#5MNnX
Przez to wszystko babcia boi się wyjeżdżać gdzieś na dłuższy czas. Pod jej nieobecność wujek może sprzedać dobytek biednej emerytki i kupić sobie za zyskane pieniądze alkohol. W takiej sytuacji babcia sama zostawia mu dla spokoju trochę złotych.
Pewnie, tak samo jak mnie, denerwuje was bierna postawa mojej babci. Uwierzcie, nic nie pomaga. Rozmowy z całą rodziną na ten temat, wizyty u psychologa, wzywanie policji, organizowanie odwyku... Nic. Według babci wszyscy uczepili się jej biednego synka, jakby sami byli święci. Ona widzi problem, jest zastraszana, ale woli nic nie robić, byleby tylko nie irytować synusia (wspomnę jeszcze, że to mała wioska, gdzie każdy każdego zna i „wstyd przed sąsiadami policję wzywać”). Sam zainteresowany jest już tak mocno uzależniony, że nie potrafi z tym walczyć. Żeby wujek się zmienił, najpierw musi zmienić się babcia, ale na nią nie ma rady.
Czasem myślę, co by było, gdyby ona zmarła. Wujek chyba stałby się bezdomny i zachlał się na śmierć jeszcze przed czterdziestką. Rodzeństwo pewnie chciałoby mu pomóc, ale wiem, że nadal by pił. Wiem, że to okrutne, ale czasem myślę, że lepiej by było dla wszystkich, żeby wujek zmarł. Nie życzę mu śmierci, ale takie życie to nie życie. On sam cierpi i zaraża cierpieniem wszystkich bliskich. Niestety na tę chwilę nie widzę innego sposobu na zakończenie tej historii.
#Dy0MV
#NRaRm
Dziś przyszedł niepozorny gość. Doktorek zainstalował aparaturę w jego odwłoku. Facet skrzywił się i jęknął: „Kur#a! Teraz wiem, jak czują się Muppety!”.
Nawet lekarz parsknął śmiechem :)
#SMs5K
#myśliwy_stan_umysłu
#to_był_komplement
Teraz zaczynam spotykać się z wędkarzem, czekam na komplementy o sumach...
#w7YuW
Obserwuję ludzi i wybieram przyszłą ofiarę mojego towarzystwa. Przyglądam się, co ma w sobie najładniejszego (dajmy na to paznokcie albo ciuch) i chwalę, i wypytuję, jak zrobione/ gdzie kupione. Taki ktoś przychylniej ze mną pogada. Ruszam jeszcze kilka tematów, ale nie zadaję typowych ankietowych pytań typu „gdzie pracujesz?”, „a jak masz na nazwisko?” czy „a gdzie mieszkasz?”, bo na to się odpowiada krótko i ludzie nie od razu chcą na takie pytania odpowiadać. Mówię o atmosferze na imprezie, o jedzeniu, opowiadam, jak ledwo dotarłam, bo zacięłam się w windzie (tak naprawdę zacięłam się 10 lat temu, ale mówię, jakby to było dziś), kogo tu znam, a kogo jeszcze nie (może się dowiemy, z kim lepiej nie gadać). Często mi się zdarza, że taka początkowo obojętna osoba zaczyna się rozkręcać w rozmowie i pod koniec imprezy już razem planujemy następną, ale jeśli jest ewidentnie niechętna, zostawiam ją w spokoju i idę do kogoś innego.
Polecam!
#Tsglr
Mój mąż ma w pracy „koleżankę”, która już kilka razy próbowała wejść z buciorami w nasze życie. Dziewczyna twierdzi, że jest katoliczką i nie mogłaby związać się z żonatym mężczyzną, ale jej postępowanie mówi co innego. Zaczęło się od SMS-ów, potem były jej zdjęcia w jego telefonie, kłamstwa dotyczące ich kontaktów, dziwne maile (np. wysłała mu artykuł, który opisywał romans w pracy) – i oczywiście wszystko było niewinne, bo to przecież tylko „koleżanka” z pracy...
Oczywiście mąż zapewniał, że kocha tylko mnie i nasze dziecko i obiecał, że ich kontakty będą tylko służbowe.
Miarka się przebrała, gdy w naszym samochodzie na tylnej kanapie znalazłam siatkę, a w niej cienie i kredkę, opaskę, top i biustonosz. Świat się zatrzymał... Widziałam w jego oczach przerażenie, ponieważ obiecał, że nigdy tego nie zrobi. Twierdzi, że tylko ją podwiózł i że przypadkiem ją zostawiła i nawet się z nim nie skontaktowała, że coś zostawiła, następnego dnia to on do niej zadzwonił...
W tym dniu straciłam do niego zaufanie. Uważam, że ona zrobiła to celowo, ale mąż twierdzi, że to przypadek, zapomniała... Tylko dlaczego? Czy może między nimi coś było, a może jest? Może ona w ten sposób próbuje mi coś powiedzieć? Zastanawiam się, czy może to on daje jej jakieś sygnały? Albo ona lubi zajętych mężczyzn?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on nie widzi w tym problemu, przecież ona powiedziała, że to przypadek. A dla mnie za dużo tych przypadków... Przykro mi, że jej zdanie jest ważniejsze niż moje.
#Ojgew
Pewnego dnia, wracając ze szkoły, poczułam, że coś niedobrego dzieje mi się z brzuchem i zaraz się posram... Krokiem kaczki doczłapałam do mojej klatki i dzwonię domofonem. Nic. Dzwonię znów, i znów, nikt się nie odezwał. Spanikowana zaczęłam szukać kluczy, których, jak się pewnie domyślacie, nie znalazłam. Miałam szczęście, bo do bloku wchodził akurat jakiś sąsiad i udało mi się dostać do budynku. Czując, że moje dupsko bliskie jest eksplozji, poczłapałam na ostatnie piętro (nie ma tam drzwi do mieszkań, tylko roślinki i wejście na dach). Niewiele myśląc, zdjęłam gacie i zwyczajnie wysrałam się do kwiatka, aż niemal wylewało się z donicy... Potem jakby nigdy nic opuściłam budynek i udałam się do parku, aby tam zaczekać, aż mama wróci do domu. Nie miałam odwagi, by komuś się przyznać, więc w całym bloku śmierdziało kupą przez kolejny tydzień.
Pozdrawiam sąsiadów i przepraszam ;)
#w282t
Szkoda tylko, że nie zastanowiłam się, czemu ona to robi w pokoju, a nie w naszej mikroskopijnej łazience. Jak trzepnęłam i uderzyłam nosem o wannę, to mój krzyk usłyszało chyba pół bloku.
#zAM1o
Tak jak następnego dnia mój ukochany ser. A właściwie niemal jego brak i ślady paluchów w środku.
TO WCALE NIE BYŁY PTAKI, AŚKA. Wiem, że ty go zjadłaś. I mam nadzieję, że dostałaś chociaż sraczki.