Wyłączyli mi w bloku Internet na kilka dni.
W teorii nic wielkiego, w praktyce moi rodzice prawie domu nie roznieśli. Codziennością stało się: snucie się od kąta w kąt, nerwowość i ogólnie rozdrażnienie, odszukiwanie starych telefonów i sprawdzanie, jakie są na nich zdjęcia/filmy, zwiększone zainteresowanie sąsiadami, przychodzenie do mnie regularnie, aby coś sprawdzić z mojego telefonu (w przeciwieństwie do nich nie zużyłem od razu całego pakietu danych).
W międzyczasie przypomniałem sobie o kilku czekających na przeczytanie książkach. Urzekł mnie fragment książki o post-apokalipsie, gdzie telefony i komputery stały się bezużyteczne, jedynie niektórzy zbierali działające urządzenia, aby oglądać na nich stare zdjęcia sprzed końca świata. O ironio! :D
A podobno to młodzi są uzależnieni od technologii...
Dzisiaj byłam biegać. W pewnym momencie przejechał obok mnie samochód i jakiś chłopaczek wykrzyknął przez okno: „Biegaj, tłuściochu!”... na co jego mama zawróciła, wykopała go z samochodu i kazała mu przebiec razem ze mną przez pół dzielnicy, cały czas jadąc powoli tuż obok. Prawie się potknęłam ze śmiechu.
Jako mała dziewczynka (7-8 lat) dostałam szlaban od rodziców. Obrażona pobiegłam do swojego pokoju i obiecałam sobie, że ucieknę. Ale nie przez drzwi, to nie byłoby w moim stylu. Chciałam wyjść przez okno, żeby rodzice nie zauważyli. Jednak pod moim oknem było zejście do piwnicy, o którym kompletnie zapomniałam... Otworzyłam okno, wdrapałam się na parapet i skoczyłam w dół.
Skończyło się na tym, że miałam złamaną nogę, a opieprz dostałam jeszcze większy niż przedtem.
Mam 21 lat i robię sobie teraz coś pokroju „gap year” na studiach. Żeby jakoś produktywnie sobie zająć ten czas, znalazłam sobie pracę jako sprzątaczka. W sumie, jak się nad tym zastanowię, jest to najlepsza praca, jaką miałam dotychczas (a wierzcie mi, już na niejednym stanowisku pracowałam).
Sprzątam w gabinecie lekarskim porankami, po dwie godziny dziennie. Nikt mi nie zawraca gitary, nikt do mnie nie mówi, mam swoje klucze, więc przychodzę, kiedy mi wygodnie, pieniążki też dostaję za to fajne, a co najlepsze – mogę sobie śpiewać ile dusza zapragnie i nikomu to nie wadzi.
Na koniec dyżuru, kiedy lekarze zaczynają się schodzić, dziękują mi za to, że im przygotowałam gabinet, życzą miłego dnia, pytają, czy w czymś nie pomóc, czy nie będą przeszkadzać, jak wejdą.
Kurczę, tak z pozoru niewdzięczna praca, a ile zalet, o ile mniej stresu!
Bardzo Wam taką pracę polecam! Zwłaszcza introwertykom ;))
Piszę coś pozytywnego po raz pierwszy, żeby się pochwalić.
Po tym, jak jakiś typ chciał mnie pobić pod sklepem, a w mojej obronie stanęły dwie dziewczyny, które może chciały dobrze, ale upodliły mnie tam przed samym sobą i innymi do reszty, zebrałem się w sobie i postanowiłem powalczyć o siebie i zapisałem się na tajski boks. Niedomagałem fizycznie już na rozgrzewce, ale to dopiero pierwsza lekcja, a trener był wyrozumiały. Na szczęście to grupa początkujących i chyba po raz pierwszy w życiu nie czułem się odrzucony, pomimo że jestem tam najmniejszy, a niektórzy to naprawdę konie. Pomimo że nawet nauka samego poruszania się nogami w pozycji walki idzie mi kiepsko i boli mnie wszystko tak mocno, że ledwo chodzę, to nie zamierzam się poddać, bo od czegoś trzeba zacząć. Zapisałem się też do logopedy i wkrótce idę prywatnie do psychologa. Odkładam po 300 zł miesięcznie na laserową korekcję oczu. Muszę wyjść z bycia nikim i znaleźć dziewczynę.
Mam aktualnie 29 lat, chodziłem wtedy do pierwszej klasy liceum. Na wf-ie z kolegami wpadliśmy na pomysł, że wejdziemy do damskiej szatni po szkole (nikogo nie było w środku), w formie żartu, by poprzyklejać na ścianach podpaski pomazane czerwonym markerem (nie mam pojęcia, co mieliśmy wtedy w głowie), które kupiliśmy wcześniej, ale to, co tam zobaczyłem, nigdy nie wyszło mi z głowy... Była tam dziewczyna ze starszej klasy, nie znałem jej, leżała i się wykrwawiała, bo podcięła sobie żyły pobitym szkłem. Od razu zadzwoniliśmy na pogotowie, które wkrótce przyjechało i dziewczyna przeżyła. Nie wyobrażam sobie, co by było nazajutrz, gdyby nas tam nie było.
Jestem przedszkolanką, w mojej grupie jest 25 dzieci. Wracam po ośmiu godzinach pracy do domu i nie mam, no nie mam siły na zabawę ze swoim dzieckiem...
Jestem załamana.
Moja ciocia wyszła niedawno za mąż. Kiedy zamieszkała ze swoim mężem, okazało się, że ich koty się nienawidzą.
Nie dość, że ciągle się biły, to mieszkanie było bardzo obsiusiane.
Ani ciocia, ani jej mąż nie mieli zamiaru swojego kota oddać. Dlatego mieszkają oddzielnie, dopóki któryś z kotów nie umrze.
A są naprawdę zgranym małżeństwem.
Od małego byłem obiektem drwin, miałem nadwagę, nie jakąś mega dużą, ale jednak. Dodatkowo dobrze się uczyłem, więc uważali, że jestem kujon. Nie dość, że śmiali się ze mnie w szkole, to na dodatek tata, gdy tylko oglądaliśmy tv i pojawił się jakiś gruby koleś typu Arnold Boczek z Kiepskich, to mówił: „Ooo, to ty”. Było mi bardzo przykro i chciałem szybko schudnąć, lecz mieszkałem z babcią, która wręcz wciskała mi jedzenie (ona też mówiła, że jestem za gruby). Jedynym moim wsparciem była mama, która zawsze uważała, że nie jestem gruby i wyrosnę. Chociaż wiem, że mówiła to, żeby mnie pocieszyć.
Byłem szczęśliwy, że kończę podstawówkę i idę do innej szkoły. Nadszedł czas gimnazjum. Nowa szkoła, nowi znajomi, lecz problem ten sam. Dostałem się do klasy w stylu „dla najmądrzejszych”. Wolałbym dostać się do klasy sportowej, ponieważ uwielbiałem piłkę nożną, ale wiedziałem, że byłbym tam pośmiewiskiem. W nowej klasie czułem się nieswojo. Jednak po paru tygodniach zdobyłem paru kolegów, a nawet koleżanki, wreszcie poczułem się lubiany. Zaczęły podobać mi się dziewczyny, ale która by chciała takiego z nadwagą. Postanowiłem, że muszę schudnąć. Bieganie i dieta pomogły, w wakacje schudłem z 10 kg. Gdy wróciłem do szkoły, wszyscy byli zaskoczeni. Mnie było mało, chudłem dalej i dalej, zmieniłem fryzurę z długich włosów na krótkie. Po powrocie z wakacji do 3 klasy byłem nie do poznania. Wszyscy mnie bardzo lubili, szanowali, miałem doskonałe oceny, brałem udział w zawodach sportowych, dziewczyny się za mną uganiały. Czego chcieć więcej?
Był tylko jeden mały szczegół. Miałem obsesję na punkcie chudnięcia, z nadwagi przeszedłem na niedowagę, wszystko, co zjadłem, zwymiotowałem po paru minutach. Tak, jestem chłopakiem i miałem bulimię. Niespotykane, prawda? Trwało to może 2 lata, nikt tego nie zauważył, doskonale się kryłem. Chyba myśleli, że chudnę z ćwiczeń na siłowni. Gdy sam przyznałem się mamie, była w szoku, ale powiedziała: „Nic się nie martw, poradzimy sobie z tym”. Stopniowo przestawałem wymiotować jedzenie, częściej wychodziłem ze znajomymi na pizzę.
Nie było łatwo, lecz jakoś udało mi się wziąć w garść i bez pomocy psychologów ani innych lekarzy pokonałem swoje złe nawyki. Zacząłem częściej ćwiczyć na siłowni, zrobiłem tzw. masę i przybrałem z 20 kg. Zacząłem jeść to, na co mam ochotę i dalej dobrze wyglądam. Moja chora obsesja się skończyła. Poznałem dziewczynę, która wie o mojej przeszłości, wspiera mnie i wiem, że kocha mnie za to, kim jestem, a nie za to, jak wyglądam. Gotuje mi różne pyszności i cieszy się, jak jem. :)
Prawda jest taka, że większość zwraca uwagę tylko na wygląd, a nie na prawdziwe piękno człowieka. Nie ma co się nimi przejmować. Nie są tego warci :)
Dziękuję mojej dziewczynie i mamie! Kocham Was najmocniej!
Zmęczona po pracy próbowałam dostać się do domu, nawet zadzwoniłam do sąsiada mieszkanie obok domofonem, czy mógłby mi drzwi otworzyć, bo klucz mi się zablokował w drzwiach, a przemiły pan ze strasznym głosem mi nawet otworzył.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że próbowałam się dostać do klatki blok przed własnym blokiem... Zorientowałam się przy windzie, bo ta w moim bloku ma okienko pokazujące piętro przy suficie, a tamta miała przy przycisku.
Mam ochotę spalić się ze wstydu.
Dodaj anonimowe wyznanie