#Kp4qB

Pewnej nocy, gdy rodzice już spali, postanowiłam nieco oddać się przyjemności. Stary koń ze mnie, a nadal z rodzicami, na dodatek bez chłopaka, jednak zachciało mi się. Słyszałam, że spali, oddechy równe, to przeszłam do działania.
Moje łóżko troszkę skrzypiało i trzeszczało, jednak postanowiłam być ostrożna, by się nie wydało. Wolno i rozważnie się bawię ze sobą, po czasie już czuję, że jestem na końcówce. Przyspieszam. Łóżko prawdopodobnie zaczyna jęczeć za mnie. Czekam na ten moment, napinam mięśnie... I stop. Matka krzyczy z drugiego pokoju: „Co tak mlaska? Czy ty coś jesz? Jest środek nocy, oszalałaś?”. W tym momencie uszło ze mnie troszkę powietrza, nogi uderzyły o materac, a proces zabawy zakończył się sukcesem...
Nie powiedziała nic więcej, jednak prychnęła.

#VxBlI

Wszystko się zaczęło, gdy miałam około 6 lat. Mieszkałam z mamą i tatą w bloku, mieliśmy psiaka – idealna rodzinka. Jednak to tylko pozory. Ojciec zdradzał mamę na prawo i lewo. Za każdym razem mu wybaczała, pozwalała mu wrócić ze względu na mnie, żebym nie wygarnęła jej za parę lat, że nie mam przez nią ojca. 

Pewnego dnia siedziałam w salonie jedząc coś i mama weszła wtedy do salonu. Zaczęła się kłótnia, a ja sama zwiałam do swojego pokoju, gdy mama go spoliczkowała. Wiedziałam, że będą kłopoty – już wcześniej dochodziło do rękoczynów ze strony „taty”. Schowałam się w szafie, jednak widziałam wszystko przez szparę. Tata wziął mamę na ręce i rzucił nią o kredens (gdzie mi wmawiał później, że potknęła się o mojego psiaka, który spał w tym czasie u mnie w pokoju). Rozwścieczony pozabierał co cenniejsze rzeczy z domu, żeby mieć na alkohol. Gdy wyszedł, podeszłam do mamy. Była przytomna, więc się spytałam, co mam zrobić. Kazała zadzwonić mi po dziadków i na pogotowie. Zrobiłam to, o co mnie prosiła. W szpitalu okazało się, że ma złamany prawy obojczyk. Przeprowadziłyśmy się na parę miesięcy do dziadków, a mama w tym czasie szukała dla nas nowego mieszkania. Wyjechałyśmy do Poznania i tam miałyśmy rok spokojnego i w miarę szczęśliwego życia. Tylko rok... 
Wracałyśmy do domu od dziadków, byłyśmy tam na Dzień Matki. Tego dnia nigdy nie zapomnę. Wpadłyśmy w poślizg, jedyne co pamiętam to krzyki, gwałtowne skręty i dachowanie. Gdy odzyskałam przytomność, auto było wbite dachem w drzewo. Ledwo się ruszałam, wołałam mamę, ale bez odpowiedzi. Po jakimś czasie ktoś wyciągnął mnie z samochodu. Gdy spojrzałam w tamtą stronę... nie ma jak tego opisać. Zabrali mnie karetką na badania. W szpitalu spędziłam 3 dni i codziennie pytałam się dziadków, gdzie jest mama, ale unikali odpowiedzi. Ostatniego dnia kiedy miałam wychodzić ze szpitala, przyszli do mnie dziadkowie z psychologiem. Tego dnia powiedzieli mi, że mama zginęła tego feralnego dnia. Nie chciałam, nie mogłam uwierzyć. Nawet gdy przyszliśmy do kostnicy, pamiętam, że spytałam się babci: „Kiedy mama otworzy oczy i pójdziemy wszyscy do domu?”. Z pogrzebu pamiętam tylko, że nie płakałam, dopóki nie zamknęli wieka trumny.

Od tego wszystkiego minęło ponad 10 lat, a ja nadal muszę walczyć ze sobą, żeby po prostu nie rzucić tego wszystkiego, zasnąć i się nie obudzić. Powstrzymuje mnie tylko myśl, że są ludzie, dla których jestem ważna i którzy mnie potrzebują. Może i mam tylko 17 lat, ale na tyle się nie czuję. Ciągle żyję w strachu, że ojciec, z którym nie mam kontaktu od tamtego feralnego dnia, się odezwie, że przyjedzie do mnie. Mieszkam aktualnie z dziadkami i mogę śmiało stwierdzić, że są dla mnie prawdziwymi rodzicami. Czasem tylko, kiedy zbliża się jakieś ważne wydarzenie, żałuję, że mojej mamy tutaj nie ma.

#K7uY4

Moja żona jest – lub można powiedzieć była – uzależniona od Ketonalu active. Co tylko lekki ból, to trzy tabletki od razu.

Strasznie mnie to denerwowało, bo 30 kapsułek szło w dwa miesiące, a przyczyny brania były absurdalne – ból ręki po spaniu na niej. Nie pomagały prośby, groźby, nawet nic sobie nie robiła z dolegliwości żołądkowych.

Pewnego razu, gdy ja miałem problem żołądkowy, spostrzegłem, że Stoperan wygląda identycznie jak Ketonal. Zamieniłem więc kapsułki w obu opakowaniach, jakie były w domu, i czekałem na efekt.

Uwierzycie, że żonie ból mijał po tym Ketostopie, jak to nazwałem osobiście, a do tego cóż – po trzech kapsułkach to i trzy kawy nie pomagały, żeby się rozgruzowała. Ciągnąłem to przez trzy miesiące, aż w końcu się przyznałem, że podmieniałem jej kapsułki na Stoperan.

Kiedy zdała sobie sprawę, że łykała to jak cukierki i nabrała się na placebo, jedno opakowanie stoi już pół roku nieruszane.

Oczywiście najpierw był cichy tydzień...

#hr6ew

Mieszkanie, w którym się wychowałam, było wcześniej mieszkaniem dziadków i już babcia opowiadała, jak użerała się z babą z mieszkania pod nimi. Zawsze miała problem. Przychodziła z pretensjami, że klawiatura jest za głośna i słyszy mnie całymi dniami. Przyszła ochrzanić moją mamę, kiedy ta odsunęła raz biurko, żeby wyjąć coś, co za nie spadło, bo jak ona śmie szurać meblami! Nie wolno nam było włączać pralki w niedzielę, bo to dzień kościoła, itp.,. itd. No i nie wolno nam było włączyć odkurzacza po dwudziestej.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem tak wytresowana przez tę kobietę, że mimo że od dawna mieszkam już w innym mieście, to nie ma mowy, żebym włączyła odkurzacz po dwudziestej, bo a nuż będzie komuś przeszkadzał!

#Y9YWf

Jak byłem mały, rodzice mi wkręcali, że jak się zje galaretę (taką z mięsem), to trzeba później wypić gorącą herbatę. W przeciwnym wypadku w brzuchu zrobi się ślizgawka i będzie bardzo niedobrze. Wierzyłem w to bardzo długo. Oczywiście później już nie w ślizgawkę, ale w obligatoryjność ciepłej herbaty.
Pamiętam, jaki szok przeżyłem, jak moja kuzynka zjadła galaretę, a herbaty nie wypiła. Naprawdę martwiłem się o jej zdrowie :D

#8Dqzl

Dwa lata temu w liceum ówczesna przyjaciółka, powiedzmy Asia, zrobiła mi ogromne świństwo. Z natury nie jestem mściwa, ale cała ta sytuacja, jak i jej osoba aż się prosiła o cokolwiek.

Asia miała bzika na punkcie wyglądu, musiała wypróbować każdą nowinkę na rynku. Nie wiem naprawdę co miałam w bani, ale zaczęłam sobie wyrywać włosy łonowe i składać je w malutkim plastikowym opakowaniu po sztucznych rzęsach. Jak się uzbierało trochę tego, dumnie dałam jej to w prezencie mówiąc, że to od cioci ze Szwecji dostałam super hiper extra kępki do rzęs i nigdzie ich nie można dostać na polskim rynku.

Była taka zachwycona, że nawet na studniówce miała je przyklejone :D

#KthAL

Gdy byłem jeszcze gimbuskiem, wpadałem na głupie pomysły.

Pewnego dnia podczas powrotu ze szkoły do domu autobusem moją głowę nawiedziła wspaniała (tak wtedy myślałem) idea.... Pamiętacie jeszcze te stare autobusy typu Ikarus itp.? Przy drzwiach miały taki sworzeń, po którego pociągnięciu uchodziło ciśnienie z mechanizmu otwierania drzwi, co uniemożliwiało ich ponowne zamknięcie. Jak już się zapewne domyśliliście, postanowiłem pociągnąć za tę część i dać dyla.
I stało się coś, czego się nie spodziewałem. W przypływie gniewu kierowca wyskoczył z autobusu i zaczął mnie gonić po pobliskich łąkach.
Ja pierdzielę. Jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie biegłem.
Na olimpiadzie złoto dla Polski murowane :D

#15qqi

Dzisiaj w centrum miasta znalazłem na ulicy kilka tysięcy złotych. Policjant praktycznie wyśmiał mnie, gdy przyniosłem pieniądze na komendę, a kasę wrzucił pod biurko.
 
Zastanawiam się, czy nie lepiej było tego zanieść do jakiegoś schroniska, jakoś nie chce mi się wierzyć, że zguba trafi do właściciela. :(

#YChQa

Nie wiem co robić. Mam narzeczonego. Narzeczony jest naprawdę świetnym facetem. Ma dziesiątki zalet, ale ma jedną potężną wadę. Jest czepialski. Wiecznie wymyśla nowe zasady w domu, które są jego zdaniem niezbędne do utrzymania czystości w domu. Jest pedantem, choć tylko w kwestii rzeczy, które mam zrobić ja. Jak zamieszkaliśmy razem, bardzo dużo się kłóciliśmy, bo zawsze jak wracał do domu, to czekał mnie wywód, co zrobiłam źle. Źle odłożyłam buty, źle odwiesiłam płaszcz, źle wytarłam wannę po myciu (mam dokładnie wycierać całą wannę, bo kamień się zbiera), zostawiłam smugę, jak myłam okno, ściereczka nie jest odwieszona idealnie pośrodku, pranie nie jest odpowiednio powieszone z uwzględnieniem typu i koloru danej rzeczy. Nie chciałam czuć się zagrożona we własnym domu. Było dużo rozmów, wspólnej pracy. Uspokoił się. Uwagi miały miejsce dużo rzadziej, były bardziej konstruktywne zamiast czepiania się dla zasady itd. 
Mieszkaliśmy w spokoju przez 1,5 roku. Czasem były kłótnie, jasne, ale ogólnie byliśmy zgrani. Sielanka. Zaręczyliśmy się trzy miesiące temu i od tej pory wrócił ten czepialski facet. Znów wysłuchuję całe popołudnie, co jest źle, rano dostaję SMS-y, że coś było zrobione nie tak jak trzeba albo z listą rzeczy, co mam zrobić lub poprawić po pracy. W dodatku powtarza mi, że to ja jestem winna, bo on jakoś nie ma problemu zdążyć rano ze wszystkim. Tylko że on robi rano znacznie mniej niż ja. W dodatku mówi, że on tylko delikatnie zwraca uwagę, a to ja traktuję wszystko jak atak i wywołuję spięcia. 
Boję się, że po prostu po zaręczynach poczuł się pewny siebie i to co robi teraz, to dlatego, że przestał się hamować. Wiem, że z wieloma tymi rzeczami ma rację, ale nie da się wytrzymać takiego ognia krytyki. Chciałabym umieć mieć gdzieś jego humory. Rozmawiałam z nim, starałam się dowiedzieć, skąd jego zachowanie. Mówi, że w sumie nie wie, ale może stres w pracy. Czy zamierza mnie tak traktować zawsze, gdy jest zestresowany? Czy jak będzie niedosypiał, bo pojawi się dziecko, to też tak będzie robił? W dodatku mam 32 lata, nie udało mi się wcześniej stworzyć udanego związku. Wokół mnie już rodzina i znajomi mi docinają, że kolejny facet. Czasem chcę uciec, ale z drugiej strony wiem, że ja zawsze się wycofuję, kiedy nie mam siły walczyć, dyskutować. Ja wiem, że mam złe wzorce z domu, pracowałam nad tym z psychologiem, co pomogło, ale nie tak, jak bym chciała. A poza tą wadą on jest pracowity, opiekuńczy, mądry, zdolny, mamy to samo poczucie humoru i jesteśmy zgrani w naprawdę wielu aspektach. Długo by wymieniać. Jak nie ma humorków, to jest też bardzo czuły, dba o mnie, gotuje, sprząta i wszystko inne.
Dodaj anonimowe wyznanie