#QjNEf

Dzisiaj na spacerze usłyszałam rozmowę pewnej dziewczynki z mamą. Nie pamiętam dokładnie, jak ona przebiegała, ale zapamiętałam najważniejsze dialogi.

- Mamo, czemu tata wrócił bez Maxa?
- Zabrał go w lepsze miejsce.
- Ale u nas jest najlepiej!
- Nie mamy czasu się nim opiekować.
- To ja tylko będę!
- Jesteś za mała, poza tym nie pyskuj.

Dziewczynka zaczęła płakać i spojrzała na mnie i na mojego psiaka. Podeszła do mojej Lucy, pogłaskała i powiedziała:"Pani ma widać dużo czasu, żeby opiekować się przyjacielem". Między innymi takie coś powiedziała, z naciskiem na "przyjaciel".

Chce mi się płakać do tej pory.

#skl71

W środku nocy szefowa wysłała mi SMS, w którym wyznała mi miłość. To nie była pomyłka, bo chwilę później zadzwoniła i pijackim głosem powiedziała, że ma na mnie straszną ochotę. 
Jestem szczęśliwą mężatką, mam dwójkę dzieci i boję się jutro iść do pracy, bo muszę dać jej kosza na tyle delikatnie, żeby nie stracić pracy...

#61Oi4

Razem z moim chłopakiem (Finem) mieszkamy w Finlandii. Jakiś miesiąc temu po ostro zakrapianej imprezie zebrało nam się na amory, akurat miałam przerwę miesięczną w przyjmowaniu tabletek, gumek brak, ale zachlanej głowie to nie przeszkadzało. Na następny dzień otrzeźwieni stwierdziliśmy, że to jeszcze nie dla nas czas, by dziecko bawić, więc poszła w ruch tabletka 72h po i zakup zapasu gumek na miesiąc. Pomimo tego okres zaczął mi się spóźniać, zaczęły mi rosnąć piersi, byłam ciągle zmęczona, więc kupiliśmy test. Dwie kreski... Mój chłopak roztrzęsiony, ale zapewnił mnie, że jakoś sobie damy radę, że on pójdzie pracować na dwie zmiany, że się pobierzemy. Pomimo pierwszej paniki po kilku dniach zaczęliśmy się przyzwyczajać do myśli, że zostaniemy rodzicami i nawet zaczęliśmy się z tego powodu cieszyć.
 Po około dwóch tygodniach zaczęłam krwawić. Nie mogliśmy się nigdzie dostać do lekarza, bo to piątek wieczór, więc zadzwoniliśmy na pogotowie. Pani na linii stwierdziła, że to na pewno tylko krwawienie implantacyjne i nic się nie martwić, iść do przychodni za 3 dni, jeśli nie ustanie. Moim zdaniem krwawienie było za bardzo obfite jak na podany nam powód, ale cóż ja w środku weekendu poradzę? W poniedziałek już krwawienie ustało, postanowiliśmy ponowić test ciążowy. Siedziałam w toalecie i nie wierzyłam w to, co widzę – nadal dwie kreski. Po takim krwawieniu? Wtedy, pomimo mojej wciąż słabej znajomości języka fińskiego, chwyciłam za instrukcję. 

Najwyraźniej mój chłopak ostatnim razem był taki zestresowany, że przeczytał instrukcję niewłaściwie, bo przy ciąży powinien się pokazać znaczek „+”, a nie pojedyncza kreska. Dwie kreski oznaczały jedynie, że test działa i wynik jest negatywny, przy teście pozytywnym powinna być jedna kreska i jeden plus.

W ciąży nigdy nie byłam, organizm najprawdopodobniej dziwnie odreagowywał odstawienie tabletek hormonalnych. Stresu cała ta sytuacja przyniosła naprawdę wiele, ale zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej :)

#yCTrU

Nie potrafię odczuwać silniejszych emocji, a kiedy coś się przytrafia, bardzo często odnoszę wrażenie, że nic nie jest mnie w stanie zadziwić i wiele już widziałam. Nie potrafię znaleźć sobie hobby. Nigdy nie czułam niesamowitego szczęścia bądź smutku. Jedyne co, to czasem się pośmieję, uśmiechnę itd., ale często i to jest wymuszone. Ile to się nasłuchałam od osób w moim wieku, że myśli im spać nie dają, że wszystko bardzo przeżywają i różne takie – nigdy mi się to nie przydarzyło. Kiedy rodzice zaczęli się poważnie kłócić i w grę wchodził już rozwód, młodsza siostra przyszła do mnie i zaczęła płakać; dosłownie trzęsła się ze strachu, a ja siedziałam praktycznie niewzruszona i mówiłam jej, że wszystko będzie dobrze. 
Może to po części wina seriali czy filmów, które oglądam, może przez nie właśnie odnoszę takie wrażenie i mój mózg po prostu przyzwyczaił się do kodowania niektórych scen czy reakcji bohaterów na nie. Chyba że po prostu jestem naprawdę zimną suką bez uczuć – to też jest jakaś opcja.

#XsQhM

Pracuję w Londynie na recepcji w biurowcu. Poza mną na recepcji pracują jeszcze trzy koleżanki – całe trio to rodowite Angielki.
Uwielbiam ten moment dzikiej satysfakcji, kiedy jako jedyna potrafię bezbłędnie przeliterować nazwisko każdego gościa, bez względu na jego narodowość (a tych jest u nas baaardzo szerokie spektrum). Żaden Agnagnostopoulous czy inny Thummaphbruttti mi niestraszny, podczas gdy one cierpią katusze i łamią języki przy „zwykłych” Kowalskich.
Takie tam plusy władania jednym z najtrudniejszych języków świata ;)

#UPMkx

Dziewczyna, z którą się umówiłem, poszła ze mną na koncert metalowy ubrana w jasną, zwiewną sukienkę w kwiatki. Jak ją zobaczyłem, to aż mi się głupio zrobiło, bo zrozumiałem, że ona po prostu nie wiedziała na co się pisze. Okazało się jednak, że nie dość, że wzbudzała ogromne i bardzo pozytywne zainteresowanie swoim ubiorem, to jeszcze znała wszystkie piosenki mojej ulubionej kapeli na pamięć i śpiewała lepiej od głównej wokalistki, kiedy ta wyciągnęła ją na scenę.
A ja ją tak pochopnie i niesprawiedliwie oceniłem, patrząc tylko na to, jak się ubrała, głupi ja. Na szczęście mi wybaczyła!

#kLpQP

Pracuję zdalnie. Mąż ma taka pracę, że niestety, parę razy do roku jedzie w delegację na około 2-3 tygodnie. A ja się tych jego delegacji czasami aż nie mogę doczekać, bo w końcu mogę zejść z pełnych obrotów. Obydwoje zapierniczamy jak dwa helikopterki, aby zarobić na mieszkanie, wakacje, jakieś ogólnie pojęte luksusy typu zabiegi u kosmetologów, co trzy miesiące komplet pełnych badań, częste wyjazdy za granicę. Ogólnie dobre życie, trochę ponad przeciętne.
Co w tym anonimowego?
Otóż gdy tylko drzwi się zamkną za moim mężem, wchodzę w tryb ZERO. Zero kąpieli, zero sprzątania, zero starania się. Czasami biorę nawet L4. Leżę całymi dniami w łóżku, opycham się jedzeniem, na które normalnie bym nie spojrzała. Moja dieta składa się z parówek, chipsów, mrożonej pizzy i lodów. Wyglądam i śmierdzę jak lump. Specjalnie bałaganię, np. wywalając ubrania z szafy, żeby żyć w tym syfie. Czuję się wtedy dobrze. Lepiej niż na wakacjach. Jestem tylko ja. Prawdziwa ja. Ta syfiasta, brudna, leniwa i głupia dziewucha.

Dwa dni przed przyjazdem lubego sprzątam chatę, doprowadzam się do porządku i wracam do rzeczywistości. O moim sekrecie nie wie nikt. I mam nadzieję, że nikt się nie dowie.

#fuaJM

Przez znaczną część życia byłam uzależniona od słodyczy. Zjadałam je codziennie w bardzo dużych ilościach. Nie potrafiłam odmówić sobie czekolady lub batona, przez co moje zdrowie i figura legły w gruzach. Borykałam się z tym przez bardzo długi czas, aż natrafiłam na filmik na YouTube o tym, jak radzić sobie z uzależnieniami. Film ten pomógł mi spojrzeć na mój problem z zupełnie innej perspektywy. Jordan Peterson opowiada tam, jak wyjść z nałogu, krok po kroku. Wdrożyłam te zasady do swojego życia i pierwszy raz od wielu lat nie zjadłam nic słodkiego od kilku dni. Jestem z siebie tak dumna, że chciałam się z kimś tym podzielić :)
Dodaj anonimowe wyznanie