#eZxPb

Wczoraj do butiku, w którym pracuję, przyszła jakaś babeczka. Zaczęła przeglądać rzeczy, wybrała kilka i poszła do przymierzalni. Potem podeszła do kasy, a ja, jako że zawsze staram się coś zagadać, nabijając towar, jakoś tak bezmyślnie powiedziałam do niej: „Fajnie, że wybrała pani czarny, wyszczupla i bardzo ładnie wygląda, ludzie rzadko wybierają ten kolor, a ten zestaw w sam raz, żeby zawrócić w głowie jakiemuś przystojniakowi”. Na co pani mi odpowiedziała: „Ja jutro mam pogrzeb męża...”.
Chyba nigdy w życiu nie było mi tak głupio. Resztę zakupów kasowałam czerwona na twarzy i w kompletnej ciszy.

#44JVn

Całe życie miałam problemy ze snem i nic nie pomagało, nawet tabletki nasenne, mój organizm po prostu na nie nie reagował. A jeśli napiłam się kawy albo czegokolwiek, co miało w sobie kofeinę lub coś innego o działaniu pobudzającym, to i do pięciu dni z rzędu nie udawało mi się oka zmrużyć. Aż pewnego dnia postanowiłam sama siebie oszukać. Wmówiłam sobie, że mleko czekoladowe prosto z lodówki jest jak sen w płynie i jak wypiję je, to na pewno zasnę.
Minęło ponad 10 lat, a to nadal na mnie działa (o dziwo, zwykłe mleko nie). 
Siła umysłu jest naprawdę niesamowita.

#fPhdh

Niektórzy twierdzą, że zwierzęta nie myślą, ja wręcz przeciwnie.

Kilka lat wstecz dostałam w prezencie królika. Śliczna, puchata kulka – no kilkaset gramów uroku. Mały uszak kicał sobie po moim mieszkanku, załatwiał się do kuwety i ogólnie był grzecznym króliczkiem. Do czasu, aż któregoś dnia przyszedł do mnie znajomy. Jego głos tak go wnerwiał, że z potulnego królika wychodził najgorszy szogun. Żarł klatkę, ciągle tupał, gdy tylko znajomy się odezwał, rzucał miską, wyciągał poidło i zrzucał na kafelki. A i sianu też się oberwało, bo wszystko wyrzucał skokami przed klatkę. Nie wiedziałam, co z nim zrobić i któregoś dnia go wypuściłam. Poskutkowało. Do czasu...
Mój Tosiek nasikał do jednego buta mojego niedoszłego amanta, a do drugiego nabobczył.
Ot, zazdrośnik jeden.

#uJvED

Grzechy młodości... Sytuacja miała miejsce dobrą dekadę temu, gdy jako wchodząca w dorosłość licealistka, regularnie bywałam poniesiona przez melanż w modnych, nocnych klubach. Ja, dziewczyna z dobrego domu o katolickich wartościach, jakby na przekór zasadom wpojonym przez rodziców, zamieniałam się w weekendową imprezowiczkę pozbawioną krzty przyzwoitości. Piłam, paliłam i dałam się podrywać chłopakom. Oczywiście do pewnego momentu – nigdy nie poszłam z żadnym do łóżka, a moje przygody kończyły się na ekscytujących pocałunkach na parkiecie. Taki „Wirujący seks” po polsku, czyli fifarafa w takt zawodzącego wniebogłosy Szymona Wydry. Wtedy uznawałam to za szczyt mojego gustu muzycznego.

Podczas jednego z takich wypadów poznałam fajnego faceta. Elegancko ubrany, opalony Alvaro z nieco pretensjonalnym, złotym kajdanem na szyi. Wydał mi się dość intrygujący i egzotyczny, dziś pewnie od razu wyczułabym, że z gościem jest coś nie tak. Zatańczyliśmy kilka numerów, pogadaliśmy o pierdołach. Zaproponował mi piwo. Zgodziłam się, mimo że byłam już odrobinę wcięta. Alvaro poszedł do baru. Wrócił po kilku minutach z dwoma kuflami. Jeden postawił przede mną. Poprosiłam, czy mógłby mi przynieść słomkę. Rzucił mi wówczas czarujący, perłowy uśmiech cygańskiego kutasa-lowelasa i mruknął zalotnie coś upiornego w stylu „A co? Lubisz ssać?”. Puściłam to mimo uszu.

Kiedy absztyfikant usiłował dopchnąć się do baru, zauważyłam, że mój kufelek jest lekko niedomyty. A że bardzo nie lubię szklanek ze śladami tłustych paluchów, momentalnie podmieniłam naczynia uznając, że czarującemu zalotnikowi będzie całkiem obojętne czy jego kufel jest brudny, czy nie.
Alvaro wrócił i podał mi słomkę. Wessałam się w chmielowy napój, podczas gdy on patrzył na mnie swoimi śmiejącymi się oczętami, kierując je to na moją twarz, to na mój dekolt. Nie przeszkadzało mi to – uznałam to wręcz za komplement.
W końcu sam chwycił za swoją szklankę i jakoś tak w pośpiechu ściągnął z niej trzy długie hausty, tak jakby mu się jakoś bardzo spieszyło. Nie minęło więcej niż pół minuty, gdy opalony amant zaczął bełkotać, oczy latały mu na wszystkie strony i biedny zupełnie stracił władzę nad całym swoim ciałem. Usiłował coś mi powiedzieć, mozolnie wyciągając rękę w stronę mojego kufla.

Przez moment myślałam, że skurczybyk po prostu się upił. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że facet padł ofiarą pigułki gwałtu, która była przeznaczona dla mnie!
Przeraziłam się nie na żarty. To było niczym kubeł zimnej wody wylany na mój łeb. Prawdziwy Ice Bucket Challenge w czasach, gdy nie było to jeszcze modne. To jedno wydarzenie zaważyło na całym moim przyszłym postępowaniu. I całe szczęście, bo pewnie szybko bym skończyła jako nastoletnia matka desperacko szukająca ojca swojego dziecka.

#pJGxN

Spotkała mnie kiedyś przykra sytuacja ze strony znajomego moich rodziców. Miałam wtedy piętnaście albo szesnaście lat. Wspólnie z jego rodziną pojechaliśmy na kilka dni nad Wartę. Mieszkaliśmy w domku, w którym były trzy pokoje i wspólna łazienka, której nie dało się zamknąć. Koszmar! Nie dość, że spałam w jednym pokoju z ich niepełnosprawną córką, która bała się ciemności, to jeszcze musiałam się pilnować, bo jej tatuś wchodził wszędzie bez pukania. Nie wiem, czy miał taki nawyk, czy próbował upolować mnie w negliżu, ale zawsze wchodził w najmniej odpowiednim momencie. Już pierwszego wieczoru, gdy się kąpałam, wszedł mi do łazienki. Najgorsze jest to, że zobaczyłam go dopiero gdy zakręciłam wodę i sięgałam po ręcznik. Nie wiem jak długo tam stał i czy coś widział przez zaparowaną osłonę prysznica, ale dopiero gdy zobaczył, że go widzę, przeprosił i wyszedł.

Kilka dni po tym wparował mi do pokoju bez pukania. Wszyscy poszli na obiad, a ja zostałam, żeby się w spokoju przebrać. Zdjęłam z siebie mokry strój kąpielowy i szukałam suchej bielizny w torbie. Aż tu nagle drzwi się z impetem otwierają i wpada niczym huragan. Ja z tego wszystkiego nie wiedziałam co mam zasłaniać. Usiadłam szybko na łóżku, a górę próbowałam nieudolnie zasłaniać rękami. Normalny facet widząc skuloną, nagą dziewczynę, odwróciłby się i wyszedł, a on podszedł do łóżka, na którym leżała torba jego córki, i zaczął czegoś w niej szukać. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Przy obiedzie opowiedziałam o całej sytuacji i że sobie nie życzę, żeby ktoś wchodził do mojego pokoju bez pukania. Myślałam, że okaże jakąś skruchę, ale w zamian usłyszałam, że jestem przewrażliwiona, bo przecież on pomaga w kąpieli swojej niepełnosprawnej córce, a ona jest przecież w moim wieku. 
Przez kolejne dwa dni przebierałam się i brałam kąpiele w obecności mamy, ale i tak nie uchroniło mnie to przed tym natrętnym człowiekiem, bo ostatniej nocy było tak gorąco, że pół nocy się wierciłam, żeby zasnąć. A gdy się obudziłam, on siedział za moimi plecami, przy drugim łóżku, i widział mój wypięty tyłek. Oczywiście miałam majtki, ale i tak było mi z tym źle. 
Na szczęście to był pierwszy i ostatni nasz wspólny wyjazd. Kilka lat później dowiedziałam się, że jedna z koleżanek jego córki (też niepełnosprawna) oskarżyła go o molestowanie. Nie wiem, jak się to zakończyło. Ale cieszę się, że mnie nie skrzywdził.

#8rn5i

Nie lubię swojego ojca. 
Odkąd pamiętam, bił mnie za wszystko. Komputer się zawiesił – trzeba walnąć dziecko, jest zmęczony – trzeba walnąć dziecko. Przestał, dopiero gdy miałam 10 lat i powiedziałam, że jak dalej tak będzie robił, to zadzwonię na policję. Zagroził mi wtedy, że jeśli tylko spróbuję, to policja nie będzie miała już czego szukać, ewentualnie zwłok. Mama zawsze próbowała mnie bronić, ale nie zawsze zdążyła. W wieku 14 lat zaczęłam trenować samoobronę, która wywołała kolejną falę agresji, wtedy na szczęście umiałam się obronić i nie zliczę nawet, ile razy ojciec lądował na podłodze. 
W tym momencie należy wspomnieć, że mam brata młodszego o 6 lat – on nigdy nie został uderzony i był (dalej jest) oczkiem w głowie tatusia. 
Gdy to piszę, mam już 16 lat i niedawno byłam na zajęciach teatralnych. Gdy obserwowałam tych wszystkich ludzi, a głównie prowadzącego, zdałam sobie sprawę, jak bardzo wstyd mi za ojca. Prowadzący wypowiadał się kulturalnie i spokojnie, podczas gdy mój ojciec nie umie zdania sklecić bez żadnej k**wy i wiecznie drze się na mnie i na mamę. Podczas tych zajęć miałam taką myśl, patrząc na prowadzącego: „Dlaczego to on nie może być moim ojcem”. Jestem już trochę zmęczona, ostatnio na przykład zwyzywał mnie od najgorszych przy koleżankach. Moja mama też już ma dość i myśli o rozwodzie.

#kTUk3

Gdy zrobiłam prawo jazdy, tata pozwalał mi korzystać ze swojego samochodu. Lubiłam zostawiać samochód na zjeździe z włączonym silnikiem, na luzie i z zaciągniętym ręcznym, żeby wyjść i otworzyć garaż. Tata mówił, żebym tak nie robiła, ale ja wiedziałam swoje. Pewnego dnia kiedy otwierałam zamek, samochód zaczął się toczyć wprost na mnie... Zdążyłam odskoczyć, zanim walnął prosto w drzwi. W panice wsiadłam za kierownicę, wbiłam wsteczny i odjechałam... Samochodowi ani drzwiom garażowym właściwie nic się nie stało, gdyż impet wcale nie był duży, strat nie było, ja najadłam się strachu, ale zmiażdżenia uniknęłam.
Nigdy się tacie nie przyznałam, dlaczego tak nagle zaczęłam słuchać jego rad.

#tXYek

Dobrałem się z moją dziewczyną idealnie zarówno pod względem poczucia humoru, zainteresowań, jak i kalectwa. Otóż ona jest głuchą florystką i zapalonym graczem ping-ponga, a ja jestem całkowicie pozbawiony węchu oraz nie widzę na jedno oko, ponadto jestem luźno związany z przemysłem muzycznym. A co to daje w połączeniu z naszym poczuciem humoru? Dość ciekawe uszczypliwości w stylu:

Dz: *miga* Powąchaj kwiaty, które wyhodowałam.
Ja: *również migając* OK, ale najpierw posłuchaj bitu, który skomponowałem.
Dz: Mówiłam (migałam) ci, że posłucham twojej muzyki, dopiero jak wygrasz ze mną w ping-ponga.

Ot, taka historyjka kalekiej pary, która lubi sobie dogryzać :)

#6H07t

Historia sprzed chwili. 
Siedzę sobie spokojnie u siebie w domu, pracując na komputerze. Godzina 11:00, komputer się wyłącza. Pierwsza myśl: „O k****, co ja takiego zrobiłem?”, połączona z goryczą związaną z brakiem sejwa z ostatniej godziny roboty (mam automatycznego co godzinę i zabrakło około minuty). No ale tak na logikę, nic nie powinno się było aż tak sypnąć. Tknęło mnie, żeby sprawdzić inne urządzenia elektroniczne. Oczywiście – brak prądu. Idę do drzwi wyjściowych z zamiarem sprawdzenia bezpieczników. Wychodzę i staję jak wryty. Przy rozmontowanej skrzynce siedzi sobie pan elektryk. Wściekłość (za skasowaną pracę) i niepomierne zdziwienie pozwoliły mi tylko wykrztusić: „To nie mógł pan zadzwonić, zanim wziął się pan do roboty?!”.
I teraz uwaga, hicior dnia.
Poirytowana odpowiedź pana elektryka: „No właśnie dzwoniłem, potem pukałem, a pan co?”. Pomijając głupotę pukania do drzwi dwupiętrowego domu, zastanowiłem się przez chwilę, dlaczego nie usłyszałem dzwonka (jest bardzo głośny). Wtedy tknęło mnie irracjonalne przeczucie. Mimo jego absurdalności, pytam jednak: „A dzwonił pan przed czy po wyłączeniu prądu?”.

Mina elektryka – bezcenna.

#pCR2G

Moja siostra (19 lat) i jej chłopak (18 lat) przybyli do domu zadowoleni. Wieczorem w naszym pokoju (dzielę go z siostrą) nie mogłem zasnąć, a usypiając, nie przekręcam się co 10 sekund, więc chyba myśleli, że śpię. Otwarli jakąś paczuszkę. Było słychać odgłos wciągania. Chyba vibovit zakupili...
Jeszcze jedna paczka. Odgłos pocierania balonu o balon i stękania. Przewróciłem się na drugą stronę. Przestali na chwilę. I za chwilę zaczęli na nowo dbać o nasz gatunek... Po odliczeniu owiec do 13 wkurwiłem się nie na żarty.

Zerwałem się z łóżka, zapaliłem światło (włącznik tuż nad głową) i krzyknąłem na cały dom:
– No, panie i panowie, koniec tego pierdolenia!!!

I głos mamy:
– Już, już, synku, zaraz kończymy!

Kutwa padłem!
Dodaj anonimowe wyznanie