#coyil

Na pierwszym roku poznałam jedną dziewczynę przez wspólną znajomą. Miałyśmy takie same zainteresowania i z czasem zaczęłam mieć ją za przyjaciółkę. Ale przez ostatnie dwa lata coś się zmieniło.
Kiedy ją zapytałam rok temu, czy mogłabym zamieszkać z nią i jej znajomą odpowiedziała mi, że one będą raczej mieszkały tylko we dwie i nie chcą trzeciej osoby w pokoju. Stwierdziłam OK, w porządku, nie miałam z tym problemu. Jasne, było mi trochę przykro, ale przecież nie będę się wciskała na chama. A jednak mimo tego co mi wtedy powiedziała, na początku roku się okazało, że zamieszkała z nimi dziewczyna, z którą mieszkałam rok wcześniej. Jak zapytałam o to, powiedziała mi: „No nie mogłyśmy biednej zostawić samej”. Wtedy nie powiem, poczułam się jak śmieć. Żałuję, że już wtedy nie zapaliła mi się czerwona lampka.
Zawsze razem rozmawiałyśmy o pójściu razem na dobry ramen czy drinki w wolnej chwili. Okazało się, że zawsze chodziły na takie wypady beze mnie. A dowiadywałam się o tym z Instagrama, a nie bezpośrednio od nich. Przykro mi było, ale nie robiłam z tego jakiejś dramy. Ale zawsze zapytane odpowiadały „a no bo tak wyszło” albo „akurat miałyśmy ochotę”.
Ostatnio nawet doszło do sytuacji, w której jedna z dziewczyn napisała do mnie SMS, że podała mój prywatny numer pani, która za darmo robi analizę ciała i za polecenie 5 osób daje darmowego e-booka. Nie zapytała, czy może podać mój albo czy jestem zainteresowana takim badaniem. Po prostu dała mój numer i mnie łaskawie o tym poinformowała. Może ja jestem jakaś dziwna, ale dla mnie jest to brak szacunku do drugiego człowieka, dawać jego prywatny numer telefonu bez konsultowania tego z właścicielem numeru. Jak ją poprosiłam, żeby na następny raz nie rozdawała mojego numeru, to nawet przeprosiła, tylko uprzedziła, żebym nie odbierała tego konkretnego numeru telefonu.

#HI94I

7 lat temu zmarł mój tata. Pomyślicie sobie pewnie, że to nic takiego, zdarza się umrzeć. Nawet najlepszym :) Tatuś był zawałowcem, no i niestety alkoholikiem, nie pił często. Po wypiciu jednego piwa wpadał w tygodniowy, czasem dwutygodniowy cug. Leżał nieprzytomny, wstawał tylko do sklepu po flachę, rzygał pustym żołądkiem (pewnie tylko dzieci alkoholików zrozumieją, jak to wygląda, bo nie jest to spotykane zjawisko). Był dobrym człowiekiem, zabawnym, zaradnym i uczynnym. Nawet po pijaku nie robił awantur. Mama wyjechała za granicę „za chlebem”, brat mieszkał w internacie kilkadziesiąt kilometrów od domu, a mi zostały dwa tygodnie głodówy i męczarni (raz zamknął się w domu od środka i po powrocie ze szkoły spędziłam na schodach resztę dnia. Otworzył mi dopiero po 21). Nie miałam dokąd pójść, żadnej rodziny, a koleżanek się wstydziłam (w sensie tłumaczenia, że mam pijanego ojca na podłodze w salonie).
Dnia pewnego przyszedł kres mojej wytrzymałości i... zabrałam mu pieniądze, spakowałam się i postanowiłam wyjechać do rodziny (100 km od mojego domu). Na odchodne napisałam mu krótki liścik, że mam dość jego zachowania, że obiecywał poprawę, że nie jestem już jego córką. Masa głupot, ale właśnie tak się wtedy czułam. Nie miałam nikogo, musiałam radzić sobie sama. Wyjechałam. Ale nie na długo. Nazajutrz do rodziny zadzwoniła policja z prośbą o identyfikację zwłok. Mój tata wyjechał z domu pijany, samochodem i zmarł na uboczu drogi z listem od córki w kieszeni.
Zapił się, po prostu się zapił. A ja mam brudne sumienie. Rodzina obwinia mnie, dlaczego? Bo byłam zarozumiałym dzieckiem (15 lat), które nie umiało pomóc własnemu ojcu i jeszcze oskarżyło go o wiele nieprawdziwych rzeczy (list, który miał przy sobie, przeczytali wszyscy).
Nikt nie postawił się w mojej sytuacji i jest mi przez to cholernie przykro.

#IyJWG

Było to lata temu, jeszcze przed epoką komórek. Umówiłam się z koleżanką na mieście. Czekałam ponad pół godziny, jednak ona się nie pojawiła. Pokręciłam się jeszcze po mieście, wpadłam do kilku znajomych barów (nie chciało mi się spędzać piątkowej nocy samotnie z książką). Nie spotkałam jednak nikogo znajomego, więc postanowiłam się zbierać do domu. W tym momencie patrzę – idzie znajomy (taki kumpel mojego kumpla), którego znałam przelotnie z kilku imprez. Cześć, cześć i od słowa do słowa skoczyliśmy na piwo. Spędziliśmy miło wieczór, racząc się złotym trunkiem i popalając papierosy. W końcu zrobiło się późno, więc ruszyliśmy na tramwaj. – To na razie, Mariusz – powiedziałam.
– Ale ja jestem Artur... Nie pamiętasz mojego imienia, Kaśka? – roześmiał się.
– Ja nie jestem żadna Kaśka, tylko Weronika... – odpowiedziałam.
Okazało się, że spędziłam wieczór z zupełnie obcym człowiekiem. Ja wzięłam go z kogoś innego i on mnie też. Pośmialiśmy się jeszcze i każdy ruszył w swoją stronę.

Mam prozopagnozję. Nie rozpoznaję ludzkich twarzy. Jednak nie jest to dla mnie zbyt uciążliwe, bo znajomych poznaję po gestach, sposobie ubierania się, fryzurze, głosie itd. A ten Artur miał akurat taki sam styl ubierania i fryzurę jak Mariusz. A on po prostu był pijany na tej imprezie, kiedy poznał Kaśkę.

#Fe1wP

W okresie okupacji mój, świeć Panie nad jego duszą, dziadek był maszynistą. Jako dziecko uwielbiałem słuchać jego opowieści o trudach tego rodzaju pracy w opanowanym wojną kraju, kiedy na każdym kroku miał styczność z okrucieństwem Niemców i niewyobrażalnym gniewem upodlonych przez okupanta cywili.
Mały byłem, więc i zadawałem sporo pytań, a senior mojego rodu przywoływał czasem z pamięci historie, które niekoniecznie powinno słyszeć dziecięce ucho. Ale jakie to były historie! Raz udało mi się szczególnie mocno pociągnąć go za język.
Pewnego lata dziadek i jego pomocnicy wieźli transport drewna. Wielka lokomotywa ciągnęła wówczas dziesiątki wagonów. Podczas postoju w jednej ze stacji, do której część ładunku miała zostać dostarczona, dowiedzieli się, że inspektorem kolei był tam pewien sadystyczny gestapowiec mający na sumieniu kilka bardzo paskudnych czynów.
Nie dalej, jak dwa dni wcześniej Niemiec chciał zrewidować jakiegoś dzieciaka. Chłopczyk przeraził się i zaczął uciekać, więc ten bez mrugnięcia okiem odstrzelił mu pół głowy.
Podczas, gdy dziadkowi pomocnicy wyładowywali z wysokich wagonów wielkie sztuki drewna, jeden z nich zauważył, że pomiędzy stojącymi na stacji pociągami przechadza się wspomniany gestapowiec i wyraźnie węszy. Prawdopodobnie szukał jakieś kontrabandy. Kiedy więc Niemiec przechodził koło taboru z drewnem, polscy kolejarze "przypadkiem" zrzucili mu na łeb ważącą kilkaset kilogramów kłodę. Gość zginął na miejscu. Sprawcy zamachu na życie germańskiego oprawcy, szybko wrzucili jego zwłoki na "pakę" i przykryli węglem.
Dziadek o wszystkim dowiedział się potem, kiedy pociąg był już trasie. Trupa trzeba było się pozbyć, bo upał straszny, a rozkładające się zwłoki śmierdzą przecież tak, że momentalnie ktoś wywęszyłby niezbyt żywego pasażera na gapę.
Panowie, po szybkiej naradzie wyciągnęli nieboszczyka z kryjówki i zataszczyli go do lokomotywy. Tam pokroili go na kawałki i sukcesywnie, razem z węglem, dorzucali fragmenty zwłok do kotła.
W ciągu kilku godzin po niemieckim truchle nie było śladu. Pozostało jedynie posprzątać bałagan po całej rzeźnickiej operacji. Występek mojego dziadka i jego załogi na szczęście nigdy nie wyszedł na jaw. W innej sytuacji pewnie nie pisałbym tego wyznania.

#9LwF0

Depresja wyżera mnie od środka. Nikt z mojego otoczenia nie rozumie tego, co czuję, myślą, że leżenie w łóżku całe dnie i noce jest dla mnie rajem. Prawda jest taka, że nie potrafię sobie pomóc, że to gówno przejęło kontrolę nad całym moim życiem, a ja jestem tak słaba, że chciałabym zniknąć.

#KEgf8

Głupio mi o tym pisać, ale nie mam o tym komu powiedzieć.
Mam 28 lat, jestem z moim facetem 8 lat, nie mieszkamy razem. Kocham go nad życie, pomimo faktu, że jest on lekko patologiczny. Próbuje mnie wykorzystywać. Chce, żebym go utrzymywała – to mogę przeżyć, bo zarabiam naprawdę dobrze i nie przeszkadza mi zamiana ról, że facet w domu z dziećmi, a kobieta w pracy. Ale on ode mnie oczekuje wszystkiego. Żebym za niego wszystko robiła. Żebym z jego matką po lekarzach jeździła, żebym za niego z psami wychodziła. Zaznaczę, że ja mieszkam prawie 15 km od niego. Obraża się na mnie, bo nie chcę do niego specjalnie przyjechać w największych korkach, czyli stać dwie godziny w korku tylko po to, żeby wyjść mu z psami.
Ciągle stara się mną manipulować i nigdzie ze mną nie wychodzi.

Nie zerwę z nim, bo go kocham. Nie mam z kim o tym pogadać, bo ja nie mam nikogo poza nim. A on jest moim pierwszym facetem w życiu i chcę, żeby był ostatnim. Nikogo więcej nie potrzebuję. Tylko tej mojej aspołecznej, patologicznej drugiej połówki.

#0i2CF

Jestem wolontariuszem w przychodni zajmującej się między innymi leczeniem dzikich zwierząt. Jako że param się opieką nad zwierzętami, nic co zwierzęce nie jest mi obce - nie ruszają mnie kupy, wydzieliny i inne zjawiska ze sfery fizjologii.

Tak w każdym razie myślałam. Dzisiaj jednak wydarzyło się coś, co wytrąciło mnie z równowagi.

Jeż, którym akurat się zajmowałam, dostał erekcji. Co więcej, uznał za stosowne ejakulować i to akurat w momencie, gdy robiłam mu zastrzyk.

Komentarz koleżanki? "O, ma fetysz pielęgniarki!".

Tak więc mogę sobie wpisać do CV, że spełniłam seksualne fantazje jeża.

#9yCkM

To co wam chcę opisać, zdarzyło się parę lat temu. Miałam samochód. Ale taki zwykły. Był to bardzo rzadki model, niezbyt często spotykany na ulicach. Autko sportowe, rzucające się w oczy. Nie chwalę się, jest to istotne dla historii.

Tym autkiem pojechałam do koleżanki, która mieszka w innym mieście. Miałam zostać u niej kilka dni. W trakcie pobytu samochód nie był mi potrzebny. Stał sobie na parkingu, w tym samym miejscu, w którym zaparkowałam w dniu przyjazdu. Było go widać z okna mieszkania.

Któregoś dnia wyglądam przez okno i widzę, że koło mojej bestii stoi kilka osób. Niewiele myśląc wybiegłam z domu, by dowiedzieć co się dzieje. Podchodzę na parking i słyszę (mniej więcej coś takiego):

- No wiecie, jak szybko tym cackiem mogę śmigać. Kiedyś was zabiorę i pokażę.
- A nie możesz teraz? No nie daj się prosić. Ja lubię ostrą jazdę.
- Ja też, nawet bardzo, he he he...

Teraz krótki opis. O mój samochód opiera się jakiś chłopak. Koło niego stoją trzy niewiasty, zachwycone nim i jego gadką. Chłopak opowiada jak to super jeździ się taką bryką, a one chłoną każde słowo i błagają o przejażdżkę. A ja stoję i słucham. I bardzo różnię się wyglądem od pozostałych dziewczyn (to też istotne). Powiedzmy, że dostałam 20 cm za mało wzrostu i z 10 cm za dużo w pasie. I tak mnie ta sytuacja zaskoczyła, że stałam i słuchałam co też on nie robił w tym aucie. Gdzie nie jeździł i kto mu nie zazdrości.
I nagle jego spojrzenie pada na mnie. Przygląda mi się i mówi:
- A ty czego się tak gapisz? Nie widzisz, że tym autem jeżdżą tylko fajne laski?

Jego mina, gdy otworzyłam drzwi auta - bezcenna :D

#oEhiJ

Jestem pielęgniarką. Dzisiaj w pracy miałam na sali pacjentkę, po 80, schorowana babcia, ze zmianami starczymi w mózgu i bardzo smutnymi oczami, aczkolwiek kobieta w logicznym kontakcie. Była na sali obserwacyjnej, więc siedzę, obserwuję, aż tu nagle na salę dosłownie wtacza się dziadeczek, ledwo idzie o kuli, ale gna! Pytam więc kim pan jest, odpowiedział tylko "dzień dobry", i pędzi do łóżka tej pani.

Pan przyjechał z dializ, tez schorowany, głodny, bo była 16, a on na czczo, pędzi prosto do żony, ledwo idąc o tej kuli, ale jakoś się dotoczył. Pomogłam mu usiąść, a kobiecie aż zaświeciły się te smutne oczy. Zapytała "A po coś ty tu przyszedł?!". Na co pan odpowiedział "A co? Nie mam do kogo?!". Potem tak sobie siedzieli, niechcący usłyszałam, że pan dziadek mówił "Masz jeść i słuchać doktora, żebyś wyzdrowiała". Coś niesamowitego! ;)

Taka piękna miłość się zdarza. Uwierzcie! ;)
Dodaj anonimowe wyznanie