnie z daleka, wystraszył się i uciekł”. Opuściłam lokal ze spuszczoną głową.
Gdy szłam chodnikiem, mijała mnie kobieta z kilkuletnią córką. Gdy były już za moimi plecami, usłyszałam, jak dziewczynka pyta: „Mamusiu, czy to był Kopciuszek?”.

Nawet nie wiecie, jak było mi miło. Może i wystawił mnie facet, ale do końca dnia pamiętałam tylko słowa tej dziewczynki.

#wd5eI

Mając 8 lat, byłem wraz z rodziną na weselu kuzynki. Była późna godzina, rodzice poszli w tango, a ja pląsałem z innymi dziećmi, oczekując na deser, którym miały być płonące lody.
Gdy dostałem swoją porcję, oddaliłem się od reszty, by w spokoju zjeść posiłek. Jadłem z olbrzymią przyjemnością, lecz nie wiedziałem co zrobić z ogniem... No i zjadłem wszystko, co było na talerzu, wraz ze świeczką (myślałem, że to egzotyczny rodzaj lodów). Okropne uczucie w ustach.

#zt2fq

Zastanawiałem się przez dłuższy czas, jaki prezent sprawić mojej żonie na zbliżające się srebrne wesele. Kombinowałem jak koń pod górkę, ale z dość marnymi efektami przemyśleń. Koniecznie chciałem ją zaskoczyć, a przecież zna mnie na wylot.

Postanowiłem zatem zabrać się za sprawę z zupełnie innej strony. Co bym zrobił, gdyby to była nie żona, a obca kobieta? Aby wczuć się w rolę, postanowiłem w dużym stopniu zachowywać się tak, jak gdybym chciał ją poderwać. Trochę zainspirowała mnie do tego nowa pracownica w moim biurze, singielka o bardzo apetycznej aparycji.

Zorganizowałem parę randek, ustawiając to tak, że w naturalny sposób musieliśmy oddzielnie na nie przychodzić. Wręczyłem kilka drobnych prezentów, komplementowałem i ogólnie tego typu program.

Po krótkim czasie zaobserwowałem zaskakujący efekt. Moje samopoczucie bardzo się poprawiło. Zaczęłem dużo przychylniej patrzeć na świat, a parę denerwujących wcześniej rzeczy wywoływało już tylko uśmiech pobłażania. Oddech się wydłużył, ciśnienie krwi wróciło do wartości (prawie) normalnych, a i sen zrobił się jakoś tak bardziej efektywny.

Niezależnie od tego, żona sama z siebie zaczęła z uśmiechem na ustach robić 3-daniowe obiady, a czasami nawet nucić pod nosem w trakcie pracy.

Dużą radość sprawiła mi, kupując a następnie prezentując na sobie, bardzo seksowną bieliznę. Humoru nie zepsuł jej nawet fakt, że ja przypadkiem trochę uszkodziłem, zdejmując nieco zbyt szybko.

Prawdziwy szok przyszedł później. W rocznicę ślubu, o której... w końcu totalnie zapomniałem. Dostałem kwiaty i ulubioną gorzką czekoladę, śniadanie do łóżka i coś jeszcze. Poza tym dyskretną sugestię, aby zarezerwować stolik w restauracji na wieczór.

Wniosek, jaki z tego wysnułem: Jeśli do partnerstwa wkrada się nuda i rutyna, należy coś zmienić, ale nie partnerkę. Najlepiej samego siebie. W taki sposób, aby być dla drugiej osoby (znowu) atrakcyjnym. Żyje się wtedy dużo przyjemniej, a spokój i pogoda ducha rosną niewspółmiernie do nakładów.

Czego wszystkim długoterminowym parom życzę.

#qdqXp

Jestem listonoszem. Jak każdego dnia, rano zbiórka na poczcie - odbieramy paczki, listy i w drogę.

Ten dzień był jednak inny, po wejściu do budynku wręcz powalił mnie smród. Cała poczta śmierdziała gównem. Każdy z krzywą miną dyskretnie zerkał na kolegę obok szukając winnego. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wyjściu i ruszeniu w trasę, odór nie zniknął. Źródło tego smrodu wskazuje chyba na mnie... ale wstyd. Zatrzymuję się, sprawdzam podeszwy butów, czysto. Jadę dalej, lecz smród nadal ze mną, nasila się. Znów staję, oglądam samochód, w środku, na zewnątrz. Kładę się nawet pod niego i szukam przyczyny. Przez chwilę myślę, że może moja prawie była żona, z którą właśnie się rozwodzę, wpadła na jakiś "genialny" pomysł. Jednak nic to nie dało, wszystko czyste i nadal śmierdzi. Co za pech - myślę i po drodze zatrzymuję się przy sądzie. Mam przesyłkę zaadresowaną do pewnej sędzi. Nie jest mi do śmiechu tam wejść, więc przesyłkę doręczam ochroniarzowi. Wystarczyło jego spojrzenie i wszystko jasne. Czerwony, chcę uciec, ale on każe mi zaczekać, bo może sędzia wyszła - czy jakoś tak tłumaczył.

Odurzony od kilku godzin przebywania w odorze gówna nie bardzo już kontaktowałem. Cieć wrócił po dłuższym czasie cały blady, wykrzywiony. Wybełkotał, że ktoś przesłał sędzi w paczce własne gówno w podziękowaniu za wydany wyrok. Powiedziawszy to pobiegł zwymiotować. Ów sędzia specjalizuje się w sprawach alimentacyjnych.

#Ja3Qx

Kiedy byłam mała, miałam w zwyczaju spać z pluszakami - a ponieważ niesamowicie szamotałam się w nocy, to biedne maskotki lądowały na podłodze. Było mi z tego powodu przykro, bo niekontrolowane przeze mnie nocne kopnięcia zapewne bardzo bolały moich współtowarzyszy podróży do krainy snów, więc przy każdym przebudzeniu szukałam maskotek, kładłam je ponownie spać i dawałam buziaka, żeby rany szybko się zagoiły.

Teoretycznie z pluszaków wyrosłam już dawno temu, ale... Z okazji walentynek dostałam od chłopaka misia, który był tak mięciutki i miły w dotyku, że zaczęłam znowu zasypiać z maskotką pod ręką. Niestety, po przeczytaniu Harry'ego Pottera moja nocna gimnastyka tylko się wzmogła i aktualnie miota mną jak szatan. Z tego powodu mój biedny miś ląduje co rusz na podłodze, a ja (z przyzwyczajenia) sięgam po omacku po niego ręką, daję buziaka i oddaję się ponownie w objęcia Morfeusza.

Tak było i tym razem. Środek nocy, pluszaka nie ma, sięgam ręką koło łóżka, buziak, przytulas i spać. Misiek odwraca głowę, też daje mi buziaka i śpi cichutko pochrapując. Tutaj muszę zaznaczyć, że jestem stereotypową blondynką - szczególnie półprzytomna. Zanim moje szare komórki wymóżdżyły, że coś jest nie tak... trochę minęło. Ale za to jak już doszło do mnie, że pluszaki nie powinny się same z siebie poruszać i zobaczyłam przed oczyma wszystkie znane mi horrory z udziałem zabawek, to tak gwałtownie cofnęłam się do tyłu, że rąbnęłam porządnie głową w ścianę. Huk nieziemski, brat wpada do pokoju, zapala światło... a przede mną kot.

Głowa cała, choć szarych komórek wcale mi nie przybyło. Kotu natomiast tak bardzo spodobało się spanie pod moją ręką, że teraz zajmuje to miejsce regularnie wywalając miśka z moich objęć i doprowadzając mnie do serii nocnych mini-zawałów. Tak sobie teraz myślę, że tata wybrał mu dobre imię. "Szatan" idealnie pasuje zwierzęciu, które sprawia, że niemal co noc przechodzę w swoim własnym łóżku małe piekło.

#COWrZ

Mam przyjaciela i znam się z nim trzy lata. Traktujemy się jak rodzeństwo i nie ma opcji, żeby było inaczej.
Często bywało tak, że zostawałam u niego na noc po mocno zakrapianej imprezie, nie było opcji, żebym wracała taka "trzeźwa" do domu sama. Jako że mieszka w bloku, to spaliśmy w jednym łóżku.
 
Moje zdziwienie - nie powiedział mi, że na dniach zaczął spotykać się z dziewczyną i ja nieświadoma po imprezie nocowałam u niego.
 
Rano dziewoja wbija do domu ukochanego (drzwi otwiera jego mama) i chce mu zrobić niespodziankę. Ten szok, kiedy wywleka mnie z jego łóżka za włosy, tłukąc po twarzy. Zabawna sprawa :) Ratował mnie starszy brat przyjaciela. Tłumaczenia o tym, że nic między nami nie ma i to normalne u nas po imprezach wysłuchała dopiero od mamy delikwenta.

Eh... historia bolesna, ale prawdziwa. Gdybym wiedziała, że ma dziewczynę, to nie byłoby mowy o spaniu w jednym łóżku. Jedynym pozytywnym aspektem jest to, że spotykam się z bratem mojego przyjaciela. To on tamował krew z nosa zaraz po tym, jak oberwałam :)

PS Wredny śmieszkuje ze mnie, że dostałam wciry za to, uwaga, cytat: "pomyliłaś łóżka, nie do tego brata trafiłaś".
Ślubu nie planujemy, ale może kiedyś :D

#dqXul

To nie historia, a sytuacja, w której tkwię od dwóch lat.

Mam 31 lat, jestem singielką, która ma w historii wspaniały, 7-letni związek, zakończony w pełnej zgodzie i zrozumieniu. Nikt nikogo nie skrzywdził, nie oszukał, nie zranił. Nasze oczekiwania wobec życia znacznie się różniły, w związku z czym rozstaliśmy się mimo uczuć, które nadal istniały.
Wyleczyłam się, odpoczęłam, i po ponad 2 latach od rozstania zaczęłam rozglądać się za nową miłością.
I tutaj jest problem.
Jestem w pełni samodzielna, niezależna, całkiem ładna (mówią, że mocne 7/10), wykształcona, bezdzietna (bez planów na macierzyństwo kiedykolwiek), podobno zabawna i towarzyska. Niby chodliwy towar na rynku matrymonialnym, prawda? Ano nieprawda.
Nie mogę spotkać chętnych mężczyzn, którzy chcieliby dzielić codzienność i przygody. Takich, którzy mają stabilną sytuację życiową. Nie bogactwa i mercedesa w garażu. Normalną pracę, choćby wynajmowany kwadrat bez rodziców, dbających o siebie na tyle, aby nie chorować i czuć się dobrze. Którzy cenią humor, aktywność, rozwój.
Nie zamierzam ich obrączkować, łaknę towarzysza.
Nie zamierzam rodzić dzieci, chcę dbać o swojego pana.
Nie zamierzam obciążać go żadnym problemem, żyję dość wygodnie i bez trosk.

I wiem co usłyszę. Bardzo popularne szczekanie mizoginów „zderzyła się ze ścianą”.
Nie nie zderzyłam. Jestem zwyczajnie samotna i mam dużo do ofiarowania. To źle, że chciałabym kochać?

#Y61Yn

Mój dziadek powiedział dziś coś bardzo mądrego. Akurat wiozłem go do lekarza, gdy po raz drugi w przeciągu kilku minut zatrzymało nas czerwone światło. Wściekłem się, a wtedy dziadek powiedział: „Zawsze narzekasz na czerwone światło, ale nigdy nie cieszysz się z zielonego”.
Nie powiem, dał mi do myślenia.

#kwUJY

W wieku 17 lat przeprowadziłam się z Chin do Polski, razem z rodzicami. Mam więc dalekowschodnią urodę, mówię zarówno po polsku, jak i w języku moich przodków. Czasem popełniam błędy w składni, więc nie zjedzcie mnie w komentarzach za to :)

Pracuję w firmie handlowej, często jeżdżę za granicę. Raz miałam okazję odwiedzić Państwo Środka, bowiem moja firma nawiązała kontakty z chińską firmą, zapowiadała się współpraca biznesowa. Pojechałam tam w delegacje z racji umiejętności rozmowy w tym języku.

Tak więc doleciałam do Pekinu, dojeżdżam pociągiem do Szanghaju. Razem ze mną podróżowało kilkoro ludzi. Dwie starsze kobiety, oraz białe, młode małżeństwo. Prawdopodobnie był to ich miesiąc miodowy, obydwoje spali. W pewnym momencie obydwie panie zaczęły się zbierać, co obudziło owe małżeństwo. Mieli około 25 lat. Gdy zostaliśmy tylko ja i oni, zaczęli rozmowę... po polsku .Ich dialog wyglądał mniej więcej tak:
(K) - kobieta, (F) - facet

(F)- No cześć kotku, za pół godzinki będziemy na miejscu.
(K)- Już nie mogę się doczekać żeby odpocząć, jestem wykończona. Ale wieczorem mam ochotę na małe co nieco ( ͡° ͜ʖ ͡° )
(F)- Przestań tu są ludzie.
(K)- Oj tam, ona (ja) i tak nie rozumie. Mam dziś wielką ochotę na minetkę, a potem w pupę.... Coooo? (Powiedziała to takim tonem, że każdy by się domyślił o czym mówiła) .
(F) - Dobrze misiaczku, zerżnę cię dzisiaj tak, że jutro nie będziesz mogła chodzić.

W tym momencie musiałam udać się do toalety, bo myślałam że umrę że śmiechu. Resztę podróży spędziłam na korytarzu. Gdy weszłam po bagaże, oni dalej rozprawiali co będą robić w łóżku. Mimo bólu głowy miałam z was ubaw do końca dnia. Będziecie mi się już zawsze kojarzyć z Chinami. Czasem, gdy rodzice opowiadają o swej młodości, przypominacie mi się wy i uśmiecham się pod nosem.

A i pamiętajcie, że dialog nie jest dosłowny, bo nie pamiętam już dokładnie co mówili, więc może się wydawać, że zmyślam. Było to już jakieś 7 lat temu. Z góry przepraszam więc za moją średnią znajomość języka polskiego i błędy.
Dodaj anonimowe wyznanie