#VfxVX

Moi rodzice mnie nie kochają. W domu pieniędzy nie brakowało, było za to faworyzowanie brata, ciągła kontrola, przymus nauki i chodzenia do kościoła, zniechęcanie do hobby, przemoc psychiczna, oziębłość emocjonalna. Ciągle słyszałam frazesy – rodzina jest najważniejsza, starszych trzeba szanować, na rodzinie zawsze możesz polegać itp. Jako dziewczynce wolno mi było mniej. Po skończeniu edukacji, znalezieniu pracy, wyjściu za mąż i dorobieniu się potomstwa, poprosiłam o pomoc, która zawsze była mi obiecywana. Spotkałam się z wyśmianiem i odmową. Brat singiel dostał mieszkanie w mieście wojewódzkim i opłacanie rachunków, ja zaś nerwy, bo „rodzice” próbowali zniszczyć moją rodzinę za pomocą kłamstw. Po moim odcięciu się od tej sekty przyjeżdżają regularnie, by zabrać wnuczków na różne atrakcje. Może to wynikać z tego, że mieszkają osobno albo z pustki w życiu. Rozmawiać się z nimi nie da. Nie rozumiem czemu nie chcą mi niczego dać i próbować naprawić relacji rodzinnych, zwłaszcza że na wnuki od brata nie mają co liczyć. 
Anonimowe w tej historii jest to, że chciałabym mieć prawdziwych rodziców, a ludzi, którzy prawnie nimi są, za takich nie uważam.

#EJVFh

Kilka lat temu wracałem z rodzicami z meczu, który był rozgrywany we Wrocławiu. Do swojego rodzinnego miasteczka mam ok. 40 km, więc pojechaliśmy pociągiem. Jako że był to poniedziałek, to następnego dnia musiałem iść do szkoły. 
Mecz skończył się o 23:30. Byłem strasznie zmęczony i w dodatku wiedziałem, że jeszcze nic na jutro nie umiem. I gdy tak jechaliśmy, usłyszeliśmy huk... Przesiedzieliśmy w pociągu aż do samego rana, dzięki czemu nie byłem na lekcjach.
I w tym momencie chciałbym podziękować bobrom, które przegryzły drzewo, które spadło na tory. BOBRY, KOCHAM WAS!!!

#b16FW

Po maturze chciałam wyjechać na wakacje do pracy za granicą. Była końcówka lat 90., więc realia nieco inne i wyjazdy na saksy nie były tak łatwe i powszechne jak teraz. Mój tato pracował w międzynarodowym zespole i często jeździł do Kopenhagi. Porozmawiał z kim potrzeba i miałam wyjechać do opieki nad dwójką małych dzieci. Jako że maluchy bardzo lubię, byłam tym faktem niezmiernie ucieszona i podekscytowana.
Do Kopenhagi pojechałam z taty znajomym z pracy, który na miejscu wsadził mnie w taksówkę do nowych pracodawców i życzył powodzenia. Taksówka wysadziła mnie przed ładnym domkiem na przedmieściach, wysiadłam lekko zestresowana, ale i pełna entuzjazmu. Niczym na skrzydłach poleciałam do drzwi, taszcząc za sobą swoją torbę. Tu miał być mój dom na następne trzy miesiące! Jakież było moje zdumienie, kiedy dopiero po kolejnym dzwonku drzwi otworzył rozczochrany, nieogolony i niezbyt porządnie wyglądający mężczyzna, lekko po trzydziestce! Patrzył na mnie kompletnie zaskoczony i dopiero po dłuższej chwili moich wyjaśnień zaczął rozumieć kim jestem i czego od niego chcę. Wreszcie pozwolił mi wejść do mocno zabałaganionego domu i.... zaczął tłumaczyć. Właśnie rozstali się z żoną, która zabrała dzieci i wyjechała do matki, wracać nie zamierza, a on o opiekę nad dziećmi ma się porozumiewać przez adwokata. Jest teraz w kiepskiej formie i wziął wolne z pracy. O mnie kompletnie zapomniał, zresztą myśli, że jego żona również... Ale postara się coś wymyślić, żebym mogla jednak trochę zarobić... Noż rewelacja! Tak właśnie sobie wyobrażałam moją pracę z dziećmi!
Prze kilka pierwszych dni ogarniałam dom, prasowałam i myłam okna, aż w końcu mój gospodarz znalazł mi pracę! Dumny jak paw oświadczył, że będę pracować w świetnym zespole wykończeniowym! Przez trzy miesiące malowałam ściany i sufity wraz z ośmioma Duńczykami. Po dwóch dniach znałam wszystkie duńskie przekleństwa, po paru tygodniach staliśmy się naprawdę świetnymi znajomymi i chociaż nigdy później z nimi nie pracowałam, nadal wysyłamy sobie życzenia świąteczne, urodzinowe, a nawet byłam na weselach moich dwóch kolegów!

#6VysZ

Nigdy nie umiałam tańczyć, grać na czymś ani śpiewać. Nigdy nie miałam talentu w łapkach (nawet głupią kartkę papieru krzywo umiem przyciąć). Nie byłam i nie jestem przebojową osobą, która umie zrobić show, rozbawić publikę (chociaż przyjaciele uważają mnie za śmieszkę). Mam inne zainteresowania. Uwielbiam czytać książki, pisać (nie tylko opowiadania, nawet rozprawki na lekcjach to dla mnie przyjemność), bawię się w postcrossing (dzięki temu poznałam sporo ciekawych ludzi z różnych stron świata), tworzę swoje drzewo genealogiczne (przesiadywanie w archiwach to dla mnie czysty relaks), okazjonalnie działam w wolontariacie. Może to nie żadne fajerwerki, ale lubię to, co robię. Wszystko byłoby okej, gdyby nie szkoła.

Nie biorę udziału we wszystkich szkolnych akcjach, bo po prostu nie mam takiej możliwości (chociażbym bardzo chciała, to nie zgłoszę się do śpiewania na apelu, bo ja nie umiem śpiewać, proste). Jednakże są nauczyciele, którym to przeszkadza. W klasie nie wyróżniam się praktycznie niczym. Moje oceny nie są wybitne, ale i nie najgorsze (totalna przeciętniaczka, mam trójki i czwórki). Nie biorę udziału w zawodach sportowych. Co rusz słyszę wypominki, że w nic się nie angażuję. No okej, ja bym się chętnie zaangażowała, ale w co? Raz się zgłosiłam do pomocy przy drzwiach otwartych, ale okazało się, że jednak nie potrzebują aż tylu pomocników. No okej. Kilka razy podpytywałam lubianą nauczycielkę czy są jakieś nowe konkursy. Nie było wśród nich takich, w których mogłabym wziąć udział. Wolontariat też u nas nie działa.

Pewnego razu wychowawczyni poprosiła moją mamę kiedyś na boczek i zaczęła jej narzekać na to, że nie angażuję się w życie szkolne. Najbardziej moją mamę zdenerwowały słowa, że ja pewnie marnuję swoje życie na nicnierobieniu. Niby nic (żyję dalej, uczę się dalej, wszystko jest w sumie okej, a nauczycielka poza tym to fajna babka), ale jednak bolą mnie takie teksty.

#LQGoK

Usiadłem wczoraj do szukania kawalerki, po kolejnej kłótni z moją żoną, której szczerze nienawidzę. Odłożyłem telefon, kiedy moje dzieci zaczęły płakać i pytać, czy naprawdę wyjeżdżam i czy mogą jechać ze mną. 
Niektórzy mówią, że lepiej się rozstać niż być w toksycznym związku, ale dla tych dzieciaków to będzie masakra. Za mocno je kocham. Wolę żyć z jędzą niż je zostawić albo ograniczyć kontakt z dziećmi. Trudno, jestem silny, przetrwam, aż będą dorosłe i zrozumieją, dlaczego zostawiam matkę.

#k4zRS

Jest mi wstyd za moje życie.
Dlaczego? Nie mam własnego mieszkania. Mam 32 lata i mieszkam na wynajmie. Mam własną firmę. ZUS: 2000 zł, VAT 23%, wynajęcie mieszkania: 2500 zł, opłaty: 1000 zł, leasing: 900 zł (musiałem wziąć auto w leasing, bo stare już umierało. Wziąłem używane). Telefon: 100 zł, księgowy: 200 zł, zakupy: 1200 zł co miesiąc, paliwo: ok. 300 zł. Zarabiam ok. 12 000 zł miesięcznie. Odmawiam sobie wszystkiego, co niepotrzebne – wyjścia ze znajomymi, wesela, lepsze buty... Jestem za stary na 800+, za młody na 13. emeryturę, za bogaty na mieszkanie socjalne, za biedny na wzięcie kredytu hipotecznego.
Natomiast jestem idealny, żeby na wszystko zasuwać.

#GFPVL

Pewnego dnia poznałam chłopaka. Miły, przystojny, romantyczny. Wszystko układało się wspaniale. Miał 18 lat, ja 17. Nie pracował, za to ja byłam kelnerką. Miał brata w wieku 12 lat.

Pewnego dnia moja współpracowniczka rozchorowała się, przez co miałam więcej pracy. Byłam zmęczona, głodna. Wieczorem przyszła 3-osobowa rodzina. Rodzice - typowy Janusz i Grażyna, dziecko zaś wydawało się spokojne. Od razu zawołali na mnie, podczas gdy obsługiwałam inny stolik. Chwilę później podeszłam do nich.
Grażyna od razu ofuknęła mnie: „Czemu musieliśmy tyle czekać? Toż to niedorzeczne, tak klienta traktować. Poproszę dużą margaritę! Migiem”. Gdy zapytałam o coś do picia, dowiedziałam się, że mają własne soki, ponieważ uważają, iż ceny są tu za wysokie. Zajęłam się obsługiwaniem reszty klientów, ale nie na długo, ponieważ owo małżeństwo wciąż pytało, za ile dostaną swoją pizzę. Gdy już ją przyniosłam, zostałam ofuknięta za to, że pizza jest za mała (średnica była w menu) oraz za to, iż specjalnie otrzymali pizzę gorszej jakości, ponieważ zostali uznani za klientów gorszego sortu. Jednak szczyt osiągnął pan Janusz, gdy klepnął mnie po tyłku! Wybuchłam. Nawrzeszczałam na nich za ich zachowanie, pana Janusza ofuknęłam za klepnięcie mnie po tyłku. Wygarnęłam im WSZYSTKO. I wiem, że moje zachowanie nie było profesjonalne, ale w tamtej chwili miałam to gdzieś. Byłam zmęczona i głodna. Państwo zapłacili i szybko się ulotnili. O sytuacji zapomniałam.

Pewnego dnia mój chłopak zaprowadził mnie na niedzielny obiad do swojego domu z rodzicami. Wiedziałam z jego opisów, że raczej nie przypadną mi do gustu, ale miałam nadzieję na poprawne relacje. Rozwiały się one juże w progu, gdy zobaczyłam, kim moi niedoszli teściowie są. To był Janusz i Grażyna, których poznałam już wcześniej w pizzerii. Przez cały obiad prawie się nie odzywali, a mój chłopak nie mógł zrozumieć, o co chodzi. Tym razem to ja szybko uciekałam.
Z chłopakiem się rozstałam, ale z innego powodu.

#vR9H2

Siedzę u fryzjera na fotelu, a obok mnie obcinany jest jakiś facet. Na oko 45 lat. Przez cały czas obcinania miał minę, jakby siedział na gwoździu. A gdy fryzjerka skończyła go obcinać, to on wydarł się na nią, że brzydko go obcięła.
Warto dodać, że był to gabinet, gdzie każdy przed strzyżeniem wybiera sobie fryzurę z katalogu.

Pani fryzjerka, po spokojnym wysłuchaniu wszystkich wrzasków klienta, powiedziała mu tak: „Z taką mordą to ładnie się nie da” :D
Dodaj anonimowe wyznanie