#DcMSb

Latem niemalże codziennie grupa studentów (około 7 osób) z bloku leżącego naprzeciw mojego słuchała dosyć głośno disco polo. Jako że otwierałam okna na oścież w swoim małym mieszkaniu, muzykę studentów słyszałam jeszcze głośniej. Uznałam, że nie zamierzam smażyć się w mieszkaniu jedynie po to, by słyszeć disco polo tylko trochę ciszej.
Jestem spokojną mieszkanką bloku, jednak słucham cięższej muzyki, jak najciszej się da, by nie zakłócać spokoju sąsiadów. Jednak w jeden weekend, mając okres (który swoją drogą przeżywam strasznie boleśnie), wku**iłam się maksymalnie na studentów, którzy już drugą godzinę zakłócali moje powolne umieranie.
W wieży umieściłam jedną z moich najcięższych metalowych płyt (oczywiście nie chodzi o wagę, a o brzmienie), otworzyłam balkon i ustawiłam głośność wystarczająco dużą, by cały blok obok (w szczególności studenci) usłyszeli.
Podziałało, teraz muzykę studentów słyszeć można jedynie przy otwartym oknie, gdy się odpowiednio wysili.

Do teraz żodyn nie wie, że to moja sprawka, żodyn.

#Fugul

Dzisiaj są moje 29 urodziny i chyba prowadzę najsmutniejszy tryb życia, jaki tylko można prowadzić, mając tyle lat. Mieszkam z rodzicami w małym mieście powiatowym (~10k mieszkańców) i prowadzimy jedno z większych gospodarstw w województwie. Generalnie dobrze nam idzie i nie narzekamy na pieniądze, inwestujemy w rozwój. Rolnictwo od zawsze było moim zainteresowaniem, po liceum skończyłem studia zaocznie w tym kierunku.
W liceum prowadziłem normalne życie, miałem kolegów, dobrze się uczyłem. Przez okres liceum i studiów nie miałem dziewczyny, ale nie przeszkadzało mi to, nawet nie próbowałem znaleźć. Wszyscy znajomi z mojego i okolicznych miast wyjechali, ludzi w wieku 20-40 w miastach powiatowych nie ma. Obecnie jestem 29-letnim prawiczkiem, który przez ostatnie lata jeździł traktorem po polu. Praktycznie z nikim nie rozmawiam, bo nie mam z kim. Samotność mnie dobija. Od kilku dni przeglądam ogłoszenia erotyczne, bo bycie prawiczkiem w tym wieku jest żałosne. Chociaż stracenie prawictwa z prostytutką jest gorsze i nadal pewnie mentalnie będę prawiczkiem, ale nie mam wyboru.
Za kilka dni stanę się dziwkarzem, przynajmniej mnie stać na to. Pewnie nic to nie zmieni w moim życiu, no ale nie mam wyboru.

#E8QU6

10 lat biegasz obok dziecka – pieluchy, pierwsze kroki, szkoła, zabierasz na wycieczki, uczysz życia, czujesz dumę, że rośnie. Pewnego dnia żona mówi ci, że ono nie twoje i wyjeżdża z nim do mamusi. Zostajesz z bólem w sercu, pozbawiony kontaktu, i jeszcze zapłacisz alimenty „dla dobra dziecka”. Nie wiem, jak dalej żyć.

#EQIvv

Gdy miałam 17 lat, uzależniłam się od alkoholu. Pod wpływem w środku dnia zlałam się pod siebie na klatce schodowej, bo nie mogłam utrzymać moczu. Plamę widzieli ludzie. Wyszłam z uzależnia, ale to wspomnienie nadal mnie prześladuje. Boję się, że kiedyś moi przyjaciele, rodzina lub narzeczony się o tym dowie. Strasznie mi wstyd.

#YSYot

Jestem milionerką, a mimo to pracuję na etacie.
Zapytacie, co w tym anonimowego? Otóż w pracy nikt nie ma pojęcia, że za pieniądze, które posiadam, spokojnie mogłabym nie pracować do końca życia.

Historia zaczęła ze dwa lata temu, gdy los się mnie uśmiechnął i wygrałam pokaźną sumę w loterii. Na początku szalałam, kupiłam wszystko, o czym kiedyś marzyłam, zwiedziłam pół świata i dalej zwiedzam. O mojej wygranej wie zaledwie kilka najbliższych mi osób, czyli rodzice, brat i moja przyjaciółka. Do pracy chodzę z nudów, dla zabicia czasu. Moja wypłatę w dużej części przeznaczam na cele charytatywne.
Nigdy nie afiszowałam się stanem konta.

#X1UUK

Jako nastolatka wychowana w latach dwutysięcznych byłam obsesyjnie zafascynowana kultem „chudości”. Kto nie pamięta albo nie wie, był to czas Britney, Aguilery i Paris Hilton – wszystkie celebrytki były przerażająco wręcz chude. Nic dziwnego, że bardzo szczupłe ciało było w tamtych czasach uznawane za niezwykle atrakcyjne. Ja niestety nie miałam tego szczęścia i natura już od wieku nastoletniego obdarzyła mnie dużym biustem i jeszcze większą dupą. Z zazdrością przyglądałam się siostrze, która nosiła rozmiar XS i miała duże powodzenie u płci przeciwnej. Mój wtedy nie do końca logicznie myślący móżdżek stwierdził, że skoro ja schudnąć nie mogę, to siostra musi przytyć... Nawet nie wiecie, ile masła, oleju, cukru i innych wysokokalorycznych produktów dodałam jej po kryjomu do jedzenia. Zawsze miałyśmy dobre relacje, więc moje uprzejme pytania, czy nie zrobić jej kanapki albo nie nałożyć obiadu traktowała normalnie i zawsze się zgadzała.

W swoim planie byłam sprytna: nie dawałam jej na początku aż czterech łyżeczek cukru do herbaty, tylko stopniowo, tak aby przyzwyczaiła się do słodkiego smaku.

Niestety, mój plan nie wyszedł, bo siostra nie przytyła ani grama... Za to mnie kiedyś przyłapała mama, jak sypię siostrze zbyt dużą ilość cukru i dostałam zjebkę, że cukier marnuję.

Dzisiaj siostra nadal nosi rozmiar XS, ale już jej tego nie zazdroszczę, bo w sumie każda sylwetka ma swoje wady i zalety.

#1Kp6E

Wiecie co? Nigdy nikomu się nie żalę, wszystko trzymam w sobie, tak aby nikomu nie zawracać głowy moimi „pierdołami”. Ale powoli zaczynam mieć tego dosyć. Od paru dobrych miesięcy się tak pieprzy w moim życiu, że mam ochotę to wszystko pier******.

Od parunastu lat mieszkam za granicą, tam się wychowałam, więc nie ma mowy o tym, abym wróciła do Polski, bo akurat tu, za granicą jest mój dom. Ale z jednej strony mam żal do rodziców za to, że wyjechali, zabrali mnie ze sobą i oczekiwali, że wszystko będzie ładnie, pięknie. Fakt, tak było. Aczkolwiek cały czas robiłam za tłumacza, bo oni w ogóle się nie uczyli języka – mama pracowała w fabryce, gdzie wszyscy gadali po polsku, tata na budowie z Polakami, więc po co? Po co, skoro ja znam język i im wszystko załatwię? Odkąd tu mieszkam, wszystkie sprawy papierkowe, prawne, czy jak czasami były zadłużenia, tłumaczyłam ja lub odkręcałam. Każdy na okrągło oczekiwał czegoś ode mnie.

Teraz od paru miesięcy również oczekują ode mnie wszystkiego. Tata chory, więc nie może pracować, mama bez pracy i bez języka pracy znaleźć nie może. My z narzeczonym mieszkamy obok i oboje pracujemy, więc staramy się im pomagać. Tata stara się coś robić, by chociaż trochę grosza wpadło, ale jednak jest mu bardzo ciężko. Każdy ode mnie czegoś oczekuje – że załatwię coś, że coś zrobię, pomogę, doradzę...
Ale cholernie boli mnie to, że nikt nie patrzy na to, czy ja nie potrzebuję pomocy albo zwykłego wygadania się lub zwykłej porady, czy najzwyczajniej zwykłego odpoczynku od tego całego syfu, który się odbywa w moim życiu. Ja już jestem strasznie wykończona tym wszystkim i mam dosyć. W kółko jest zrób to, załatw to, przetłumacz to, pomóż z tym. Ciągle ktoś czegoś ode mnie wymaga, jakbym była jakąś szmacianą laleczką czy robotem, który wszystko zrobi za pstryknięciem palca. Nikt nie spojrzy na to, że depresja, z którą się zmagam od 16 roku życia, coraz bardziej się pogłębia, a ja już nie daję psychicznie i fizycznie rady. Mam pracę, której szczerze nienawidzę, ale muszę w niej być, by utrzymać to wszystko.

Znajomych tutaj wcale nie mam, bo każdy albo się porozjeżdżał po kątach, albo kontakt się urwał. Mam przyjaciółkę, która jest w Polsce, ale nie chcę jej obarczać swoimi problemami, bo wiem, że również ma swoje.
Dodaj anonimowe wyznanie