Do skończenia przeze mnie 4 klasy podstawówki mieszkaliśmy na wsi, rodzice mieli trochę kur, mały sad, nieduże pole pod uprawy. No i wśród tych kur była jedna, która zaprzyjaźniła się z nami, jak wychodziliśmy na podwórko podbiegała, lubiła jak ją głaskaliśmy, potrafiła wskoczyć na parapet od okna i stukała żebyśmy do niej wyjrzeli, serio, prawie jak pies. Ojciec jednak nie miał skrupułów i któregoś dnia wylądowała w rosole. Serio, mega to przeżyliśmy, ja pamiętam to do dziś. Niby zwykła kura, ale dla dziecka, które nie bardzo rozumie jeszcze jak działa ten świat, to jednak coś jak przyjaciel.
PS Nie zjedliśmy rosołku, z tego co pamiętam i ja i siostra płakaliśmy i nie chcieliśmy jeść. Moja mama do tej pory żałuje i wspomina tę sytuację, ojciec był wychowany w inny sposób i dla niego to nie było nic niezwykłego, zresztą wychowywał nas identycznie jak był sam wychowany - zimny wychów...
Mój ex upozorował swoją śmierć po zerwaniu. Było to dosyć dawno temu. Był on typowym toksykiem i bajkopisarzem, praktycznie wszystkie historie jakie opowiadał były wymyślone. Kiedy uwolniłam się z tej relacji, bardzo się cieszyłam, jednak on nie mógł tego przeżyć, groził mi że się zabije jak nie wrócę itp. po prawie 3 miesiącach od zerwania usłyszałam plotkę że on faktycznie się zabił, byłam tym bardzo zaskoczona i zdołowana, przez jakiś czas nawet się obwiniałam o to. Jednak naszło mnie coś żeby napisać do jego siostry i zapytać co dokładnie się stało. Ona natomiast powiedziała mi że on wyjechał za granicę do ojca a swojemu najbliższemu przyjacielowi kazał rozpowiedziec te plotkę. Byłam załamana swoją glupotą i tym że mogłam w to uwierzyć 😆
Jesteśmy z mężem małżeństwem od dwudziestu czterech lat. Mamy trójkę dzieci - dwie starsze córki, które już studiują i syna, który jest w klasie maturalnej.
Muszę przyznać, że to mąż naciskał na trzecie dziecko, ja byłam przeciwna (pierwsze dwie ciąże nie obyły się bez komplikacji), mąż jednak bardzo pragnął mieć syna więc uległam i tak na świecie pojawił się Mateusz (imię zmienione).
Mateusz jest dzieckiem, z którego mógłby być dumny każdy rodzic. Nigdy nie stwarzał problemów, chętnie pomaga w domu, bardzo dobrze się uczy - w drugiej klasie liceum został lauratem olimpiady matematycznej i już ma indeks na jakie studia sobie wymarzy. Dla mojego męża nie wiele to jednak znaczy.
Od kiedy Mateusz pojawił się na świecie, mąż ubzdurał sobie, że syn pójdzie w jego ślady (mąż jest żołnierzem zawodowym). Od dziecka ciągał syna na różne zajęcia sportowe - piłka nożna, pływanie, judo itd. Syn nie jest jednak szczególnym typem sportowca, nie przepadał za tymi zajęciami, a trenerzy dawali do zrozumienia, że może pochodzić się poruszać ale gwiazdy z niego nie będzie. Mąż nie przyjmował tego do wiadomości i dawał synowi do zrozumienia, że ma się starać bardziej jeżeli chce go zadowolić.
Kiedy syn skończył podstawówkę, mąż uparł się że wyślemy syna na letni obóz przetrwania (bo tam z niego zrobią mężczyznę). Syn pojechał, ale po dwóch dniach zadzwonił do mnie czy mogę po niego przyjechać bo źle się tam czuje. Od tego czasu mąż już całkiem zaczął traktować Mateusza bardzo chłodno.
Synowi bardzo zależy na uznaniu ojca. To do niego, nie do mnie, najpierw biegł się pochwalić gdy wygrał jakiś konkurs. Przestał gdy mąż skwitował ,,że w życiu chodzi o coś więcej niż cyferki". W synu przeszkadza mu już wszystko, a to że gra w gry komputerowe (bo będzie z niego ,,nerd"), a to że koledzy do niego przychodzą (bo mógłby zacząć przyprowadzać dziewczyny), a to że nie zdał za pierwszym razem na prawo jazdy (facet , a jeździć nie umie). Widzę po synu, że zaczyna ojca dażyć coraz bardziej negatywnymi uczuciami. Ostatnio podsłuchałam niechcący jak żalił się koledze, że już nie może się doczekać jak wyjedzie na studia i nie będzie starego oglądać na oczy.
Kocham mojego męża, przeżyłam z nim wiele lat, ale przez to jak traktuje naszego syna czuję do niego coraz większą niechęć. Nie wiem co mam zrobić aby przebiło się do jego głowy, że takiego syna zadrości mu na pewno wielu ojców i pora aby zaczął być dumny z takiego syna jakiego ma, a nie ciągle myśleć jaki powinien być. Zwłaszcza, że pewnych spalonych mostów nie da się już odbudować. Czasami myślę, że bardziej niż naszego syna kocha swojego bratanka, który oczywiście po liceum wybiera się do wojska i kontynuuje rodzinną tradycję.
Kiedy ukrywasz, że masz chłopaka, który nazywa się Nikodem, a twoja mama pyta się z kim się spotykasz, zawsze możesz powiedzieć, że z Nikim.
Polecam!
Przeraża mnie starość a potem śmierć, ale nie moja. Ogólnie przeraża mnie przemijanie. Nie mam tak od zawsze. Mam to odkąd zostałam matką. Tak patrzę na tę małą, najmłodszą istotkę i sobie myślę, że jak ona będzie starsza, będzie na przykład zdawać maturę, to mojej babci już nie będzie. Albo gdy będzie wychodzić za mąż, to moi rodzice, ciocie, będą już starszymi ludźmi. Chciałabym, żeby ona rosła, rozwijała się, ale żeby reszta rodzina była taka sama jak jest teraz i w tym samym składzie. Jak sobie pomyśle, że tak nie będzie, to łapię strasznego doła. Naprawdę dotarło to do mnie dopiero wtedy, kiedy przyszło na świat moje pierwsze dziecko. Nigdy wcześniej mnie to nie dręczyło. Przepraszam, ale musiałam się tym z kimś podzielić.
Zaczynam się zastanawiać, czy powinnam wybrać się do lekarza albo coś, bo ostatnio zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
Mianowicie np. siedząc w busie w, drodze do szkoły lub pracy, kilka razy zapomniałam po co tam jestem i jak się tam znalazłam.
Kolega wysłał mi wiadomość. Myślałam, że odpisałam, po trzech dniach patrzę, a jednak tego nie zrobiłam. I się zastanawiałam czemu nie odpisuje...
Rozmowa przez telefon.
- Mam w sobotę wolne.
- O, to fajnie.
5 minut później
- Pracujesz w sobotę? Bo zapomniałam...
Najgorsze jest, kiedy siedzę na lekcji, słucham nauczyciela, a tu nagle mindfuck dlaczego on mówi w innym języku i takie "ojej nie mieszkam w Polsce".
Nie ma puenty, mam nadzieję, że Google nie wyszuka mi raka trzustki. Albo coś.
Kupiłam sobie wibrator.
Pierwsze, do czego go użyłam, to rozmasowanie napiętych, bolących mięśni karku.
Starość, k..., starość...
Po przeczytaniu większości męskich komentarzy po prostu upewniłam się co do tego, że oczywiście nie ma nic złego w oglądaniu gołych dup, ale prawda jest taka, że jeśli wasza kobieta obserwowała by na insta jakiegoś gościa wysportowanego, przystojnego i w dodatku z niezłym sprzętem, to już widzę wasze miny i zapewne będzie oglądać go razem z nią
Jestem szczęśliwa.
Chciałam się tym podzielić, ponieważ to jest dla mnie coś wyjątkowego. Do tej pory wchodziłam w krótkie związki, trwające zaledwie parę miesięcy, szybkie i najwyraźniej dla drugiej strony bezwartościowe. Często byłam zdradzana, mam przez to duży problem z zaufaniem. Nie jestem chodzącą zazdrością, ale miałam gdzieś tam w głowie głosik "zdradzi cię, spóźnił się godzinę do domu? Na pewno był u tej drugiej". Nie pokazywałam tego zewnętrznie bo wiedziałam, że to nie powinien być problem nowego związku. Teraz to mnie czasem nawet bawi bo jestem teraz w dwuletnim związku i on zamilkł. Już go nie ma. Spóźniła się godzinę? Kurde pewnie były korki, muszę zrobić jej ciepłej herbaty. Jestem po prostu szczęśliwa.
Nie zawsze zacinam się podczas golenia nóg, ale kiedy już mi się to zdarzy, zbieram krew z rany, rozsmarowuję ją na twarzy (najczęściej pod nosem i w kącikach ust/oczu) i udaję przed lustrem, że właśnie stoczyłam walkę na miecze z kimś, kto zdradził mojego wyimaginowanego króla.
Przepraszam za zdanie dłuższe od tasiemca.
Dodaj anonimowe wyznanie