#EyVBG

Zrobiłam paskudny numer mojej siostrze i nawet nie jest mi przykro.
 
Razem z siostrą wynajmujemy dwupokojowe mieszkanie. Początkowo miałyśmy dzielić się chatą tylko na czas studiów, ale fajnie nam się razem żyło, więc teraz, gdy już obie pracujemy, nadal mieszkamy pod jednym dachem. Jest tylko jeden mały problem – moja kochana siostra ma w zwyczaju spędzać wieczność w łazience. W czasie, który zajmuje jej umalowanie się i zrobienie sobie fryzu, spokojnie można by przyjść na świat, dorosnąć, zestarzeć się i umrzeć. Efekt jest zawsze taki sam – gdy ona wychodzi z łazienki, to ja już jestem o krok od spóźnienia się do pracy i nie mam nawet czasu na przypudrowania sobie kichawy czy dłuższe posiedzenie na tronie najgłębszej zadumy.

Wczoraj przestawiłam wszystkie zegarki w domu o godzinę. W tym także zegar w komórce mojej siostry. Tuż przed snem ustawiła sobie budzik na siódmą. Wstała o szóstej, oporządziła się i poleciała do pracy, budząc mnie przed samym wyjściem („Ela, wstawaj! Zaspałaś do roboty!”). W chwili, gdy czytacie te słowa, ja siedzę sobie na kibelku i piszczę z radości, że przez całą najbliższą godzinę łazienka jest tylko do mojej dyspozycji. To będzie pierwszy raz, gdy przed wyjściem do pracy wezmę kąpiel!

#S5k6b

Na ogół jestem ogromnym śpiochem i osobą bardzo leniwą. Bój się Boże, gdy ktoś obudzi mnie przed 13 w weekend.

Była sobota, a ja spałam sobie smacznie i śniłam o różowych jednorożcach, gdy nagle słyszę swoje imię wypowiadane coraz głośniej i głośniej. Moje powieki były tak ciężkie, że tylko jedno oko wygrało z ciężarem. Otworzyłam je leniwie i zobaczyłam ciocię z mamą pochylające się nad moim łóżkiem. Coś do mnie mówiły, jednak mój zaspany mózg wychwycił tylko „drewutnia”, „pomóż”, „utknął ptak”. Zanim zdążyłam przeanalizować zdobyte informacje, wyciągnęły mnie z łóżka i zaprowadziły, a raczej zaciągnęły na dół. Z powagą stwierdziły, że mam ważną misję do wykonania. Otóż w drewutni utknął biedny ptaszek i ja muszę im pomóc go stamtąd zabrać. Mój mózg wyrwany z błogiego snu działa wolniej niż Internet Explorer, więc w tym co mówiły nie było dla mnie nic podejrzanego. I tak oto biedna, zaspana ja wyruszyłam na podwórko ratować biedne zwierzątko. Do ręki dostałam nawet kawałek chleba, by zachęcić ptaszka. Śniegu po kolana, zimno wszędzie, a ja z trudem przedzieram się przez śniegowe zaspy z poczuciem obywatelskiego obowiązku i dumą w sercu, że wszystko to, by nieść pomoc zwierzakom. Chodziłam zaspana, z ledwo otwartymi oczami po podwórku przez dobre pięć minut, próbując zlokalizować drewutnię, zanim dotarło do mnie, że tak naprawdę wcale tej drewutni nie mamy.

Rodzinka chciała pośmieszkować, więc zbudzili mnie o szóstej rano w sobotę, by ratować nieistniejącego ptaszka z naszej nieistniejącej drewutni. Zdjęcia i filmiki do tej pory podbijają wszystkie rodzinne spotkania.

#mNpbP

Dyżur na SOR-ze zaczynam o 8.00, na sali obserwacyjnej dwóch pacjentów. W tym pijak 3,6 promila. Śpi, leci kroplówka, śmierdzi nieziemsko, ale przynajmniej się nie awanturuje. Będzie „wesoło”, gdy zobaczy rachunek (brak ubezpieczenia, uraz głowy, musiała być tomografia). Cieszę się, że są wolne łóżka na OBS-ie. Z rana względny spokój, zgłaszają się pacjenci. Da się ogarnąć. Po 11.00 rozkręca się, pacjenci ze skierowaniami z przychodni (połowy nie powinno tu być, każdego trzeba zbadać, bo wśród nich są osoby wymagające opieki). Ratownicy przewijają się non stop. W międzyczasie trzy karetki przywożą ofiary wypadku. Ludzie na korytarzu widzą, kto przyjeżdża, ale zaczyna robić się nerwowo. 
Ok. 17.00 poczekalnia pełna. Przyjmuję jednego za drugim. Część przekazana na oddział, część odesłana do domu. OBS niestety od kilku godzin pełny (wciskam tam na siłę faceta z migotaniem). W międzyczasie karetki, w tym dwie zawałowe. Zawał... ufff! Można przekazać od razu na kardiologię, wezmą ich do pracowni hemo, mają duże szanse, żeby z tego wyjść. Co chwilę do mojego gabinetu wchodzi kobieta, upominając się, że czeka, dwie godziny temu oddała skierowanie i nadal nikt się nią nie zajął (w wywiadzie pierdoła, pacjentka w stanie bardzo dobrym, nie zgłasza żadnych dolegliwości, więc musi poczekać).
19.00, karetka. Facet 41 lat, lista chorób i zażywanych leków nie ma końca. Jego płuca dosłownie zalewa krew, jest też wszędzie dokoła. Potrzebuję pomocy. Dostaje leki, zabezpieczamy go, pobieramy badania. Przychodzą starsi, mądrzejsi, potwierdzają to, czego się obawiam. Mężczyzna świadomy, sam wie, jak się to skończy. Podpisuje papiery, nie chce uporczywej terapii, nie chce nawet respiratora. Prosi, żeby nie mówić żonie, „pracuje za granicą i tak nie przyjedzie teraz, a tylko będzie się martwiła”. W międzyczasie ona do niego dzwoni, a ten kłamie, że wszystko OK i żartują. Później rozmawia z córeczką, żeby była grzeczna u dziadków, bo nie wiadomo kiedy tata wróci. Znowu wchodzi kobieta z pierdołą, żądając mojego nazwiska, bo pisze skargę. Podaję i zamykam drzwi. Facet prosi, żebym po wszystkim osobiście zadzwoniła do żony. I chciałby, żeby przestało boleć, nie chce też być sam. Robię wszystko co mogę i na co on się zgadza. 
02.00, wychodzę ze szpitala. Facet zmarł, ale byłam przy nim do końca. Żona powiadomiona, jest już w drodze – „czułam, że kłamie”. W domu powinnam być kilka godzin temu. Mąż wyrzuca mi to, gdy w końcu kładę się obok niego. Patrzę na niego i myślę, co zrobiłabym na miejscu tego faceta. Czy też umiałabym tak udawać...
Trzy dni później tłumaczę się szefowi. Wpłynęły na mnie dwie skargi tego dnia. Była też żona, dziękuje, że mąż nie był sam.

Codziennie nienawidzę tej pracy i codziennie ją uwielbiam. Czasem nie mam sił, ale jutro znowu wyjmę stetoskop i zrobię, co mogę.

#gzlqn

Mam 17 lat i ważę 103 kg przy wzroście 174 cm. Nigdy nic ze sobą nie robiłam, bo tłumaczyłam to sobie moją chorobą (mam alergie i biorę sterydy). W dodatku mieszkam z babcią, więc w dzieciństwie miałam 7 posiłków dziennie + paróweczki na deser. 
To straszne, co stało się z moim ciałem. A kiedy mówię, że chyba zacznę ćwiczyć, od babci słyszę: „Wyglądasz zdrowo”, „Masz krągłości” itp. Chciałbym iść do dietetyka, ale babcia mówi, że to wymysł tych, co mają za dużo pieniędzy. Mam dość siebie. Wstydzę się chodzić na basen i siłownię. Chcę być inna, ale nie potrafię. Wstyd to przyznać, ale chyba jestem na to za słaba psychicznie.

#n0hUA

Właśnie rzuciłem pracę. Dlaczego?

Od pół roku nie ma funduszy na spodnie firmowe, ale wczoraj odbierałem od kuriera dwa komplety nowych felg do mercedesa szefa, oczywiście na fakturę. Plus do tego dwa komplety opon: 20 i 21 cali, więc troszkę takie kosztują.

Dodatkowo siadam do zawiadomienia Państwowej Inspekcji Pracy o wszystkich uchybieniach w firmie.

#Gs3AR

Kilka lat temu, będąc w 5 klasie podstawówki, po powrocie do domu ze szkoły zorientowałem się, że nie mam kluczy. Żeby zabić czas, zacząłem chodzić dookoła domu. Przechodząc pod oknem sypialni rodziców, zauważyłem, że jest ono lekko uchylone. Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Wejdę przez okno! Wadą pomysłu było to, że okno znajdowało się na piętrze, więc dzieliło mnie od niego ładnych kilka metrów. Niezrażony tą przeszkodą pobiegłem i wziąłem olbrzymią, ciężką drabinę, używaną do wchodzenia na dach. Przystawiłem ją do ściany, plecak zostawiłem na dole, a sam zacząłem piąć się w górę. Gdy dotarłem do celu, zorientowałem się, że nie otworzę okna bardziej, ponieważ od drugiej strony blokuje je biurko. Zniechęcony postanowiłem zejść na dół. I w tym momencie drabina uznała, że to dobry moment na hałaśliwy upadek na trawnik... Tak więc zostałem na wąskim parapecie 6 metrów nad ziemią, bez widoków na poprawienie swojej sytuacji w najbliższym czasie.
Problem rozwiązał się dopiero jak tata wrócił z pracy. 1,5 godziny później...

#YYiBX

W ramach wstępu: jestem przed 30., uczę w liceum, a moi uczniowie twierdzą, że jestem najlepszą nauczycielką, jaką było dane im spotkać. Skąd to wiem? Trzy miesiące temu na zastępstwie za jedną z nauczycielek zrobiłam luźną lekcję. Rozmawiałam z uczniami i wzajemnie opowiadaliśmy sobie o anegdotkach z życia. Uczniowie siedzący z tyłu (sześciu chłopców i jedno dziewczę) nagle podnieśli głos i zaczęli się kłócić. Poszło o grę. Dokładniej o League of Legends. Dwóch z chłopców twierdziło, że Yasuo to „najlepszy champ ever”, a reszta była temu przeciwna. Podeszłam do nich i uspokoiłam, bo jeden z chłopców zrobił się czerwony ze złości. Powiedziałam, że zachowują się jak banda małp w zoo, a na odchodne dodałam, że Yasuo wcale nie jest taki dobry. Zaskoczeni podeszli do mnie po lekcji i po krótkiej wymianie zdań podałam swój nick w LoL-u. Wieczorem miałam od całej szóstki zaproszenia do grona znajomych, a jeden z moich uczniów powiedział, że chciałby mi udowodnić, że nie mam racji odnośnie do wyżej wspomnianej postaci. Graliśmy 1 na 1 około trzech gier. Za każdym razem wybierał mi postać. Za każdym razem przegrał.
Na drugi dzień przyszedł, przyznał mi rację i nieśmiało zapytał, czy mogłabym go trochę podszkolić. Powiedziałam, że nie ma problemu, ale postawiłam warunek. Jeżeli poprawi oceny i zacznie mieć czwórki i piątki, a nie jedynki poprzeplatane z dwójami i trójami, to wtedy możemy porozmawiać.

Widać dostał odpowiednią motywację, bo w trzy tygodnie poprawił wszystkie oceny. Obecnie cała szóstka (i nie tylko oni, bo wieść, że „Pani od matmy grywa w LoL-a i ma poziom challengera” rozniosła się po całej szkole) zaczepia mnie na lekcjach, na przerwach i rozmawiamy o grze.

Nie spodziewałam się, że poprawią oceny, szczerze mówiąc, myślałam, że machną ręką na to, co powiedziałam i dadzą sobie spokój. Obecnie mam 34 uczniów, którzy dbają o oceny, żebym się zgodziła z nimi grać.
Wyszło na to, że teraz uczę nie tylko matematyki :)

#GddhL

Wynajmowałam jakiś czas temu przez kilka miesięcy z moim narzeczonym pokój w domu, którego głównymi najemcami była para rodaków z dzieckiem.
Pewnego dnia nasz współlokator powiesił się we wspólnym garażu.
Ja go znalazłam.
Ja go zdjęłam z kabla.
Krzyczałam o pomoc, jednocześnie wymiotując, choć wiedziałam, że nic mu już nie pomoże.
Za długo wisiał.
Ten chłopak nie był mi jakoś szczególnie bliski, ot co, mieszkaliśmy w jednym domu.
Umiem o tym rozmawiać, ale np. nie mogę teraz przebywać tam, gdzie jest zupełnie ciemno, bo się boję, na pewne wyrazy lub dźwięki reaguję lękiem.
Sama miałam kilka prób lata temu, ale nic nie wstrząsnęło mną tak jak to.
Nie umiem się pozbierać.
Chyba to sam fakt znalezienia go i dotykania trupa.
Nadal mam wrażenie, że to był sen.
Dodaj anonimowe wyznanie