#dR59o

Jestem ojcem 9-letniego syna. Zostałem z nim sam, gdy miał rok, po tym, jak moja była żona odeszła z innym. Szybko udało mi się ułożyć życie na nowo. Moja obecna żona matkowała mu do tej pory przez te wszystkie lata i syn nie zna innej matki. Jednak w ciągu ostatnich tygodni przeżyła coś, co wygląda na załamanie nerwowe. Stwierdziła, że dusi się w związku, nie jest szczęśliwa, nie czuje się mamą (choć wychowuje dziecko od ponad 7 lat, a chłopiec zwraca się do niej per mamo) i uczucie się w niej wypaliło, a ona zwyczajnie mnie nie kocha i nie będzie ze mną ze względu na dziecko. Jestem załamany, kazała nam się wyprowadzić z domu, zabrała wszystkie oszczędności. Z tygodnia na tydzień zostałem znów sam z dzieckiem, chociaż jeszcze niedawno powiedziałbym, że tworzymy idealne małżeństwo, które się nawet nie kłóci. Rodzina w szoku, teściowie w szoku, ale ona pozostaje niewzruszona i mówi już o rozwodzie, w dodatku traktuje jak największego wroga. O ile ja sobie z tym jakoś poradzę, o tyle nasz syn każdego dnia pyta, czy rozmawiałem już z mamą i czy możemy wrócić do domu. Choć nowe mieszkanie mu się podoba, to mówi, że bardzo tęskni za mamą. Wieczorami są łzy i wspominanie mamy. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Jestem z synem sam w obcym mieście, bez duszy, do której można się odezwać. Chciałbym zwyczajnie się obudzić z tego koszmaru. Wiem, że muszę być silny dla syna, ale skąd czerpać tę siłę? Marzy mi się zwyczajny nudny wieczór, film i rozmowa z kobietą, którą mogę przytulić, i po prostu zasnąć bez bałaganu w głowie.

#tbiBK

Słyszeliście o efekcie motyla? Jedna, kompletnie nieistotna rzecz w życiu może być tą najważniejszą. Ja na przykład, idąc do liceum, spóźniłem się na pierwszą lekcję w nowej szkole. Dosłownie pięć minut, ale już to spowodowało, że byłem zmuszony usiąść w jedynym wolnym miejscu w pierwszej ławce (nie lubię siadać w ostatnich i wolę w drugim lub trzecim rzędzie, lecz wszystko było zajęte). Na domiar złego usiadłem koło gościa w dresie, z dość dziwnym poczuciem humoru. Nazywał się Kamil. Właściwie wtedy jakoś się z nim zgadałem i stworzyła się nasza grupka czterech ludzi, którzy trzymali się przez całe liceum (ich trójka znała się z gimnazjum, ja nowy się podpiąłem). I tak minęło całe liceum, ja poszedłem na studia jedne, Kamil na inne i lekko się kontakt zatarł, kiedy to dostaję od niego wiadomość o treści: „Hej. Nie chcesz iść na studniówkę?”. Jak się okazało, jego siostra (cioteczna) nie ma z kim iść na swoją, a on nie może, bo ma sesję. Ja jako zapalony student wybrałem studniówkę zamiast przygotowań do sesji. Dostałem kontakt do Ady. 
17 grudnia się spotkaliśmy, 31 grudnia zaczęliśmy chodzić. Po trzech latach się jej oświadczyłem, a teraz, rok po oświadczynach, mamy termin ślubu. A to wszystko przez to, że się spóźniłem pięć minut na lekcje do liceum, do którego poszedłem, bo się nie dostałem do tego, co chciałem, przez co byłem załamany dość dłuższy czas ^^

Tak że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło  :)

#q3jg2

Jakiś czas temu idę sobie ze sklepu do domu, przede mną idzie grupa 17-, może 19-latek i tak sobie rozmawiają o seksie analnym. Nagle jedna wypala: „A wiecie, że tak też można zaciążyć, bo plemniki idą do jelita, które jest połączone z pępowiną, a ta z macicą, gdzie są jajniki”.

Sorry, parsknęłam śmiechem. Czego uczą w tych szkołach?

#AFZEr

Znacie to powiedzenie, że jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę? Ja poznałem.
W skrócie?
Jakiś czas temu wracałem z pracy i zauważyłem w rowie samochód ze sporym wgnieceniem na drzwiach. Chciałem już być w domu, ale pomyślałem sobie – a co mi tam, zjadę i pomogę mu.
Dzisiaj dowiedziałem się, że ten sam gościu od wypadku próbuje mnie wrobić w spowodowanie go, bo dostałem list z sądu, żeby się zjawić. I to nie jako świadek.
I jak tu żyć :/

#omdnS

Wyjechałem za granicę, oczywiście w celu zarobkowym, zostawiając rodzinę, dziewczynę i znajomych w Polsce. Zarabiam bardzo dobre pieniądze, warunki są mega dobre, no wszystko po prostu miód malina. Lecz wiecie co? Dopiero teraz się przekonałem, że pieniądze szczęścia nie dają, jeżeli nie ma z kim ich wydawać. Jestem tu sam jak palec i czuję się nieszczęśliwy. Codziennie nie ma chwili, w której nie tęsknię za ojczyzną. Przed wszystkimi jestem twardy i udaję, że jest OK, ale gdyby nie to, że chcę zarobić na mieszkanie, a w Polsce trwałoby to znacznie dłużej, już dawno bym wrócił.

#h5D5n

Boję się. 
Mam córkę, przybraną wprawdzie, lecz kocham ją bardzo. Choruje od dłuższego czasu na boreliozę. Najpierw lekarze nie umieli zdiagnozować, czy to na pewno to. W końcu przepisali antybiotyk – pomogło, lecz po pewnym czasie wróciło. I tym razem nic nie pomaga, żaden antybiotyk – brała ich wiele, pojawiały się skutki uboczne, więc musiała je odłożyć. Widzę, jak słabnie fizycznie i psychicznie. Jesteśmy razem z żoną przy niej, staramy się być, działać, pocieszać. Pewnie nie zawsze możemy na tyle, ile trzeba, i zdarzyło się, że coś zaniedbaliśmy, to jest pewne. Córka jest teraz w szpitalu, badają krew, pobierają, sugerują, że bóle stawów to od psychiki... Nie wiem, ile w tym prawdy, chociaż nie wydaje mi się. W końcu robiła badania krwi i zawsze wychodziło, że ma przeciwciała. Chcę, by była szczęśliwa, zdrowa. Ale tak bardzo się o nią boję.
Dodaj anonimowe wyznanie