Spotykałam się z pewnym rozwiedzionym facetem. Było krótko, ale bardzo intensywnie.
Do tej pory za nim tęsknię. I stalkuję.
To już inny poziom stalkowania, bo odwiedzam jego profil na Spotify i sprawdzam ostatnio odtwarzane kawałki. Po co? Żeby wiedzieć, czy jest aktualnie z córką czy sam. A jeśli sam, to czy jest smutny czy nie.
Powinnam się leczyć.
W naszym domu miał być równy podział obowiązków. Razem z narzeczonym pracujemy, więc i obydwoje zajmujemy się domem. Koniec, kropka. Jakoś ten układ funkcjonował, jednego tygodnia ja posprzątałam więcej, gdy mój facet nie miał czasu, a innym razem on nadrabiał zaległości w porządkach. Nie kłóciliśmy się zbytnio o to, kto więcej odkurza, a kto robi więcej prania. Do czasu. Przyszedł tydzień, gdzie to ja miałam więcej pracy i to partner bardziej się zajął domem. Zaczął przy tym strasznie marudzić, że co to za równość, że on robi znacznie więcej itp. Byłam przekonana, że tak nie jest i lekceważyłam trochę jego marudzenie.
Gdy jego wkurw przybrał na sile i zaczął się buntować, postanowiliśmy przydzielać sobie punkty. Wypisaliśmy listę zadań domowych i wspólnie przydzieliliśmy im punkty w zależności od czasochłonności danej pracy czy energii, jaką musimy w nią włożyć. No i zaczęliśmy liczyć. Najpierw miesiąc na próbę. I co się okazało? Miałam o jakieś 30% więcej punktów od swojego partnera.
Wiecie dlaczego on myślał, że robi więcej? Bo wiecznie jęczał i zaznaczał, że on to i to zrobił. A ja po prostu szłam, odwalałam swoją robotę i potem nie szczyciłam się, że udało mi się domyć kamień z baterii w umywalce.
I tak oto partner chce wrócić do poprzedniego układu, co mi akurat obecnie nie odpowiada.
Polecam wszystkim, którzy mają wrażenie, że ich partner się miga od pracy :)
Nie lubię przyjaciółki mojej dziewczyny. Za każdym razem kiedy mamy się spotkać ona zachowuje się jak całkiem obca mi osoba. Mam wrażenie, że ich główną rozrywką na naszych wspólnych wyjściach jest naśmiewanie się i obrażanie mnie przy każdej możliwej okazji. Wspólna rozmowa na ten temat nic nie wniosła bo podobno ”przesadzam”. Przesadzam ?
Czasami chciałabym nie mieć przyjaciół, rodziny, chciałabym żyć bez poczucia ciągłego przytłoczenia myślą, że moje czyny mają konsekwencje.
Chciałabym móc się pociąć bez poczucia winy,
Chciałabym leżeć w łóżku godzinami bez poczucia, że sprawie tym komuś przykrość, kogoś tym zezłoszczę czy zdziwię.
Chciałabym po prostu nie czuć nic, zamknąć się w swoim pokoju i nie przejmować szkołą i innymi.
Jeżdżę na desce od 12 roku życia.
Idąc do liceum nie znałam nikogo. Wszyscy kumple ze skateparku poszli do okolicznego (dość kiepskiego) liceum. Ja do szkoły dojeżdżałam codziennie 30-40 minut na longboardzie albo 15-20 autobusem w zimowe/deszczowe dni.
Po miesiącu zaczęłam zauważać chłopaka z klasy maturalnej, który jeździł na to samo osiedle, ale autem. Zawsze przy mnie zwalniał. Był bardzo przystojny i w sumie chciałam, żeby kiedyś się zatrzymał.
Tak, zostaliśmy parą. Pierwsze pół roku było jak z bajki - dla mnie nauczył się jeździć na desce, odbierał mnie ze skateparków i uwielbiał moich kumpli. Dzięki niemu otworzyłam się i poznawałam więcej osób w szkole.
Zbliżały się matury. Szymon był zestresowany jak nigdy, często denerwował się na mnie i krzyczał. Ja to ignorowałam, bo w końcu matura jest bardzo ważna i ten stres miał przecież jakieś sensowne podłoże. Miał mi za złe, że odnawiam kontakt z kolegami ze skejta, a przecież nie miał dla mnie w ogóle czasu. Miałam siedzieć sama w domu?
Po maturach. Siedziałam sama na 4-metrowej rynnie w ciepły majowy wieczór. Chciałam chwilę pojeździć i się zebrać. Szymon miał mnie odebrać i mieliśmy pojechać do niego, wszystko znów zaczynało być w porządku.
Podbiegł do mnie, krzyczał: "ty szmato, wiem, że mnie zdradzałaś, jak ja byłem cały posrany maturami". Stał nade mną pytając w koło "no przyznaj się już, z kim? domyśliłem się!". Wstałam i chciałam uciec, ale mnie popchnął. Chyba nie oczekiwał, że dość mocno, ale miałam plecak, który dodatkowo pociągnął mnie w tył. Po wszystkim wezwał pomoc i tuż po przyjeździe karetki sobie poszedł. Ratownikowi powiedział, że mnie nie zna.
Piszę to wyznanie z połamaną ręką i sporej wielkości plastrem na czole. Nie ignorujcie pierwszych znaków agresji i nie usprawiedliwiajcie jej. Można mieć zły dzień czy dwa, ale nie tydzień czy dwa. Czar Szymona prysnął i teraz mam konsekwencje tego, że nie potrafiłam wcześniej obiektywnie o nim myśleć.
Gdy byłem mały, było to bodajże w czasach przedszkola, było dużo reklam telewizyjnych o innowacyjnych zabawkach, które każde dziecko chciałoby mieć. U mnie w domu nie było tak jak teraz u niektórych dzieci, które dostają mnóstwo zabawek, bawią się przez 5 minut i idą po następną, ostatecznie zawalając babci cały strych i nudząc się, bo przecież nie mają się czym bawić. Tak że nie, że byłem jakoś biedny, ale każda zabawka miała pewną wartość, gdyż nie dostawałem wszystkiego co chciałem, tylko to na czym mi najbardziej zależało.
Pewnego razu reklamowali w telewizji taką fajną ciągnącą się masę, coś w stylu jakiejś "magicznej plasteliny", która świeciła w ciemności. Naprawdę super sprawa, więc po jakimś czasie takąż kupiliśmy. Chodząc po domu bawiłem się nią. Reszta domowników była czymś zajęta w innym pomieszczeniu, a ja poszedłem do pokoju rodziców i położyłem się na łóżku. Nie wiem, czy to była już pora spania czy nie, ale przykryłem się kołdrą, no bo wiadomo, magiczna plastelina świeci w ciemności, a pod kołdrą jest ciemno. Gdy już nacieszyłem się luminescencją, postanowiłem zrobić coś, co robił chłopiec w reklamie owego produktu. Z masy ulepiłem coś na kształt okularów. Położyłem sobie to na twarzy, że niby okulary z plasteliny i leżałem.
Zasnąłem, ale zdaje się, że wcale nie na długo. Gdy się obudziłem, poczułem na twarzy plastelinę i postanowiłem zdjąć moje "okulary". I wtedy aż mnie dreszcz przeszedł - masa całkowicie przylepiła się do mnie, oblepiając okolice oczu, w tym całe brwi. Poszedłem do łazienki i przejrzałem się w lustrze. Nie przypominam sobie żebym płakał, ale byłem w tamtym momencie dość zestresowany. Poszedłem do mamy powiedzieć co się stało. Po jakichś 15 minutach odlepiania masy byłem niemalże czysty pomijając fakt, że przez następne 3 noce moje brwi świeciły w ciemności. Już nigdy się tą plasteliną nie bawiłem, zresztą nie wiem, czy cokolwiek z niej po tej historii zostało.
Tak więc myślałem, że to koniec moich przygód z luminescencyjną plasteliną... do czasu, gdy poszedłem spać w łóżku rodziców. Zawsze lubiłem przykrywać się kołdrą po sam nos, a nawet dalej. Gdy więc całkowicie schowałem się pod kołdrą, gdzie normalnie panowałaby ciemność, zobaczyłem, że jakimś cudem na całej powierzchni żarzy się zielonkawym blaskiem. Kołdra świeciła się w ciemności przez kolejnych 10 lat i pewnie świeciłaby się dalej, gdyby nie została po prostu wyrzucona. Ot, taka historia ze świecącą plasteliną, a ja wciąż lubię, jak coś świeci się w ciemności, choć może niekoniecznie moje brwi.
Pozdrawiam wszystkich :)
Wreszcie zrobiło się ciepło, więc stęskniona prawdziwej wiosny postanowiłam założyć do szkoły spódnicę, którą niedawno kupiłam. Była dość krótka, nie sięgała nawet do połowy uda, ale dla mnie to nie był problem. Nogi mam raczej normalne, ale skóra na nich moim zdaniem nie nadaje się do pokazywania, więc zawsze do spódnicy noszę leginsy, ewentualnie mocno kryjące rajstopy. Nigdy nie obchodzi mnie, że upał, nóg nie pokażę i już. Jednocześnie jestem przeciwna temu, by leginsy traktować jak spodnie (oprócz wf). Zawsze noszę do nich albo spódnice, albo tunikę, tyłek musi być zakryty.Tyle słowem wstępu.
Ubrana w ową spódnicę i grube leginsy poszłam na lekcję, nie byłam jedyna, która nosiła leginsy, połowa dziewczyn w szkole miała, tylko że nosiły je jako spodnie, niektórym prześwitywały majtki z powodu zbyt cienkiego materiału. Zgadnijcie do kogo przyczepiła się wychowawczyni...
Na godzinie wychowawczej usłyszałam, że dostaję uwagę z powodu nieodpowiedniego stroju, a konkretnie z powodu spódnicy (która była jakieś 10 cm krótsza niż w regulaminie). Starałam się wytłumaczyć, że przecież mam leginsy, nauczycielka odparła, że jej to nie obchodzi. Wskazałam na dziewczyny, które przyszły do szkoły w samych leginsach i spytałam dlaczego ich strój jest odpowiedni, a mój nie, nie potrafiła mi odpowiedzieć. Wkurzyłam się, wstałam i zdjęłam spódnicę, po czym spytałam, czy teraz dobrze. Uczniowie zaczęli bić brawo, a ja zostałam wysłana do pedagoga z powodu obnażania się na lekcji, zostali też wezwani moi rodzice. Było ciekawie, na szczęście nie wyciągnęli żadnych konsekwencji, tę nieszczęsną uwagę również mi odpuścili.
Nikt z grona pedagogicznego nie potrafił mi odpowiedzieć, więc pozwolę sobie zadać pytanie na tej stronie. Dlaczego leginsy i spódnica, która całkowicie zasłania tyłek i kawałek uda, są nieodpowiednie, ale same leginsy, nawet takie, przez które prześwitują majtki przy pochylaniu, są już akceptowalne?
Opiszę wam historię, w którą sama nie wierzę. Serio.
Miałam wtedy 9 lat. Wybrałam się na spacer po lesie, tak po prostu. Las znałam doskonale, dzików raczej nie było, a w razie czego można było wrócić po leśnej drodze dla traktorów. Dlatego też poszłam nieco w głąb. Siadłam przy moim ulubionym jeziorku, gdy nagle poczułam dotyk na biodrach. Odwróciłam się, a tam dorosły mężczyzna. Złapał mnie zatykając buzię, choć i tak starałam się krzyczeć i wyrwać. Gdy trochę się uspokoiłam, ów gościu postawił mnie przy drzewie i spojrzał na moją twarz.
- Ile ty masz lat?
- 9.
- NO KU*WA, gwałcicielem to ja jestem, ale pedofilem nie. Spie*dalaj stąd.
Uciekłam. I nadal nie wierzę. Teraz tak myślę, że to był głupi "żart", ale bądź co bądź nigdy nie pójdę do tego lasu. Nigdy.
Załóżmy, że mój były narzeczony nazywa się Jan Kowalski.
Niedługo po tym, jak się rozstaliśmy, poznałam chłopaka, który nazywa się identycznie jak mój eks. Dodam do tego, że nawet są w tym samym wieku.
Przynajmniej się nie pomylę, krzycząc jego imię w łóżku :D
Nie płakałam, gdy zerwał ze mną chłopak, z którym byłam kilka miesięcy.
Dzisiaj poryczałam się jak małe dziecko, gdy drugi raz nie wyszło mi ciasto na naleśniki.
Chyba jednak bardziej kocham jedzenie niż ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie