#OFQa2

W moje ostatnie urodziny znajomi chcieli odwiedzić mnie z prezentem. Ubzdurałam sobie, że zaproszenie ich do siebie do domu będzie mało atrakcyjne (mój chłopak potrzebuje iść wcześnie spać, kiedy następnego dnia ma pracę), więc zaprosiłam ich wszystkich do lokalu.

Nie uprzedzając nikogo wcześniej, oznajmiłam już w trakcie spotkania, że sama zapłacę tylko za picie. Za jedzenie musieli wyłożyć sami.

Gryzę się z tym już od dawna, jakie to było nie na miejscu i zachodzę w głowę, czemu nie zaprosiłam ich do domu na zwykłe, krótkie spotkanie z ciastem i herbatą.

#IRrDX

Kiedy byłem mały, byłem święcie przekonany (co mnie teraz wyjątkowo śmieszy, kiedy sobie o tym przypomnę), że wróbel to mały gołąb i z czasem jak rośnie, powoli staje się gołębiem. Jakież było moje zdziwienie, jak z czasem uświadomiłem sobie, że są to dwa zupełnie inne gatunki ptaków...

#AaUKi

Dorabiam sobie jako opiekunka. W mojej "karierze" przewinęło się już kilkoro szkrabów, żadne z nich nie wyróżniało się szczególnie. Niezbyt grzeczne, niezbyt niegrzeczne - po prostu zwykłe dzieciaki.

Tak było do momentu, kiedy zaczęłam przychodzić do pewnej czteroletniej dziewczynki. Mała była cicha, spokojna, może nawet za bardzo, lubiła spędzać czas na samodzielnej zabawie (nie lubiła, kiedy ktoś się wtrącał lub przeszkadzał). Któregoś dnia czytałam gazetę, a mała układała puzzle na podłodze. W pewnym momencie przestała, westchnęła i powiedziała: "Życie jest jak puzzle, niby masz wszystko czego potrzebujesz, ale nie zawsze wszystko do siebie pasuje".

Zatkało mnie. Nie wiem, czy to jakiś cytat i mała usłyszała go gdzieś i po prostu bezmyślnie powtórzyła, czy też sama to wymyśliła, jednak wypowiedziała to z powagą greckiego filozofa. Niemniej czterolatka potrafiła opisać życie trafniej niż niejeden dorosły.

#wdGQQ

Znacie to uczucie, gdy rano zrywacie się z łóżka, bo wiecie, że rodziców nie ma w domu?
Nie, nie robicie od rana imprezy. Sprzątacie cały dom na błysk, żeby rodzice ten jedyny raz byli  zadowoleni. Po kilku godzinach sprzątania postanawiacie sobie usiąść na chwilę i wypić herbatę czy kawę, bo w sumie to czemu nie. Nagle wracają rodzice i robią wam awanturę o to, że nie pozmywaliście naczyń...
Cała sterta wyprasowanych, wypranych ciuchów, poodkurzane i pozmywane podłogi nie mają znaczenia...
Znacie to uczucie?
Ja tak.
Rodzice nigdy nie będą ze mnie zadowoleni. Zawsze zostaje coś, czego nie zrobiłam.

#8H1U0

Kiedy miałam ok.5-6 lat, moja starsza siostra zniknęła bez śladu. Mama mi powiedziała, że wyjechała do chłopaka i teraz z nim mieszka. Całe dzieciństwo byłam na niego wściekła, że zabrał mi siostrę. Wiecie, w różnym wieku zdarzają się różne rzeczy, w wielu przypadkach przydałaby mi się pomoc siostry. Jednak jakoś nigdy nie wracaliśmy do tego tematu, dokładniej to po prostu siostra jakby odeszła w zapomnienie, nikt nigdy o niej nie mówił.

Ostatnio "sprzątałam" strych, i tam znalazłam jakieś pudełko podpisane imieniem siostry. Były tam jej rzeczy, zdjęcia itp. Z jakimś chłopakiem też było tam zdjęcie, no i podpis - jej imię, jego imię i wspólne nazwisko. Domyśliłam się, że pewnie jego i ona sobie je już wtedy "nadała". Znalazłam go na fb, żeby dowiedzieć się coś o mojej siostrze (ona fb nie miała).

Okazało się, że moja siostra wcale nigdzie nie wyjechała. Ona popełniła samobójstwo. Byłam małym dzieckiem i rodzice pewnie nie wiedzieli jak mi to przekazać, więc wymyślili taką historyjkę. A ja przez ten cały czas byłam na nią wściekła, że mnie zostawiła.

#xIYFo

Dowiedziałem się, że moja dziewczyna przed związkiem ze mną była tak zwaną tinderówką i zamiast w związkach, to była w kilku relacjach fwb. Jednym z jej partnerów był o 3 lata młodszy 16-latek, który chodzi do tej samej szkoły co ja. Niby to nic złego i to tylko przeszłość, ale jednak wolałbym, żeby była w normalnych związkach niż w relacjach, które są tylko do jednego.

#7GWWb

Koniec tej historii sprawił, że przestałam się czuć człowiekiem...
Jestem już po 60-tce, mam męża i dwie córki. Właśnie DWIE o czym na lata zapomniałam. Pomiędzy moimi dziećmi jest aż 16 lat różnicy - druga córka była "wpadką", gdy po latach małżeństwa pojawił się dłuższy okres odżycia mojego związku. Naprawdę nie chciałam tego dziecka traktować źle, tak samo mąż. Dbałam o siebie podczas ciąży, choć zdrowie na dziecko koło 40-tki już nie za dobrze.
Mała urodziła się w martwicy - była ratowana przez prawie całą dobę, zanim jej stan określono jako poprawny. Myślałam, że ciąża była ciężka na starsze lata, ale same zajęcie się niemowlęciem już wykańczające. Uciekłam do pracy już po 6 miesiącach, zostawiając córkę z teściową. Mąż był strażakiem i taksówkarzem, ja krawcową, a starsza córka była w okresie nastoletniego buntu. W domu byliśmy nie często, mała była w nim jak duch - bawiła się samą, sama chodziła do szkoły, sama się ubierała i sama jadła to co gotowałam na szybko. Krótko mówiąc zapomnieliśmy o niej. Teraz po latach sobie przypomniałam, że pojechała na studia do Niemiec za samodzielnie zarobione pieniądze, a my zauważyliśmy jej brak w domu dopiero po jakiś 2 tygodniach.
7 lat temu u męża zdiagnozowano raka jelita drubego. Mówili, że raczej nie uleczalny, bo formował się już przynajmniej kilka lat wstecz. Jako iż miał on dwie prace i ja swoją również oraz byliśmy oszczędnymi ludźmi mieliśmy pieniądze na leczenie i mąż się jej podjął. Co dziwne 3 operacje oraz chemioterapie szły gładko. Te 7 lat było dla naszej rodziny (ja, mąż, starsza córka, jej mąż oraz dwie wnuczki) były jak z filmu. Wiecie głównemu bohaterowi zostaje ostatni rok życia i postanawia spełnić ten czas na spełnianiu marzeń. Najlepsze lata mojego życia.
Dziwne prawda? Dowiedziałam się jak to możliwe dopiero na przygotowaniach do pogrzebu po śmierci męża.
Cały pogrzeb - miejsce na cmentarzu, ksiądz, trumna, kamieniarz oraz również stypa - został zapłacony z góry. Za 60 tysięcy złotych. Nie moje, ani nikogo z rodziny. Tak myślałam, że nie z rodziny. Po pytaniach u zakładu pogrzebowego i kościele przelewy przyszły z Niemczech. Wtedy olśnienie po ponad dekadzie, że ja przecież mam drugą córkę! Podejrzliwa pojechałam do prowadzącego lekarza mojego zmarłego męża, od którego się dowiedziałam co było tym cudem 7-miu lat...
Okazało się, że nasz budżet mógłby wystraszyć na 3-4 lata walki z rakiem, nawet nie życia, a walki. To moja młodsza córka importowała jedne z najlepszych leków z Niemiec jak i opłacała najefektywniejsze terapie. Te 7 lat sielanki zafundowała nam zapomniana córka, która o nas nie zapomniała i wyłożyła około 1,5 miliona złotych na leczenie ojca, który jej nie pamiętał...
Nie mam nawet numeru, żeby chociażby dać jakiś głupii znak do niej. Nie jestem człowiekiem.

#6eO4R

Pierwsze miłe słowa od mamy dobiegły do mnie przed trzydziestką, po grubej awanturze i gorzkich żalach, m.in. że nigdy nie powiedziała nic dobrego na mój temat. Zdanie brzmiało mniej więcej tak: „Masz ładną ścierkę do naczyń”. 
Ostatnio chcąc dodać mi otuchy, na koniec rozmowy telefonicznej (mieszkamy w innych krajach) rzuciła: „I pamiętaj, nie jesteś żadnym dzieckiem szatana”. 
Kocham ją za to, że przynajmniej próbuje :)
Dodaj anonimowe wyznanie