#n8qiE

Kiedy byłem małym chłopcem i bawiłem się z całą gromadką innych dzieciaków na osiedlu, niemal codziennie mój tata jechał rowerem do pobliskiego sklepu po jakieś artykuły do domu. Za każdym razem kiedy widziałem, że wsiada na rower, krzyczałem: „TATO, GDZIE JEDZIESZ?”, na co on najczęściej odpowiadał: „DO SKLEPU!”, z automatu odkrzykiwałem: „TO KUP MI COŚ!”. I zawsze kupował mi zegarek z pudrowych cukiereczków. Co więcej, nieważne ile dzieciaków się ze mną bawiło, im również kupował te zegarki. Mijały lata, schemat się powtarzał, z tym że po pewnym czasie nie musiałem mówić tacie, żeby mi coś kupował – sam to robił i zawsze był to zegarek z pudrowych cukiereczków.
Nadszedł czas, kiedy napisałem maturę i postanowiłem opuścić dom rodzinny i wyjechać do dużego miasta na drugi koniec Polski. Dzień, w którym miałem odjeżdżać, był dla mnie bardzo smutny, cały czas chodziłem ze łzami w oczach, ale trzymałem się, żeby się nie rozpłakać. Godzinę przed moim wyjazdem tata zniknął i mama powiedziała mi tylko, że skoczył do sklepu. Długo go nie było i martwiłem się, że nie zdążymy się zobaczyć przed moim wyjazdem, ale jednak zjawił się. Gdy podszedł do mnie, by się pożegnać, wręczył mi mały woreczek, w którym był... zegarek z pudrowych cukiereczków. Objechał całe miasteczko w poszukiwaniu owego zegarka. Nie wytrzymałem, rozpłakałem się jak małe dziecko.

Chociaż mój tato tego zapewne nigdy nie przeczyta, chciałbym ogłosić, że kocham go z całego serca!

#47CeC

Jestem głupia, bo raz na ruski rok zdarza mi się coś skomentować albo zamieścić jakiś post gdzieś w necie. Nie obrażam nikogo, nie oceniam, piszę o sytuacjach z mojego życia, o moich doświadczeniach. Niby nic takiego. Ale zawsze, cokolwiek bym napisała, jak bardzo starała się być neutralna, i tak znajdzie się parę osób, które muszą wylać na mnie wiadro pomyj i wyładować na mnie swoje frustracje (tak przynajmniej to odbieram). Niby nie powinnam się takimi pierdołami przejmować, ale jest mi zwyczajnie, po ludzku, cholernie przykro. Tak jak dziś, gdy przeczytałam, że do niczego w życiu nie doszłam, a się wymądrzam, i że moją pracę mogłaby małpa wykonywać. No smutno mi. Ten komentarz niestety „zrobił” mi dzień :/

#WyIBA

Zawsze miałam problemy z samooceną. Nauczyłam się przez całe moje życie udawać bardziej pewną siebie niż jestem. Całe życie byłam też dość gruba. Obecnie ważę 75 kilo przy wzroście 165. Mam też męża. Wspaniałego męża. Kiedy się poznaliśmy, oboje wyglądaliśmy nieco inaczej. Ja przez tę parę lat przytyłam pięć kilo, on zaniechał treningów i zgubił mięśnie, które tak mi się podobały. Trudno. Wiedziałam, że od początku nie jestem dla niego ideałem piękna, a dla mnie wygląd nie jest najważniejszy. I tak świata poza sobą nie widzimy. Ale zrobiłam sobie krzywdę tym, że zaczęłam wypytywać, jaka byłaby idealna kobieta. I pokazał mi. Zdjęcia kobiet bardzo, bardzo szczupłych. Takich, gdzie widać każdą kość pod skórą. Na oko 30 kilo ode mnie lżejsze. W dodatku inny kolor włosów, inny kolor oczu, inny styl ubierania się. I o ile wcześniej czułam, że nie do końca jestem w jego typie, tak teraz zadręczam się myślami, że ja KOMPLETNIE nie jestem w jego typie. To czemu mnie wybrał? Bo charakter spoko, a reszta to torba na głowę i za ojczyznę? Czuję się jak grube, obrzydliwe monstrum. Wiem, że pewnie pojawią się komentarze, że sama jestem sobie winna, będąc grubasem, ale przecież taką właśnie mnie wybrał. Najchętniej zaczęłabym głodówkę i nie jadła, dopóki nie schudnę, ale wiem, że to głupie. 
I po co mi było głupio dopytywać? Przez własną głupotę zrobiłam sobie krzywdę.

#RC0eh

Czwartek, godzina 14:00, siedzę już trzy godziny w kolejce do lekarza. Nagle wbija Piękna Pani po pięćdziesiątce i zaczyna kłótnię, że ona teraz wchodzi, bo ma na 14:00, i nie obchodzi jej jakaś kolejka. Młoda dziewczyna w ciąży mówi, że ona ma na 12:00 i nadal czeka, a powinna dawno wejść bez kolejki, ktoś inny, że teraz jego kolej, mimo że wizytę ma na 17:00. Krzyki było słychać dwa piętra wyżej, a w końcu interweniowała policja. Taka zwykła wizyta u lekarza na NFZ :)

#xDbSa

Nie jestem i nigdy nie  byłem mistrzem ortografii. 
Na lekcji polskiego w gimnazjum pani poprosiła mnie do tablicy. Moim zadaniem było wypisanie kilku wyrazów, jednym z nich był „chleb”. Napisałem ten wyraz z „p” na końcu. Po tym, jak klasa ryknęła śmiechem, domyśliłem się, że coś jest źle, więc poprawiłem na „hlep”... 
Druga salwa śmiechu była tak wielka, że dosłownie zapadłem się pod ziemię :')

#OlRRg

Mój tata zawsze we mnie wierzył. 
Kiedy miałam 10 lat, pojechaliśmy razem z rodziną w góry.
Już pierwszego dnia ojciec chciał pokazać mi, co to znaczy jazda na nartach, więc wypożyczyliśmy potrzebny sprzęt i wybraliśmy się na pierwszą lepszą górę. Tata pokazał mi podstawy jeżdżenia na nartach i po jakimś czasie stwierdził, że jestem gotowa. Zepchnął mnie z wielkiej góry.
Szkoda tylko, że nie powiedział mi, jak się hamuje...
Na szczęście skończyło się tylko na kilku szwach.

#tD0ky

Udostępnianie zdjęć osób nieletnich o charakterze seksualnym. Temat poważny i nie oszukujmy się – problematyczny. W związku z tym, jak łatwo dziś jest sprzedawać swoje nagie zdjęcia, a osoby nieletnie cóż, nie oszukujmy się, czasami popełniają takie błędy, uznałem, że zacznę zgłaszać podejrzane konta na aplikacji z duszkiem. Czasami nawet udawało mi się na innych stronach znaleźć „reklamę” takiej usługi.
Cóż, pozgłaszałem – część zgłoszeń uznano za zasadne, część nie. Spoko, w końcu to oni decydują, czy ktoś łamie regulamin czy nie.
A dziś się dowiedziałem, że dostałem bana. Właśnie z paragrafu o materiałach z osobami nieletnimi.
NIGDZIE NIE prosiłem o foty tych dziewczyn. Najwyżej co to pytałem o wiek i od razu profil zgłaszałem. Oczywiście część osób przesłała swoje „próbki”.
Ale nie zmienia to faktu, że trochę kpina, że konto o nazwie „zb foty/psc 14” nie dostaje bana na wejściu. A ja za zgłaszanie już tak. Brawo korporacje xD

#dCSBZ

Myślałam, że jestem mądra, nie dam się łatwo oszukać, ale jednak...
Dostałam wiadomość ze zhakowanego (nie wiedziałam o tym) konta znajomego. Głupia i naiwna przelałam dwa razy po 800 zł. Nie wiem, czy odzyskam pieniądze. Co w tym anonimowego? Miałam się za inteligentną i odpowiedzialną osobę, a tu takie coś... Nie dajcie się oszustom!!!

#0qTj4

Jestem z rodziny ateistów.
I to nie tak, że czcimy szatana gdzieś po piwnicach albo prowadzimy jakieś tam rytuały... To bajki z Hollywood. Będąc ateistami, żyjemy według normalnych przyjętych zasad życia społecznego, nasze życie nie różni się czymkolwiek od życia przeciętnego człowieka. Są jednak pewne różnice – mi w dzieciństwie nigdy nikt nie wmawiał, że należy nadstawić drugi policzek. Zemsta nie była piętnowana, a raczej była naturalnym odruchem. I to nie tak, że chodzę po ulicy i wszystkich leję jak leci, a za byle co idę kogoś w akcie zemsty pobić... Ale nie mam tego obciążenia psychicznego, że jeśli kogoś zabiję, to potem będę się w piekle smażyć.

Wróciłem z Ukrainy, byłem tam jako jeden z wielu najemników. A pojechałem w akcie zemsty – ruscy zabili w Katyniu członków mojej rodziny, więc uznałem, że jest to niepowtarzalna szansa, by zobaczyć, jak wygląda wojna na żywo (całe szczęście, że na żywo, a nie martwo, he, he) plus wyrównać rachunki. I ja wiem, że zaraz będzie, że przecież to nie ci sami ludzie, że rosyjscy żołnierze są ofiarami systemu... No i może tak, ale większość z nich jest nastawiona, że na Ukrainie nie są ludzie, tylko zwierzęta, faszyści i trzeba wyrżnąć wszystko, co żyje. Byłem świadkiem, jak onuca pakuje cały magazynek w matkę z dzieckiem uciekającą przed nimi. Patrzyłem temu człowiekowi w martwe oczy na drugi dzień, nie czułem swądu siarki piekła, nie czułem wyrzutów sumienia, że to granat z mojego drona urwał mu połowę nogi. Nie żył, przestał istnieć, ale wcześniej zakończył istnienie niewinnych.

Nie ma tu pointy, po pół roku zmądrzałem, uznałem, że to była najgłupsza decyzja w moim życiu. PTSD nie zniszczył mi psychiki, ale obrazy niewinnych leżących z rozerwanymi ciałami, niezdolnymi do obrony czy ucieczki z kraju... Te obrazy pozostaną do mojego końca.
Nie znalazłem Boga na polach poległych... Nie czułem żadnej mocy, poza działami artylerii.
Dodaj anonimowe wyznanie